-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
Ja raczej nie choruję i nie chadzam po doktorach nigdy, ale ostatnie stresy to jakiś koszmar. Daszeńka dziś ma się dobrze, nastrój pogodny, łapka jakoś kuśtyka. Wyszła się przywitać i przeciągnąć. Muszę jej dokupić Sanprobi, Spirulinę i BetaGlukan. Wet powiedział, że spokojnie można jej podawać.
-
Carmen-piekna ONka . Odeszła za TM. (*)
Czarodziejka replied to bela51's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nikogo już nie wzrusza....? Ni domku ni sponsorów...:-? -
To może nas odwiedź....;)
-
Dasz pozdrawia wiosennie. Ma się dobrze, bo Julka codziennie bierze ją na chciane i wyczekiwane spacerki nad staw. Je z apetytem i jest chyba w lepszej kondycji. Ja plackiem przez całe święta na antybiotyklach i pigułach. Sama, zasmarkana i obolała....Julkę zabierał jej ojciec i całe święta spędzili tu i tam. Wracała na wieczór. Wraz z kuzynką pomagała mi przy psach, bo nie byłam w stanie nawet wyjść z domu.
-
BEJ w DT - POTRZEBNE OGŁOSZENIA i DS!!!
Czarodziejka replied to Ra_dunia's topic in Już w nowym domu
Przypomina pusty psi worek po jajku, ale niech będzie...Mam nadzieję, że to będzie na Górze policzone jako beret.... -
Paris-cudowna oneczka pogrążona w depresji MA DOM:)
Czarodziejka replied to Zofija's topic in Już w nowym domu
Dziękujemy :) Czemu jedna fotka tylko? 8) Piękna Parisia... -
BEJ w DT - POTRZEBNE OGŁOSZENIA i DS!!!
Czarodziejka replied to Ra_dunia's topic in Już w nowym domu
Moherowe ma się rozumieć :D -
BEJ w DT - POTRZEBNE OGŁOSZENIA i DS!!!
Czarodziejka replied to Ra_dunia's topic in Już w nowym domu
Jagódko słońce....jeżeli Bej nie pojedzie do tego domku, znaczy, że beret nie udziergany i puste słowa na wiatr rzucasz :roll::diabloti::cool3::razz:8) -
[quote name='Lionees']O nie,nie...nie po to przybyłam,taka nie jestem nadgorliwa:mdrmed: Ja latam po takich właśnie wątkach i szukam porad jak postępować z takim wystraszonym psem,bo nie mam juz pomysłów jak do niego dotrzeć.U Ciebie jest o tyle łatwiej,że pies jest na dworze,u mnie Bartek jest w domu,wlazł pod niziutką ławę i tam leżakuje całe dnie:roll:,czasami nawet na dwór nie chce wyjść,tylko załatwia się pod ławą...na chwilę obecną to zupełnie nie adopcyjny pies i nie wiem co zrobić,żeby to zmienić. A tak w ogóle to pomału wycofuje sie z dogo,także psów już nie biorę,to tak na marginesie[/QUOTE] Myślę, że to ten sam typ, co Grom. Dzikie szczenię....Nic się raczej nie zrobi. Grom jest u mnie 2 lata. I najdziwniejsze, że jest szczęśliwy, tak po psiemu. Widzi, że skoro gary z żarciem regularnie wjeżdżają do kojca, a ja pomimo różnych zawirowań zdrowotnych wciąż pojawiam się i dycham, czyli spełniam swą funkcję usługową, to znaczy, że jest ok. On się tak potrafi cieszyć, kiedy wracam skądkolwiek. Szczeka, macha ogonem, pychol uśmiechnięty, podskakuje, ale gdybym chciała podejść - schowa się. Przedtem miał ślepkę - korytarzyk za budą, w który się wsuwał, ale zmieniłam konstrukcję i teraz chowa się w budzie...
-
BEJ w DT - POTRZEBNE OGŁOSZENIA i DS!!!
