Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. W świetlistej postaci, uwolniony od bólu i ciężaru starych, chorych łap Filipek śmiga sobie radośnie w innym świecie. Tu czekał go tylko smutek, ból i niemoc...
  2. Julcia stwierdziła, że Gaja jest teraz aniołkiem i kiedy ją rysuje, to razem ze skrzydełkami. Pewnie szaleje teraz w swej świetlistej postaci gdzieś tam w przestworzach... Dociera do mnie, że przecież szczęśliwszej śmierci nie wymyśliłby dla niej żaden scenarzysta. Była wybranką losu. Zawsze i wszędzie szczęśliwa - nawet w tym schronie nie traciła optymizmu, chociaż smutny przedstawiała sobą widok. Otrzymała najpiękniejszy podarunek - szybkie, bezbolesne przejście na tamten świat. Gaja kochała żyć i uwielbiała nowe znajomości, więc na to konto drogie wielbicielki Gajowych opowieści szukajcie kolejnej suni o zbliżonych parametrach. :razz:
  3. Od dziś czujne spojrzenie Gai zaklęte w moim avatarku będzie na was z niego spoglądać. Nic nie umknie jego uwadze ;) Co chyba nie ulega wątpliwości....
  4. Gaja była motorkiem tej gromadki... Loozy...mi tu się zaczynasz tłoomaczyć:mad: ARKO - jeżeli masz potrzebę wsparcia mojej tymczasowej gromadki, to chętnie przyjmę wszystko, co zaoferujesz - kołnierze, leki, obroże - te lepsze itp. Wiesz, my tu cienko przędziemy i na rarytasy nas nie stać. Wet na początku zaproponował Sabie lek psi - za ok 70 zł, musiałam niestety odmówić i wyżebrać tańszy odpowiednik. Na szczęście Sabi ma się dobrze :diabloti:
  5. To jedna z najradośniejszych wiadomości, jaką czytam...ostatnio tylko same smutki...:loveu:
  6. Dusze naszych psów radośnie i lekko pławią się w świetle bez bólu, ciężaru schorowanych ciał, tylko my tu na dole czujemy rozpaczliwą pustkę i żal... Dorothy, jest dobrze, najlepiej dla ciebie i Filpa...
  7. Witajcie... Zmieniłam Neostradę na Netię. Miało to trwać 36 godzin, trwało 3 tygodnie. W międzyczasie umarła Gaja... Saba zdążyła wyzdrowieć. To było zapalenie skóry, częste u psów i pojawiające się nagle z różnych przyczyn. Lekarz przepisał jej antybiotyk w sprayu - DEXAPOLCORT N. To lek ludzki, kosztował 28 zł za 2 pojemniczki po 30 ml. Rana przyschła po pierwszym psiknięciu. Saba tego nie oblizywała, więc po kilku dniach skóra była czysta. Obyło się bez kołnierza. Teraz czekamy na pierwsze kłaczki. Jeśli chodzi o kleszce i inne sprawy, o których pisałyście wcześniej - wetem nie jestem, powtarzam tylko jego domysły i jego diagnozy. Obrożę Preventex mają Saba i Rex. Gaja i Miś zwykłe obróżki przeciwpchłowe. Kleszcz to tylko jedna z ewentualności. Ktoś coś gdzieś usłyszy kątem ucha, nagdyba na forum, a potem zaczynacie snuć różne będne domysły. "Drugi pies z tym samym", to Rex :roll: Podczas narkozy przy kastracji wet go dokładnie obejrzał i znalazł podobne gniazdko zapalne, ale nie w tak tragicznym stanie, jak u Saby. To było miejsce, które wyszarpał mu Misiek podczas walki. Rex wygryzał sobie dalej, zapaprało się i trzeba było psiknąć, żeby się nie powiększyło. Po dwóch dawkach przyschło. Odnośnie snucia się psów po wsi... chodzą po moich łąkach, moich lasach i moich polach.
