Jump to content
Dogomania

Beta&Czata

Members
  • Posts

    682
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Beta&Czata

  1. Dzięki za wybaczenie. Ta wyżlica spokoju mi nie daje....Tak, jakbym już kiedyś ją widziała. Spróbuję skontaktować się ze znajomą, która z racji swego zawodu bywa w wielu domach w Staszowie i najbliższych okolicach - może coś będzie wiedzieć (chociaż to pani w moim wieku, a więc mocno starsza i nie psiara, ale może np. coś slyszała, że komuś suka z cieczką dyla dała). A jamniora i dwa owczarki w jednym domu kojarzę ze Staszowa, ale ten jamnior, o którym myślę, to był jasny standard i nigdy nie widziałam go poza posesją.
  2. Basiu, niech ta koleżanka ze Staszowa, o ile jeszcze tego nie zrobiłyście, popyta u tamtejszych vetów - może skojarzą wyżełkę. Z tego, co wiem, są dwa gabinety, jeden na Mickiewicza (prawie na końcu). Namiar telefoniczny, jakby co, mam. Tam zjeżdżają się pacjenci z całej okolicy. Drugi był, bodajże, na Południowej, ale tam nie mam namiaru. p.s. chyba się mądrzę, przecież jesteście doświadczone w takich akcjach, ale jestem emocjonalnie związana ze Staszowem i conajmniej jednym tamtejszym psem, któremu w ub. roku uratowałam życie - stąd ten post. Wybaczycie ?
  3. [quote name='Temida']Wpłaty dla FRODA Bata&Czata 100zł. Jolanta08 20zł. Nikus 10zł. ELLIG 50zł. ( na szczepienia) OBRACZUS87 20zł. marysia55 20zł. T. G. 15zł.[/QUOTE] Ciotka, jeśli to nie kłopot, popraw mój nick. Powinno być [B]Beta[/B]&Czata (od Elżbieta). Niby drobiazg, ale gdyby ktoś chciał mnie odnaleźć po spisie użytkowników, może mieć problem. Pozdrawiam wszystkich, a przy okazji Frodo do góry.
  4. Zgodnie z obietnicą "zapodaję", że: - właśnie dziś veci z Hawajskiej 16 podpisali deklarację uczestnictwa w akcji darmowego czipowania (za pieniądze miasta). W ramach akcji oni sami zgłaszają dane dot. zaczipowanego psa do bazy warszawskiej (dwa lata temu, jak czipowałam moje stwory, były zgłoszone do bazy już na drugi dzień; sprawdzałam). Czipy powinny trafić do przychodni, które biorą udział w akcji, w ciągu miesiąca. Pewnie tak samo będzie na Strzeleckiego, - można cały czas zaczipować "komercyjnie" (70 zł) ale samodzielnie trzeba ten czip zarejestrować - oni tego nie robią, - można też za 120 zł zaczipować i wyrobić jednocześnie paszport - w tym przypadku oni sami rejestrują czip w bazie paszportowej... Amen
  5. [quote name='gusia0106']Jeśli nie sprawiłoby Ci to problemu, to poproszę :)[/QUOTE] Żaden kłopot. Jutro sprawdzę. Gabinet mam w podwórku
  6. Witam No, strzelają, niestety. Dobrze, że Czata już prawie zupełnie głucha. Ten nasz Ursynów to masakra jakaś pod tym względem... Powinno być darmowe czipowanie w lecznicy na Hawajskiej 16 - to w końcu nie tak daleko od Was (to moj vet, czipowałam u niego moje potwory). Mam się dowiedzieć, kiedy darmowe i ile kosztuje normalne ???
  7. Witam, Zgodnie z obietnicą, daną wczoraj Temidzie na PW, przelałam dla Froda 100 zł - na razie jednorazowo (jestem deleko, inaczej pomóc nie mogę. Może w kwietniu też coś dorzucę, jak będzie trzeba). Froduś - trzymaj się dzielnie i znajdź dom jak najszybciej.
