Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19196
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Chciałam zrobić rozliczenie. Mruczka dopłaciła brakujące do transportu czterech psów 37 euro. Bank wypłaca tylko po 50 euro jako najmniejszy nominał. Mąż wypłacił więc 650 euro. Za całość w kantorze ( czyli za 600 euro) zapłacił 2758,80. Jeden psiak jest opłacany przez Olę ( 250 euro- 1149,50 zł ) Czyli od zapłaconych w katorze 2758,80 zł odejmujemy psa zapłaconego przez Olę - 1149,50 zł. Zostaje 1609.30. Od tego odejmuję 170,12 zł wpłacone przez Mruczkę. Czyli mąż w kanotrze zapłacił 1439.10 zł za transport 4 psów. zakładałam 1430 zł, ale kurs euro w kantorze dziś to 4,598 zł. I tak mamie nie udało się u niej wymienić euro, bo okoliczne kantory są pozamykane. Dopiero znajomy pożyczył jej euro i my mu zwrócimy, jak mąż pojedzie po sunię Toli. wszystko idzie jak po grudzie, niby małe problemy, ale stale coś. Na razie nie mam od Ameli czy przewoźnika żadnej wiadomości. siedze jak na szpilkach. przy oli wiedziałam co parę godzin, jak przebiega podróż, na jakim są etapie. Wstawię rachunek z kantoru, tylko go musze przenieść z aparatu, bo mi tu skany nie wchodzą.
  2. Nic nie robi, siedzi , patrzy i nie reaguje. Też mysle, że trzeba czasu. Wiem, ze każdy chciałby szybko efekt, ale jakims siłowym działaniem możemy pogorszyć jeszcze jej podejście do człowieka, a ona przeciez jest do adopcji. Zobaczcie, ile czasu potrzebowała Amely. przyjechała na początku grudnia, uciekała ode mnie, nie dała się dotknąć. Gdyby miała budę, to pewnie w niej chowałaby się, jak Suvi. Teraz podchodzi, podbiega i merda nawet ogonkiem. Daje się trochę posmyrać za uchem czy podrapać po grzbiecie. Po tak koszmarnych przejściach, a są zdecydowane postepy. Tak myśle, ze nawet gdyby na jakimś środku zleconym przez weta udało się Suvi przyspaną zabrac do domu, to mogłoby sytuacji nie poprawić wiele. Pokój dla niej jest na piętrze. Na pewno sama nie chciałaby poruszac się po domu. Gdyby była warcząca i wycofana, to też siedziałaby w tym pokoju, bo bałaby się przejsć schodami na parter. Pamiętacie zamojską Tanię. Ona też długo nie potrafiła zaufać. jednak stopniowo zaczeła poruszac się sama i wychodzić. Na nasz widok początkowo czmychała do transportera i wychodziła jeść tylko nocą. Suvi zjada posiłki, kiedy tylko odwrócę się do niej plecami. Siadam z nią co dzień w kojcu z psami. Może po kilku dniach tez bedzie jednak chciała wyjść. Pamiętajmy, że znała tylko jedno miejsce i swoje psie towarzyszki od lat. Nasze psy też są dla niej obce.
  3. Pomyliłam wątki ;) przenosze wpis na wątek Suvi.
  4. Własnie o to chodzi. Mojego sparaliżowanego Emila leczyła nam neurolog bez MRI. Miał miec wirusowe zapalenie stawów. wydaliśmy majatek, niby diagnoza była, ale było coraz gorzej i nowe objawy (np. padaczka przy dotykaniu go) . Dopiero po godzinach analizowania obrazów z MRI prof Wrzosek znalazł powód. były to dwa wirusy wywołujące zapalenie w móżdżku. Emil był bez szans. Jednak nie dałam rady go słuchać, bo traktowałam Emila jak dziecko. Dałam go uśpić dopiero kiedy poraziło mu przełyk i nie mógł juz pić i jeść. Prof Wrzosek potraktował nas ulgowo finansowo. takie zachowawcze leczenie na oko pożarło w sumie kilka tysiecy, on odkrył przyczynę po jednej wizycie.
