On chyba więcej ludzi w swoim otoczeniu, toleruje dopiero po pewnym czasie i chyba nie jest "psem do dzieci" - jak już to dla nastolatków. W Makowie, też sobie upodobał Panią Ewę (która mu zrobiła budę i go karmiła), a na innych - kłapał zębami. Mnie z TZtem, chciał zjeść w czasie drogi do Marysi, chociaż wcześniej chodził ze mną i Bliss na wspólne spacerki i łaskawie brał ode mnie chrupki. Na początek, powinien chyba mieć tylko jednego człowieka, bo nie jest przyjaznym psem "do wszystkich", jak np Szyszka, czy Lerka, tylko do tego jednego ludzia - przynajmniej, na początku :(. Nie wiem, czy behawiorysta może to zmienić?