Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Szarotko, ja się nie chcę spierać. Też poraża mnie ten Gromisiowy stan. Już rok temu rozmawiałam z osobami ze schronu w Koninie - martką i p. Prezes, bo uznałam, że jego pobyt u mnie nie rokuje żadnej spektakularnej zmiany. Jest szczęśliwy i na tym kropka. Jeżeli jest możliwość, żeby spróbować go zmienić, to należy spróbować - powtarzam co chwila jak mantrę. Tylko zastanówmy się, czego możemy od tego psa oczekiwać. Na smyczy chodził nie będzie. Nawet, jeżeli przepełznie parę metrów, to nie ma mowy o wyjściu na ulicę, czy spacer, żeby się normalnie załatwić. Moim skromnym zdaniem, pozostaje szukać mu jakiegoś terenu do stróżowania, gdzie będzie sobie mógł zorganizować swój świat. Może to być gdzieś na peryferiach cywilizacji, byleby był karmiony i miał wodę. Terra - kilkadziesiąt razy podkreśliłam, że Grom jest stróżem idealnym i bardzo czujnym ;) Szczeka w zróżnicowany sposób, tak, że wiadomo, czy gość przed bramą, czy stado saren za płotem. Myślę, że warto go intensywniej ogłaszać. Znam tego psa od 2 lat i naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie, że gdzieś będzie przechodził tresurę. Wyjazd do lecznicy na szczepienie jest dla niego koszmarem. Muszę podać lekkiego głupiego jasia, żeby można go było włożyć do samochodu. Druga sprawa, Grom mężczyzn bardziej się boi. Ma za to dobry kontakt z dzieckiem - moim oczywiście, bo innych unika zapadając się w budzie. Nie obawia się wziąć od Julki kości, czy kanapki prosto z ręki, ale przez pręty kojca. To jest właśnie ten dobry kontakt. Tyle. Jego przypadek jest o tyle dołujący, że on jest szczęśliwy w swoim pojęciu, a my się pałujemy, jak go uczynić szczęśliwym po naszemu. To też opinia behawiorysty - że to nam się wydaje, że on jest biedny, bo nie może się przytulić do człowieka, bo na spacerki nie może wychodzić na smyczy. Gdyby faktycznie tego chciał, to sam by się zsocjalizował w tak długim czasie. Grom ma 7 lat - spojrzałam w metrykę. W przypadku owczarka, to same wiecie....Najmłodszy nie jest. Odnośnie tresury - jestem przeciwko, ponieważ to jest dla niego ogromny, niewyobrażalny stres i to jest zdanie behawiorysty. Myślałam, że Jarmor jest behawiorystą. Jeżeli znacie jeszcze jakichś, to przedstawcie im sytuację Groma: 7 lat, wykastrowany, dzikię szczenię po dzikiej matce, całe życie w schronie, ostatnie dwa lata w dt, żadnego zainteresowania człowiekiem. Gdziekolwiek dzwonię i pytam mam tę samą odpowiedź - beznadziejna sytuacja, bo dzikie psy się po prostu nie zsocjalizują. Co innego psy z traumą, nieszczęśliwe. On nigdy nie był nieszczęśliwy poza chwilami, kiedy człowiek czegoś od niego nie zaczął chcieć. W schronie miał swój świat i tu też sobie go zorganizował. Tyle, że tu może sobie wychodzić poza kojec i swobodnie spacerować po ogrodach....Chcąc go uszczęśliwić na siłę możemy go znów okaleczyć i co wtedy? Gdzie pójdzie po nieudanej socjalizacji wystraszony i wycofany? Ja się dostosuję do waszych decyzji, ale weźcie pod uwagę przyszłość. Już sam przejazd to będzie koszmar...Potem nowe miejsce i w dodatku jakieś wymagania. U mnie po przyjeździe siedział cicho jak mysz przez dłuższy czas. Teraz jest wyluzowany na tyle, na ile pozwala mu jego psychika. Dlatego zależałoby mi na jakimś ostatecznym miejscu, gdzie po stersującej podróży on się uspokoi, ogarnie przestrzeń i oznaczy sobie swój teren. Troszkę się zaklimatyzuje i będzie go pilnował. Ja przestałam od Groma wymagać manier psa zsocjalizowanego. Widzę, że jest mu dobrze tak jak jest, zna układy, że żarcie dostaje w kojcu, więc nie podchodzi, kiedy stawiam innym psom na werandzie. Wie, że kiedy zaganiam, to musi iść do kojca, bo gdybym stała i wołała, to nie podejdzie. I tak sobie żyje, ja mu nie przeszkadzam, bo już zrozumiałam, jak ten pies funkcjonuje. Jest i tyle. Do głaskania i przytulania są wszystkie inne, a on stoi nieopodal i macha ogonem, ale nie podejdzie. Może tylko, żeby mnie powąchać.