  5. To starsza min. 10 letnia sunia. Żaden lekarz bez osłuchania serca nie poda niczego. Jedynym środkiem nie w zastrzyku jest Sedalin, a on ma różne skutki uboczne i niestety, przy źle działajacym sercu może spowodować zgon psa. Dla mnie to ostateczność, bo nie chciałabym mieć na sumieniu suni, która byc może tylko potrzebowała czasu. Własnie chodziło mi o obrożę i smycz, o których piszesz. Tak miały inne nieufne psiaki, które u nas były i to było bardzo pomocne. teraz jest sytuacja patowa - spora, warczaca sunia leżąca w tyle dużej budy, bez jakiejkolwiek opcji założenia jej czegoś. Może rzeczywiście jakimś sposobem byłoby ograniczenie jej posiłków? Ma podawane gotowane, suchą stale w misce. Nie ma motywacji, żeby chcieć relacji z człowiekiem. Tylko nie wiem, jak to miałoby wyglądać. Raz w zyciu musiałam przegłodzić moją pierwszą yorkę, bo doszłyśmy do etapu, ze chodziłam na kolanach wokół łóżka, gdzie ona była i udawałam, jakie pyszne jest jedzenie, które powinna zjesć. jadła tylko raz jeden rodzaj posiłku. Nastepny musiał byc całkiem inny. Dostała juz krzywicy, ale nie jadła. dzięki pomocy fachowca jakoś wytrzymałam te pięć dni fochów i siłowania się i jak w końcu zaczeła jeść, to jadła już przez całe życie. podałam jej juz Stress Out, bo to bezpieczny środek. Jednak ponoć na efekt trzeba dłużej czekać. Zastanawiam się ew. nad konsultacją z neurologiem i podaniem leków. Buda nie otwiera się. Nie wiem, czy szkoleniowiec ze sprzetem jest dobrym pomysłem. ona własnie w schronisku była łapana na petlę. Kolejny tak duży stres może spowodowac jej wycofanie się i dodatkową utratę zaufania do człowieka. W schronisku była już traktowana jak dzikuska i pracownicy zaznaczali, że warczała przy próbach zbliżenia się. Gdyby udało się ją jakoś wstawić do domu, to mozna by jej kupić feromony do kontaktu. Dzięki nim przetrwała i znormalniała zamojksa kotka dzikuska, która jest u nas.
  6. Jasne, ale to chyba do Anety mam dać znać, czy do Ciebie? Piąta, nie czwarta. Jadą dwie sunie do Agaty hoteliku, jedna od Toli do nas i Wasze dwie do DT od Poker. Nie wiem, którą marina wybrała. po dwóch dniach namysleń, zdecydowałam się, że sprowadziłabym druga z tych dwóch proponowanych, ale niestety przepisy pozwalają tylko na 5 psów w aucie i ona nie może już jechać. Jest tez inny transport, ale ponoc tez nie ma miejsca. Amelia mówi, że może jadą jakieś psy od hodowców, bo nna pewno nie tyle ze schroniska.Bez Oli jako pośredniczącej, jest o wiele trudniej i przeplyw informacji tez mam utrudniony.