  8. Straciłam najukochańszą sunię... Umarła na moich oczach, czułam jej drżące przed śmiercią serduszko.... Pochowałam obok Frotki, przed oknem, w różanecznikach, niech zakwitną całą jej radością... ******* W niedzielę przed zmierzchem Gaja hasała z Julcią, Miśkiem, Sabą i Ciapkiem - młodym psiakiem z sąsiedztwa. Słyszałam ich poszczekiwania i śmiech dziecka. Zawołałam córeczkę, bo zaczynało się ściemniać, zamiast niej zza domu przybiegła Gajka - pierwsza, jak zawsze. Błyszcząca, roześmiana, z wywieszonym jęzorkiem spojrzała na mnie szczeknęła radośnie i nagle puściła się pędem przez podwórko w kierunku garażu, szczekała sobie zadziornie pod nosem, chyba zauważyła kocicę. Zdążyłam profilaktycznie krzyknąć: "Nie tak szybko Gajeczko!"...:placz: Nagle, nie wiem, jak to możliwe, zrobiła jakby salto w pionie - 2 razy w jakimś makabrycznie szybkim tempie i zamarła leżąc na boku. Widziałam w stop klatkach, jak brzuch nakrywał pyszczek, jak łapki niezdarnia się rozjeżdżały, jak nienaturalnie wygiął się grzbiet. Jeszcze nie zginął mi z twarzy uśmiech, a już czułam, że zaraz stanie mi serce. Podbiegłam do niej, akurat pojawiła się Julcia...Gaja leżała bez śladu życia, tylko serduszko jeszcze przez chwilkę drżało - nie biło, nie kołatało arytmicznie, tylko drżało...potem też zamarło, będę to czuła w rękach do końca życia :placz: Moja ukochana Gajeczka nie żyła, maleńkie kociłapki leżały tak bezbronnie. Obie z Julką zalewałyśmy się łzami. Jeszcze przed chwiką bawiła się z Ciapkiem, wyczyściła mu futerko, bo to flejtuch. Julcia stwierdziła, że to przez niego Gaja umarła. Poczekałyśmy, aż ostygnie jej ciepłe kochane ciałko, które każdego dnia dawało nam tyle radości, uśmiechu, miłości. Nie doczekała kolacji, a obiecałam same smakołyki, na tę obietnicę oblizywała z zainteresowaniem pyszczek. Gar z ryżem pyrkotał na kuchni... Jeszcze rano leżała w swoich kocykach i na dzień dobry zaspana podała mi kociłapkę, wycałowałam pyszczek, potem Julka, wyklepałyśmy doopkę, wymasowałyśmy brzuszek. Rozciągała się jak struna, chociaż kształtem przypominała dobrze ubity jasiek. Kiedy później paliłam w piecu jak zwykle wlazła kociłapkami na moje kolana i wycałowała jęzorkiem szyję i buzię. Akurat tego dnia wyjąkowo wiele razy ją przytulałam, jakoś tak zawsze była pod ręką, wpatrzona, błyszcząca, owiana zapachem końskiej qoopy, roześmiana, z siwiejącym pyszczkiem i wilgotnym, lodowatym noskiem. Rano świeciło słonko -wytarzała się jak co dzień w trawie. Tak śmiesznie przy tym rżała. Obszczekała listonosza. Umyła Miśkowi pyszczek. Porządna była sucz. Chyba tego dnia tak naprawdę uświadomiłam sobie, jak bardzo pokochałam tę sunię, że to prawdziwy skarb...a tu koniec... Nie potrafię napisać, jak bardzo odczuwam tę stratę. Frocia była wyniszczona, cierpiała, dostała zastrzyk przeciwbólowy, spodziewałam się śmierci jako wybawienia, Lula podobnie. A Gaja.... Gaja wykorzystała w pełni każdy dzień, który u nas spędziła. Czuła, że jest kochana i ważna. Chyba nawet nie zauważyła, że przeleciała za Tęczowy Most...Poślizgnęła się chyba na trawie, zaryła pyszczkiem, rozpędzony tył przeleciał nad nią...Myślę, że pękł jej rdzeń kręgowy. To nie był zawał. Nie było agoni. Po prostu...fiknęła sobie za TM. Radość i koniec życia.... Moja kuzynka, która uważała, że Gaja była psem absolutnie pięknym i szczerze ją wielbiła, stwierdziła, że kiedy śmierć przychodzi po Miśka, to ten stary cfaniak zawsze umiejętnie umknie, więc, żeby nie odchodzić z pustymi rękami śmierć kosi to, co się nawija pod kosę....Lula, Frocia, Gaja, kilka Kociczek.... Kilka zdjęć Gajeczki... Tu ostatnie z Misiem w swoich kocykach:
