Jaaga
Members-
Posts
19191 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Jeszcze dodam, że rozmawialam z naszą lekarką , która powiedziala ze Bravecto działa aż dwa miesiące, czyli teraz nie można robić żadnej powtórki. Mamy jutro przyjechać z dwiema najgorszymi na zeskrobiny, sprawdzi czy nie ma żywych swierzbowcow. Podobno łatwo się zarazić, więc lepiej dla pewnosci sprawdzić. Gdyby byl niedobity, to jest lek w oprysku. Moja ulubienicą jest sunia dla znajomych Elik. Jest delikatna i slodka. Brana na ręce posikuje, ale juz i tak merda ogonkiem. Nie ucieka. Taki kopciuszek przy swoich siostrach.
-
Małe diablęta już są w domu i dają co chwilę koncert. Mialy być na wybiegu prosiaka, ale nie dość że jednej od razu udalo sie przecisnąć do połowy przez panel, to tak histerycznie reaguja na swinkę, ze nie na mowy o wspólnym zamieszkaniu. Cala okolica slyszala ich jazgot. Potem przeszły na wybieg Weny. Tam również robily koncert na wszystko. Nie szło dłużej wytrzymać i wzięliśmy je do pokoju Andżeli. Ona jest nieszczęśliwa na wybiegu, patrzy z wyrzutem, ale będzie tam musiała na jakiś czas zamieszkać. O ile uwielbiała córeczki Koffi, to te sunie znienawidziła od pierwszego momentu i bardzo starała się je dorwać. One jej nie były dłużne. Powinny jak najszybciej rozjechać sie do nowych domów, bo maja już zachowania ujadających na wszystko wiejskich burków. Jutro postaram się im zrobić zdjęcia. Tutaj wstawie zaraz po przyjeździe.
-
Tez jest rudy , podobnej wielkości i myślę, że bez problemu imię moze mieć z tego samego bazarku. Jest starszy raczej niz oceniono go w schronisku, cały czas furczy mu gdzie w głębi nosa czy w gardle przy oddychaniu. Poszedl na nowy wybieg, napił sie , najadł i padł pod jodłą. Spal mocno i jak się obudził nie umiałam go naklonic, żeby wstał i przeszedł na wybieg Weny. Tam już mu się nie podoba tak jak w cieniu drzewa, ale jednak poszedł po chwili do budy. Ma trudności w poruszaniu tylnymi lapami, taki sztywny chód. Ciagle pije, ma mnóstwo blizn i na łapach świeże pogryzienia, uszy jak falbanki. Jest spokojny i flegmatyczny. To naprawdę byl ostatni dzwonek na jego ratunek. Może tak właśnie miało być? Tamten rudas zdecydowanie lepiej funkcjonuje w schronisku. mam nadzieje, ze jemu uda się pomóc w następnej kolejności.
-
Tak, Aska7 jego zabrala za Rudasa. Jest w fatalnym stanie jak widać, ale Rudego mi bardzo żal. Niestety nie mam miejsca, żeby on też mógł przyjechać, gdyby Aska7 miala nastepnym razem klatkę w aucie. Wynosilam wlasnie swinke do ogrodu, kiedy dzwonily do mnie ze schroniska. Nie balabym się jego zachowania, bo wszystko mamy zabezpieczone, a na pewno to tylko reakcja lękowa przy łapaniu. Jednak nie dało się przejść dziś ograniczeń na miejscu. Pierwszy raz czuje taki ucisk w dołku, bo byłam pewna ze dzis juz odpocznie w spokojnym miejscu i pozna normalne życie. Tyle czasu miałam go na oku na zdjęciach Toli.
-
Tolu, preparat należy powtórzyć. Nawet świerzbowca usznego nie leczy się jedną dawką. Nasza Laima na nużenca tez wcierki miala dostawać i to częściej niż normalnie, bo co 3 tyg. Jeśli dzis nie dostały to ja im najwyżej cos kupię w dużym opakowaniu, podzielę i zakropię, bo nie mogę roznieść. Pocieszne te puchatki, ludziom na pewno będą się podobać.
-
Dziekuje za odzew odnośnie maluchów. Jak Tola wroci, to uporzadkuje wszystko. Wiem, ze jechali ze swierzbami na kontrolę. I ze Aska7 jutro nie upchnie juz kolejnych małych. Musiałyby przyjechać osobno.
