-
Posts
44557 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
27
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by malagos
-
Dziękujemy! Noc upłynęła nad podziw spokojnie - nie wstawałam ani razu, było cicho i bez dreptania. Rano, przed szóstą, jak się obudziłam, obok zobaczyłam ryjek Pikusia i tyłeczek Diany. Oni są jak jedno! Po spacerze i śniadaniu jednak tomek zaniósł Pikusia do kojca, musi poczekać na nasz powrót do domu :(
-
Wspomninamy :) Wspominamy :) Dacie wiarę, że 2 lata temu przyjechała do nas Diana? Przywiozła ją w środku nocy PatiC, taka brudną, śmierdzącą, smutną. Siedziała w kojcu i płakała, by ją zabrać do domu. W nocy spałam w pokoju gościnnym, którego okna wychodzą na kojec, by co chwila otwierać okno i krzyczeć "Cicho, spokój, do budy!", bo sąsiedzi się skarżyli, że wyje. Ale po 3 dniach pojechaliśmy do naszej dr Magdy, a ta po wycięciu jej tych śmiedziuchów na pupie zaleciła kąpiele w specjalnym szamponie. "Nie ma problemu, weźmiemy ją do domu i wykąpiemy" - tak zadecydował Tomek, żeby nie było na mnie :) I ją ogłaszaliśmy, bo na początku szukaliśmy jej domu.... Dopiero w marcu zapadła decyzja, ze Diana zostaje :)
-
Kolejny dzień za nami - wczoraj zapoznałam Pikusia z Supełkiem. Raczej spokojnie to przebiegło, Pikuś zaczął mnie bronić, i nie pozwala Supłowi do mnie podejść na pogłaskanki. Za to siusiają obaj na zmianę pod każdym krzewem i drzewkiem, do tego dołącza się Diana - wymianie "pozdrowień" mnie ma końca :). Pikuś nadal na smyczy, ale na długiej, nie ma biedy. Najważniejsze, że się załatwia na dworze, bez problemu. W domu pilnuje się blisko mnie, to ja jednak jestem tą pańcią od jedzenia, a to ważne w życiu Pikusia. Potrafi odpędzić Szarą Kotę, gdy chce wejść do mnie na kolana -ale wtedy reaguję i go karcę "nie!". Była nawet próba zabawy, łapanie mnie za rękę, przewroty na plecki. Noc za to przechodzona - ciągle się Diana kręciła, zmieniała miejsce, ja czuwałam, czy aby nie chce wyjść w środku nocy, bo się to czasem zdarza. Ale nie, nie chciała. Za nią dreptał Pikuś, warczał na koty, które chciały wejść do sypialni. Rano na posłaniu Diany: dwa moje biustonosze i para skarpetek z niedomkniętej (bo uszkodzona) szuflady na bieliznę. Ale nic nie pogryzione.
-
Wygląda na to, ze trzeba szukać Pikusiowi nie kolejnego dt, ale domu stałego. Widać, jak ważną rolę w socjalizacji spełnia pies domownik - terapeuta, przewodnik, nauczyciel. Diana sprawdziła się w tej roli rewelacyjnie! Pikuś zapatrzony w nią - w domu chodzi za Dianą, liże po pyszczku, obserwuje, co robi i naśladuje ją. Na dworze też drepcze tam, gdzie ona. Doszło do tego w nocy, że Diana wpakowała się nam do łóżka (czego dawno nie robiła), to i Pikuś....zakręcił się, popiszczał, odmówił zostania w kuchni, położył w nogach i tak spaliśmy do rana. Ale w związku z tymi moimi kłopotami w pracy, nie mogę sobie pozwolić na zostawienie Pikunia w domu na te prawie 9 godzin - jednak został rano w kojcu :(. Nie wiem, czy czegoś by nie zniszczył, nie drapał w drzwi itp.
-
Zdrówka życzę, kochane Dziewczyny!..........
-
Jako że Supeł jest "gminny", to szczepienia, odrobaczenie itp są pokryte, to dwie wpłaty z bazarków Nadziejki przepiszę na Pikusia: 94,50 oraz 86,35 zł, to 180,85 zł. Urwę 50 zł na jedzonko, bo to sama kupuję. Umieszczę zaraz 130 zł w pierwszym poście, przepraszam, że dopiero teraz, ale zapomniałam :(. Jeszcze raz - Nadziejko, dziękuję!
-
Do szło do tego, że Pikuś władował mi się na kolana, jak usiadłam w fotelu. Niezdarnie, bo niezdarnie, ale wskoczył. Posiedział chwilkę, bardzo zaabsorbowany tą swoją śmiałością. Kolejny spacer - jest siusiu, pod sam koniec, jak wracaliśmy. Czyli na razie nie jest to taki siusiak, jak inne psiaki-tymczasy, że każde drzewko, każdy, kamień, każdy krzaczek. Owszem, wącha ale idzie dalej. Teraz czynność wykonana była po męsku, z nogą :)
-
Kolejne wyjście - odważyłam się na 1 smycz, przypiętą do szelek. Było sikanko pod karmnikiem dla ptasząt :). I Diana nadaje rytm spacerowi. Pikuś podchodzi do niej, liże po pyszczku (!). Teraz wpakował się na fotel, bo obok leży Diana. Chodzi za nią po domu, a jak ja się schylam ją pogłaskać, to i on podchodzi i podstawia łepek. Ciekawe, kiedy zamacha ogonkiem?
