Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28481
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. Przeczytałam cały wątek od dechy do dechy. Sisi jest naprawdę urocza i nie dziwię sie, że złapała cię za srece. Jakbym mogła to przygarnęłabym całą ta gromadke. Jest po prostu prześliczna.
  2. Na rozpacz po ukochanym psie, wiek nie ma znaczenia. Jestem starsza od ciebie, a też nie mogłam sobie z tym poradzić. Moja sunia miała 10 lat i także swoim odejściem zaskoczyła nas wszystkich. Nie wiem czy kiedykolwiek jesteśmy przygotowani na odejście kogokolwiek z rodziny,w tym psa, który jest jej pełnoprawnym członkiem. Nie tak łatwo sobie z tym poradzic, a w szczególnosci, gdy sie nie wie co było tak nagłą przyczyna odejścia. Wiem jak ci cieżko i twojej córeczce.Darzyłas go miłościa i on juz na zawsze zostanie w twoim sercu i twoich wspomnieniach. Jest mi naprawdę przykro. Porozmawiaj z córeczka, może drugi piesek byłby w stanie ją pocieszyć. U mnie to zdało egzamin. Trzymajcie się.
  3. Nadejdzie taki dzień, że będzie ci lżej. Ból nie będzie już tak palący jak na początku. Tęsknota jednak zostanie- na zawsze. Mów o niej, nieważne, że jej nie ma fizycznie. Dla ciebie ona jest i zawsze będzie. Myślę, że każdy psiarz to rozumie. Ja także nie mogłam pochwować Psoni. Nie mam działki, a nie chciałam jej pochować w lesie, żeby ciała naszej kochanej suni nie wygrzebaly lisy. Postanowiliśmy ją skremować. Żałuję, że nie wydają prochów zwierząt. Psonia nie ma nawet symbolicznego grobu. Jej grobem są stronki wszystkich znanych mi stron Tęczowych Mostów.Trzymaj się.
  4. Będą tam je obchodzić wszystkie razem, ale będą także z nami , w naszych sercach. Masz rację, w tm co napisałas. Pies jest wspaniałym powiernikiem ludzkich sekretów. Zawsze wysłucha cierpliwie, nie wyśmieje, nie zdradzi, nie narobi plotów, nie udaje przyjaciela. Jest nim od początku do końca. Między innymi tak bardzo tęsknimy, jak któryś z nich opuści Ziemię i powędruje do krainy za TM. Gdyby człowiek mogłby być tak szczera istotą....... Kalendarz jest naprawdę śliczny.
  5. Ależ ona jest przy Tobie, bliżej niż kiedykolwiek. Jest w twoim sercu i tak już będzie. Uwierz mi, nic i nikt tego nie zmieni. Zawsze będziemy je kochać i czuć ich obecność. Jedyny problem, że nie możemy ich dotknąć i tak naprawdę tego nam brakuje. Wiesz co? Kiedys sie łudziłam, że po kilku miesiącach wszystko sie zmieni. Miałam nadzieję, że minie ta uporczywa tęsknota. Niestety, pomyliłam się. Owszem, dzięki Balbince jest mi lżej. Ból nieco zelżał, już nie jest tak palący, ale boli nadal. Jednak potrafie już o niej pisać. Nie będę kłamać, że jest lekko, bo nie jest, ale jest lepiej niż na początku. Tęsknimy za nimi, bo po prostu je kochałysmy. I tak jak juz kiedys pisałam, że bedziemy pamietać zawsze, bo miłości nie da sie zapomnieć.
  6. Oj cieszę się, nawet nie wiesz jak bardzo. Jestes zakochana, a to dobry znak. No coż, na miłośc nie ma rady. Punia jest napweno z Ciebie dumna. A my, trzymamy kciuki. Coś mi mówi w serduchu, że to najwspanialszy prezent na gwiazdkę. Czekamy na kolejne wieści.
