Podobnie miała nasza Norcia. Można było pokroić na mikrocząstki i owinąć w pasztet, a Norcia zjadała pasztet, a później pracowicie wypluwała części tabletki. To była wyjątkowa sunia, ale podawanie leków to była trauma. Trzeba było wsadzać głęboko do pyszczydła i zamykać mordkę:(