Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Przypomniało mi się - ciocia Katarzyna09 z Gdańska ten Arthoflex nam wysłała :) Dzięki Kasiu!!!I przepraszam, że mnie zamroczyło, ale Daszeńka mi prawie zeszła podczas chemii i tylko Ewa36 wie, co tu się działo. Tewraz sytuacja opanowana i wróciła mi pamięć skojarzeniowa, tak więc ponowne stokrotne dzięki!!!
  2. Dasz może cieszyć się życiem z ograniczonym bólem dzięki Ewie36. To ona dosyła całę partie Traumeelu. Bez zastrzyków przeciwbólowych nie wiem, jak by Dasz dawała radę...Dzięki Ewo! Czuwasz na odległość i tak szybko reagujesz.
  3. Z Dukem muszę jechać niestety do Łasku, bo moje wetki wysyłają krew do laboratorium i trochę to trwa, a tam robią na miejscu. Tak więc w piątek pojedziemy. Duke wszedł sobie dziś do stawiku, ale wyjść już pod górkę nie mógł, więc obudziło mnie jego rozpaczliwe wołanie o pomoc. Wypełzł jednak o własnych siłach. Ma kołderkę w drugim garażu, bo tam mu Julka pościeliła i tam zażywał schnięcia.
  4. Grom jest psem stróżującym idealnym dla kogoś, kto nie ma czasu się psami zajmować.
  5. Koców było kilka, leżały na trawniku niczym wyspy, więc indywidualiści wybrali sobie ciche oazy. Na tym kocu kotłował się jeszcze Bej robiąc za lalkę i główną maskotkę. Nawet leżał jak dzidzia na wznak z ugiętymi łapkami ;) Poza tym to było posiedzenie młodych ;) Duke bardzo chodzi za Julką. Bardzo chce być zauważony. Ona kopie piłkę, Hera, Rafi i Bej ją gonią, a Duczyna truchta wpatrzona w Julkę.
  6. Hera spała dziś pod moim oknem w pozycji embrionu. Nie wspomnę, że pół nocy tętniły kopyta i działy się cuda ;)
  7. W przeciwnym razie ciotka Luzia przyjedzie ze swoim sprzętem i posypią się kudły i filce ;)
  8. Dziś słoneczny dzień i Daszka bardzo pogodna pomimo niewątpliwego bólu. Wenflon wyjęła sobie wczoraj sama, żebym się nie fatygowała, więc dziś postanowiłam zerwać plaster z łapki, żeby nie uciskał, bo bardzo nad nim pracowała i zaciśnięty był okrótnie. Wyrwałam przy okazji boleśnie sporo sierści. Ukochałam sunieczkę za tego bóla, a ona czule oblizała mi ręce i przy okazji pyszczek młodej Hery, któa mi asystowała. A potem wdzięcznie podała mi tę chorą łapkę :loveu: Kochane suczydełko. Dostała już Traumeel pod skórę i miejmy nadzieję, że ucieszy się dniem dzisiejszym.
  9. A tu dzisiejszy spacerek :) Tu się tulimy i jest błogo, ale wszędobylski jęzor Rafiego właśnie pucuje mi p[oliczek, więc zdjęcie wyszło poruszone.
  10. Julka wyła ;) Bo tak se ładnie leżeli, a potem ją dziabnął, ale biedaczysko obolałe straszliwie...
  11. Wzięłam pod uwagę opcję zawiezienia Duka do weta, nawet do Łasku, bo i tak jechałam, gdzie miałby od ręki komplet badań, ale nasz biedak uświnił się w wodzie. Julka ganiała się z Herą i Rafim z piłką nożną, a nieszczęście nasze za nią, żeby go zauważyła i ukochała. Po kilku rundach już wysiadł i przewracał się, bo przecież staruszek jest. I wywalił się na gar z wodą, woda się wylała, on w błoto i niestety świniarz, ale jaki szczęśliwy ;) Jutro zatem pojedziemy do wetek. Bliżej, ale na wyniki trzeba będzie poczekać. Może zaordynują mu jakiś specyfik. Myślę, że domięśniowo vit B complex na stawi i może Combivit o ile nie będzie przeciwwskazań, a reszta zależy od schorzeń.
  12. Behawiorysta powiedział, że on jest szczęśliwy w swoim świecie i wcale nie jest biedny. Po prostu przeczekuje jakieś zagrożenie i niepewność, a potem już heja bongo. Definicja szczęśliwego psa, który kocha leżeć na trawce i mieć swojego człowieka w tym przypadku jest błędna. Grom potrzebuje jedynie terenu, który sobie oznaczy i michy z żarciem w określonym czasie. Człowiek może nie istnieć, albo pojawiać się na horyzoncie, żeby wnieść porządany element Gromisiowej rzeczywistości, a mianowicie michę z żarciem ;) Po czym winien się dyskretnie i szybko usunąć.