-
Halo, halo!!! Ktoś pomoże? Dzwonił mąż Toli, bo Toli nie ma w domu i pytał, czy nie dałabym rady wziać choc części tych sierotek. Zaskoczył mnie pytaniem, bo jadą młode "świerzby", ale maluchy mają jutro jedyna szansę na transport w Polskę. Czekam na Tolę, zeby dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja starszych suczek jesli chodzi o DS. Gdyby ktos chciał wziąć do siebie na DT któregoś osieroconego bąbla lub pod opiekę u nas czy gdzieś indziej, to zgłaszajcie się, proszę. Potem nie bedzie mozliwości transportu. Dzis trzeba zadecydować i je zabezpieczyć. .
-
Wysyp matek z dziećmi nie ma końca. Tola została poproszona przez gminę o pomoc dla 6 szczeniaczków od dzikiej suczki. Matka uciekla ! Maluchy są same. są cudne, urodziwe i będą nieduże. 3 suczki i 3 pieski. Czy ktoś może zaoferować DT choć pojedynczo maluchom? Zastanawiam się, jak one przetrwaly w te mroźne noce. Moje psy na porannym spacerze sie trzęsą, a co dopiero takie maleństwa Do zabezpieczenia i bez żadnej opieki jest wiec matka i dwa mioty aż 9 szczeniątek! Najpilniej pomoc potrzebna dla tych bez suczki.
-
Trochę zaczynam się martwić, bo nie mam żadnej informacji odnośnie terminu dostarczenia budy. Jeszcze trzeba będzie ja pomalować i złożyć. Ogrodzenie tez nie gotowe, bo mąż ostatnio bywa gościem w domu. Dodatkowo betonowe podmurówki nie pasują do paneli, bo kupione z koniecznosci w innym sklepie. Trzeba wszystko docinać i dopasowywać i robota trwa trzy razy tyle. Wylewka schnie w swoim tempie. W środę, jak przyjadą szczeniaki mnie nie będzie, wiec chcialam, żeby wszystko było gotowe i łatwo poszło. Mam nadzieję, że jednak jutro wszystko uda się ogarnąć.
-
Nie wiem ile brakuje, bo nie miałam możliwości podsumować deklaracji, ale pobyt z jedzeniem wyniesie ok 500 zl, bo to duży pies. Może Aska7 podsumowała deklaracje? Chyba łatwiej będzie, jak rudy będzie mieć swój wątek. Wyobrażam sobie i podziwiam zaparcie Wiele wiekszych psów, które często nigdy nie mieszkaly w domu ma na początku problem z pokonaniem choćby jednego piętra i ogólnie z używaniem schodów. Mysle, że w zależności od jego wielkosci 450-500 zl z jedzeniem.
-
Tola juz go pokazywała wczesniej. Mysle, że najwieksza trudnością przy płatnym miejscu byłoby zebranie stałych deklaracji. To pies, który cale życie spędził w schronisku. Oczywiście moze tez zaskoczyć pozytywnie jak Maxim, ale trzeba liczyć się z tym, że trzeba go będzie ogarnąć i przyzwyczajać do normalnego życia, a może nie chcieć juz nawiązać z człowiekiem bliższego kontaktu. Do nas tez mogl przyjechać, ale nie udało się ruszyć, kiedy Tola starała się mu pomóc.
-
Ten tez mi w głowie siedzi. Może i jego ktoś zechce zabrać? Czasem cuda sie zdarzają. Wczoraj np pojechal do domu nasz hotelowy ukrainski Maxim. 10 lat, czarny, ok.30 kg, bez łapy. Nie liczylam na jego adopcję, a już na pewno nie na to, ze znajdzie dom szybciej niż Laima, z którą przyjechał. A jednak
-
Wzajemnie i wiesz o tym Agato, dziekuję Ci bardzo. Dziś łzy mi popłynęły na filmiku Mariny, kiedy pierwszy raz tam psy wszystkie z żebrami na wierzchu rzucały się na kurze korpusy. Ona też pisała, co je, kiedy juz może cos przełknąć. Pokrzywy nie są najgorsze. Szczególnie są cenne na przedwiośniu, oczyszczają organizm. Witamy je entuzjastcznie jak bluszczyk kurdybanek czy podagrycznik. Ja mojemu juz wytłumaczyłam i stwierdził, że ze mna przetrwa. Jakby co, zrobię kotlet z huby, zupę czy sałatkę z chwastów, kawę z cykorii. Na poważnie, naprawdę doceniam pomoc.
