Ogłoszenia zadziałały i dziś pani odebrała Fige, właściwie Fionę....
Sunia wymknęła się z posesji, trochę sie powółczyła, ze 3 km. miała obróżkę z numerem telefonu, ale Tomek ją znalazł bez. Pani mówi, ze bardzo rozpaczają dzieci - i rzeczywiście, sunia radośnie reagowała na idące ulicą dzieci czy młodzież. A to że uliekinierka z niej, to też prawda. Przez cały pobyt u nas była na smyczy, zaledwie raz ją puściłam w sadzie, jak zbierałam jabłka, to miałam stale Figę na oku - znam to chodzenie wzdłuż siatki, zagadanie w każdy kąt, podnoszenie noskiem ogrodzenia. Tak przecie uciekała Kara, cwaniurka. I dziś rano chodziłam z nią bez smyczy po ogrodzie, a w pewnym momencie mała zniknęła pod żywopłotem z tui, tylko lekki brzęk sitki za tujami i słyszę głos Jurka sąsiada "A kto tu śliczny do mnie przyszedł?". Skąd ona tę maleńką lukę między podmurówka a siatką znalazła, nie wiem - to jednak pół hektara ogrodzone, mała szparka może znaleźć się wszędzie... Za chiny bym jej nie znalazła, bo brama u sąsiada otwarta i psinka by poszła po prostu przed siebie.
Pani dostała 100 przykazań, przede wszystkim adesówka i sterylizacja.
No to tyle.
Jeszcze potem wstawię zdjęcie, jak Tomek wpełzł pod te wysokie tuje i łatał dziurę :)