-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
Antolku ja i duszyczka Froci jesteśmy przy tobie :)
-
Poznań-jamnikowata wielkoucha Sonia...BRAWO, SAKSANA!!! :-)))
Czarodziejka replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Czy ktoś mi może coś o niej napisać i może jakieś fotki? Czy jest wysterylizowana? Ma poważne sznse na domek! -
30-letnia Saba ma kochajacy dom :)))))))
Czarodziejka replied to Izabela.S's topic in Już w nowym domu
Poobserwuję... -
Wczoraj przeczytałam wszystkie posty o Froci - dała mi tyle radości, a przecież wzięłam ją po to, by dać jej godną starość i godną śmierć. Kiedy zanosiłam się płaczem po jej stracie, pomyślałam, czy tak to już zawsze będzie? Zawsze będę brała ze schroniska wyniszczoną staruszkę i zawsze będę po jej nieuniknionej śmierci rozpaczać? Czy kiedyś dosięgnie mnie znieczulica i po prostu wykopię dołek, ja ta laska od Ozziego? Frocia była u mnie zaledwie 3 miesiące... Wczoraj snułam się po wątkach i oczami wyobraźni widziałam truchełka suń, które czekają na adopcję. Mimo wszystko, wybiorę kolejną. Mam nadzieję, że mogę liczyć na waszą pomoc w ewentualnej organizacji przedsięwzięcia? Idzie zima i nie ma czasu na sentymenty - Frocia była i jest szczęśliwa, inne czekają na szczęście. Rozważam adopcję: Soni - już wcześniej przed Frotką zapadła mi w serce na Allegro, ale Frocia była w gorszym stanie. 2 Pusi już taka stara i choruje, o ile jeszcze żyje... 3 Angielki, którą Irma wystawia na Allegro - córeczka się zakochała. 4 Neli - stara i smutna... 5 Gałeczki - stara, "brzydka" i bez szans - nikt jej nie weźmie na pewno. Adopcja samca niestety chyba odpada - Misiek by nie znósł rywala, a on ma 23 lata i chcę, żeby żył spokojnie. Bardzo zależało by mi, na suni już wysterylizowanej, bo...Frocia na tamtym świecie, a do nas schodzą okoliczne ciapki i obskakują Miśka. Poza tym sunia będzie w domu. Nie mam warunków na to, by trzymać ją na dworze - brak części grodzenia - czyli nic od lata się nie zmieniło... Gdyby ktoś mógł mi napisać cokolwiek o tych suczkach - moje wiadomości pochodzą sprzed miesięcy, oprócz Gałki, której wątek śledzę. Będę wdzięczna i duszyczka Froci też.
-
Niestety - zrobiłam wszystko, ale nie udało jej się uratować. Odeszła nieprzytomna... 5.10. około północy Wierzę lekarzowi, że nic nie czuła. Konwulsje wyglądały makabrycznie. To ta ukryta padaczka nagle ją zaatakowała po porażeniu, a ona taka słabiutka. Ale tak walczyła, walczyła aż do utraty przytomności. Tak bardzo chciała żyć. Lekarz powiedział, że trzeba dać jej szansę, może organizm to przetrzyma. Tylko raz spojrzała na mnie przytomnie i mrugnęła - była taka zrezygnowana potem znów straciła przytomność i do końca jej nie odzyskała. Oczka miała takie suche i wytrzeszczone, że nie czuła, jak jej włoski wchodzą - przyklejały się do ocząt i zasychały na nich. Sama zamykałam powieki, żeby je troszkę nawilżyć. Ataki straszliwie ją wyginały i nienaturalnie rozwierały pyszczek. Rzucało nią niemiłosiernie co 2-3 minuty. Byłam przy niej cały czas... Około północy pracownik budowlany skończył swoją pracę - poszłam mu zrobić herbatę, rozliczyć się. Kiedy odjechał wróciłam do Froci - już nie żyła...Ale najdziwniejsze jest to, że stężenie pośmiertne występuje przecież po iluś tam godzinach, a ona zastygła z otwartym pyszczkiem w straszliwie nienaturalnej pozie - wygięta w łuk. Była już zupełnie sztywna - nawet łapki nie mogłam zgiąć, ani pyszczka zamknąć. I była zimna - tylko karczek jeszcze troszkę ciepły. Jak to możliwe? Nie było mnie ok godziny. Moja Lula rok temu odeszła w podobny sposób, ale ciałko, chociaż już zimne było wiotkie...Frotka wyglądała, jakby śmierć nastąpiła kilka dni temu. Pochowałyśmy ją z córeczką pod starym dębem, zasadziłam na niej azalię, kiedy zakwitnie będzie przypominała naszą radosną Frotkę... Analizując jej stan - kiedy ją przyjęłam 20.06 - była starszliwie wychudzona, miała zgniłe zęby i guzek przy sutku, była też zarobaczona, mimo iż podobno ją w schronie odrobaczono. Obejrzała ją wetka i dała tabletki na robaki, przepisała antybiotyk na zęby i kazała dobrze karmić, bo w taki mizernym stanie nie kwalifikowała się do żadnych zabiegów. Wetka stwierdziła, że pies jest bardzo wyniszczony i trzeba go przede wszystkim odkarmić. Poza tym Frocia była prawie łysa - miała długie włoski, ale niewiele... Od kiedy ją miałam zawsze miała wilgotny i zimny nosek, zawsze była radosna. Nie pamiętam, żeby okazywała, że cokolwiek jej dolega. Tak lekko biegała, tarzała się w trawie, szczekała, skakała w górę na