-
Dziękuję bardzo za deklaracje dla rudego weterana. Duże psy mają się najgorzej, bo jest najmniej chętnych do pomocy, najmniej miejsc dla nich, mniej chętnych na adopcję domów. Wiem, ze każdy teraz musi rozsądnie gospodarować finansami i trudno cokolwiek przewidywać. Tym bardziej doceniam każdy dar serca. Wczoraj ogarnialiśmy popołudniu teren i drzewa pod nową zagrodę docelowo dla naszego Babucia Dorci, ale tymczasowo dla zamojskich szczeniaków ze świerzbowcem. Wypusciłam z domu psy i patrząc na nie zastanawiałam się, czy mnie popizgało? Same duże. Samo życie. Ciapciak - z miotu na wsi po dożycy i wiejskim burku- z 9 szczeniąt z miotu przeżyły 3,dogomaniaczka poprosiła mnie o DT dla dwójki. Suczka poszła do adopcji, Ciapciak został. Fly - przyprowdzony przez ochroniarza sklepu z pytaniem, czy bierzemy czy ma odprowadzić do schroniska za skrzyżowaniem, Jimmy - dziki pies z mysłowickiego schroniska - spędził tam 6 lat w ciasnym, betonowym kojcu, gdzie pracownik wchodząc lał na odlew smyczą, zeby psy się nie zblizały. Kto słyszał o Mysłowicach, ten wie, co przeżył. Kaj - ukraińska niemota nie funkcjonujaca bez innych psów. Bakster z sosnowieckiego schroniska - uratowany jako osesek ze smietnika, hotelik fundacyjny zadzwonił do nas z prośbą o przejęcie go, bo sobie nie radzili. U nas chciał gryźć potencjalnych adoptujacych, więc sami po 2 latach adoptowaliśmy go. Borys - wiadomo - stary pies wariatki, Angela 'ludojad' - podobnie, tylko tym razem juz UPARTEJ wariatki do kwadratu. Maxim - hotelowy ukraiński trójłapek zakapior. Był średnikiem, po odkarmieniu ma ok. 30 kg. I nasza cudna miodowooka czarna Lilia - Linda. Szlachetna, nadwrażliwa, okaleczona przez złych ludzi - z postrzelonym kręgosłupem, wyrwanymi ze stawów tylnymi łapami - każdego dnia trzeba ją od nowa przekonywać, że ludzie jednak nie są źli. Są też tacy, którzy kochają, przytulają. I że co wstanie słońce, to po nocy zostają takimi samymi, nie staną się naraz potworami. Co dzień od prawie dwóch lat musimy mierzyć się z jej spłoszonym spojrzeniem i rano uspokajającym głosem zapewniac, że wszystko jest dobrze. Do "kolekcji" może zaliczy się też Baryton. Jest wilczakopodobnym średniakiem. Przyjechał z Ukrainy, gluchy na skutek urazu i z pociskami przy kręgosłupie. Jest z nami 1,5 roku. przeszedł ciężką neurochirurgiczna operację. Od 2 mies. nie chodzi. Jest noszony na rękach. Próbujemy wszystkich mozliwych leków i środków.Typowo ukraińska natura - wbrew wszystkiemu ma apetyt, szczekaniem daje znac o swoich potrzebach, nie mamy sumienia więc umówić wetki do eutanazji. Dzis popizgało mnie kompletnie. Na profilu schroniska Mariny zobaczyłam filmik z ok 7 tyg. szczeniakami docelowo dużymi. Napisałam do Oli. Powiedziała, że niczego nie da się zaplanować. Jesli zgłoszę się do wzięcia ich, a dałoby się przetransportować , to decyzja bedzie podjęta z dnia na dzień. Rudy ma więc gdzie przyjechać, tylko musi byc finansowo zabezpieczony. ZUS jest podnoszony teraz z miesiąca na miesiąc. Mamy legalną działalność z wszystkimi jej kosztami. Mam na siebie, oprócz psów, adoptowanych 10 kotów. Jesli ktoś może pomóc zatrzeć 13 zmarnowanych koszmarnych lat Rudaska to proszę - pomózcie.