Czarodziejka replied to Ra_dunia's topic in Już w nowym domu
Tymczasem obrastamy w tłuszczyk wiosenny. Jakiś czas temu Bej poszedł w lasy za stadem saren wraz z Rafim i suczami z Tomaszowa. Wrócił łajza po kilkunastu minutach z jęzorem po pas, kulejąc, dysząc i kaszląc. Miało być dane w doopę za niesłuchanie mojego wołania, ale były wetki z kroplówką dla Daszki i przeszło mu bokiem. Jedna z wetek bardzo się w nim zakochała, więc módlcie się, pośćcie i przywdziejcie mohery. Może coś tego wyjdzie. -
Dziękuję, że wszystkie jesteście z Daszką. Dziś od rana sunia dość energicznie uczestniczy w psim życiu. Więcej chodzi, nawet wychodzi do samej bramy, żeby zobaczyć, kto przyjechał. Cieszy mnie to, że się rozchadza. Kolejny dzień muszę z bólem serca dać jej mało jeść. Wczoraj tak wyrwała z pyskiem do Hery, która wszędzie mi w nakładaniu dań asystuje, że przez chwilę pomyślałam, że tu któryś z agresorów się kręci. Daszeńka kochana :) Życzymy wam wszystkim wesołych świąt i szczupłych talii po świętach 8)
-
Dzięki Belu :) Duke śmierdzi moczem schroniskowym, faktycznie bardzo intensywnie i wciąż, ale wyniki badań wykluczają mocznicę, jak już wspomniała Anett. Po rozmowie z wetem stwierdziliśmy, że w zasadzie to skoro on biedak już od kilku miesięcy ma ten zespół przedsionkowy, to raczej nie rokuje to żadnej nadziei na wyleczenie. Musi się tak biedak przewracać do końca. Jest jednak zdecydowanie niedożywiony i ma zanik mięśni, a brak koordynacji ruchowej nie zachęca go do aktywności. Chociaż, bardzo jest u nas biegający, szczególnie za Julką, więc mam nadzieję, że wypracuje sobie muskuły ;) Apetyt miał dzisiaj lepszy niż wczoraj. Duke ma troszkę podwyższone próby wątrobowe, ale bez paniki - starość najprawdopodobniej. Dostał wraz z Daszą do podziału syropek Silivet, oraz kurację wzmacniającą wątrobę w zastrzykach - po 2 dziennie, żeby go nieco ustabilizować. No i dieta bardziej białkowa niż tłuszczowa. Podałam mu też kompleks witaminowy na stawy w dwóch zastrzykach. Wet uznał, że można go również troszkę i w ten sposób podratować, bo ze starością i zastałym zespołem przedsionkowym to już się raczej nic więcej nie zrobi. Myszolek już ukochany i nakarmiony. Szkoda mi go, bo widzę, że te zaburzenia równowagi bardzo go dezorientują i biedak traci grunt pod łapami, ale może, kiedy będzi silniejszy będzie mu łatwiej. Całkowity koszt - 180 zł
-
Tak, 4 godziny przesiedziałam z nią w lecznicy w Łasku, do tego dość długa podróż, któą Dasz zniosła nieźle. Mam zdjęcia, ale nie mam siły wkleić, bo jestem totalnie zmęczona wszystkim. Do tego choróbsko mi się przyplątało i wczoraj po przywiezieniu zwierzyńca z lecznicy sama się wyekspediowałam do ludzkiego lekarza z osobistą diagnozą, że właśnie chyba schodzę 8) Dałam radę jednak zawieźć Daszeńkę i obstrzyknąć psy i kota. Daszy pobrano krew. Wyniki postaram się wkleić. Są dobre, żadnych niepokojących zmian. Jedynie próby wątrobowe nieco ponad normę, ale niewiele. To samo Duke, więc dostali syropek Silivet po łyżeczce dziennie. Dasza waży 27 kg :-? 5 więcej niż kiedy do mnie przyjechała rok temu. Masa utrudnia jej chodzenie, a nie chodzi dużo, bo ją boli skrzywiona łapka, która skrzywiła się, kiedy guz był w apogeum. Teraz usg wykazało, że jest rozlany, bez wyraźnej struktury i BYĆ MOŻE jego źródłem jest kość. Czyli tam byłby kolejny przerzut. Niestety nie możego sprawdzić żadną metodą nieinwazyjną, a operacja się nie zapowiada, bo guz jest nieoperacyjny. Daszeńka została dokładnie wygnieciona, wymiętolona i zbadana. Guz sam w sobie najprawdopodobniej nie jest bolesny, ale ucisk i zdeformowana łapka boli. Kiedy sunia leży najprawdopodobniej nie czuje dyskomfortu, ale chodzić musi. Doktor podał jej steryd o przedłużonym działaniiu, którego nazwy nie pamiętam. Po 10 dniach jedziemy na kontrolę. Steryd ma poprawić samopoczucie Dasz i pomóc jej się rozruszać. Tylko tyle można dla niej zrobić. Kiedy będzie bolało - uśmierzać. Zdaniem weta Daszka jest w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Serduszko w normie, płuca przy osłuchu też czyste, chociaż mogą być zawalone przerzutami...Po obmacaniu Daszeńki wszerz i wzdłóż wet stwierdził, że ogólnie bolesność jest niewielka, jedynie przy ucisku faktycznie widać, że boli. Chodzenie powoduje ucisk, ale musimy ją rozchodzić ze względu na ogólną jej kondycję. Daszeńka była bardzo dzielna, wciąż zainteresowana wszystkim dokoła, miała nawet chęć pokuśtykać po chodniku i bardzo zainteresowały ją zapachy na trawniku. Gdyby nie skrzywiona łapka i moja świadomość, że Dasz jest chora nic nie wskazywałoby, że to sunia w takim stanie. Chętnie piła wodę w lecznicy, troszkę leżała na materacyku, była grzeczna i nasłuchująca. Ufała mi, więc czuła się na właściwym miejscu. Drogę powrotną zniosła obserwując świat przez szybę. Wstąpiłam jeszcze do kuzynki, gdzie Dasz dostała miseczkę mleka i wegetariański posiłek, który kuzynka podzieliła na nas 3 ;) Wszystko zostało zjedzone, a sunia po którkiej wycieczce po ogrodzie weszła na wysokie schody i położyła się pod drzwiami. Po powrocie do domku zaraz truchtem obwąchiwana przez resztę udała się pod swój stół i do kolacji odsypiała podróż. Podałam jej dziś Spirulinę i Omega3 oraz Sanprobi, do tego Silivet na wątrobę. Micha błyszczy. Wszystko zjedzone - z bólem serca nałożyłam jej mniej. Tyle na dziś. Cieszy mnie, że Daszeńka jest w pogodnym nastroju i wciąż zainteresowana życiem. Krajobrazy sobie obserwowała przez szybę...nie mogłyśmy się z kuzynką nadziwić, jaki to rozum w Daszki mądrej główce i jaka ciekawość każdej nowej sytuacji.
