Widok raczej nieciekawy - głupia baba obciążyła się ciut za bardzo, pies z nosem prz ziemi (bo przecież na miejskim trawniku jest tyle zapachów!), kota nie widać (na szczęście - nieciekawy widok- opuchnięty pysk, żużel wbity w nos - nikt nie wie czy lekko potrącił go samochód, bardziej prawdopodobne, że jakaś menda kopnęła w pysk, na szczęście kocica już wróciła z dalekiej drogi, jak to określił weterynarz, tylko ja jestem sporo lżejsza w portmonetce), do tego jeszcze wtychany woreczek (szmaty są dość ciężkie - to ważył co nieco, a cżlowiek coraz starszy i słabszy). A ponieważ nie znalazłam miejsca na parkowanie koło lecznicy (ot - zwykła złośliwość losu) to musiałam się przespacerować. Ale - było, minęło. Aktualnie - nie mamy zamiaru wracać w tamte okolice.