  8. Skąd ja to znam... U mnie kaganiec na pysku od 13 lat - niestety - a w domu wszystko poza zasięgiem psiej mordy, kosz na śmieci zamkniety na głucho etc... A psica w domu od szczenięcia, żywiona prawidłowo, nigdy nie zaznała glodu. Po prostu ten model tak ma. Aha - Czata jest po kursie PTO, w którego programie było nie podejmowanie pokramu z ziemi. Na lekcjach była rewelacyjna, ale po wyjsciu z zajęć - masakra. Próbowałam zostawiac różne rzeczy jadalne, nafaszerowane czyms b. ostrym, ale okazało sie, że sucz uwielbia pieprz, chili, i wszystkie inne ostre przyprawy. Oczywiście nigdy nic nie brała do pyska przy domownikach, ale gdy np. wyszłam z kuchni, od razu pożerała. Nie pozostalo mi więc nic innego, jak namordnik i to nie taki zwykły (miękkie kąski przepychała), ale specjalny - dla psów policyjnych - z dwoma "dnami". A jak sie uparła, to i tak przepchała bokiem. Ale i tak ja kochamy.
  9. 14 lat, 4 miesiące i pięć dni. Zleciało tak szybko... (na zdjęciu, które mam w avatarze miała 9 miesięcy)
  10. Dziś miałam podobnie. Piesa kucnęła i robi swoje. Przechodzacy pan rozdarł japę, a ja nic - czekam aż sucz skończy. Jak skończyła - wyjęłam specjalna torebkę i spośród innych kup wybrałam "swoją". Widok opadającej szczęki pana - bezcenny ... p.s Ja sprzątam od lat, jeszcze nie było stosownych przepisów. W mojej okolicy kilkunastu znajomych psiarzy sprząta. Większość - niestety, nie. Moja Czata musi zawsze wleźć w głąb trawnika, żeby się załatwić. Przedzieranie sie przez pole minowe, żeby to pozbierać jest mało zabawne (no i buty trzeba umyć, zanim sie wejdzie do domu - trudno wykonalne)
  11. Prawie się nie odzywam na dogo (bo niewiele mam do powiedzenia, a pomóc od czasu do czasu mogę tylko finansowo) ale czytam na bieżąco. Cieszę się ,że Kajtusiowi tak się "pofaciło". Pozdrawaim Elżbieta
  12. Tak, to jest przeokropne... dla nas. Ale dla Gamy chyba byłoby bardziej okropnie odchodzić na zimnym, stalowym blacie gabinetu weterynaryjnego. Nawet, gdybym tam z nią była. To były czasy, gdy praktycznie nie było prywatnych vet-ów na każdym rogu. Miałyśmy (Ona i ja) dużo szczęścia, że w "państwowej" klinice trafiłysmy na lekarza o wrażliwym sercu. Sam zaproponował, że przyjedzie do domu, gdy już było wiadomo, że cierpi i że nie wolno jej dalej męczyć. Ps. wczoraj Czata trochę lepiej się czuła. Zrobiłam jej kilka - może ostatnich - fotek. Kupiłam też nowiutkie, miękkie posłanie, żeby te starutkie kosteczki miały wygodniej (i, o dziwo, TZ nie protestował, chociaż zwykle jest do bólu racjonalny i normalnie stwierdziłby chyba, że to bezsensowny wydatek, bo za chwilę to posłanie będzie zbyteczne) A Czata posłanie polubiła.... Spała na nim całą noc
  13. Tak, to jest przeokropne... dla nas. Ale dla Gamy chyba byłoby bardziej okropnie odchodzić na zimnym, stalowym blacie gabinetu weterynaryjnego. Nawet, gdybym tam z nią była. To były czasy, gdy praktycznie nie było prywatnych vet-ów na każdym rogu. Miałyśmy (Ona i ja) dużo szczęścia, że w "państwowej" klinice trafiłysmy na lekarza o wrażliwym sercu. Sam zaproponował, że przyjedzie do domu, gdy już było wiadomo, że cierpi i że nie wolno jej dalej męczyć. Ps. wczoraj Czata trochę lepiej się czuła. Zrobiłam jej kilka - może ostatnich - fotek. Kupiłam też nowiutkie, miękkie posłanie, żeby te starutkie kosteczki miały wygodniej (i, o dziwo, TZ nie protestował, chociaż zwykle jest do bólu racjonalny i normalnie stwierdziłby chyba, że to bezsensowny wydatek, bo za chwilę to posłanie będzie zbyteczne) A Czata posłanie polubiła.... Spała na nim całą noc