  7. Witaj Słoneczko nasze kochane! Dziś jest kolejny 10 i na dodatek niedziela.Dziś o godz 13:00 minął 1 rok i 5 miesięcy od czasu kiedy potanowiłaś zwiedzić krainę za Tęczowym Mostem. Wtedy też była niedziela. Czas mija, tylko ta tęsknota jakoś nie chce minąć. Kochamy Cię nadal, ale ty o tym wiesz- prawda???? Zaczęłam robić przedświąteczne porządki. Wczoraj robiłam przegląd kosmetyków w toaletce i się zamyśliłam. Na mojej twarzy pojawiły się łzy, a zarazem uśmiech. Pamiętam jak pewnego dnia siedzielismy z całą rodziną w kuchni. Ty urzędowałaś w pokoju. Nagle , weszłaś do kuchni , a Szymon krzyknął -o Boże Psotka cała we krwi. Zerwaliśmy się od stołu wszyscy na równe nogi. Spojrzeliśmy na Ciebie, Twój pysio i łapki były krwisto czerwone. Mąż pobieg do apteczki po gazę i wodę utleniona wrzeszcząc. -Gdzie się ona tak urządziła, trzeba sprawdzić skąd krwawi i zatamować to krwawienie. Na podłodze zostawiałaś czerwone plamy. Wszystko było przerażające za wyjątkiem twojej miny. Nie byłaś przerażona , a wręcz przeciwnie zadowolona. Wzięłam od meża gazę i wodę utleniona. Podeszłam do ciebie . Serce ze strachu o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Przełamałam się i zaczęłam cię delikatnie przecierać próbując zlokalizować źródło krwawienia. Nagle ,zaczęłam się w głos śmiać, a ty merdać ogonem. Mąż z Szymkiem zaczęli na mnie krzyczeć, że mam cię opatrywać, a nie robić sobie żartów. Ja jednak nie mogłam. Położyłam się na podłodze ze śmiechu i rechotałam jak żaba. Ty wskoczyłaś na mnie i zaczęłaś mnie lizać. Obaj panowie patrzyli na nas i otworzyli buzie ze zdziwienia. Dopiero po chwili im mogłam powiedzieć, że to nie krew. Mąż nie wytrzymał i poszedł do pokoju. Dopiero tam zauważył, że na podłodze leży pogryzione opakowanie po pomadce do ust , a wykładzina dywanowa jest zafejtana na czerowono. Za chwile słysze dobiegajacy głos w pokoju. - ładnie się zmalowałaś młoda damo, ale skąd wytrzasnęłas taką krwistą pomadkę? No cóż, czerwona pomadka została zakupiona na szkolny bal przebierańców. Mój syn miał się przebrać za wampira , a owa pomadka miała imitować ślady krwi. Owszem, imitowała, ale nie na Szymku, a na Psoni. Pamiętasz to zdarzenia prawda? Oj wystraszyłaś mnie wtedy, ale od tego czasu zasmakowałas sobie damskie kosmetyki i zlizywałaś mi kremiki z rąk , twarzy, a raz nawet zwędziłaś mi krem. Miałam wspólniczkę do kosmetyków i musiałam je chomikować przed Tobą. Miałam wręcz nakaz od męża, że te rzeczy mam trzymac koniecznie w szufladach. I tak było. Oj, Psoniu, jak mi teraz brakuje tych twoich wygłupów. Żebyś Ty wiedziedziała, żebyś wiedziała jak bardzo. Kochamy Cię maleńka.
  8. Hahaha, każdy sposób jest dobry, żeby znaleźć się w miejscu gdzie śpi reszta własnego stada. I niech mi kto powie, że te stworzonka nie były przekochane!
