Wybrałam się z Tomkiem na akcję: przygotowałam miskę plastikową z kaszą i kurczakiem i pokrojoną parówką, by pachniało. Wzięłam smycz i obrożę oraz koc, by ew.w samochodzie ją otulić, aparat ze świeżą baterią.
I doopa bladzieńka, tylko wiatr hulał po polu, gdzie się spodziewałam ją znaleźć. Przeszliśmy kawał pola z krzakami, za posesjami, podjechaliśmy do lasku. Nie ma.
Nadzieja w tych okolicznych mieszkańcach, tej znajomej Teresce, co tam mieszka i ma ją dokarmiać koło domu.