Ostatni dzień roku, dzień, którego bardzo nie lubię. Martwię się o psiaki, które źle znoszą ten paskudny huk:( A na dodatek dzisiaj przyszły niespodziewanie dodatkowe smutki. Zupełnie przypadkiem, wyciągając buty z szafki w przedpokoju gdzieś zza szafki wypadł kołnierz, który Saruśka nosiła, gdy miała zranioną łapkę i zostawiliśmy go na później. Siedział tam zapomniany, a dziś wypadł. Aż mi łzy stanęły w oczach.