  9. Płaczę nad jego cierpieniem, ale wiem, że nigdzie nie miałby lepszej opieki...
  10. [quote name='fona']Czarodziejko, bedzie dobrze! Glupio mi, jak sie tak tlumaczysz, opiekujesz sie Sabina najlepiej, jak mozna. Dzieki! Fona...to tłumaczenie, to taka moja autorska autoterapia :diabloti: Jak sobie popiszę, wypłaczę, pokażę wam foty, to czuję się lepiej. Nie mam tu komu się wyżalić, więc piszę na forum. W tz żadnego zrozumienia, to pedant, perfekcjonista i pracoholik. Ja - artystyczna bałaganiara, do spraw przyziemnych wagi raczej nie przywiązuję. To fatalne połączenie... Kiedy Rex wywalił drzwi i prawie zagryzł Miśka na śmierć, tz wyrzucił mi te drzwi, drzwi od domu, bo wydrapane i zniszczone, qoopy, w które tylko on się ładuje :diabloti: , obszczane i zniszczone drzewka i krzewy (przepiękna błękitna hortensja :placz: ), rozorane pazurami trawniki, kudły w całym domu, a najwięcej w talerzach i filiżankach tz :diabloti: , kocie sioory i qoopy w domu i w okolicach łóżka tuż przy głowie tz :diabloti: (akurat raz jej się zdarzyło, może 2), wykrzyczał swój żal za nowym, drewnianym trzonkiem od szczotki, który pękł na doopie Rexa, kiedy rozpaczliwie przy mrozie - 9 stopni C - w piżamie ratował nieszczęsnego Miśka, zagroził, że Rex na pewno go kiedyś zagryzie na śmierć, wypomniał też, że Gaja go kiedyś ugryzła w palec, kiedy zwracał jej uwagę :cool3: , że tu się nie sika (wcześniej nic nie mówił, bo coś tam bla bla...) a na koniec dobił mnie wyrzutem, że on też chciał małego pieska szczeniaczka i miał już zamówionego, ale przecież nie wprowadzi go w ten bajzel. Dorothy....sąsiedzi są na wsi specyficzni, już my to wiemy :mad: :diabloti: Ja wciąż mam auktualną propozycję dorobienia do budżetu...Wystarczy kupić za grosze kilka młodziutkich owieczek od sąsiada, który nimi handluje, podtuczyć je kilka miesięcy i sprzedać mu je ponownie za porządne pieniądze(jemu tucz się nie opłaca), a on je pośle w wielkim tirze na rzeź :-( One tak rozpaczliwie płaczą, kiedy je ważą i ładują...Ludzie się śmieją z mojej głupoty, bo to przecież czysta kasa.
  11. Niestety, Oktawio, kołnierza nie posiadam...Na wsi jest nie do zdobycia. Może ktoś na dogo ma pożyczyć? Przemywałam jej to wodą utlenioną, bo nic innego nie przyszło mi do głowy, ale to nie jest, okazuje się, dobry pomysł, bo woda nawilża, a trzeba zasuszać. Owijałam ją też bandażami, żeby nie mogła lizać, ale powyciągała, rozdarła i dostała się. To się pojawiło kilka dni temu i tak szybko zaczęło się powiększać. Wet już był, on również stwierdził, że to paskudnie wygląda, zapisał jej receptę, ale z tego wszystkiego nie wiem, co tam wpisał, bo akurat był u nas znajomy, który zaoferował, że jutro wszystko jej w Łasku wykupi, dałam więc mechanicznie tę receptę. Byłam zajęta wetem i Sabą, bo trzęsła się jak galareta...przyjechał prosto z ubojni, gdzie stęplował świnie na rzeź, czy coś w tym rodzaju, więc wyczuła niedobre energie...:-( Odnośnie czasu, w jakim się to pojawiło, jest to "ostre sączące ropne zapalenie skóry", to niestety - nie jest to efekt wielu dni. Bodajże w czwartek rano Julka zauważyła niewielkie wtedy gniazdo, odrazu jej to przemyłam. Dzień wcześniej ją porządnie wyczesałam, bo przywlokła się obwieszona suchą trawą i śniegiem. Nie byo śladu - nic, a nic. Musiała to wygryźć przez noc. Zdjęcia są z drugiego dnia objawów. Przyczyny są różne. Coś ją mogło ugryźć - Misiek, Gajka i kocica przyniosły mi kolejno dobrze wypasione kleszcze w widocznych miejscach. Saba też mogła mieć kleszcza, sama go wygryzła, a potem w tym miejscu pojawiło się swędzenie, zaczęła sobie wygryzać i wyskubywać sierść. Wg weta i mnie to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Podobno na wsi to częste, ale nikt takich pierdół nie leczy, bo drogo :cool1: ARKO - Saba na pewno nie była pogryziona. Śpi w domu, na spacerki chadza, gdzie chce, teren jest duży, a psy sąsiadów na łańcuchach. Zresztą nie włóczy się po wsi. Ma swoje ścieżki i ja je znam. Nie jest to też na pewno a tle nerwicowym, ona jest taka łagodna i spokojna, przytulaśna i powolna. Całe dnie leży przy mnie i nie zauważyłam, żeby się drapała, albo wygryzała. Zresztą wciąż zmieniam obroże przeciwpchłowe wszystkim psom. Jedynym wytłumaczeniem może być ten kleszcz. Ona ma takie grube futro. Mogła go źle wygryźć i zaczęło się paprać. Jutro będę miała wszystkie leki. Dziś rana wygląda lepiej zżółkła i nieco przyschła. Widzę, że już przy niej tyle nie majstruje. Ostatnio mam same kłopoty z psiarnią i kotem :placz: Saba ma zapalenie skóry, Rex prawie zagryzł Miśka, wyrwał drzwi, które teraz pękły i trzeba kojec. Misiek ma 24 lata i rzuca się do walki z Rexem. Nie ma już z przodu prawie zębów, a jeden sterczy wycelowany nienaturalnie wprost. Kiedy śpi jęzor mu sam z pyska wyłazi. Wygląda żałośnie i w dodatku wymacałam mu kulkę przy jąderkach, twarda jak orzech. Kocica ma zdartą skórę na nosie, nad nosem jest wyłysiała. Musiała się gdzieś wcisnąć i zedrzeć. Wet się śmiał, bo chciałam maść :roll: Jedynie Gajka w pełni władz fizycznych i umysłowych :diabloti: Codziennie wytarzana w krowiej, albo w końskiej qoopie. U mnie w łazience są 4 stopnie C, więc myję ją w misce przy piecu. I jeszcze jeden z sąsiadów zapytał mnie życzliwie, czy nie lepiej byłoby mi te wszystkie stare psy zlikwidować i wziąć sobie szczeniaczka.
