-
Posts
682 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Beta&Czata
-
Wera - znalazła dom!! Trzymamy kciuki za szczęście suni
Beta&Czata replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Dzięki za wybaczenie. Ta wyżlica spokoju mi nie daje....Tak, jakbym już kiedyś ją widziała. Spróbuję skontaktować się ze znajomą, która z racji swego zawodu bywa w wielu domach w Staszowie i najbliższych okolicach - może coś będzie wiedzieć (chociaż to pani w moim wieku, a więc mocno starsza i nie psiara, ale może np. coś slyszała, że komuś suka z cieczką dyla dała). A jamniora i dwa owczarki w jednym domu kojarzę ze Staszowa, ale ten jamnior, o którym myślę, to był jasny standard i nigdy nie widziałam go poza posesją. -
Wera - znalazła dom!! Trzymamy kciuki za szczęście suni
Beta&Czata replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Basiu, niech ta koleżanka ze Staszowa, o ile jeszcze tego nie zrobiłyście, popyta u tamtejszych vetów - może skojarzą wyżełkę. Z tego, co wiem, są dwa gabinety, jeden na Mickiewicza (prawie na końcu). Namiar telefoniczny, jakby co, mam. Tam zjeżdżają się pacjenci z całej okolicy. Drugi był, bodajże, na Południowej, ale tam nie mam namiaru. p.s. chyba się mądrzę, przecież jesteście doświadczone w takich akcjach, ale jestem emocjonalnie związana ze Staszowem i conajmniej jednym tamtejszym psem, któremu w ub. roku uratowałam życie - stąd ten post. Wybaczycie ? -
[quote name='Temida']Wpłaty dla FRODA Bata&Czata 100zł. Jolanta08 20zł. Nikus 10zł. ELLIG 50zł. ( na szczepienia) OBRACZUS87 20zł. marysia55 20zł. T. G. 15zł.[/QUOTE] Ciotka, jeśli to nie kłopot, popraw mój nick. Powinno być [B]Beta[/B]&Czata (od Elżbieta). Niby drobiazg, ale gdyby ktoś chciał mnie odnaleźć po spisie użytkowników, może mieć problem. Pozdrawiam wszystkich, a przy okazji Frodo do góry.
-
Zgodnie z obietnicą "zapodaję", że: - właśnie dziś veci z Hawajskiej 16 podpisali deklarację uczestnictwa w akcji darmowego czipowania (za pieniądze miasta). W ramach akcji oni sami zgłaszają dane dot. zaczipowanego psa do bazy warszawskiej (dwa lata temu, jak czipowałam moje stwory, były zgłoszone do bazy już na drugi dzień; sprawdzałam). Czipy powinny trafić do przychodni, które biorą udział w akcji, w ciągu miesiąca. Pewnie tak samo będzie na Strzeleckiego, - można cały czas zaczipować "komercyjnie" (70 zł) ale samodzielnie trzeba ten czip zarejestrować - oni tego nie robią, - można też za 120 zł zaczipować i wyrobić jednocześnie paszport - w tym przypadku oni sami rejestrują czip w bazie paszportowej... Amen
-
Witam No, strzelają, niestety. Dobrze, że Czata już prawie zupełnie głucha. Ten nasz Ursynów to masakra jakaś pod tym względem... Powinno być darmowe czipowanie w lecznicy na Hawajskiej 16 - to w końcu nie tak daleko od Was (to moj vet, czipowałam u niego moje potwory). Mam się dowiedzieć, kiedy darmowe i ile kosztuje normalne ???
-
Witam, Zgodnie z obietnicą, daną wczoraj Temidzie na PW, przelałam dla Froda 100 zł - na razie jednorazowo (jestem deleko, inaczej pomóc nie mogę. Może w kwietniu też coś dorzucę, jak będzie trzeba). Froduś - trzymaj się dzielnie i znajdź dom jak najszybciej.