  9. Bardzo mi przykro z powodu twojego taty. Badź pewny, ze Szał jako weteran go juz tam znalazł i oprowadza go po najciekawszych miejscach tam, po drugiej stronie. Trzymaj się
  10. Pisanie o niej, do niej - jest normalne. Po odejsciu Psoni spotkałam się ze słowami " głupia płacze za psem". Założę sie, że prawie każda z nas to usłyszała. Moją rozpacz tak naprawdę rozumiała moja rodzina. Oni też cierpieli, choć każde na swój sposób. Dopiero tu, na Dogomanii znalazły się osoby, które mi pomogły w tych najtrudniejszych momentach. Osoby, które cierpią podobnie jak ja, rozumieją co oznacza ból po stracie nie człowieka, a właśnie psa. Tu dowiedziałam się, że moja rozpacz, ból i pustka są uczuciami towarzyszącymi każdemu w takiej sytuacji. Każdemu, kto kochał to 4 nożne stworzenie. Piszę do mojej ukochanej Psoni, przelewam na jej stronke swoje uczucia i wcale się tego nie wstydzę.Powiem więcej, to mi przynosi ulgę.
  11. Biegajcie psie ANIOŁECZKI po soczystych łąkach za Tęczowym Mostem
  12. Biegaj psi aniołeczku po soczystych łakach za TM zdrowy , silny i bezpieczny
  13. "Potworek" jest naprawdę śliczny i fotogeniczny. Wydaje mi się, że zawsze bedziesz wracała myślami do Sarusi. Na to chyba nikt nie wymyślił lekarstwa. Ale to dobrze, bo dzięki temu zawsze zostaną w naszej pamięci.
  14. Rasto dla ciebie Nie płaczecie w samotnosci. Wszyscy płaczemy razem z wami, a wy z nami. Twoja sunia przy tobie odzyskała wiarę w człowieka, zaufała , pokochała i czuła się kochana. Robiłaś wszystko co w ludzkiej mocy, żeby ją ratować. Jestem pewna, że ona o tym wiedziała. Teraz jest w twoim sercu i we wspomnieniach. Z tego co zdążyłam przeczytać to był niezwykły pies- prawdziwa bohaterka. Pisz o niej, do niej, będzie ci lżej. Łzy jeszcze długo będą płynąć po naszych policzkach. Trzymaj się, choc wiem, ze to niełatwe.
  15. Tak, nam też brakuje jej figli. Zawsze zastanawialismy sie skąd ona czerpie pomysły. A miała je już jako szczeniak. Pamiętam wyegzekwowała sobie spanie w łóżku. Była szczeniakiem , więc od początku chcieęiśmy, żeby spała w swoim legowisku. Kupiliśmy jej wygodny koszyk z materacykiem. Osobiście uszyłam jej prześcieradełko, zrobiłam podusię i kołderkę. Koszyk stał w pokoju syna, który akurat był chory. W nocy wstawałam kilkakrotnie i szłam do nich do pokoju sprawdzić, czy moje dziecko się nie spociło. Patrzę i oczom nie wierzę. W łóżku oprócz mojego synka śpi na plecykach to małe, czarne diablątko z wywalonymi wdziękami. Delikatnie ją wzięłam na ręce i położyłam do koszyczka. Oboje z mężem zastanawialismy się jak taki mały kurdupelek włazi do łóżka. Jakby ktoś nas zobaczył to miałby niezły ubaw, bo oboje na czworakach podeszliśmy pod pokój syna i leżeliśmy na podłodze bez ruchu. W pokoju małego była zapalona lampka nocna, więc mogliśmy widzieć co i jak. Po pół godzinie leżania na zimnej podłodze nastapiło wyjście " smoka" z koszyczka. Podeszła do wersalki, pazurkami się zaczepiła o górną krawędź i wciągała dupsko do góry. Łepetynke trzymała sztywno jakby to miało jej pomóc. Oczywiście włożyłam ja do koszyczka, nakryłam kołderką i czekałam aż zaśnie. Tak się działo przez 4 kolejne noce. Nie pomagało zastawianie krzesłami wersalki syna. W końcu syn wyzdrowiał i mogłam spać spokojnie. Jakież