Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Podałam 2cm. podskórnie. Bądźmy dobrej myśli. Daszeńka kochana zjadła swoją kolacyjkę z syropem wspomagającym czynność wątroby. I jeszcze sobie tu i tam kuśtyka. Traumeelu nie podaję, bo wciąż działa blokada sterydowa.
  2. Cieszył się życiem, jak mógł...Mnie też brakuje jego szafirowych oczek, ale ile można gnić w starym schorowanym ciele...? Powróci w nowym. Wierzę w reinkarnację.
  3. Duke wymaga mojego uważnego monitoringu podczas posiłków, ponieważ otóż już sam widok gara powala go na ziemię i trzeba mu ów gar dosunąć i być przy nim, kiedy konsumuje. Skrzywiony łepek wciąż patrzy, czy na niego patrzą i czy ma wsparcie duchowe, werbalne i siłowe. Kiedy wie, że ma, kłapie paszczą nawet na cienie innych psów, bo nie widzi na boki, a podstęp węszy w każdym szeleście ;) Tak więc je patrząc mi w oczy, z pyska żarełko leci, bo rzadko patrzy, co zjada. Czasem się we mnie zapatrzy i wtedy na chwilkę nie je, a tu Hera tupa i Rafi nie mogąc znieść tego bezruchu :D Kiedy ośmielą się podejść bliżej już kłapnięcie resztek zębów przywołuje ich do porządku. Kiedy nałożę i pójdę do innych - nie zje tylko pójdzie za mną i będzie mi się przewracał pod nogami, aż nie wrócimy z powrotem do jego gara, w którym zazwyczaj już posprzątane na błysk. Wtedy nakładam i pilnuję. Biedaczek nie ma zbyt dużej pojemności żołądka, ale napcha się do pełna, wypije syropek i daje radę.
  4. Nie pisałam unieruchomiona przez świąteczne zapalenie oskrzeli. Psiaki za to wszystkie mają się wybornie. Ząbalek nagle przemienił się w psa stróżującego ;) Szczeka teraz jakby całe życie nic innego nie robił. Chudy nadal niczym patyk, ale nieco zmężniał. Kiedy Julka wraca ze szkoły leci do niej galopem i płaaaaaaaacze, żeby być pierwszym utulonym :D Nie omieszka jej oczywiście upitolić w rękę, bo to jego osobisty znak szczególny - łapać wszystkie wyciągnięte ręce bez względu na kierunek :D Śmieszny jest bardzo, bo w dodatku zaczyna groźnie warczeć na słabszych ;) Czyli na Duka, który też jest cieniem psa, ale za to się przewraca. A Ząbi stoi na swych łapinach mimo iż nim chwieje na boki.
  5. Ja je obie uwielbiam, ale muszą być podziwiane osobno. Ostatnio poszły razem w tango w pola za stadem saren i wróciły po godzinie. Zziajane, brudne, mokre i szczęśliwe. Wtedy dopiero pięknie leżakowały na podwórzu - niczym dwa sfinksy. A ja przez godzinę umierałam ze strachu - jeździłyśmy z Julką po polach, ale nigdzie śladu po nich nie było. Zaczęłam knuć, co im zrobię, jak wrócą - karcer, lanie, darcie skóry, głodówka, uszy pourywam, obiję kijami i zagłodzę. Potem się martwiłam,a potem nagle, kiedy zobaczyłam, jak pędzą łąkami do domu, to aż mnie wzruszyło. Lania nie było, ukochałam, dałam parę klapsów, ale pro forma, bo wydały mi się takie piękne i wierne. Dwie siwe mordki. Latawice.
  6. Dziękuję asl. Czyli muszę się emocjonalnie nastawić na podanie jej amigdaliny.
  7. Misior wisi na łańcuchu na fotce w Allegro :-? Może inne wstawić? To zdjęcie pstryknięte przez APSĘ po incydencie zaatakowania innej suni - na oczach dziewczyn....Musiałam ją podpiąć niestety. Misia jest kochana, ale bez Kajki obok.
  8. Sztuczne pochwy???????????????????????? To chyba żart!
  9. Ja uwielbiam patrzeć, jak Duke zjada jabłko :D Delikatnie, po troszku - jak hrabia ;)
  10. Cieszy mnie każdy jej psi uśmiech i wytruchtanie przed garaż w celu przeciągnięcia się. Jest nieco szczuplejsza - nieco ;) Mniej ją karmię i więcej chodzi.