  14. Tak, to jest przeokropne... dla nas. Ale dla Gamy chyba byłoby bardziej okropnie odchodzić na zimnym, stalowym blacie gabinetu weterynaryjnego. Nawet, gdybym tam z nią była. To były czasy, gdy praktycznie nie było prywatnych vet-ów na każdym rogu. Miałyśmy (Ona i ja) dużo szczęścia, że w "państwowej" klinice trafiłysmy na lekarza o wrażliwym sercu. Sam zaproponował, że przyjedzie do domu, gdy już było wiadomo, że cierpi i że nie wolno jej dalej męczyć. Ps. wczoraj Czata trochę lepiej się czuła. Zrobiłam jej kilka - może ostatnich - fotek. Kupiłam też nowiutkie, miękkie posłanie, żeby te starutkie kosteczki miały wygodniej (i, o dziwo, TZ nie protestował, chociaż zwykle jest do bólu racjonalny i normalnie stwierdziłby chyba, że to bezsensowny wydatek, bo za chwilę to posłanie będzie zbyteczne) A Czata posłanie polubiła.... Spała na nim całą noc
  15. Kilerku [*] Wiem, co czujesz. Wiele lat temu pomogłam blisko 18-letniej Gamie w tej ostatniej drodze. Dziś jestem zmów przed Tęczowym Mostem. Czata ma 13 lat i 3 miesiące i z każdym dniem zbliza się czas pożegnania. Widać to w jej oczach i wiem, że to już bardzo niedługo.... Wierzę, że tym razme po prostu odejdzie we snie - ze starości, bo nie jest chora, tylko bardzo, bardzo zmeczona. Gamie musiałam pomóc, niestety, tym ostatnim zastrzykiem (zrobiony został w domu, odeszła na moich rekach). Trzymaj się i wierz z całych sił, że On teraz znów jest młody, zdrowy i szczęśliwy - tak, jak na tym pierwszym zdjęciu. I czeka tam na Ciebie.
  16. Witam wszystkie Ciotki. Podczytuję od początku, ale się nie odzywałam (kibicuję milcząco) Z moją Czatą - też ON-ką - problem zjadania kup mam od 13 lat i nic nie pomogło. Był bardzi krótki okres, gdy dodawałam jej do jedzenia suchą karmę dla nutrii (smierdziała sto razy bardziej niż żwacze). Ale moda na nutrie przeminęła i skończyło się źródło tego przysmaku. Próbowałam wszelkich, dostepnych na rynku, wspomagaczy i nic nie zadziałało, więc odpuściłam i zostalismy przy kagańcu (ale takim policyjnym, w którym nie ma możliwości sięgnięcia przez pręty, bo jest on dłuższy od normalnego, a obejma wokół pyska uniemożliwia wsunięcie go zbyt głęboko. Zresztą - chyba wole, że zjada, niż miałaby się tarzać - co namiętnie robiła moja poprzednia sucz.... Po każdym spacerze było intensywne pranie, co w przypadku tamtej było wykonalne (mała), a w przypadku Czaty byłoby nieco kłopotliwe. Trzymam kciuki za całkowity zrost łapiny. Pozdrawiam Elżbieta
  17. Dzięki, już jest lepiej. Tym razem obyło się bez antybiotyku
  18. No i wywołałam wilka z lasu. Od wczoraj powtórka z rozrywki (ake "zestaw startowy" pozwolił na przespanie nocy). Od wczoraj głodówka, dziś tylko nieco ryżu rano, coby podac lekarstwa powylewowe... Po południu kontrola u veta i pewnie kolejna seria antybiotyku. A psica coraz biedniejsza. Juz wie, skubana, że jak jest rozwolnienie to ze spaceru trzeba wracać okrężną drogą, a nie przez podwórko, bo inaczej wredna pańcia wciągnie do veta.