metr - była po prostu szczęśliwa i to było widać. Ona kochała żyć. Kiedy brała antybiotyk jadła więcej, ale tak wyniszczony pies nie może w nieskończoność przyjmować antybiotyku. Kiedy ząbki zaczęły znów dokuczać -jadła mniej, ale same pożywne rzeczy. Postanowiłam znów zastosować antybiotyk, bo do operacji wciąż się nie kwalifikowała. Lekarz powiedział, że jej organizm wskazuje na wieloletnie zaniedbania, które się pogłębiały z czasem i z wiekiem i że wszystkiego naraz nie ma możliwości leczyć. Wszystko było dobrze do początku tego tygodnia - najpierw te łapy nagle jej zesztywniały przy schodzeniu z łóżka - strasznie krzyczała - myślałam, że to reumatyzm - przez te chłody. Po rozmasowaniu minęło. Zamerdała ogonkiem i owinięta w wełnianą chustę poszła na spacerek, ale na krótko, bo miała cieczkę i Misiek za nią chodził. Załatwiała się normalnie i siusiu i kupka. Szybko wracała na swoje łóżko. Zauważyłam, że na dworze zaczyna podnosić łapki, jakby chodziła po rozgrzanych węglach - pomyślałam, że jej bardzo zimno, bo szybciutko zawracała do domu. O karmie już pisałam, ale lekarz wykluczył zatrucie, bo pies w tym wieku i po doświadczeniach ze schronem jest uodporniony. W każdym razie zjadła jej dużo i ze smakiem. Ktoś gdzieś na wątku napisał, żeby podtuczać psa stopioną słoniną. Jestem wege i nie tykam takich rzeczy, ale dla Froci kupiłam zmieloną sloninę. Kiedy następnego dnia zwymiotowała karmę, dużo piła i nie chciała patrzeć na ciepłe jedzenie, karmiłam ją szynką z piersi indyka i tą surową, zmieloną słoninką. Tylko to jadła. Następnego dnia już nic, nawet nie piła i wtedy dostała to porażenie. Wezwałam lekarza i resztę już opisałam... Wczoraj nie byłam w stanie nic pisać, wciąż wydawało mi się, że słyszę stukot jej łapek po posadzce, że gdzieś przemknęła...Ta śmierć przyszła tak nagle. A Frocia do końca była taka radosna. I wiem, że miała u mnie dobrze, wiem, że mnie kochała. Nie sądziłam, że ja tak przeżyję to rozstanie, że tak pusto bez niej będzie. Kiedy miesiąc temu trochę się zaziębiłam, siedziała mi na kolanach odpychając kocicę i dziecko. Pilnowała, żebym miała spokój - miała takie mądre oczka. Do samego końca robiłam jej zabiegi Reiki - konwulsje wtedy słabły. Wiem, że odeszła w najlepszym momencie. Gdyby żyła dłużej więcej musiałaby cierpieć - po porażeniu byłaby mniej sprawna, reumatyzm - a tu zima..., zęby nie do wyleczenia - wet powiedział, że musiałaby z tym żyć, gruczolak nie do ruszenia - na pewno miał już przeżuty - bo wyniszczona i stara, od zębów zakażenie bakteryjne przewodu pokarmowego... Była u nas szczęśliwa, miała przestrzeń bez granic, pieszczoty, jedzonko, spacerki i zieloną trawę, czuła się kochana - wiedziała to i pozwalała sobie na różne rzeczy. Była przekorna, ale była sobą, a nie zastraszoną bezdomną suką. Odeszła otoczona miłością - dałam jej wszystko, co mogłam, w ostatnich chwilach nie cierpiała, pomimo iż tak na początku myślałam. Jej świadomość zgasła w momencie utraty przytomności, a to było 2 godz. po zastrzyku, czyli jeszcze świadoma nie czuła bólu. Tak pokornie leżała pod kocykiem. Ta śmierć była mimo wszystko wybawieniem... Wylałam z siebie całą rozpacz. Frocia już jako światełko bez powłoki fizycznej jest w sferze pełnej szczęśliwości. Gdyby żyła nadal pozostałoby jej tylko cierpienie. Wysyłam jej energię Reiki i czuję jej radość. Płaczę po niej, bo ją pokochałam i brak mi jej, ale wiem, że jest szczęśliwa. *************************************************
-
Poznań-jamnikowata wielkoucha Sonia...BRAWO, SAKSANA!!! :-)))
Czarodziejka replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Czy Sonia wciąż czeka? :( -
Frocia wciąż nieprzytomna.:-( Dzwoniłam do weta, bo sunia ma straszliwe napady konwulsji, powiedział, że to padaczka :placz: musiała ją mieć wcześniej utajoną - dlatego tak się trzęsła. Teraz wywaliło wszystko. Lekarz powiedział, że ona ma niewyobrażalnie wyniszczony organizm, ale że trzeba dać jej szansę. Może to jej ostatnie chwile, ale może jednak...Dostała najlepszą możliwą mieszankę w iniekcji wraz ze środkiem znieczulającym, więc przynajmniej nie cierpi, ale czy serce wytrzyma te konwulsje, po każdym ataku tak mocno bije...Atak co 2-3 minuty :placz: W dotatku weterynarz załąmał mnie informacją o zmianach nowotworowych, których i tak się nie zoperuje. Daję jej pić ze strzykawki, bo ma wysuszone oczęta i wcale nie mruga, łzy same ciekną, a oczka suche...Przed chwilą zwymiotowała resztki wczorajszej kolacji i chyba przytomniej na mnie spojrzała, ale może to tylko złudzenie.