  11. Diuczek dostaje zastrzyki - po 2 dziennie, wzmacniające funkcje wątroby. Z powodu mojej niewydolności kurację rozpoczełam później, bo nie można jej przerwywać, a ja nie byłabym w stanie tego dopilnować. Teraz jesteśmy na bieżąco. Duke mnie rozczula, bo jako jeden z niewielu bardzo lubi owoce i warzywa. Codziennie dostaje jabłko, które sobie ogryza przewróciwszy się wdzięcznie uprzednio. Jest wtedy bardzo nietowarzyski, warczy i kłapie zębami na inne psy, które chciałyby chociażby powąchać jego chrupiący skarb ;) Poza tym uwielbia moje wegetariańskie zupki - ostatnio zaliczył zupkę z czarnej soi. Jeżeli zostają w domu jakieś niedojedzone pomidory, ogórek....ogryzek - wszystko zjada Duke. Ma sekretnie wynoszone, chociaż reszta stada takich rzeczy raczej nie tyka ;)
  12. Carmen nieustannie zrzuca swoje zimowe futro, a jest co zrzucać. Oboje z Sokołem wyglądają niefajnie, ale poza tym, to energia ją roznosi, pilnuje Kajki, żeby uszy nosiła niżej niż jej korpulentna wysokość. I w dodatku nauczyła tego Herę. Teraz we dwie biegają za wypuszczoną z kojca Kają i układają ją. Nawet podczas robienia kupy uszy muszą być regulaminowo, zgodnie z normą ułożone płasko, żeby broń Boże żadne wyżej nie sterczało. A Kaja sucz jest bystra i uszy stosuje do wymogów tylko na początku, potem coraz wyżej, wyżej, a potem ma wszystko w głębokim poważaniu ;)
  13. [quote name='bela51']Gromis, biedny strachulcu, co z Tobą dalej bedzie? Moze rzeczywiscie zmieniłybyscie hotel? Jamor ma zaciecie do pracy z psami. U Czarodziejki jest psie hospicjum, Grom tam nie pasuje.[/QUOTE] Jeżeli Jarmor zechciałby się nim zająć, to czemu nie spróbować? Może codzienną pracą coś z niego wyciśnie. Nie wiem, na ile jest to możliwe, bo nasz kawaler ma już z 6 lat, jak nie 7 :-?
  14. Daszeńka bardzo pogodna i w dobrej kondycji. Julka zastała ją nawet śpiącą pod domem w słoneczny poranek :) Dziś otrzymałam kolejną porcję Traumeelu i Beta Glukan od Ewy - dzięki, Bóg zapłać. Guz Daszy minimalnie się zmniejszył i przeszedł bardziej pod łapę. Przedtem był wywalony w bok. Chyba lepiej jej się chodzi, z czego skwapliwie korzysta. Przepycha się nawet między psami do głaskania i szczerzy kły, kiedy ktoś jej podejdzie pod łapy. Obserwuję bardzo dużą poprawę jej samopoczucia. Powinnyśmy jechać na kontrolę do Łasku i wybierzemy się po weekendzie. Nie wiem, jak ją dalej prowadzić...steryd, czy Amigdalina. Jedno wyklucza drugie. Podaję jej wszystkie suplementy. Dokupiłam Spirulinę i daję jej 8 tabletek dziennie, tak jak dawała Anett swojemu psu - z dobrym skutkiem, bo guz się zmniejszył. Probiotyku już nie mam, a w aptece nie było ani Sanprobi ani Probacti. Będą wponiedziałek. Ewo podziękuj swojemu Tacie za wsparcie finansowe. Finanse Daszeńki: 150 zł dostałam od taty Ewy + katarzyna09 wysłała 10zł + 50 zł od sąsiadki asl. Wizyta u weta, wraz z badaniem, usg i pobieraniem krwi i sterydem - 130 zł, Spirulina 2 opakowania 30 zł, probiotyk dokupię w poniedziałek. Musimy przemyśleć tę kurację sterydową. Popytam jeszcze znajomych. Poproszę też Anett o wypowiedź tu na wątku. Wiem, że kuracje różnie przebiegają i różnie wpływają na poszczególne organizmy. Chcę dla Daszeńki jak najlepiej, chcę, żeby cieszyła się każdym dniem tak jak teraz - ja to widzę. Boję się, że po amigdalinie znów mi zasłabnie. Ale, jeżeli to jedyna droga do poprawy, to nie mam wyboru. Tylko, czy to zadziała i w jakim stopniu, kiedy? Co dzięki temu zyskamy? Same pytania, niepewność i mało czasu. Poza kuśtykaniem i odstawioną łapką Dasz funkcjonuje w miarę normalnie. Nie widzę cierpienia na pyszczku. Jutro 10ty dzień. Na tyle obliczone jest działanie sterydu. Teraz dopiero będę mogła napisać, co się zmieniło i czy na korzyść. Czy jej komfort życia po ustaniu działania sterydu będzie taki sam czy gorszy.