  13. I jak płacze....8) Stary koń.
  14. A tak szła na spacerek. [video]http://s1225.photobucket.com/albums/ee382/Czarodziejka7/?action=view¤t=20110419007.mp4[/video]
  15. Wcale nie omija ;) Herci wszędzie jest pełno, ale wtedy były nowe ciocie i nowy pies i Hera objawiła się jako przyczajony obserwator. Dziś byłyśmy na spacerze - wyrwała mi się przez furtkę i poszła za Kają i Carmen. Przyznam, że miałam stracha, bo nie planowałam jej puszczać, a ona wcale nie reagowała na moje wołanie, tak była zajęta przyczajonym posuwaniem za koleżankami. Przyszła jednak i wróciliśmy w komplecie do domku. Julka pokazała też Herci i Rafiemu swoją nową piłkę nożną 8) Nie wiem, w jakim jest stanie, bo ostro było. Sunieczka jest bardzo kochana i przylepka. Kiedy dawałam Daszeńce zastrzyk siedziała obok na baczność przyklejona do mniez i uszami do nieba jakby doceniała wagę sytuacji. Przytuliła się później, jak wystraszona dziewczynka :)
  16. Dziś Frida była w bardzo pogodnym nastroju. Zadeklarowała udział w spacerku, przyszła się utulić i towarzyszyła chorej Daszce na łące. Być może ostatni spadek nastroju i formy wiązał się z jakimiś dolegliwościami. Miejmy nadzieję, że słoneczko wygrzeje stare kości i poprawi nastrój. Dziś bardzo pozytywnie ją oceniam - obmacałam całe ciałko i niegdzie nie było reakcji bólowej. Spirulinę już łyka. Zastrzyki przeciwbólowe okazują się na razie zbędne :)
  17. Dziś rano Daszka była w lepszej formie, ale wciąż trochę skołowana po ostatniej białej chemii. Był jednak i element optymistyczny ;) Ktoś chciał podsiąść jej wybraną kołderkę. Po zastrzyku Dasz wyszła na słonko i zapragnęła iść na spacerek. Troszkę sfilcowana, ale po ostatnim czesaniu zaczęła brać te zastrzyki i zbyt jest obolała na kosmetykę. Może jutro... Na spacerku Daszka poskubała trawkę, pochodziła sobie, a nawet ku mojej radości wytarzała się jak dawniej. Łapki w górę i dupką kręciła. Zadzwoniła Anett w sprawie Duka, więc nie mogłam uchwycić tej chwilki. Szarik się kokosił koło Daszy :) Z Carmen podczas jedzenia trawy.
  18. Stary filc jest nie do wyczesania...niestety, ale może jednego dnia w końcu zrozumie, że gorąco się robi ;)
  19. Mam nadzieję, że znajdzie domek zanim znów coś straci ;) APSA z Dadą M śmiały się, że w sumie ogon też mu jest niepotrzebny, bo przy machaniu zachodzą zbyt duże przeciążenia :D
  20. Olgo - Grom raczej nie był bity ani nie ma żadnych złych wspomnień w związku z człowiekiem. To dzikie szczenię, które wychowywało się z dziką matką i po zgarnięciu miotu trafili wszyscy do schronu. Grom dorastał wśród psów, a człowiek jest mu po prostu zbędny do szczęścia. Behawiorysta stwierdził, że nie ma tu nad czym pracować, bo on nie musi się uczyć zaufania do człowieka, on nas nie potrzebuje do szczęścia. Cieszy się na mój widok, pozwala robić ze sobą to i owo, ale obcych się boi. Ma swój świat z toaletą na dachu, bo tak sobie zorganizował i jest już zbyt skrzywiony i zbyt "stary" na jakieś definitywne zmiany. Poczytaj sobie wątek od początku, bo wysnuwasz tu spekulacje, które wielkorotnie były obalane min. przez dziewczyny ze schronu w Koninie, które znają Groma i jego historię. Jeżeli chodzi o oddanie go pod opiekę jakiegokolwiek fachowca, do którego macie zaufanie, to jestem badzo za tym. Być może coś się jednak zmieni. U mnie przez 2 lata nauczył się jedynie wychodzić z kojac i leżeć spokojnie na trawie bez obawy, że człowiek się zbliży. Te chwile mnie na prawdę wzruszały, bo był zrelaksowany, spokojny i szczęśliwy. Teraz też, kiedy jest poza kojcem leży pod drzwiami, na werandzie i bardzo potrafi okazać mi sympatię machając ogonkiem i ciesząc się, że wychodzę i mam coś w ręku, ale do pogłaskania nie podejdzie, bo tego nie potrzebuje... Kobminujce więc, jeżeli ktoś go zmieni, to będzie to chwała wielka i cześć. Bardzo bym tego chciała.
