-
Posts
44557 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
27
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by malagos
-
Myslę, że jednak to wczesna ciąża, pierwsza połowa, potem wykształcają się "ampuły", czyli płody w łożyskach. Mniejsza z tym, ważne że nie urodzą się kolejne niechciane maluszki :( Noc minęła spokojnie. Wyszłam przed szóstą ze wszystkimi psami, Mysia na smyczy - bo chowa się pod krzakami, ociera o gałęzie (kaftanik!). Zrobiła siusiu, pojadła trawę. Do śniadania bardzo chętnie przystąpiła :) Teraz podałam leki w parówce, ale cwaniara, każdy kawalątek parówki rozgryzała powoli, szukając podstępu :) ale jak ją otoczyły dodatkowe trzy "charty" na parówkę, to już nie było co się krygowac, tylko połykała szybciutko.
-
Myszka ma założony kaftanik, ma przepisane leki, w tym antybiotyk na 6 dni (nigdy się z tym nie spotkałam). Mazowszanka zapłaciła dodatkowo 40 zł. Ogromne dzięki, Mazowszanko, że zawiozłaś suczynkę, że przywieźliście razem z TŻem. Wspaniała akcja!! Myszka na razie jest pobudzona, łazi po domu, chowa się za fotelami. Na noc zamknę ją w kuchni. Jutro jestem cały dzień w domu, to się zajmę rekonwalescentką, podam leki, poprzytulam. Będzie dobrze.
-
Święta racja :) Jutro sterylizacja... Zawsze dla mnie najgorsze to niedawanie jedzenia, a Mysia da się pokroić za miseczkę (rano moze zjeść śniadanie). Ale to dopiero jutro, dziś się niczym nie martwimy. Spacer po rosie w ogrodzie i sadzie zaliczony - kątki obwąchane, teren poznaczony i to po dwakroć, by "moje było na wierzchu", śniadanie zjedzone. Ja zaraz wychodzę do pracy, Myszka zostanie tradycyjnie w kuchni, tu się czuje bezpiecznie.
-
~maleńka Igusia MA DOM! - przywieziona w torbie na rowerze...
malagos replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Kama ma niezwykle czuły nos - w przeciwieństwie do Dianki, która nie chodzi tak z nosem przy ziemi. I zawsze znajdzie jeża! Jak nie w sadzie, to na ulicy na trawniku, albo przydrożnych krzakach. Nie miałam pojęcia, ze tyle jeży mamy wokół domu, chyba że to jeden i ten sam, tylko się przemieszcza, i Kama go wszędzie wywącha :) -
i tak żaden psi maluszek nie przebije mojej ratlerki Nutki, która albo spała, albo szczekała :) Mysia musi się jeszcze nauczyć, że ze stołu się nie bierze smaczków, że kosz na śmieci jest na śmieci, a nie do odkrywania skarbów, ale za to UMIE: siad, daj łapkę! Czyli ktoś ją uczył, był dla niej dobry, tylko dlaczego nikt jej nie szukał?....
-
Dziś w nocy już nie zamykałam kuchni - do rana, do 7.30 Mysia spała i tak na posłanku pod kaloryferem. Potem spacer, wprawdzie w deszczu, ale tak jak lubię: całe stado bez smyczy, siusianko w jednym miejscu, tarzanie się w sadzie na mokrej trawie, załatwienie wszystkich psich spraw. Pełna zgoda, wręcz komitywa. Podziwiam moje suczki, bo jak Mysia jest u siebie na posłaniu, to one nie wchodzą do kuchni, albo tylko tak przednimi łapkami, by jej nie denerwować. Skąd one to wiedzą?... Ale teraz już nie pilnuje tak swego kącika, jak pierwszego dnia. Aż mi się nie chce wierzyć, ale to kolejny pies ideał (kopia Wikusi, która była ogromnie ujmująca i kochana). Także tak to... :)
-
Realacja z dziś: ranek suchutki i czyściutki, pierwszy spacer o 7.00 (ja w piżamie....ale żywopłot tak gęsty, że mogę i na golaska chodzić, he, he), wszystko zrobione co trzeba. Potem rodzinne śniadanie, i my, i psy, i koty, potem kawa na tarasie, też rodzinnie. Mysia chodzi swobodnie, ale cały czas mam ją na oku, i dla pewności ma nadal przypiętą smyczkę. Obiad zjedzony na 4 miseczki w kuchni, potem penetracja pustych misek współtowarzyszek, czyli jak zawsze. Teraz odpoczywamy w domu, ja przy kompie, Mysia pod moim krzesłem, reszta na kanapie. Tak zbierałysmy jeżyny bezkolcowe, obrodziły w tym roku! A tak lubi dotyk ręki
