Wczoraj byliśmy w serwisie, Gajulec dostał kolejną porcję leków i pan doktor powiedział, żeby w ramach powrotu do zdrowia dać psince spokój;) Dostaliśmy dwa zastrzyki i do domku. Na moje (paniczne) oko mała mordka do końca zdrowa jeszcze nie jest, ale poprawę widać. Pojawiło się gadanie, a apetyt wrócił do normy, łakomstwo też:)
Hałas fajerwerków Gajka zniosła rewelacyjnie. Bez paniki, bez chowania się. Na dodatek mieliśmy miłych i lubianych przez Gajkę gości więc była okazja do przytulania się i nie brakowało dokarmiania. Gajula dzielnie nam towarzyszyła dopóki byli goście, czyli aż do drugiej. Za to odsypiała wrażenia do czternastej:)