było nasze zdziwienie kiedy obudziliśmy się z męzem pewnego dnia , weszliśmy do pokoju syna a tam był SAJGON. Po całej podłodze porozrzucane szczątki wikliny, osobno podusia, kołderka, materacyk a z koszyczka zostało w całości tylko dno. Nasza pannica leciała sypialnym w objęciach naszego syna i nawet nie drgnęła. Pwiedziałam do męża, " trzeba kupić jakieś nowe legowisko, bo może się jej to nie podobało" on na to "żartujesz? Przecież ona każde załatwi. Oj widać, że to małe ma charakterek, i coś mi sie wydaje, że przy niej nie będziemy się nudzić" I tak było, miała charakterek i nie nudziliśmy się przy niej nigdy. Od tamtej pory spała w łóżkach.Początkowo pól nocy z synem, a drugie pół w naszym małżeńskim łożu. Umiała się sobą dzielić. Potem, przeniosła się na dobre do małżeńskiego, ale w nocy sprawdzała zawsze czy u syna wszystko w porządku. Czas mija, tylko ta tęsknota nie bardzo chce minąć. Nie powiem, bo teraz jest troszkę lżej. Już potrafimy się śmiać na głos wspominając jej "numerki", ale są momenty, (szczególnie nocą) że ból ściska serce ,a łzy same płyną po policzkach. Nadejdzie taki dzień dziewczyny, że i wy będziecie z uśmiechem wspominać wasze maleństwa i oby on nastąpił jak najszybciej.
  16. Toska, tak mi przykro, ze musisz przez to przechodzic. Każdy z nas cierpiał i cierpi, a poczatki są najgorsze. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że Atos miał życie wypełnione po brzegi miłością i troska o jego zdrowie. Nie odchodził sam, odszedł w objeciach ukochanej osoby i czuł sie bezpiecznie. Pomogłas mu przedostac sie do krainy wiecznego szczęścia, gdzie odzyskał młodość i wigor. Tak naprawdę odeszło jego schorowane ciałko, miłość jaką go darzyłaś została w twoim serduchu i tak juz będzie zawsze. Wiem jak ci ciężko i niebędę ci pisała" nie płacz". Wydaje mi sie, że łzy przynoszą ulgę. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Minął rok i 4 miesiące odkąd moja Psonia przekroczyła TM. Nadal kocham ta moja bandziorkę , psotnicę i kombinatorkę, pomimo, ze dwa miesiące po jej odejściu w domu pojawiła sie adoptowana sunia. Nie żałuje tej decyzji i powiem więcej. Podobnie jak u soty Balbinka była moim lekarstwem na rozpacz. Dziś kocham je obie. Trzymaj się. Dla Atoska
  17. Pewnie, że byś chciała ją przytulić. A kto z nas by nie chciał??? One jednak wolały nam zrobic psikusa i sobie pobiec tam, gdzie nie ma bólu i cierpienia. Doszły pewnie do wniosku, że wypełniły swoją misję na Ziemi - nauczyły nas niemiłosiernie kochać i mogą odejść do krainy szczęścia. A my? No cóż, musimy uporać się z tą tęsknotą i ogromną pustką - nie mamy innego wyjścia, a tak bardzo by się chciało cofnąć czas. Zastanawiam się tylko czy to by cokolwiek zmieniło. Aga! Nie było mnie pare dni, bo nawalił mi komputer, ale widzę, żeś się rozleiła ile wlezie. Posłuchaj, zrobiłaś dla niej wszystko co było możliwe, a może nawet i więcej. Wobec niektórych spraw jesteśmy bezsilni i tyle. Myśle, że ani ona, ani moja Psonia, ani inne psiaki wcale nie są zadowolone, że z ich ziemskich "mamusiek" , "tatuśków" są takie beksy. Prawie ci morały, a mi samej klucha stoi w gardle,bo zaczęłam właśnie porządki, a mojej gospochy nie widać. Pewnie hasa sobie tam beztrosko z twoją suńką i innymi psiakami. Trzymaj się.