  7. Sowo, możesz cos doradzić w kwestii suni? Nadal nie ma większego postepu. Wychodzi z budy, siedzi przy przedniej ściance kojca, ale jak podchodzi człowiek, to wchodzi do budy. Wczoraj weszłam do kojca, miała tam miskę z jedzeniem, otworzyłam drzwi i weszły tez inne psy. Borys zaczął jeść jej karmę z miski, Mati siedział mi na kolanach, chlopaki wchodzili i wychodzili. Ona siedziała w budzie, patrzyła na wszystko i nie reagowała na nic. Nie warczała na mnie i na psy, ale nie podjeła żadnej aktywności. Nie wyszła, nie zainteresowała się. Nie wyglądała też na wystraszoną, nie uciekała nawet ze wzrokiem, nie odwracała się. Po prostu lezała w głębi budy na jej szerokosć, obserwowała nas i tyle. Nie bardzo wiem, jak ją nakłonić do jakiejś aktywnosci/reakcji? Wielka szkoda, że przy wyjeździe ze schroniska nie załozono jej obroży czy szelek ze smyczą. Siedzi w głębi dużej budy, nie jestem w stanie nakłonić jej na wyjście. Przy zblizeniu się do budy warczy na nas. Nie mam więc jak jej cokolwiek założyć. Sama nie wykazuje chęci kontaktu. jednak na pewno chce wyjść z kojca, bo nocami szczeka. Tylko nie ma opcji, żebym ją puściła luzem, bo pewnie do kojca nie wróciłaby, a mogłaby zrobić podkop pod ogrodzeniem i po psie. Nawet gdyby nie uciekła, to na tak dużym terenie, nie dalibysmy jej rady złapać. Zjada posiłki, załatwia się. Sowo, może masz jakiś pomysł?
  8. Umawiaj się u prof. Wrzoska. Domyslam się, że to u niego bedzie we Wrocławiu robiony MRI? To jedyny taki specjalista i ostatnio uratował pieska kolezanki, gdzie jej "neurolog" zalecił eutanazję, bo pies niby nie miał szans. Po wizycie u prof. Wrzoska nie dość, że dostała nadzieję na jego życie, to po lekach cofnęły się objawy. Dziękowała mi, że ją tam skierowałam. bo juz nie miałaby ukochanego pupila. Jesli prof. Wrzosek uzna, że nie ma szans, to tak jest. Nie naciaga i nie mami ludzi. Ja z problemami neurologicznymi nauczyłam się, że tylko tam mam się kierować. Życzę Tosi zdrówka.
  9. Dziś mają wyjechac z Kijowa. Tez już chciałabym, żeby było po transporcie.
  10. Zazwyczaj mam obszerne ogłoszenia, żeby zawrzeć w nich większosć informacji dla oszczędności czasu mojego i potencjalnych zainteresowanych adopcją. Jednak większosć ludzi nie czyta ich nawet. Tak, jest info o małych zwierzetach w ogłoszeniu. Jakoś powoli uodparniam się na coraz bardziej powszechny wtórny analfabetyzm. Przy ogłaszaniu ukraińskiej Margo napisałam, że prosze o kontakt wyłącznie telefoniczny, bo nie wydam psa na podstawie smsów i że sunia dopiero uczy się życia z człowiekiem, a dostałam sms o to, czy lubi aportować. Miałam ochote odpisać, że tak, ale tylko kiedy nie czyta poezji. Myśle, że niektórzy powinni się rozpedzić i nieźle puknąć głową o ściane. Nawet kupując szczeniaka z renomowanej hodowli nie bedą miec aportujacego malucha.