-
Skąd ja to znam... U mnie kaganiec na pysku od 13 lat - niestety - a w domu wszystko poza zasięgiem psiej mordy, kosz na śmieci zamkniety na głucho etc... A psica w domu od szczenięcia, żywiona prawidłowo, nigdy nie zaznała glodu. Po prostu ten model tak ma. Aha - Czata jest po kursie PTO, w którego programie było nie podejmowanie pokramu z ziemi. Na lekcjach była rewelacyjna, ale po wyjsciu z zajęć - masakra. Próbowałam zostawiac różne rzeczy jadalne, nafaszerowane czyms b. ostrym, ale okazało sie, że sucz uwielbia pieprz, chili, i wszystkie inne ostre przyprawy. Oczywiście nigdy nic nie brała do pyska przy domownikach, ale gdy np. wyszłam z kuchni, od razu pożerała. Nie pozostalo mi więc nic innego, jak namordnik i to nie taki zwykły (miękkie kąski przepychała), ale specjalny - dla psów policyjnych - z dwoma "dnami". A jak sie uparła, to i tak przepchała bokiem. Ale i tak ja kochamy.
-
14 lat, 4 miesiące i pięć dni. Zleciało tak szybko... (na zdjęciu, które mam w avatarze miała 9 miesięcy)
-
Dziś miałam podobnie. Piesa kucnęła i robi swoje. Przechodzacy pan rozdarł japę, a ja nic - czekam aż sucz skończy. Jak skończyła - wyjęłam specjalna torebkę i spośród innych kup wybrałam "swoją". Widok opadającej szczęki pana - bezcenny ... p.s Ja sprzątam od lat, jeszcze nie było stosownych przepisów. W mojej okolicy kilkunastu znajomych psiarzy sprząta. Większość - niestety, nie. Moja Czata musi zawsze wleźć w głąb trawnika, żeby się załatwić. Przedzieranie sie przez pole minowe, żeby to pozbierać jest mało zabawne (no i buty trzeba umyć, zanim sie wejdzie do domu - trudno wykonalne)
-
Tak, to jest przeokropne... dla nas. Ale dla Gamy chyba byłoby bardziej okropnie odchodzić na zimnym, stalowym blacie gabinetu weterynaryjnego. Nawet, gdybym tam z nią była. To były czasy, gdy praktycznie nie było prywatnych vet-ów na każdym rogu. Miałyśmy (Ona i ja) dużo szczęścia, że w "państwowej" klinice trafiłysmy na lekarza o wrażliwym sercu. Sam zaproponował, że przyjedzie do domu, gdy już było wiadomo, że cierpi i że nie wolno jej dalej męczyć. Ps. wczoraj Czata trochę lepiej się czuła. Zrobiłam jej kilka - może ostatnich - fotek. Kupiłam też nowiutkie, miękkie posłanie, żeby te starutkie kosteczki miały wygodniej (i, o dziwo, TZ nie protestował, chociaż zwykle jest do bólu racjonalny i normalnie stwierdziłby chyba, że to bezsensowny wydatek, bo za chwilę to posłanie będzie zbyteczne) A Czata posłanie polubiła.... Spała na nim całą noc
-
Tak, to jest przeokropne... dla nas. Ale dla Gamy chyba byłoby bardziej okropnie odchodzić na zimnym, stalowym blacie gabinetu weterynaryjnego. Nawet, gdybym tam z nią była. To były czasy, gdy praktycznie nie było prywatnych vet-ów na każdym rogu. Miałyśmy (Ona i ja) dużo szczęścia, że w "państwowej" klinice trafiłysmy na lekarza o wrażliwym sercu. Sam zaproponował, że przyjedzie do domu, gdy już było wiadomo, że cierpi i że nie wolno jej dalej męczyć. Ps. wczoraj Czata trochę lepiej się czuła. Zrobiłam jej kilka - może ostatnich - fotek. Kupiłam też nowiutkie, miękkie posłanie, żeby te starutkie kosteczki miały wygodniej (i, o dziwo, TZ nie protestował, chociaż zwykle jest do bólu racjonalny i normalnie stwierdziłby chyba, że to bezsensowny wydatek, bo za chwilę to posłanie będzie zbyteczne) A Czata posłanie polubiła.... Spała na nim całą noc