-
Duke jest staruszkiem, którego wiek widać tylko po zębach, bo prezentuje się dość młodo. Stawy też ma chyba w porządku, może jakieś drobne zwyrodnienia typowe dla wieku, ale żadnych dysplastycznych wet nie stwierdził. Dość mocno go w lecznicy nagniatano i warczał tylko kiedy wet ścisnął go w pachwinach bioder, ale podobno to prawidłowa reakcja, bo psy nie lubią, kiedy naciska się je w tych miejscach. Generalnie to on nie jest obolały, tylko wciąż zdezorientowany i skołowany, stąd te piski niepewności. Kręcz łepetyny też pozostał prawdopodobnie po tym zapaleniu ucha, musiało być bardzo silne, bolesne i nie było leczone...Jutro jadę z Daszką i będę wiedziała, co faktycznie w Duku siedzi. Wetowi nie wyglądało to na mocznicę, ale nie można jej wykluczyć. Nie pije dużo, po podróży w gorącym samochodzie nie łyknął ani kropelki wody w lecznicy. Ma mały apetyt i wet stwierdził, że Duke jest niedożywiony i trzeba go podtuczyć. Tylko...on zbyt wiele nie jada. Karmię go ręką wprost do papy i prawie za niego przełykam, a one se panie leży i pluje. Smakuje mu mięsko i daję mu sporo, ale poza nim nie tyka makaronu. Ząbalowi dodaję chleb, bo tak jest nauczony i dopiero zaczął zjadać pełne gary. Duke je z chęcią suchą karmę, więc widocznie tak był przez lata karmiony. Traummel jest mu zdecydowanie nie potrzebny. Ewo, sorry, nie odpisuję na sms, ale po przyjeździe z lecznicy z Dukem i moją kocicą, która miała wypadek i prawie straciła łapkę, zawiozłam siebie do lekarza, bo czułam, że się dosłownie rozkładam i okazuje się, że mam ostre zapalenie oskrzeli. Tak więc teraz muszę i sobie aplikować piguły ;) Jutro rano wiozę Dasz z nadzieją, że będzie lepiej niż myślimy.
-
Tu jeszcze, jak sobie wchodzi do oczka i tak siedzi...siedzi...aż nasiąknie. Wtedy gramoli się na brzeg :)
-
Opowiadałam dziś mojemu wetowi o cherlawej posturze Ząbalka i po namyślę stwierdził, że możnaby go było wzmocnić niewielką kuracją sterydową. Musiałabym go jednak zawieźć do diagnozy wraz z wynikami, które mam. Kwestia, czy są pieniądze na leczenie Ząbalka jeżeli w ogóle kwalifikowałby się do tej kuracji?
-
Cicho, bo mi bardzo staruszki chorują..Daszka schodzi na nowotwór, przyjechał nie zdiagnozowany schrorowany Duke...Ząbalek na szczęście ma się jakoś pomimo swej cherlawej postury. Gryzie i szczeka jak pełnowartościowy pies wagi ciężkiej ;) Tu link do zdjęć zrobionych w niedzielę przez APSĘ i Dadę M, które przywiozły Duka ;) http://s683.photobucket.com/albums/vv192/Paluch_2009/cudze/Czarodziejka/?start=all Ząbala można tu wkleić ;)
-
Byliśmy u weta w Łasku. Duke ma zdiagnozowany zespół przedsionkowy po niedoleczonym zapaleniu ucha wewnętrznego. Jutro będą wyniki badania krwi i okaże się, czy ma mocznicę. Smród moczu zdaniem weta to pozostałość po schronie. Może się przewracał na siurach i sierść wchłonęła cały ten syf. Jeżeli chodzi o leczenie, to wet zaproponował kurację tygodniową, żeby zobaczyć, czy zespół przedsionkowy się cofnie. Podobno leczenie w pierwszych stadiach jest szybkie i skuteczne. Ile lat ma w ogóle Duke? Nie wiemy też ile czasu cierpi na to schorzenie. Jeżeli po tygodniu nie będzie poprawy, to będzie to oznaczać, że do końca musi żyć z zespołem przedsionkowym. Duke ma zdrowy kręgosłup, zaburzenia chodzenia wynikają z urazu ośrodka równowagi wewnątrz ucha. Przy okazji uszy panu wyczyszczono i obcięto mu pazury. Z pyska smród, zęby w stanie tragicznym.