Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28426
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. PAMIĘTAM
  2. Punieczko, znów zawitała zima. Na szczęście jest tam wam cieplutko. PAMIĘTAM
  3. PAMIĘTAM ŚLICZNOŚCI
  4. PAMIĘTAM
  5. Ja też zadaje masę pytań w takich sytuacjach. Jestem upierdliwa jak wrzód na d..pie. Jednak nie potrafię tak do końca zaufać. Psoniu znów zawitała zima. Oj nie przepadałaś za tą porą roku mój ciepłolubny czpiocie. Kocham i tęsknię. NA ZAWSZE W MYM SERCU I MEJ PAMIĘCI
  6. Radku, niech ci się śni częściej. Ja tęsknię za sami z Psonią w roli głównej. PAMIĘTAM NORASKU
  7. Witamy osobę zainteresowana Aszką wśród dogoaniaków. Dziewczynka naprawdę śliczna i wiadac pojętna. A jakie śliczne szeleczki. Mam nadzieję, że się obie pokochacie i będziecie tworzyć zgrany duet. Napisz jakie masz wrażenia z wizyty u suni.
  8. O matko!!!!!!!!!!! Siedze i ryczę. Ukłon dla osób które uratowały jej życie. Sunia spotkała na swej drodze anioły.
  9. Cosmo wciąż czeka. Czy znajdzie się dobra osoba, która zechce podzielić się z nim swoim domkiem?
  10. Dzięki trzymanie kciuków. Dostałam zwiększoną dawkę leków na wątrobę, bo niestety ona bardzo źle znosi leczenie onkologiczne. Skutki uboczne leków coraz bardziej mnie dopadają, a najbardziej moją wątrobę. Zobaczymy jak będzie za 3 miesiące, mam nadzieje, że coś się ruszy w tym kierunku.. Jestem dopiero na półmetku leczenia. Przede mną jeszcze 2,5 roku łykania prochów, ale nie narzekam. Jestem grzeczną dziewczynką i łykam codziennie jak Bóg przykazał. Jolu , Psonia tez była u specjalistów, u najlepszych. Miała robione wszystkie z możliwych badań i....... nikt, nawet ci wybitni weci nie skojarzyli leku p.zapalnego z jej objawami. Wykluczyli wszystkie choroby za wyjątkiem zapalenia gardziołka , na który dostawała antybiotyk i lek p. zapalny i zaczęło się piekło. Piła jak smok, wymiotował, ciągle siusiała. Robili jej cukier, wszystkie możliwe analizy , badania obrazowe i nic... wszystko książkowe, a pies był coraz słabszy. W końcu zaczęła tracić przytomnośc jedna z lekarek wpadła na pomysł kolejnego zbadania poziomu cuku i wyszło szydło z worka. Pod wpływem sterydów doszło do zaburzeń hormonalnych i wzrostu poziomu cukru. Zapadka w śpiączkę, płukali ją, robili cuda, ale było za późno . Psonia .... odeszła. Szukali wszystkiego- chorób nerek, wątroby, macicy, żołądka itd....a przyczyna była zupełnie inna. Gdyby po wykluczeniu innych chorób zbadali jej ponownie cukier w trakcie gdy słabła, pewnie żyłaby do dzisiaj. Nie mogę sobie tego darować. Nie mogę i nie wierzę wetom. Już nie. I nie chodzi mi o wydane pieniądze na ratowanie jej życia. Bylismy gotowi wydac o wiele więcej, a gdyby brakło to się zapożyczyć, byle ją ratować. Ona była czymś więcej niż psem, pupilkiem. Ona dla mnie kimś wyjątkowym, była niczym moje dziecko. Minęło tyle czasu, a to tak strasznie boli i wcale nie przestaje. To wraca jak bumerang. Dziękuję ci mój psi aniołeczku za trzymanie tych łapinek. Ty wiesz jak bardzo na nie liczyłam prawda? Kocham cię mój okruszku, moja ślicznotko.
  11. Pamiętam Szkieleciu
  12. Tusiu, nigdy nie zrozumiem dlaczego tak się stało. Nigdy. Wiem, że w końcu znalazłabyś cudowny domek, bo byłaś psiakiem, który od pierwszego wejrzenia chwytał za serce. Ciebie nie dało się nie kochać. Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby człowiek stał się twoim niewolnikiem. Nie zrozumiem, jak ktoś mógł się pozbyć tak kochanego malucha. Zdjęcia nie oddadzą, ani twojego charakteru, ani twojej urody. Nie tak to miało wyglądać. Kiedy zostałaś znaleziona byłaś bardzo osłabiona i zziębnięta, ledwie trzymałaś się na nóziach. Pod nastroszoną sierścią można było policzyć wszystkie twoje kosteczki. Ale miałaś ten błysk w oku, chciałaś żyć i szybko wracałaś do sił. Gdybyś była wcześniej zaszczepiona? Cały czas nie dawało mi to spokoju. Ale ufałam wetom. Twierdzili, że przy takiej robaczycy nie mogą szczepić. Faktycznie, robale wychodziły ci górą i dołem. Mówili się, że toksyny z rozkładających się robali są niebezpieczne, a ty jesteś jeszcze za słaba i szczepienie nie wchodzi w rachubę, póki się nie pozbędziemy tego świństwa. Pozbyliśmy się. Miałaś w poniedziałek być zaszczepiona. Niestety w sobotę zachorowałaś. Odeszłaś w nocy z niedzieli na poniedziałek. Czy to nie cholerny pech? Od momentu kiedy zostałaś znaleziona do twojej śmierci upłynęło zaledwie 5 tygodni. Wciąż zadaję sobie pytanie "DLACZEGO?" i nie znajduję na nie odpowiedzi.
  13. Dziękuje. Psoniu, wczoraj wspominaliśmy twoje wybryki. Cały czas jesteś obecna w naszych myślach, w naszych sercach i w naszym domu. Twój duszek chyba gdzieś tu wciąż krąży. Pamiętam dokładnie twój zapach, twoje futerko, każdy centymetr twojego ciałka. Pielęgnuję w pamięci każde wspomnienie o tobie. Tylko nie mogę cie dotknąć, przytulic, poczuć. Sprawiłoby mi wielką radość gdybym mogla uczynić to choć przez moment we śnie, ale ty mnie nie odwiedzasz. Może dlatego, że zawsze kiedy mi się śniłaś budziłam się z potwornym bólem w sercu i większą tęsknotą i łzami? Gdybym tylko mogla cofnąć czas, gdybym miała wówczas tą wiedzę, która mam dzisiaj inaczej bym to wszystko rozegrała, może byłabyś z nami do dziś? Walka o twoje życie sprawiła, że nie umiem zaufać żadnemu wetowi. Nie potrafię. Idąc z Balbinką i Zuzią na szczepienie mam serce w gardle i wietrze podstęp. Doszło do tego, że oglądam buteleczki ze szczepionkami, żeby się upewnić czy faktycznie wstrzykują to co powinni. To jest jakaś paranoja, jakiś obłęd. Czemu miałyśmy takiego pecha Psoniu? Czemu? Bardzo kocham Balbinkę i Zuzię, kocham jak zwykle miłością bezwarunkową, ale w moim sercu na takie miłości jest wiele kącików. Jeden z nich należy wyłącznie do ciebie i tak będzie do momentu ostatniego uderzenia mojego serca. Kocham cię moje słoneczko, mój promyczku. Potrzymaj za mnie jeszcze swoje łapinki do wtorku.
×
×
  • Create New...