  2. Carmen obrasta w fałdki, a Szarikowi idzie w masę. Jest wielki i wcale już nie widzę uroczego wcięcia w talii. Najlepiej leżeć pod drzwiami i warczeć na innych, żeby się tu nie plątali. Ale czujny jest misiek jeden. Kiedy tylko słyszy, że buty zakładam, to już ciężkie doopsko się podnosi, żebym mogła drzwi otworzyć :D
  3. Ja was rozumiem. Zauważcie jednak, że wasze przypadki nie były z dzikiego miotu po dzikiej matce, oraz iż Grom jest u mnie drugi rok - 24 miesiące. Wiele psów dzieliło z nim kojec, wiele już nie żyje inne poszły do domów. Gromiś w międzyczasie został wykastrowany i jedynie poziom agresji spadł, zaczął wychodzić z kojca i zwiedzać teren, leżał przed domem czując się bezpiecznie - o ile ktoś się nim nie zainteresował, wówczas spłoszony umykał gdzieś w krzaki. Szarotko, jeżeli jakikolwiek behawiorysta zgodzi się z nim popracować, to należy spróbować. Taka jest moja opinia. Ale nie należy nastawiać się na to, że on się totalnie zmieni - bo o to chodzi, żeby był normalny, czyli otwarty na człowieka. Nie zmieni się. Może w sytuacji granicznej, kiedy znalazłby się w pomieszczeniu z kimś, kto się poświęci, by z nim pracować. Trzeba się jednak liczyć z tym, że Grom uzna to za sytuację dla niego nienormalną, stresującą, będzie sikał pod siebie, bo potrzeb absolutnie nie zasygnalizuje, ponieważ nie jest nauczony wychodzenia na dwór, skoro całe życie przesiedział w kojcu. Rozmawiałam z dwoma behawiorystami i każdy ocenił ten przypadek na beznadziejny w sensie socjalizacji. To jest dziki pies, który nie chce bliższych kontaktów z człowiekiem. I jedyną rzeczą, jakiej pragnie jest poczucie bezpieczeństwa w jego własnym rozumieniu. On jest u mnie szczęśliwy, czyli takie warunki mu odpowiadają i gdyby takie się gdzieś znalazły, byłoby super. Gdyby znalazł się ktoś, kto zechce mu ofiarować przestrzeń i michę z żarciem. I jeszcze jedno. Dlaczego Grom się nie zmienia? Ponieważ jest mu dobrze tak jak jest. Przyjedź do mnie i sama oceń. Kiedy obce osoby są na podwórku jest zaniepokojony i czujny. Kiedy są w domu i obserwują go przez okno - widać jak na dłoni - pan i władca swojego terenu. Bez względu, gdzie akura jest - w kojcu zawsze czuje się najpewniej, ale uwielbia być poza nim. I gdyby zdarzyło mu się siedzieć w kojcu do końca życia byłby również szczęśliwy. Byleby było czysto i micha wjeżdżała.
