-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by ulvhedinn
-
Bianka, doskanale to ujełaś :p Tak, mam u siebie także babuleńkę. Bo wczoraj pojechałam robić jej zdjęcia, okazało sie że ma poczatki zapalenia płuc. Mimo leczenia w nieogrzewanej izolatce... nie zastałabym jej żywej pewnie pojutrze. Ostatnio dwa psy, które pilotowałam umarły w schronisku- nie zdążyliśmy. Stara shitzaczka i biedny smutny starowinek... Więc, jeśli jestem uzależniona, to dlaczego nie były u mnie? :roll: Uwierz, Vitis, to nie ma nic wspólnego z uzależnieniem, z kompulsywniością, z wewnętrznym nakazem. to po prostu decyzja- dać temu zwierzakowi szansę i życie, czy podjąc decyzję o jego śmierci. Proste. I tak człowiek wie, że nie może pomóc wszystkim, ale stara sie ratować choc kilka. No i jest to cos co mi się wreszcie w zyciu chociaz czasem udaje, bo na innych polach to mam raczej efektowne porażki (i straszny antytalent do robienia kasy:oops:)... I owszem, co tu dużo mówić, psy pomogły mi rozwiazać kilka bardzo poważnych problemów niepsich, pomogły przełamywać.... Zresztą wpadnij kiedys do Wro, pogadamy, bo to nie tematy na forum:evil_lol: W tej chwili, te zwierze co sa w domu to pryszcz. Najgorsze sprawy- to wyleczenie Kongi i Brutus. Jakby te psy znalazły domy, to odetchnę z wielką ulgą... Brutus potrzebuje chocby DT... No i w piątek z chorobowego wraca Aga- to ją powykorzystuję:evil_lol: (żeby nie było- ona mnie też nieraz wykorzystuje, a część kociąt to jej "robota")
-
Kamil też myslał o preventicu... daj znać, czy bedzie jakiś efekt- jest pomysł, żeby wprowadzić do leczenia także antybiotyk, w celu ograniczenia ew. wtórnej infekcji uszkodzonej skóry- masz tam jakiegos weta, czy Ci podesłac? Aha- sprawdź co z kasą, bo po tej próbie włamania mam problem, wygląda że nie wszystkie moje wpłaty dotarły tam gdzie powinny... martwię się :shake: Coś potrzeba jeszcze? Nie wiem- miski, garnki, żarło, kocyki?
-
No właśnie niestety , tylko ludź... i tak mam dom, który wyglada jak twierdza. Śmieci zamkniete na zameczek zapinany drutem. Kuchnia z barierką na haczyk, lodówka na haczyk. Wszystko jadalne poupychane na zwyżkach... Niedługo sedes będę zapinała :mad: bo łazienki nie moge- tam stoi kuweta kota. Kra jest inteligentna, silna i zwinna, strach się bać, co by było, gdyby była zdrowa ;) Muszę kiedyś nagrać kilka filmików z nią, np. jak wychodzi z wanny... albo co potrafi zrobić puszczona na łące bez wózka- wiecie, że ona nie ciągnie dupci i łapek, tylko biega balansując na dwóch łapach, i to tak szybko, ze nie da sie jej złapać? :cool3:
-
Chyba masz rację... trzeba będzie usiąść do buchalterii, brrr.... Kraksica właśnie siedzi w wannie, bo sie osikła i jeszcze przebiegła mokra przez pół chaty :mad: Nauczyła sie też rozpracowywać bardzo ciężko zamykane wiadro po gryzoniowej karmie, gdzie trzymam zarło Ru :mad: Za to odleżyna goi sie świetnie, tfu, tfu...
-
Uszy są nawet spoko, choć babcia niedosłyszy. Zęby- remont generalny absolutnie niezbędny :-(. Temperatura podwyższona. Serducho- szmery, do zbadania dokładniej... Jutro/pojutrze zrobimy krew. Oczki metne, widzi bardzo słabo :-( Śpi w koszyczku, chyba odsypia schroniska. Przynajmniej się nie trzęsie i ma ciepełko i spokój. Wypiła mnóstwo wody :roll: zaraz ją wyniosę na trawnik... Masz jakiś pomysł na śliczne imię?