  12. Ach, z tego wszystkiego... Loozy, zapłaciłam już weta ze swoich, ten anioł za 45 zł poszedł na konto tych 240 zł, ponieważ niestety, z Rexa pieniędzy nie da rady. Muszę na gwałt budować kojec, bo stał się nieobliczalny...I na ten cel rozpoczynamy zbiórkę funduszy. Spórz na jego wątek. Tak więc na poczet Sabinych zastrzyków niechaj spłynie na moje konto 195 zł. Wystawiłam już drugiego anioła na poczet jej utrzymania... Teraz jeszcze ma to zapalenie skóry, muszę wezwać weta i prawdopodobnie trzeba będzie wykupić zastrzyki i antybiotyk. Zastrzyki musi brać, z tego co się dowiedziałam przez tydzień codziennie, ale są to zastrzyki podskórne, więc sama jej mogę dawać, mam już wprawę. Tak więc koszty będą znaczne...
  13. Na łóżko - dość wysokie, Sabi wdrapała się z gracją sama. Kiedy ją Julcia zobaczyła była w pozytywnym szoku. Ja zresztą też, prawie nogi połamałam pędząc po telefon, żeby foty strzelić ;) Ona cfaniara jest :lol: Wczoraj zagrała nosem na klawiszach Julki. Podeszła i normalnie zaczęła uderzać z góry w klawisze, żeby jej grać. Lubi Mozarta i "Smutną opowieść". Robi wtedy takie maślane oczy....Widocznie w jej pierwotnym domku było pianino i dzieci :loveu: :-( Poza tym, jak już wcześniej napisałam tańczy uszami i ogonem. Bardzo rytmicznie i ma to wszystko zsynchronizowane - ogon szybko, uszy wolniej, ale tempo idealne ;) Stoi na środku pokoju i macha. Jak usłyszy fajne rytmy - wstaje, staje na środku i rozpoczyna...Potrafi stać godzinę i machać wypustkami :lol:
  14. Przyjacielu Koni, dzięki za skan, to chyba faktycznie jest to ostre sączące ropne zapalenie skóry...wygląda jak na zdjęciach z książki. Jutro wezwę weta. Loozy, już się wyhasałaś na nartach? :razz:
  15. Faktycznie, możnaby przy jednym ogniu upiec dwie pieczenie...Serce, to oni mają chyba z kamienia, jako statuetkę na biurku :roll:
  16. Może trzeba przemówić do sumienia tego prezesa i nadmienić, że to bardzo medialny temat - jak z sercem wygnać wiernego, starego stróża :diabloti: :mad:
  17. Kochane suczydełko, takie wdzięczne :loveu: Kiedy trafiła do mnie Frotka z łódzkiego schronu, wcale nie chciała patrzeć na mleko i chleb. Kiedy czasem posmarowałam kawałeczek masłem, albo pasztetem sojowym odwracała się z obrzydzeniem. Od mleka też odwracała pysk, normalnie miała prawie torsje, kiedy jej pomleczyłam bródkę na spróbowanie. Lubiła tylko kawałeczki wędlin i słodycze :mad: Jakieś babsko ją tak karmiło, stąd zapalenie przyzębia, kiełki jej gniły, miękły, cuchnęły i bolały....:-( W końcu 12 lat tak jadła...
  18. Obejrzałam ją jeszcze raz, nie ma śladu w innych miejscach. Ona się wgryza, kiedy nie patrzę. To jest normalnie wyskubana sierść.
  19. Wycałuj słodkie siwe kufki od cioci Czarodziejki :loveu:
  20. Tak myślę...a może papkę z mąki ziemniaczanej?
×
×
  • Create New...