  4. Pudło, moja droga 8)
  5. A spasł się, że aż wstyd i ugryzł dwóch Julki kolegów w tyłek. Taki, psia mać, bodyguard. A jak pokornie przyjmował burę. Łapa była dana na zrozumienie i kolejny haps w doopę. Chłopcy po 12 lat mieli. Muszę jednak przyznać, że za każdym razem, kiedy opatrzyłam ugryziony pośladek nieszczęśnika i opierniczyłam Szarika - wytargałam za grube uszy, przyjmował burę do wiadomości i drugi raz tego samego chłopca nie ugryzł. On nie lubi facetów. Ugryzł też Julki dziadka. I też w pośladek. Teraz muszę być czujna, kiedy jakikolwiek samiec ludzkiego gatunku wchodzi do nas, by upominać Szarika, żeby trzymał pysk przy sobie. A jaki nieszczęśliwy, że nie może łapnąć 8) I jak ciężko chodzi, zaraz ma sztywne łapy i jest smutny. Trzeba szybko przytulić i łapę poprosić. Pięknie podaje. Niestety jest gruby. Żre jak smok, a na spacery już doopsko się podnieść nie chce. Leży pod drzwiami i udaje, że go wcale nie ma ;)
  6. Dasz przesiedziałą cały dzień w betach, ponieważ padał śnieg z deszczem i było paskudnie. Przed kolacją wyszła się rozejrzeć, ale nie za daleko, żeby nikt jej kołderki nie zajął, bo wygrzana i nie napaskudził mokrymi łapami. Zjadła z apetytem, dostała zastrzyk i umościła się z powrotem na swoim legowisku. Myślę, że jest w normie.
  7. Fridunia jest starszą panią i na pewno ma swoje bóle. Ale ostatnio bardzo aktywnie się tu plącze, monitoruje i podszczekuje. Ona, Ząbal i Duke oraz mój Aron mają niską masę mimo dużego apetytu. Dlatego dostają specjalne większe porcje. Szarik, Sokół i Carmen np. tyją z powietrza. Szarik to już jest byk, Sokół za nim, a Carmen hoduje tłuste faldki. I jeszcze Bej - barył na krótkich łapach. Tak jak ludzie - jedni jedzą ponad normę i mają 36 8) inni muszą tupać w podskokach, żeby uzyskać względną normę i wcisnąć się w 44 :D
  8. No, ona na diecie obecnie, przyznam, nie jest...Nie da się. Czai się, podkrada, piska. Musi się nażreć, żeby się wyciszyć. A Dasz na diecie, dlatego muszę pilnować, żeby zjadła wszystko ze swojej fitness miseczki ;)
  9. Każdy bliższy kontakt Groma z człowiekiem to koszmarny stres. Wyprowadzanie go na smyczy, czy też zmuszanie do czegoś, to zdaniem behawiorysty permanentny stres, po którym musi do siebie dojść. Nie na próżno dostawał uspokajającą Hydroksyzynę i esencje Bacha, kiedy zdecydowałam się z nim popracować - czyli ośmielić go do wyjścia na smyczy. To nie jest młody pies i szkoda go narażać na takie stresy, jak wyprowadzanie na spacery 3 x dziennie. Zwłaszcza, że on nie wyjdzie za skarby świata. Próbowałam na początku i poźniej i teraz też ostatnio chciałam go podpiąć. Zna mnie dobrze i cieszy się na mój widok, wita radośnie machając ogonem i podszczekując, ale wyprowadzić się nie da. Kiedy go wyciągnęłam z budy, żeby APSA mogła zrobić zdjęcie, zlał się pod siebie ze strachu w budzie i wyciągnąć się nie dał. Popieram zdanie behawiorysty, że nie ma co męczyć go treningiem, bo to już nic nie da. Poza tym myślę, że Jarmor, podobnie, jak ja nie będzie katował siebie i Groma długim wyciąganiem go na siłę z kojca na spacer. Spaceru nie będzie, bo Grom ma głęboko gdzieć konwencjonalne zachowania, w tym i spacerki. Gromiś musi mieć swój mały bezpieczny świat i jakieś psie towarzystwo. Będzie idealnie szczęśliwy. Dziś leje, kojec otworzyłam, połaził i poszedł powrotem na miejsce do swojej budy, żeby nie moknąć ;)
  10. Grubas wczoraj dostał klapsa i nawet nie pisnął. Poszedł minowicie do Daszki i rzucił się na jej miseczkę, żeby wszystko ekspresowo wciągnąć, ale nie udało się. Dano w doopę i trzeba się było wynosić ;)
  11. Ja już w miarę dobrze. Sokolino również nie narzeka. Jest gdzieś tutaj...8)
  12. Otóż właśnie, czy jest sens...Grom już był diagnozowany przez behawiorystę jako przypadek beznadziejny - albo się go przyjmie takim, jaki jest, albo - uśpić :-? Pisałam już o tym ponad rok temu.