-
Nie wylezę! Trochę macie rację... a trochę nie łapiecie. Problemy była zanim trafiłam na dogo. I to ogromne, zresztą wcale nie zniknęły, są. A finanse... a lepiej nie mówić. Żeby się "ustawić z powrotem do pionu" musze wygrac w totka. I zwierzaki stanowią w tym wszystkim najmniejszy problem. A wręcz przeciwnie- gdyby nie one, to byłoby znacznie gorzej, albo nie byłoby wcale. Eeeech.... przecież wcale nie biore wszystkich potrzebujących zwierzaków- tylko czasem któryś tak zapada w serce... Co do kociąt- one to akurat najmniejsze zmartwienie, są powiedzmy- "łatwoadopcyjne". Najgorzej z Kongą, szczególnie, że to sprawa która wróciła z przeszłości, nie wzięłam jej ze schronu teraz, tylko została zwrócona z adopcji, po bardzo długim czasie... No i Brutus. W sumie to z nim jakoś tak wyszło siłą rzeczy, nie było nikogo chętnego do pilotowania sprawy... :roll: A jest to w tej chwili problem który nie wiem jak rozwiązać. Aksa. No dobra, może nie powinnam sie była podejmowac opieki nad nią? A ktoś pamięta, że to miała być jedna noc? I co- miałam jej nie odebrać z operacji? Uśpić? Odwieźć do schroniska kiedy nikt się nie chciał nią zaopiekowac? W którym momencie? P.S. Amber to mój prywatny kot, pers, 13 lat. W pewnym momencie wyglądało mi w życiu optymistycznie; że się coś uda, że będzie dobrze (wtedy padł pomysł bernardynki)- ale "się pier".... :shake: Nie przez zwierzaki, tylko z powodów niezaleznych. Nie pierwszy raz zresztą. O braku pomocy, to było skierowane do konkretnej osoby:diabloti: Dobra, zakończe tylko sprawy, najpilnie Brutusa, Kongi i babuleńki. A potem znikam.
-
Staruszek Misiu już w DT u Czarodziejki, uff... JUZ ZA TM
ulvhedinn replied to Mysia_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zajrzyjcie też do naszej babulki, ma podobna sytuacje do Misia... http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=96346&page=4 -
Pojechałam do schronu zrobic fotki... i przeraziłam się :placz: Mała mimo, że była w budynku, zaziębiła się potwornie, ma gorączkę, kaszle, charczy... Nie wstała, żeby się przywitać, widać, że jest obolała i chora :placz: Co z tego, że dostała leki skoro miałaby nadal siedziec w zimnym miejscu? Umarłaby w kilka dni, albo została uśpiona :-( No i wzięłam ją do siebie... ale u mnie mioże byc kilka dni, nie więcej. Podleczy sie i co- przeciez jej nie odniose do schroniska? Błagam o tymczas, bez Waszej pomocy- maleńka umrze :-(
-
Kociaki na bank szukają domów i na szczęście sukcesywnie znajdują:evil_lol: Gorzej z Rudzią- ma mnóstwo ogłoszeń i ... :shake: Problemem jest jeszcze Konga na tymczasie u met- powrót z nieudanej adopcji po ponad roku. Ma źle sie lecząca nużycę i zero widoków na dom stały. I Brutus w hoteliku, zupełnie nie wiem co z nim zrobić... I jeszcze babuleńka ze schronu, którą pilotuje- potrzebny DT na już! I co mam powiedzieć- Brutus do schroniska, tam cie uśpią po 14 dniach, a Kongę i babcię usypiamy od razu, bo nieadopcyjne i chore? A w dodatku to wiesz jak to wygląda- na poczatku wszyscy deklarują pomoc finansową, a potem cisza, zostaje parę osób.... ...w tej chwili jestem w plecy jakieś 450-500 zł nie licząc telefonu. I muszę to oddać na dniach, a na koncie mam 30 zł. I to wszystko. Jeśli chodzi o studia- cóż staram sie o powrót od zimowego semestru, oczywiście jeśli pójdę wcześniej do szpitala. A tu największym zmartwieniem jest Aksica, bo większość ludzi boi sie podjąć opieki nad nią. Pałek, Ruda i Amber mają opiekę na ten czas. A czemu nie polazłam wcześniej? Bo np. ciocia zerwała ścięgno i siedziała w gipsie, a potem nie mogła chodzić, i nie tylko nie mogła się zajać potworami, ale sama potrzebowała pomocy. I ciagle takie coś... Aksę to nie ja rozpaskudziłam- ona tragfiła do mnie niewychowana wręcz upiornie. Chyba wszystkie możliwe błędy wychowawcze popełniono :shake: Nie umiała zostawać na 5 minut, darła pysk i demolowała wszystko jedno co. Teraz ogranicza się i nie wyje, więc jest postęp. I wraca na wołanie, umie łazić przy nodze i da się odwołać od kota na dworze:cool3: Ale jeszcze duzo pracy przed nami... A w dodatku największe zmartwienia nie wynikają z posiadania zwierząt, no poza zadłużeniem. Tylko np. auto sie sypnęło- najpierw sprzęgło (ok 500 zł), potem alternator (150 zł) w ciągu tygodnia. Albo popsuty bojler. Nie mówiąc o wszystkich kłopotach, wynikających z tego, że nie poszłam, zapomniałam, nie zdążyłam...
-
Pozwolę sobie nie do końca zgodzić się z tym... Psy niewidome z reguły bardzo źle znoszą schronisko, wokół jest za dużo dźwięków, zapachów, to dezorientuje. a jesli chodzi o naukę otoczenia- wszystkim moim ślepaczkom zajmowało to z reguły góra dwa dni. I jeszcze pyatnie- czy on jest sam w boksie, czy z innymi psami? Bo psy niewidome dość często padaja ofiarą napaści innych- bo nadepną, bo potrącą, bo nie widza sygnałów ostrzegawczych. Nie mówię juz o dostępie do jedzenia. Oczywiście nie należy "szaleć" i robic nic na wariata, ale im szybciej Maro opusci schronisko, tym dla niego lepiej.