  15. Sunie pozdrawiają i proszą o ogłoszenia.
  16. A żyje sobie cały w wiosennych skowronkach, szaleje z Herą i czeka na dom.
  17. Zapalenie oskrzeli i wciąż mnie jeszcze trzyma. Jak ktoś nigdy nie choruje, to jak go zmoże to na amen...:-?
  18. Poczekajmy, co powie wet. Czyli Amigdalina w zastrzyku co kilka dni?
  19. Radzi sobie nieźle. Kolejny raz się powtarzam, ale przeleżałam chora całe święta nie wychodząc z domu. Psami zajęła się rodzina. Duke w gorące dni leżał w resztkach wody w oczku wodnym, które prawie wyschło i zafundował sobie wielki suchy placek błota na jednym boku. Wygląda interesująco. Ogólnie jest ok. Biegał z dzieciakami w święta, leżał na kocachg, bo były pikniki i w ogóle uczestniczył czynnie w życiu Julki i jej towarzystwa. Płynęły też z tego tytułu gratyfikacje ;) Uświadczył więc chłopak smakołyków i zachwytów. Muszę jednak pomyśleć, co z tym bokiem. W oczku jest sporo gliny, a ta jak zaschnie....ale co tam, szczęścia nie mierzy się czystością futra 8)
  20. Niestety jeszcze jestem niedoleczona i czeka mnie kolejna wizyta u lekarza...W życiu nie byłam w takim stanie...:-?
  21. Otóż jeszcze dycham, ale stresy z Daszą totalnie mnie rozwaliły i przeleżałam plackiem całe święta. Bez jedzenia prawie i na prochach. W opiece nad psami pomogła mi rodzina, bo ja kilka dni nie wychodziłam z łóżka. Frida ma się dobrze. Słyszałam jej szczekanie i obwarkiwanie, bo kiedy mnie nie było tytułem choroby psy zrobiły się bardzo nerwowe i jeden drugiego pouczał. Aron stracił w międzyczasie dwie swoje spruchniałe jedynki, Duke w gorący dzień leżał w bagnie, bo oczko wodne prawie wyschło. Teraz ma na boku suchy placek błota. Frida zmężniała i ustawia młodszych chłopców. Hera z Carmen obie biegają za Kajką, żeby uszy nosiła nisko 8) Bej się spasł niemiłosiernie, bo dostawał porcje dla owczarków, Ząbalek chodził jak cień za Julką i bez przerwy łapał ją za rękę - ma ślady po tej miłości. Szarik natomiast przyniósł mi wstyd, bo ugryzł w pupę Julki kolegę, który przyniósł kości dla psów w święta. Wszedł jak zawsze, a tu podeszło ciężko wielkie futro i bez dyskusji go uchlało. Nie wierzyłam, pośladek musiałam opatrzyć, bo było troszkę krwi i siniak....Mój Szaruś - sama słodycz. Jest taki sam jak Carmen - ten sam model. I ma takie niewinne oczyska i wiernie patrzy i chodząca łagodność. Kiedy go ochrzaniałam to czułam się, jakbym mu gwóźdź w serce wbijała, bo tak smutno stał i koślawy się zaraz zrobił. Na szczęście następne dni dzieci bawiły się bezpiecznie wśród psów i z psami, a naburmuszony Szarik leżał pod drzwiami i udawał, że świat nie istnieje.
  22. Dzięki Ewo. Daszka jest na diecie. Wczoraj nagotowałam psom gnatów to obgryzania i kiedy zaczęłam rozdawać, nagle wyrosła zaciekawiona pytająca mordka Daszeńki. Przyszła po swój przydział ;) Taki ma wyostrzony słuch teraz, ale zdecydowanie lepiej jej się kuśtyka.
  23. Już dobrze, ale święta przeleżałam w łóżku na antybiotykach z ciężkim zapaleniem oskrzeli. Stresy mnie powaliły. Mało snu, wiele łez, prawie nie jadłam. Daszka wciąż źle, nowotwór ją zabija...kocica tydzień w domu pod kontrolą na zastrzykach, łapa wciąż krwawi i nie zarasta się... Hercia ok. Kiedy nie wychodziłam przez kilka dni i psami zajmowała się kuzynka wraz z córcią. Hera spała pod moim oknem, a kiedy mnie w nim widziała, chciał dosłownie wskoczyć przez szybę. Kochane suczydełko. Wszystkie moje biedaki uściskałam dopiero dzisiaj. Garnęły się jak kaczki depcząc po sobie, ale wszystkie utuliłam i ukochałam. Przejrzałam oczy, uszy i zęby - Aron stracił jedynki...chyba mu same wypadły, albo od kości...:-? Staruszek już jest. Pieniądze otrzymałam. Dziękuję. Z paszportem wciąż czekamy.
×
×
  • Create New...