  19. Ten zestaw "startowy" to:biotuc (albo biotyc, albo biotyl - tak nabazgrane, że trudno odczytać, mimo, że teoretycznie drukowanymi), atropina i no-spa. Wszystko w zastrzykach.
  20. Pierwszy dzień - całkowita głodówka + ew. imodium (moja dostaje 3 na raz, bo jest spora) lub smecta (węgiel nie działa). Jeśli jest nieco lepiej - drugiego dnia ryż (bez niczego - na wodzie, prawie rozgotowany, ale gęsty) w malutkich porcjach 5 - 6 x dziennie. Jesli sytuacja sie stabilizuje - dodaję do ryżu po trochu rozmoczonej karmy. Ale to w przypadku, gdy nie idę do veta. Jeśli jednak np. w nocy 5 razy z nia wychodzę, rano od razu do veta (mam w podwórku), który podaje jej trzy zastrzyki, w domu spiszę z kartki, którą nazywamy "zestawem startowym" na wypadek wyjazdu czy konieczności wizyty u innego veta w dniach/godzinach, kiedy nasza przychodnia jest zamknięta. Jeśli biegunka się nie zatrzymuje - to od drugiego dnia, przez 4 kolejne, wprowadzamy antybiotyk, ale nie pamiętam, jaki. Mogę dopytać po południu.
  21. Czata też ma trzustkę w nie najlepszym stanie - chyba z racji wieku (13 lat). Jest od b.długiego czasu na karmie dla trzustkowców i na lekach z enzymami trzustkowymi. Mimo to biegunki nawracały i nie łudzę się, że po wytruciu lamblii znikną na zawsze. Ale dwa m-ce bez prania dywanu po powrocie z pracy, to już sukces... (przynajmniej zaoszczędziłam nieco na zastrzykach, które dostawała niemal za każdym razem przy tych biegunkach i bedzie na karmę, bo droga jak nie wiem co). Pozdrawiam Elżbieta
  22. Czy był badany kał na obecność lamblii (trzeba zebrać kupy z trzech dni i oddac do badania)? (tylko w przypadku tego cholerstwa dochodzi jeszcze śluz w kale). Moja On-ka też tak miała - co 2 do 4 tygodni biegunka, a później spokój. W badaniu wyszły lambie. Po kuracji od 2 m-cy jest ok, a wcześniej też leczona była w kierunku trzustki, ale to nie pomagało.
  23. Wszystkiego najlepszego wszystkim Ciotkom, a Tobie, Gusiu (i Marle3owi(w szczególności....(podczytuję od początku).... Czata (20.10. ub.r. skończyła 13 lat) jest już tak głucha, że wreszcie przestała się bać , bo po prostu oddwóch lat przestała słyszeć. Casta (4-letnia DON-ka syna) ma wszystko w d... i się nie boi. Dziś najgorzej było z kotem. Autentycznie sie wystraszył, ale już wylazł spod łóżka. Pozdrawiam Elżbieta (od Czaty z wylewem)
  24. Miało być "Witajcie", ale edycja za cholerę nie chce się uruchomić...
  25. Wiyajcie. Podczytuję wątek od początku, ale w ogóle nieczęsto się na dogo odzywam. Chcialam napisać coś z mojego doświadczenia a propos załatwiania się na działce. Wiele domowych psów tak ma, że jak wyjadą w plener - trzeba je, chciał, nie chciał, jednka wyspacerować ze 3 razy dziennie. Kiedyś miałam taką jamnikowatą Gamę, a moi Rodzice innego małego psiaka. Kilka razy wyjeżdżaliśmy razem na Mazury - duży, ogrodzony teren, nawet z kawałkiem lasu (ale o g r o d z o n y). I oba piesy trzeba było wyprowadzić na siku i coś więcej. Załatwiały się metr od furtki, ale już po drugiej stronie. Zaraz po tym w tył zwrot i na działkę... Masz Magdo rację, że ona musiała się takich zachowań kiedyś nauczyć i ma to zakodowane. Pozdrawiam i życzę sukcesów (jestem przekonana, że Wam się powiedzie. Elżbieta
×
×
  • Create New...