-
Diagnoza: porażenie, stan bardzo słabo rokujący :-( Dostała jakiś mega zastrzyk: vit B compleks, C, A+D, antybiotyk, sterydy i coś tam jeszcze. Jest nieprzytomna :-( :placz: Trzeba czekać...w sobotę następny zastrzyk Poza tym...ma gruczolaka przy sutku :-( Żadnych szans na jakąkolwiek operację, nawet w półnarkozie...stan przyzębia można tylko ratować antybiotykiem, a ten może ją wykończyć. Przyczyna porażenia nie jest znana - może na tle wirusowym, może ta karma, a może tak po prostu...starość, wycieńczenie. Wszystko wychodzi teraz... Leczę ją i płaczę, bo nie mogę patrzeć, jak strasznie cierpi, choć przecież wycierpiała już tyle w schronie i przed nim...
-
Nie mam siły o tym pisać...dla Frotki nie ma ratunku. Ma starcze porażenie. Sztywnieje nagle, wygina ją do tyłu, jak w agonii wydaję przy tym tak rozdzierający skowyt, że serce staje w poprzek. Lekarz mówi, że to związane z wiekiem. Nic się nie da zrobić, za 2 godz mamy wizytę. Sunia nie je od 2 dni, wczoraj ją troszkę karmiłam z ręki, siusia pod siebie, ma cieczkę i krwawią jej dziąsełka z gnijącymi zębami. Operacja wykluczona, jest zbyt mizerna. :-( :placz: Dziś tak zesztywniała - wygieło ją zupełnie do tyłu, gdyby nie jej wrzask ( tak się drą marcujące koty), to nawet bym nie wiedziała, że co się dzieje, a ona miała szczękościsk i oczy wywrócone - boże, jak ona cierpi. Dzwoniłam po wetach, żeby któryś przyjechał. Nie wiem skąd ta zmiana - była w dobrej formie do przedwczoraj. Może to wina karmy...kupiłam wielką puszkę z wołowiną dla psów, a zawsze kupuję drobiową. Dużo zjadła, ale Misiek i kotka też. Na drugi dzień rozwolnienie i wymioty, dużo piła. Zaczęły sztywnieć jej łapki, nie mogła zejść z łóżka, spadła - krzyczała. Piła bardzo dużo, dziś nic. Nie chce jeść, nawet szynki z piersi indyczej, którą jej kupiłam. Lekarz powiedział, że nic nie weźmie za wizytę, a to oznacza tylko...
-
To jest niezwykle bezczelny typ - zgłosiłam sprawę do Allegro. On mi dziś wyskoczył z tekstem, że skoro Dragon nie żyje, to dlaczego na Świstaku wciąż chodzi moja aukcja charytatywna. Ja zupełnie zapomniałam, że tam jest automatyczne przedłużanie, ale...on z tamtej aukcji wywalił linki na wątki i zmianił nr konta AFN na swój. Nie dość, że bezczelny, to podstępny. Aukcję usunęłam dziś, a swoją drogą, stamtąd nie wpadł grosik... A on, jeżeli tak bardzo chciał pomóc, mógł kupić na Świstaku cegiełkę za 2 zł :diabloti: , mógł przeczytać wątek...ale prościej zerżnąć i kasę zbierać na własne konto.
-
Napisałam do oszusta - przywłaszczył sobie zresztą tekst mojego autorstwa! Wyciął linki potwierdzające waiarygodność i podał swój nr konta!