-
Kolejny spacer po ogrodzie - owocny :) Moje suczki juz na nią nie zawracają uwagi, ale Myszka jeszcze trochę się boi, zwłaszcza jak wszystkie wchodzą do kuchni (ta kolacja....), trochę powarkuje. Szara Kota od razu podeszła z ogonem podniesionym do góry, otarła się o Myszkę, ogonem zakryła jej pyszczek, aż się sunia żachnęła. Zobaczymy, jak się zachowa w nocy. Zostawię ją w kuchni, bo w razie wpadki podłoga z kafelków :)
-
Tysiu, na razie karma jest, a znając moją siostrę Anię, która od 15 sierpnia zastąpi mnie na 2 tygodnie, to będzie dogadzać zwierzynie, gotować, kupować smaczki i takie tam "ceregielie", jak mówią na wsi :) Dam znać na czym stoimy pod koniec przyszłego tygodnia. Sprawdzałam, czy aby Mysia nie ma cieczki - nie ma. Za miseczkę z jedzeniem zrobi wszystko, i to jest dobry objaw :) Kupa porządna dziś była na spacerze, siusiu też - czyli nie załatwia się w kojcu!... Teraz siedzi sobie w kuchni, odpoczywa. Przyniosłam ją do domu, i jak zawsze została obwąchana jeszcze u mnie na rękach, potem na podłodze. Warknęła na Diankę, ale spokojnie rozeszły się po chwili. Ze smakiem zjadła obiad, i podskakiwała chcąc jeszcze. Wieczorem, po ostatnim spacerze o 22.00 garść chrupek, jak zawsze dostają moje suczydła (a dowiadują się o tę kolację już od 18.00, czy aby to już nie pora!)
-
Przeszukałam ponownie wyprawkę, nie ma zaświadczenia ... :( Jest posłanko, śliczny kocyk, dwie miseczki, karma sucha, 2 puszki mokrej, zabawki piszczałki, dodatkowy podkład i 2 pary rękawiczek gumowych... Myszka ładnie wyszła z kojca, pochodziłyśmy po ogrodzie, na razie tylko we dwie. Zrobiła dłuuuugie siusiu i chętnie wróciła do kojca na chrupeczki :) . Bardzo mi przypomina Wikunię :)
-
Yessssss Pan Grzegorz poleciał dalej, zostawił Mysię, kontenerek i torbę z wyprawką. Na razie zaniosłam Mysię do kojca przy lecznicy - ma spokój, zieleń, miseczkę z wodą i to jedzenie gotowane. Dam jej odsapnąć, zaliczę lekarza, po powrocie zapoznamy stado. Poprzednia tymczasowiczka, Wikusia, pięknie się zachowała "wchodząc" do stada - miałam ją na rękach, dała się moim suczkom obwąchać, nie pisnęła nawet, nie pokazała ząbków, i po chwili już była zaakceptowana. Teraz kolej na Mysię. Ale to pewnie ok. 18.00.
-
Ja też w gotowości, ugotował się właśnie ryż z sercami i kurzymi ćwiartkami. Rozmawiałam wczoraj z panem Grzegorzem, podałam adres, dowiezie suczysko do mnie. Mam ortopedę o 16.30, wiec o 16.00 wychodzę z domu na jakieś dwie godziny, musi mnie mąż zwieźć do Makowa. Myślę, że na ten czas zamknę Mysię w kojcu, a na spokojnie wprowadzę do domu, do stada, po powrocie. A kim jest ta pani, co tak cudownie pomaga psiakom, jest z nami na Dogomanii?
-
~ Kama ma dom i swoją kanapę, nie budę i kojec! Kama, stara ONka
malagos replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Dziś mija 7 miesięcy, odkąd Kamusia jest z nami. Mądry, spokojny, posłuszny pies. I nikt o nią nie pyta :( W najlepsze się mają rozmnażacze psów w typie rasy, i na wsi za 50o zł można kupić szczeniaka owczarka. I potem problem, bo pies kuleje, zarzuca tyłem, ma dysplazję, "a dałem 500 zł, to duży wydatek" (w lecznicy w Makowie spotkałam znajomego, który był u dr Magdy właśnie z 5-miesieczną suczką, w typie owczarka, ale nie umywała się do mojej Kamy czy Dianki.., a suczka ledwie chodziła, tak kręgosłup wygięty i zad chwiejny.) -
Ale urocza!! Najważniejsze, to zapłacić za transport Mysi, reszta może poczekać. Może tez uda się zapłacić za sterylkę z funduszy Skarpety Sterylkowej, której od lat udziałowcem jest Mazowszanka. Karmę kupuję w Zooplusie: Fitmin, Dolina Noteci, Rocco oraz gotuję. Na razie mam zapas, spokojnie, potem się zamówi.