Dzisiaj byłem u taty. Wykładzina na schodach, która była położona żeby Helguni było wygodniej chodzić gdy była już ONkową staruszką jest już zdjęta. Niby drobiazg, kawałek materiału, a poczułem taki żal. Przypomniałem sobie jak pomału wchodziła do domku po tych schodach, jak bardzo lubiła leżeć w progu. Bez tej wykładziny jest jeszcze większa pustka.