-
Tak, to jest przeokropne... dla nas. Ale dla Gamy chyba byłoby bardziej okropnie odchodzić na zimnym, stalowym blacie gabinetu weterynaryjnego. Nawet, gdybym tam z nią była. To były czasy, gdy praktycznie nie było prywatnych vet-ów na każdym rogu. Miałyśmy (Ona i ja) dużo szczęścia, że w "państwowej" klinice trafiłysmy na lekarza o wrażliwym sercu. Sam zaproponował, że przyjedzie do domu, gdy już było wiadomo, że cierpi i że nie wolno jej dalej męczyć. Ps. wczoraj Czata trochę lepiej się czuła. Zrobiłam jej kilka - może ostatnich - fotek. Kupiłam też nowiutkie, miękkie posłanie, żeby te starutkie kosteczki miały wygodniej (i, o dziwo, TZ nie protestował, chociaż zwykle jest do bólu racjonalny i normalnie stwierdziłby chyba, że to bezsensowny wydatek, bo za chwilę to posłanie będzie zbyteczne) A Czata posłanie polubiła.... Spała na nim całą noc
-
Kilerku [*] Wiem, co czujesz. Wiele lat temu pomogłam blisko 18-letniej Gamie w tej ostatniej drodze. Dziś jestem zmów przed Tęczowym Mostem. Czata ma 13 lat i 3 miesiące i z każdym dniem zbliza się czas pożegnania. Widać to w jej oczach i wiem, że to już bardzo niedługo.... Wierzę, że tym razme po prostu odejdzie we snie - ze starości, bo nie jest chora, tylko bardzo, bardzo zmeczona. Gamie musiałam pomóc, niestety, tym ostatnim zastrzykiem (zrobiony został w domu, odeszła na moich rekach). Trzymaj się i wierz z całych sił, że On teraz znów jest młody, zdrowy i szczęśliwy - tak, jak na tym pierwszym zdjęciu. I czeka tam na Ciebie.
-
Witam wszystkie Ciotki. Podczytuję od początku, ale się nie odzywałam (kibicuję milcząco) Z moją Czatą - też ON-ką - problem zjadania kup mam od 13 lat i nic nie pomogło. Był bardzi krótki okres, gdy dodawałam jej do jedzenia suchą karmę dla nutrii (smierdziała sto razy bardziej niż żwacze). Ale moda na nutrie przeminęła i skończyło się źródło tego przysmaku. Próbowałam wszelkich, dostepnych na rynku, wspomagaczy i nic nie zadziałało, więc odpuściłam i zostalismy przy kagańcu (ale takim policyjnym, w którym nie ma możliwości sięgnięcia przez pręty, bo jest on dłuższy od normalnego, a obejma wokół pyska uniemożliwia wsunięcie go zbyt głęboko. Zresztą - chyba wole, że zjada, niż miałaby się tarzać - co namiętnie robiła moja poprzednia sucz.... Po każdym spacerze było intensywne pranie, co w przypadku tamtej było wykonalne (mała), a w przypadku Czaty byłoby nieco kłopotliwe. Trzymam kciuki za całkowity zrost łapiny. Pozdrawiam Elżbieta
-
Dzięki, już jest lepiej. Tym razem obyło się bez antybiotyku
-
No i wywołałam wilka z lasu. Od wczoraj powtórka z rozrywki (ake "zestaw startowy" pozwolił na przespanie nocy). Od wczoraj głodówka, dziś tylko nieco ryżu rano, coby podac lekarstwa powylewowe... Po południu kontrola u veta i pewnie kolejna seria antybiotyku. A psica coraz biedniejsza. Juz wie, skubana, że jak jest rozwolnienie to ze spaceru trzeba wracać okrężną drogą, a nie przez podwórko, bo inaczej wredna pańcia wciągnie do veta.