  11. Moje ogłoszenie na wzór z informacjami: Nowego kochającego domu poszukuje 4 miesięczna suczka MARGO. Będzie średniej wielkości psiakiem, jest maluchem po przejściach, przyjechała ze schroniska na Ukrainie. Musiała pokonać niesamowicie długą drogę, żeby dostać szansę na nowe życie. Aktualnie przebywa w Domu Tymczasowym. jest zadbana, wykąpana. Margo jest żywiołową, wszędobylską, ciekawą świata suczką. Szuka aktywnej rodziny. Jest bardzo pogodnym, kontaktowym maluchem. Dopiero poznaje życie w domu i z człowiekiem. Ze względu na jej komfort nie zostanie wyadoptowana do domu z małymi dziećmi. Może zamieszkać z innym psem lub kotem. Wymaga treningu czystości. Jest zaszczepiona, zachipowana, odrobaczona, posiada paszport. Osoby zainteresowane adopcją Margo prosze o kontakt WYŁĄCZNIE tel.: 660124623. Jesli nie moge odebrać telefonu, oddzwonię. Nie odpowiadam na komentarze. Ogłoszenie ma na celu znalezienie dla sunijak najlepszej rodziny, nie obowiązuje więc zasada "kto pierwszy, ten lepszy". Osobom zainteresowanym adopcją zostanie przesłana ankieta przedadopcyjna. Później ewentualnie nastapi spotkanie w potencjalnym nowym miejscu zamieszkania. Dom ma być dla Margo, a nie odwrotnie, prosze wiec o wyrozumiałość, bo na wyadoptowującym spoczywa odpowiedzialność za całe jej przyszłe życie i pod tym właśnie kątem zostanie wybrany nowy dom. Margo zostanie przekazana po podpisaniu umowy adopcyjnej z fundacją i zobowiązaniu sie do wykonania w przyszłości sterylizacji suni. Suczka przebywa w Jarząbkowicach, woj. śląskie. Za okazane serce Margo odwdzięczy się tym, co ma najcenniejsze - swoją miłością i bezgranicznym oddaniem
  12. Ja zamieniłam z Warszawy, bo mąż już tam był i nie bede miała opcji transportu, na Kraków. Niestety, bez jednego zapytania. Ogłoszenia są wszystkie wyróznione, zaznaczyłam to na pierwszej stronie w rozliczeniach z tych pieniedzy, jakie wpłynęły na moje konto. Dziś korzystajac z okazji powyrózniałam swoje psiaki w tym ogłoszenie Margo na Katowice. jesli ktoś może ją ogłosić gdzieś na inne miasto, to bede wdzieczna. Nie było na razie żadnego odzewu. Zaraz wstawię jej ogłoszenie tu. Niestety, nie ma już środków na wyróżnienie kolejnych ogłoszeń. Psiaki w poniedziałek mają wyjechać z Kijowa.
  13. Tego psiaka wypatrzyłam na zdjeciach Toli w tym czasie, co zdecydowałam się na Borysa. Wtedy był taki mróz, a on z króciusieńką sierścią jak bokser. Przyjechał Borys, bo ledwo stął na łapach. Czarny, którego pokazuje Tola dla mnie jest ładny. Wyraz pysia ma jak buldożek francuski, tylko rozmiar inny. Widac, że to ten sam pies, tylko się postarzał. Dla psa ok. 3,5 roku to naprawdę sporo w takich warunkach :( gdybym wyadoptowała Borysa, to pewnie wzięłabym go, ale to raczej tylko moje gdybanie, bo trudno liczyć na adopcję Borysa.
  14. Chciałam potwierdzić, że otrzymałam wszystkie deklarowane kwoty. rozliczenie jest na pierwszej stronie. Dziękuję wszystkim gorąco.
  15. Tak, najbardziej to mi dziś żal tej, co nie przyjedzie. Gdybym nie była tak zapchana, to wzięłabym do siebie tą oneczkę, ale juz parka tych diabląt daje nieźle popalić. Szczególnie, w czasie lekcji na mikrofonie. Co dzień przekupuję je suszonymi żwaczami i świńskimi uszami, żeby były cicho w czasie lekcji. Tyle psiaczków ostatnio dostało szansę. Ty miałas chyba szczególnie trudno wybrać jednego.
  16. Nie szczególnie to jest walka. Dostał tydzien leki, teraz przerwa i drugą serię dostanie. Kupy sa idealne. Nie mają żadnych problemów. Mała Gugu pojechała do nowego domu z tabletkami. Nie szukamy domu o jakichś szczególnie wielkich wymaganiach, ale albo dzwoni o niego osoba, która z trudem jest w stanie sklecić zdanie, albo ktoś w bardzo podeszłym wieku lub dziś chyba Ukrainiec. Zadzwoniła bardzo sympatyczna dziewczyna, ale wynajmowane w bloku mieszkanie, 3-letnie dziecko, oboje pracują, mają już kota i 4 psy. mimo, że napradę fajna, to jednak trzeba myślec perspektywicznie, no i trudno mi wyobrazić sobie spacery z dzieciakiem w tym wieku, psim staruszkiem i szczeniakiem. Jeszcze takim, jak Mati, że ciągle piszczy na ręce i plącze się idealnie pod nogami. Nie podejmuję decyzji sama, konsultuję je z Tolą z fundacji, bo to na nich sa wydawane maluchy i z Olą, która opłacała ich transport.
