Nie pamiętam, jak było u mnie, ale w sumie, w zależności od przywoływalności psa, kontaktu z nim i warunków zewnętrznych. Najlepiej, na polu/łące i w towarzystwie Bliss i TZta. Najczęściej, po 2-3 tygodniach, co pewnie źle świadczy o mnie i moim rozsądku, ale nigdy(inna sprawa, że mało miałam tymczasów i wszystkie były łatwe w prowadzeniu), nie spotkała mnie porażka.
Bliss po wzięciu ze schroniska, zabrałam bez smyczy na spacer po lesie(!) po mniej, niż 2 tygodniach - nie mogłam iść, tak mi skrobała marchewkę i przyklejała się do nóg, ale ona od początku nas wybrała i pilnowała się ogromnie, żeby nas nie zgubić. Tak jest do dzisiaj