-
Posts
44557 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
27
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by malagos
-
Jeszcze raz dziękuję serdecznie!
-
Rewelacja!! Isiaku, jesteś genialna!
-
Isiaku, a przyznaj się, co stworzyłaś? :) :)
-
No właśnie?...
-
Pienię nadal ogłasza, wyróżniam ogłoszenia. Nic, żadnego telefonu :( Wpłynęło 200 zł na potrzeby naszej podopiecznej - od Aga76, rękodzieło Isiak :) Dziękujemy ogromnie!
-
Wiedomosci dobre - zrobione zakupy, typu wygodne szelki, karma, smycz prawie 3 m. Psiak wychodzi co 2 godziny, i odpukać, nie było wpadki. Pani położyła mu nasz kocyk na posłaniu w dużym pokoju w kącie - od razu zaakceptował i odespał stres :) Na spacerze zawarł znajomości z 4 psami - 3 ok, z jednym już na odległość, na długość smyczy, wymienił uwagi, dość niekorzystne :) Państwo mają dwa króliki, to nie bardzo się spodobały Wiruskowi. Ale są w osobnym pokoju, i powoli będzie zapoznawany.
-
A, żem nie napisał: do Warszawy :) I nie było, ze daleko, te 90 km.
-
To taka historia: Wirus pojechał do domu. Młodzi ludzie, dobre wrażenie, z chęcią pomocy jakiemuś biedakowi i chcący poświęcić czas na przyuczenie. Pani pracuje po 5 godz dziennie, pan jest w domu jeszcze przez 10 dni, i to on będzie uczył Wirusa życia w mieście, zostawania w domu, spacerków itp. Wirus przywitał państwa łasząc się pokazując brzuszek. Był spacer na smyczy, i wypadło to wszystko pozytywnie. Dałam 1000 przykazań, kocyk Wiruska, karmę, smaczki. To teraz siedzę cichutko i czekam na wieści.
-
Prosimy ślicznie o kciuki! Trwają rozmowy.........
-
Dziś dzień bez znaczenia - siusiania. Ale czuwam, uważam, mam Wirka na oku. Nie było jednak nawet zamiaru podniesienia nóżki. Za to z lubością zasiedlił posłanie w kuchni i tam najczęsciej się lokuje, i śpi. Z Czarną kotką nadal wojna, ale to ona prowokuje. Szara koteczka nie ma nic do niego, ociera się, przymila, a Wirus ma taką głupią minę wtedy!
-
oj tak, juz poprawiłam, przepraszam :)
-
Podeślij, Agasiu, proszę!... Bo odrobina serca i trochę czasu, a będzie to wspaniały towarzysz i kompan do spacerów i do spędzania czasu w domu :) Niewielki (12,5 kg), zgrabniutki, niestary, pogodny, ogonkiem kreci młynka na widok człowieka, łasi się, nie boi się ludzi. Dziś przywitał naszego znajomego, który wpadł na kawę, jak starego przyjaciela :)
-
Na lince go nie prowadzę, ale druga część - tak. Co dwie godziny wychodzimy do ogrodu, biega, zrobi kilka razy co potrzeba, zwiedzi kątki i wracamy. Staram się izolować koty, więc dużą część czasu spędzamy razem w kuchni, bo to pomieszczenie z drzwiami. Dałam drugie posłanie, bo jednak starowinka Nutka zajmuje swoje stare legowisko, i Wirus wyraźnie czeka, by się gdzieś położyć. W kuchni się uspakaja, wycisza. Jak teraz robiłam obiad, grało cicho radio, to wreszcie mocno usnął. Bo tak to cały czas czuwa, biega, taki jakby ciągle w pospiechu, w biegu, w pędzie. No i kocha jedzenie!
-
Doszło jednak po południu do scysji z czarną koteczką - w ostatniej chwili pacnęłam Wirusa packą na muchy po pupie - podniósł, lament, bardziej się przestraszył, niż go zabolało. Ale uskoczył, kot miał okazję uciec. Do wieczora siedział w kojcu. Ale potem - jak gdyby nic, wrócił do domu i kotów nie widzi... Ale siusia w domu, chodzę i zapieram co się da. To nie znaczenie, a siki. Wczoraj, dziś jak już podnosił nogę, krzyknęłam "nie!" i otworzyłam drzwi na taras.
-
Wirus się szybko rozkręcił po operacji. Po południu kończyliśmy z Tomkiem sadzenie nowych krzaczków w ogródku, na skosie pod tarasem (38 dołków...), psy nam towarzyszyły. Wirusowi jednak nie spodobała się koteczka - szczekał na nią jak szalony, zapędził pod fotel na tarasie, mało fotela nie podniósł, próbując dosięgnąć kota, i nie reagował na moje okrzyki. Dopiero jak machnęłam ścierką mu przed oczami, to odstąpił. W domu tez co chwilę mówię "nie rusz kota" :(
-
Bardzo ładnie zachował się w samochodzie - po prostu stał na tylnym siedzeniu, oparty o mnie i patrzył sobie przez okno. W gabinecie dr Magda ma koteczkę po wypadku samochodowym, tak że Wirus miał okazję obejrzeć kota, co na nim nie zrobiło najmniejszego wrażenia. W domu szybko doszedł do siebie, pokręcił się po kuchni, na chwilkę położył na posłaniu, znów pochodził. Nasze psy tylko go obwąchały, z wzajemnością, było machanie ogonami. Koty nawet go nie zauważyły, a jeżeli nawet, nie dały po sobie poznać :) Całe towarzystwo zaległo w kuchni w oczekiwaniu na obiad, choć dopiero dochodziło południe. Wzięłam Wirusa na smycz i pospacerowaliśmy po ogrodzie. Zrobił dwa razy porządnie siusiu. Poszliśmy z Tomkiem sadzić nowozakupione krzaczki i drzewka ozdobne, pies został w kuchni. Zaraz wybieramy się całym domowym stadem znów pospacerować. Niestety, w międzyczasie Wirus zrobił obchód po salonie i poznaczył doniczki i framugi :(
-
Juz odpoczywa po kastracji
-
Jutro kastracja! I to raniutko, już po 8.00 mamy być u dr Magdy. No i Wirus awansuje do domu. I zostanie, o ile lubi koty.
-
No cisza jak makiem zasiał ( Pienia się zasiedziała, ale to nie jest tak, że może zostać :( Blokuje miejsce kolejnym psiakom, a i ja nie podołam opieki nad nią na dłuższą metę. To kierowanie ruchem, wypuszczanie kotów, łapanie kotów, bo wypuszczam Pienię, wyprowadzanie Nutki, wnoszenie Nutki, dojdzie w tygodniu opieka w domu nad Wirusem i jego kastracja :(
-
Kocham Was, moje Panie, ogromnie!! :) - rozmowy jak najbardziej na miejscu i na czasie :)
-
Czyli, jak to ktoś powiedział, siedzę w domu i pielęgnuję swoją starość :)
-
Planuję go zabrać do domu po kastracji - w przyszłym tygodniu. Będę miała go pod opieką - Dziś ostatni dzień jestem w pracy - od jutra urlop i emerytura :( I jeśli zaakceptuje koty, to będzie domowy :)
-
No i zobaczcie: zaraz po ogłoszeniu Niuni przez Tysię były 4 telefony, a następnego dnia jak nożem uciął :( Żadnego zapytania, nawet głupiego :( Nie mam pomysłu na tę sunię. Nie mam.....