Wyciszały. To diazepam przecież.
Chociaż po atakach miała "chodzone" nie mogła sobie znaleźć miejsca. Chodziła, obijała się. Musiałam ją podtrzymywać pod brzuszkiem, bo się wywracała. Och. Bida moja kochana. Bardzo mi jej brakuje.
Kochamy Bogusia :)
I wiem jak ciężko patrzeć na jego ataki. Moja sunia przez ostatni rok życia też miała takie długotrwałe ataki padaczkowe. Ja jeszcze podczas ataków dawałam jej wlewki Relsed.
To trzymam kciuki za Krecika. Należy mu się najlepsze z najlepszych życie po tak długim schroniskowym bycie.
No, za Kicię też trzymam niech sobie wychowa Panią :)