-
Teraz - znów ubieranie w szelki i smycze, kolejny spacer, bo Pikuś się kręci, koniecznie chce wyjść z kuchni, drapie w drzwi, wyje po swojemu. zdybałam go, jak położył się na krzesełku, na tych smyczach i szelkach.Kilkanaście minut, ale bez efektu. Za to machnął ogonem (!!), ale nie do mnie, a do Dianki. Jest jego przewodniczką duchową :). Konfrontacji z Supełkiem unikam, wszak to dwa samce.
-
Wieczorem spacer - znów bez efektów. Za to chłopak sobie wył w tej kuchni. Śmiesznie, takie niegłośne krótkie kawałki, "zakręcone" na końcu, urwane, jak hejnał mariacki :). Dziś rano: 7.00 pobudka, w piżamie pędem wypuścić Supełka z kojca, wypuścić domowe psiaki na siusiu, szybko przygotować michę dla Supełka, pobiec za 10 min zamknąć go w kojcu ze śniadaniem, 7.15 - założyć szelki i przypiąć obie smycze, wynieść Pikusia na dwór (ja patrzę, a ja nadal w piżamie, kurtce, czapce :) 7.20 - wyczekane SIUSIANIE na śniegu, w kucki jak suczka 7.24 - maleńka kupka pod krzakiem 7.32 - powrót do domu, śniadanie dla wszystkich stworzeń
-
Imprezka przełożona, z korzyścią głównie dla Pikusia :) Zabraliśmy go do do domu w piątek zaraz po pracy - ale darmo szukać szelek, w których został w kojcu 5 dni temu :poszarpane w kawalątka maleńkie. Dobrze, że mam drugie. Po ciemku dałam spokój ze spacerami, ale dziś rano - obróżka, szelki dwie smycze. I miłe zaskoczenie - Pikuś trochę dreptał, jakby tak do mnie podchodził, siedział na śniegu, słuchał odgłosów otoczenia. I tak z 15 min. Ale nic nie załatwił. Po godzinie patrzę, ą Pikuś zszedł z posłania i tak bidaka przypiliło, ze się wypróżnił 3 razy, i kucnąwszy zrobił siusiu. Całe szczęście, że się nie zatkał na amen, ale szkoda, ze nie na dworze. kolejny spacer - jeszcze ładnie, dreptał nawet po sadzie, wąchał znaki psów, ale też bez efektu. Teraz śpi - po prostu się rozciągnął i śpi. Ale do zdjęcia już podniósł głowę, już czujny.
-
Mam już pieniądze na koncie - DZIĘKUJĘ SERDECZNIE! Pikulinka musimy zaszczepić od wścieklizny, dziś to zrobimy. Czyli musimy znów go wyłowić z budki, wziąć do domu, zaszczepić i poobserwować. Wprawdzie weekend przed nami, ale jutro na dwa dni przyjeżdzają dzieci (plus pies Mańka i dwa koty) oraz Ania (plus pies Kenia). Mamy rocznicę ślubu i stąd goście. To jak w tym kątku w kuchni przetrzymać Pikusia?...
-
Dziękuję Nadzejko, jak wpłyną potwiedzę :) Nie wiem nawet, czy Pikuś ma na sobie jeszcze te szeleczki, co miał u nas, czy ich nie pożarł....jakby co, kupię nowe
-
Jesteśmy, żyjemy, ale mam tak mało czasu, by zajrzeć na wąteczek..... supeł ma się doskonale, jest wesoły, posłuszny, ma apetyt. Dałam ogłoszenie na OLX miejscowe, i na moja Ostrołęka - były dwa telefony. Jeden - pan szuka jednak suczki, bo wierniejsze. Drugi - "czy aby szczeka ten piesek, bo do pilnowania domu, i zeby kur nie gonił". No to nie ma co, kur nie mam i nie sprawdzę Supła na drób. Ale pan się rozgadał i opowiadał, jak na giełdzie samochodowej w Ciechanowie sprzedawał szczeniaki po swojej suce owczarku, to mi się odechciewa dawać ogłoszenia na teren wiejski :(
-
Maryniu, nasz rację :) po Orionie jest kolejny pies, Supeł, i do tego mały dzikusek w drugim kojcu. W pracy mam takie zmiany, ze odechciewa się wszystkiego... Ja, 1,5 roku przed emeryturą, muszę stawić czoła jakimś dziwnym wyzwaniom, pracy jak w korporacji, z telefonem z GPS, pod ciągłą kontrolą i presją :( Ale nie ma wyjścia z tej sytuacji, a stres mnie tak zżera, że w byle co wyprowadza z równowagi. A wiesz sama, ile cierpliwosci wymaga opieka nad starowinkami: a to podłoga ciągle zalana, a to kupa w holu na piętrze, a to kocie rzyganko na pościeli, a to wołanie do jedzenia głuchych w pień Zulek i Nutek.... eh, szkoda gadać :(