  17. Ja też się dziwię. Chciałabym, żeby zadzwonił w końcu ktoś fajny i z warunkami, bo dotąd jesli nawet ktoś brzmi sympatycznie, to nie bardzo ma warunki, o reszcie pytajacych nie wspomnę. Ogłosiłam go nawet na Warszawę bo stamtad zawsze był odzew, a mąż dziś jechał i pierwszy raz z warszawskiego ogłoszenia nie miałam ani jednego zapytania. Tyle już wpłaciłas na nie, że rzeczywiście chyba bedziesz chodzić do pracy piechotą. Bardzo dziękuję za wpłatę. Dodam do rozliczenia.
  18. Kto jeszcze pomoże maluchom dojechac po nowe życie? Na zachętę wstawię Mattusia spod pachy. Gdyby nie miał możliwości przyjechać, to nadal siedziałby w schroniskowym kojcu i nikt nie wiedziałby, jaki jest z niego łóżkowy przytulak.
  19. Nie ma problemu z jedzeniem, bo ona pożera wzrokiem kocią puszkę, wiec nie musze kombinować. Dziś juz stała pod wejsciem i uciekła dopiero na mój widok do budy. Jak zostawiłam przy brzegu kojca jedzonko, to poczekała tylko az odwórcę się do niej tyłem, zrobię krok i podeszła je zjeść. Nie czekała az znikę z widoku. jest więc już jakiś postęp.
  20. Dziękuję bardzo, własnie ujęłam tą wpłatę w rozliczeniu i skopiowałam całe rozliczenie powyżej. dodatkowo rozliczenie zgodnie z sugestią Poker, dodałam na pierwszą stronę do pierwszego postu, pod zdjęciami zdjęć "moich" maluchów. Niestety, nie zostawiłam sobie tam wiecej rezerwowych postów. Jutro musze już kupić euro i zawieźć do Katowic Brakuje 103 euro do opłacenia transportu czwartego psiaka. Może ktoś jeszcze dorzuci?
  21. Spróbuję skopiować, jesli jest miejsce, bo na poprzedniej stronie prowadze aktualizację deklaracji i wpłat. Wczoraj nie było, a mój bank ksieguje po 12.00, więc teraz sprawdziłam i jest Twoja wpłata 50 zł, dziękuję. Niestety, ale ta cała covidowa sytuacja i zawirowania wymuszają na wszystkich anielską cierpliwość. Ja zakladałam, że po dojeździe moich trzech maluchów, już bede tylko skupiac się na szukaniu im domów. A tu nie dość, że musze ogarnąć zbiórkę środków, dowieźć euro do Katowic, żeby córka miała czym zapłacic, to jeszcze musze pośredniczyć w ogarnianiu odbiorów wszystkich psiaków i jechac tez odebrać potem z Katowic sunię Toli. Na dokładkę Marina poprosiła o odebranie i przetrzymanie psiaczka do innego domu dla kogoś z Poznania. nawet nie wiem, co z płatnością za niego, bo to sprawa załatwiana przez łancuszek osób. Mruczko, teraz myślę, że jesli Amelia rzeczywiście bedzie mogła zabrać małą kaszlącą sunie na koniec maja, to musze dac Ci do niej tel i musisz się umawiac z nią na odbiór z Bochni, bo nie bedzie wtedy mojego męża, więc nie pomogę z transportem. Już aktualizuję wpłaty, jakie pojawiły się na moim koncie.
×
×
  • Create New...