Nas nikt nie przygotowywał na odejście Psoni. Dlatego to było dla wszystkich szokiem. Nie docierało do nas, ze jej już nie ma.
Po jej odejściu uświadomiliśmy sobie, że pomimo zamontowanego dzwonka nie otwieraliśmy nikomu zanim ona nie zrobiła alarmu.
Dzwonek dzwonił, a my siedzieliśmy otępiali i czekaliśmy aż zaszczeka. Nikomu nie chciało się podejść do drzwi. Wymieniliśmy dzwonek na inny, ale to i tak nic nie dało. Odruchowo sięgaliśmy do szafki po ciasteczko, żeby jej podać, a jej nie było. Jedząc dawaliśmy smaczne kąski. Komu? Jej już nie było. Ręka zawisła w powietrzu ,w oczach pojawiały sie łzy w gardle kucha. Okropność!
Dopiero pojawienie się Balbinki złagodziło tą pustkę.
Aresku