  18. Dla Ciebie psinko kochana. Zamieszkaj w tej cudownej krainie, gdzie nie ma przemocy, strachu i kata. Gdzie nie ma juz nikogo, kto zadecyduje ILE MA ŻYĆ PIES :placz::placz::placz: TAm będziesz żyć już wiecznie. Nie mogę, nie mogę. Nie znałam Cię skarbeńku, a łzy strumieniami płyną z oczu. DLA WSZYSTKICH PSINEK- OFIAR SPRZĄTANIA. Żałuję, że nie można posporzątać wśród personelu tego schroniska i wywalić ich z roboty na zbity pysk. Może jak bida zajrzałaby im do garnka nauczyliby się choć troche pokory. Schronisko-miejsce jak nazwa wskazuje schronienie dla psów. To ma być schronienie?????????????????????????????? To zwierzecy obóz koncentracyjny. Jestem wkurzona do białości!!!!
  19. Biegaj sobie po tych niebiańskich łąkach z dala od nieszczęść i niesprawiedliwości. Na szczęście tam nie dosiegnie Cię już nic złego. A podobno słowo CZŁOWIEK brzmi dumnie!!!!!!! Wstydzę się psinko.:placz: Na szczęście moja Psonia się tam Tobą zaopiekuje i pokaże Ci najpiękniejsze zakątki TM.
  20. Doskonale Cię rozumiem. Dlaczego? 10 lat życia Psoni- 10 lat żadnych wczasów, wycieczek, niczego. Zapewne spytasz dlaczego. Otóż Psonia miała klaustrofobię i chorobe lokomocyjną. Nie mogła jeździć samochodem, pociągiem itp. Nie wyobrażalismy sobie zostawić jej w domu chociażby pod opieką mojej mamy ( wówczas zdrowej). Psonia czułaby się opuszczona, bo to był taki mój "cycuś". Rezygnacja z tych przyjemności nie była dla nas czymś szczególnym tylko normalnością. Nienormalne natomiast było to, że syn nie chciał wyjeżdżać na żadne kolonie czy obozy. Owszem, jeździł na każdą wycieczkę szkolną czy tzw' zielone szkoły". Jednak zawsze po kilka razy dziennie dzwonił z pytaniem " mamuś , jak tam Psonia? Czy nie za bardzo tęskni? Czy je normalnie". Czasami miałam wyrzuty sumienia, że moje dziecko w przeciwieństwie do swoich kolegów jest pozbawione rodzinnych wyjazdów w góry czy nad morze. Kiedy odeszła Psonia i zapytałam czy może w sierpniu wybierzemy się gdzies razem -padło " nie chcę wyjazdów, ja chce Psonię". Nie pojechaliśmy.
  21. Czy zauważyłaś, że od dnia odejścia Puni cały czas prześladuje cię myśl o nowym psiesku? Ja myślę, że ONA chce , a nawet tobą kieruje w stronę czterech łapek, merdajacego ogonka i naukochańszych, pełnych wyrazu oczu psa. Ona nauczyła cię kochać miłością czystą i bezinteresowną. Nie chce żeby te pokłady uczuć w twoim serduszku się marnowaly i wypalały. Ona wie, że na taką miłość czekają całe rzesze opuszczonych, zapomnianych i niechcianych psów. Odchodząc wiedziała, że dzięki tobie zostanie ocalone (sposród wielu) chociaż to jedno psie życie. Chyba dlatego twoje myśli krążą nie wokół hodowli, a schronów czy psów w potrzebie. Wydaje mi się, że to ona Cię tam kieruje. Trzymaj się! Pamiętaj, nadal jestem z Tobą.
  22. Dla ciebie kochana psinko. A było znów tak blisko. Sama nie odeszłaś, pomógł Ci w tym człowiek. Szkoda, że nie włożył wysiłku w to, żeby Cię uratować. Uśpić- jasne, tak jest najprościej. To wszystko jest do bani!!! Dlaczego????:placz::placz::placz:
  23. Agga doskonale rozumiem. Ty odliczasz piątki, ja niedziele. Psonia odeszła o godz.13:00 . Pechowa trzynastka! Dla Sarusi okazji kolejnego piątku A Tobie życzę kolejnych snów, ale tylko pierwszej części.
×
×
  • Create New...