Słów brakuje na to wszystko.
Moja schorowana ciotka (która na szczęście jest już po zabiegu w dużo lepszym stanie w domu - tylko znów trzeba pilnować aby jadła i piła) chodzi sobie powoli z laseczką i kiedy opowiadam jej takie historie jest gotowa właśnie tą laseczką (wyjątkowo trwałą) rozmawiać z takimi ludźmi. Wczoraj opowiadała mo, że słyszała o kocie wykastrowanym na żywca (potwierdziłam, że to prawda) i była niepocieszona, że to daleko. Bo ona chciałaby dostać takiego stwora w swoje ręce, najlepiej gdzieś w lecie, z możliwością natychmiastowego powieszenia za odpowiednie części ciała. Nie może odżałować, że nie ma co naj,mniej 20 lat mniej o zfrowia, kt,óre wtedy jeszcze miała. Ale może to i lepiej, bo psy były by rozpuszczone jeszcze bardziej niż u mnie. Akurat wczoaraj byłam i niej z Lalą i musiałyżmy się ewakuowc, bo czorcik patrzył jej w oczy leżąc na kolanach, a ona miała zjeść kawałek ciasta .Postanowiła dokarmić biednego psiaka W rezultacie - cały kawałek zaliczyła Lalka, Dobrze, że nie chciała jabłka. Teraz znów długo tam nie zawita. Ale ciągle pyta się o biedną kocice, z którą znów jeździmy na kroplówki. Nie może się biedaczka na dobre wykaraskać. Po tygodniu względnie normalnego funkcjonowania przestała jeść i od nowa weterynarz, Wczoraj wieczorem i dziś rano trochę pojadła.. Może wreszcie wróc do normalności.,