O kotku słyszałam
Miałam yorka, który własciwie był psem mojej matki. Ze mną nie nawiązywał własciwie żadnego kontaktu. Tak jakby żył obok.
Pewnego dnia, kiedy był już stary, schorowany, leczony był od roku (serduszko, płuca) podszedł do mnie, podrapał łapą i wbił swój wzrok, patrzył tak kilkanaście sekund, co mnie zmurowało, bo to pies, który nie zwracał na nikogo uwagi (jedynie moja matka), potem podszedł do mojego brata, zrobił to samo, ojca, zrobił to samo i poszedł, wtulił się do matki.
Wieczorem dostał ataku.
Nocy nie przespaliśmy.
Nad ranem odszedł na stole u weterynarza.