  13. Mr Ząb w samym środeczku ;)
  14. Na zdjęciu z Obornik to na pewno nie jest Ząbi. Brak rudych kropek nad oczętami i mordka nie w jego kształcie.
  15. Miałam wam wstawić zanim padłam na chorobę ;)
  16. I uszy ma takie smukłe...:) A tu widok z okna jeszcze przed moją chorobą....Sobota - Dzień Kości 8)
  17. Dasz podróżuje do lecznicy. Całą drogę uważnie obserwowała świat zza szyby. A tu w lecznicy na poczekalni. Spędziłyśmy tam prawie 5 godzin. Łącznie.
  18. Lekko skwaszona, ale nie jest źle. Pod wieczór wyszła zobaczyć, kiedy kolacja i wypatrywała, kiedy przyjdzie jej kolej, a kiedy szłam z jej miseczką do garażu to pędem biegła kuśtykając, żeby zdążyć być na miejscu ;) Głoda ma, bo konsekwentnie ją odchudzam. Może dlatego mogła dziś podbiec. Zjadła kaszkę mannę ze szpinakiem, dwa skrzydełka i udko bez kości - wszystko w rosole. Do tego Silivet na wątrobę i suplementy + Traumeel w zastrzyku. Menu lekkostrawne jak w pensjonacie dla emerytowanych gwiazd ;) Kiedy Dasz jest lekko niedojedzona, ma więcej energii, by wyglądać, czy gdzieś ktoś czegoś dobrego zaraz nie poda, czyli chodzi i jest aktywna.
  19. Ja Obornik nie ogarniam, ale jednocześnie wcale nie jestem zdziwiona.
  20. Moja kuzynka uważa, że Ząbi to doberman 8) APSA i DadaM są świadkami owego orzeczenia. A dobermany, jak wiemy, to psy obronne ;)
  21. Nie, no 8) Zostaw zasyfialca. Jest bardziej marketingowy :D
  22. To coś wcale nie przypomina naszej Carmisi :D Ciotki Samo Zło w czystej postaci, mojej sfilcowanej rury od odkurzacza z ryjkiem niczym trąbka komara - gdzie się przyśsie, tam coś wciągnie. No i figura - Carmen ma kobiece kształty i pierś wypina jak może, a toto stoi zgarbione. Zmieniła się nasza dama bardzo ;)
  23. No i mięsiw świątecznych znoszonych mi tu szczodrze pojadł ;) Nie wszystkim przypadły, bo raczej odchudzam niż tuczę :D Specjalne względy mają tylo Ząbi, Duke i słodka Frida. Ja skoro piszę, znać, że jeszcze dycham. Mam nadzieję, że uzdrowionam skutecznie, ale muszę do kontroli niestety...:-?
  24. Ten zgarbiony zasyfialec to nasza Carmen??? Weszłam na bazar i padłam. Wymagam łyka czegoś mocniejszego.
×
×
  • Create New...