  21. Duke potrzebuje natychmiastowej diagnozy. Chodzi biedak popiskując i przy każdym mocniejszym dotknięciu bardzo impulsywnie reaguje. Ugryzł Julkę w głowę, kiedy go wyciągała z rowu, w który się zgrabnie wpakował, a potem w nogę, kiedy lekko się o niego otarła układając psom koce w garażu. Zauważyłam, jak bardzo boi się niespodziewanego dotyku, ma nadwrażliwe oba boki. Podam mu zastrzyk przeciwbólowy i zobaczę, jak zadziała. APSA wspomniała, że on wciąż wydaje zapach moczu, do tego widzę, że dużo pije. Wczorajszą kolację jadł na leżąco. Musiałam go karmić ręką, żeby zjadł więcej, bo ledwo ruszył. Na początku chętnie przyjmował jedzonko prosto do pyska, warczał nawet na sępy krążące wokół, a potem już zdecydowanie nie chciał, czyli najadł się. Daję porządne porcje, więc to co zostaje dojadają wiecznie głodni ;)
  22. W nocy była pełnia i nie mogłam spać. Myślałam o Daszce, czy aby nie umiera teraz samotnie. Młode psy ganiały się wokół domu, Miśka szczekała a ja wreszcie jakoś zasnęłam. Zbudził mnie rozpaczliwy skowyt. Pobiegłam jak spałam, a to Duke z krzywą główką zapłakał, bo któryś staruszek wychodząc z garażu musiał go potrącić, albo nadepnąć. Ten nieszczęśny stary onek jest cały obolały i każde mocniejsze dotknięcie powoduje jego płacz. Jest nie zdiagnozowany, więc czekają nas badania. Daszka nie słyszała całej akcji po spała sobie spokojnie pod stołem snem sprawiedliwych. Rano znalazłam ją w innym miejscu, na innym kocyku, ogonek chodził, łapa rozbandażowana i wenflon wygryziony. Po gorących liniach z Ewą, wetem od kuracji Amigdaliną, moim wetem i wetkami doszłyśmy wczoraj do wniosku, że biała chemia bardzo osłabia naszą Daszeńkę. Postanowiliśmy odstawić najpierw witaminę C w ogóle, a teraz Amigdalinę na 3 dni, żeby się zrównoważyło wszystko w organiźmie Daszy. Kombinacja tych dwóch witamin bardzo obniża ciśnienie i wczoraj zauważyłam u suni niepokojącą senność. Podałam jej dziś tylko Traumeel przeciwbólowy. Dasz musiała w nocy wychodzić, bo nigdzie nie było nasikane. Po zastrzyku też wyszła przed garaż, rozejrzała się i ziewnęła kilka razy, popatrzyła, jak się sprawy mają i wróciła sobie na kocyk bliżej wyjścia. Teraz obserwuje sobie świat. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie. Już jest lepiej niż wczoraj. Rezygnujemy z wenflonu i kłucia kruchych żył, bo to dodatkowy ból i łapka kuleje. Za 3 dni podam jej Amigdalinę pod skórę. Mam najcieńsze igiełki i jeszcze dzisiaj dojadę do Łasku po następne. Traumeel jej zdecydowanie pomaga. Sytuacja wygląda tak, że Daszeńka powoli umiera, nowotwór jest silniejszy od jej umęczonego ciała i każda kuracja wzmacniająca- np. glukozą, odżywi również komórki rakowe. W piątek, o ile Dasz będzie w dobrej kondycji, pojadę z nią do Łasku na prześwietlenie, usg i pobranie krwi. Będziemy wiedzieć, z czym mamy do czynienia i na jaką skalę, bo że jest źle to widać niestety. Rokowań żadnych. Węzeł to wyrok. Pozostaje nam uśmierzać ból póki Daszka podejmuje wywanie i widać, że nie rezygnuje z życia. Kiedy jednak wyczuję, że ból ją przerasta....zadzwonię po wetki i Dasz zaśnie sobie spokojnie na zawsze pod swoim stołem.
  23. Byłam i przed chwilką. Dasz onieśmielona, że tak koło niej krążę. Nie wie już jak się odwdzięczyć, więc trzepie o podłogę ogonkiem i liże mnie wciąż po rękach. Popatrzyłam na to umęczone stare ciało i powiedziałam jej, że niedługo będzie wolna, będzie światełkiem i samą radością. Musimy tylko dotrzeć do kresu tej ciężkiej drogi, a ja nie chcę, żeby ją cokolwiek bolało. Daszeńka gaśnie z godnością, cieszy się każdą chwilką w tym wyniszczonym ciele i nie okazuje bólu. Z jednej strony chcę, żeby była wolna od cierpienia, a z drugiej chcę, żeby wciąż była.
  24. Ja mam onki porzucone, stare i chore. Jedna z suń - Daszeńka - odchodzi właśnie na nowotwór. Codziennie mam świadomość, że to może nasz ostatni wspólny dzień, albo noc...:(
×
×
  • Create New...