-
Ten zestaw "startowy" to:biotuc (albo biotyc, albo biotyl - tak nabazgrane, że trudno odczytać, mimo, że teoretycznie drukowanymi), atropina i no-spa. Wszystko w zastrzykach.
-
Pierwszy dzień - całkowita głodówka + ew. imodium (moja dostaje 3 na raz, bo jest spora) lub smecta (węgiel nie działa). Jeśli jest nieco lepiej - drugiego dnia ryż (bez niczego - na wodzie, prawie rozgotowany, ale gęsty) w malutkich porcjach 5 - 6 x dziennie. Jesli sytuacja sie stabilizuje - dodaję do ryżu po trochu rozmoczonej karmy. Ale to w przypadku, gdy nie idę do veta. Jeśli jednak np. w nocy 5 razy z nia wychodzę, rano od razu do veta (mam w podwórku), który podaje jej trzy zastrzyki, w domu spiszę z kartki, którą nazywamy "zestawem startowym" na wypadek wyjazdu czy konieczności wizyty u innego veta w dniach/godzinach, kiedy nasza przychodnia jest zamknięta. Jeśli biegunka się nie zatrzymuje - to od drugiego dnia, przez 4 kolejne, wprowadzamy antybiotyk, ale nie pamiętam, jaki. Mogę dopytać po południu.
-
Czata też ma trzustkę w nie najlepszym stanie - chyba z racji wieku (13 lat). Jest od b.długiego czasu na karmie dla trzustkowców i na lekach z enzymami trzustkowymi. Mimo to biegunki nawracały i nie łudzę się, że po wytruciu lamblii znikną na zawsze. Ale dwa m-ce bez prania dywanu po powrocie z pracy, to już sukces... (przynajmniej zaoszczędziłam nieco na zastrzykach, które dostawała niemal za każdym razem przy tych biegunkach i bedzie na karmę, bo droga jak nie wiem co). Pozdrawiam Elżbieta
-
Czy był badany kał na obecność lamblii (trzeba zebrać kupy z trzech dni i oddac do badania)? (tylko w przypadku tego cholerstwa dochodzi jeszcze śluz w kale). Moja On-ka też tak miała - co 2 do 4 tygodni biegunka, a później spokój. W badaniu wyszły lambie. Po kuracji od 2 m-cy jest ok, a wcześniej też leczona była w kierunku trzustki, ale to nie pomagało.
-
Wszystkiego najlepszego wszystkim Ciotkom, a Tobie, Gusiu (i Marle3owi(w szczególności....(podczytuję od początku).... Czata (20.10. ub.r. skończyła 13 lat) jest już tak głucha, że wreszcie przestała się bać , bo po prostu oddwóch lat przestała słyszeć. Casta (4-letnia DON-ka syna) ma wszystko w d... i się nie boi. Dziś najgorzej było z kotem. Autentycznie sie wystraszył, ale już wylazł spod łóżka. Pozdrawiam Elżbieta (od Czaty z wylewem)
-
Miało być "Witajcie", ale edycja za cholerę nie chce się uruchomić...
-
Wiyajcie. Podczytuję wątek od początku, ale w ogóle nieczęsto się na dogo odzywam. Chcialam napisać coś z mojego doświadczenia a propos załatwiania się na działce. Wiele domowych psów tak ma, że jak wyjadą w plener - trzeba je, chciał, nie chciał, jednka wyspacerować ze 3 razy dziennie. Kiedyś miałam taką jamnikowatą Gamę, a moi Rodzice innego małego psiaka. Kilka razy wyjeżdżaliśmy razem na Mazury - duży, ogrodzony teren, nawet z kawałkiem lasu (ale o g r o d z o n y). I oba piesy trzeba było wyprowadzić na siku i coś więcej. Załatwiały się metr od furtki, ale już po drugiej stronie. Zaraz po tym w tył zwrot i na działkę... Masz Magdo rację, że ona musiała się takich zachowań kiedyś nauczyć i ma to zakodowane. Pozdrawiam i życzę sukcesów (jestem przekonana, że Wam się powiedzie. Elżbieta