Wszystko było dograne, beka zgodziła się sprawdzić domek, pani zainteresowana dzwoniła wczoraj. I , no cóż. Podczas kilkudniowego pobytu u mnie jamniorek dał poznać się z innej strony.
Już w poniedziałek próbował zwiać, kiedy wychodziłam do dentysty, ale na szczęście szybko zawołałam męża, ten zebrał nasze psiaki i w okamgnieniu wyruszył za Plucikiem. Na szczęście dogonił go, po spacerze cała trójka wróciła do domu.
Wczoraj mąż z teściową wyjeżdżali do Krakowa i jamnior wypadł z domu, potem w bramę i koniec. Pół godziny poszukiwań spełzło na niczym, pilny wyjazd opóźnił się, ale nie można go było odwołać. Całe popołudnie trwały poszukiwania, dzisiaj też i nie ma. Taki tryb życia prowadził przez ostatnie miesiące i niestety, gdy poczuł się trochę pewniej to natura wędrowniczka wzięła w górę. W domu to zupełnie inny psiak. Przytulaśny, cały czas zapatrzony w człowieka. W momencie, gdy wychodzi na podwórko odzywa się instynkt, on nic nie widzi, nic nie słyszy i ma jeden cel - nawiać.
Nie będę pisać jak się czuję........................
Całe powietrze ze nie zeszło. Dzwoniła Pani z Piaseczna, powiedziałam, jak stoją sprawy, ma porozmawiać z rodzicami, ale była ogromnie zasmucona. Nie spodziewała się, że jamnior będzie uciekał, my też nie. Nie obiecuję sobie za wiele, teraz najważniejsze, żeby wrócił, zaraz potem go ciachniemy i przekonamy się, czy te wypady mają zwiiązek z suczydłami, czy nie. Żeby tylko wrócił. :-(
Pewnie zaraz dostanę od Was po łbie, bo nie pilnowałam psiaka, ale moje nigdy nie próbowały nawet uciekać. Ten jest specjalistą, trzeba być mistrzem w otwieraniu furtki, żeby się nie wywinął. Nie mam siły więcej pisać, jestem załamana.
Według mnie on się nie nadaje do domu z ogródkiem, bo tak czy siak zwieje. Do bloku i tylko na smyczy wyprowadzać.