-
Posts
6875 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by asher
-
O żesz... :lol: Nooo, wyjasnienie dośc logiczne, że też mi sie nie skojarzyło :roflt:
-
O ja cię! Taka dyskusja mnie ominęła :evil_lol: W zasadzie wszystko już zostało powiedziane w bardziej lub mniej kulturalny sposób (jak zwykle :lol: ), więc mam tylko jedno pytanie do Zofii Mrzewińskiej: co to są "bzdziny"??? :lol:
-
Już sie połapałam co jest nie tak i wlaśnie oglądam :) W linku na początku było "gg:" ;)
-
[quote name='Alicjarydzewska'][I][B]:p[COLOR=green]Tufi świetne ;)[/COLOR][/B][/I][/quote]A mnie od wczoraj strona się nie otwiera :placz:
-
[quote name='ayshe']wieczorem miala stan podgoraczkowy-dostalam zawalu i pognalam do weta-dostaje antybiotyk.dzisiaj juz bylismy na badaniach-tj.uwe byl bo ja to sie nie nadaje-mnie musieliby reanimowac albo znowu przytrulabym sie nikotyna:roll: .czekamy na wyniki.usg-ok.nic nie zostalo ale suka moze sie czyscic .czekam na morfologie i takie *******y. Kurcze, zdrowa ma być i basta! Trzymam kciuki!!! :kciuki: Wypipkowało moja droga :p ;) Pipkuje także całkiem niewinne wyrazy, na przykład obwą****e... Jakiś zbereźny ten dogomaniacki cenzor :evil_lol:
-
[quote name='coztego']Brrrr, nawet nie pisz takich rzeczy, też się boję okropnie :shake: [/quote] Nooo, ja myślałam, że umrę!!! Pająków było zatrzęsienie, i to tych największych w Polsce - kątników, paskudnych, tłustych, czarnych kartofli!!! Były i juz prawie dorosłe i zatrzęsienie jeszcze malutkich, latało toto jak oszalałe, dobrze, że żaden nie wlazł na mnie, bo chyba na zawał bym zeszła!!!! I już drugi raz mi się to zdarzyło, w zupełnie innym miejscu cholera, w zupełnie innym mieście na dodatek!!! Czy ja mam w sobie jakies fluidy, które mnie wiodą ku pająkom???? I vice versa??? :angryy: A ludzie sie dziwią, że ja lubię zimę :roll: Sorki za zoffowanie tematu, ale musiałam to z siebie wyrzucić, przezycie jak dla mnie traumatyczne! Acha, przeamałam się, wyciągam kleszcze palcami, tyle, że przez papier toaletowy, faktycznie łatwiej je tak wyciągnąc...
-
Aaaaa, coztego, chyba masz rację, może mnie się coś pomyrgało, może faktycznie, one są aktywne najbardziej wiosną DO CZERWCA, a nie W CZERCU... :hmmmm: A potem fakt, jesienią... Zastanawiam sie po co w ogóle to tałatajstwo istenieje, przyrodzie do niczego nie jest potrzebne, dla żadego zwierza nie jest istotnym pokarmem... :angryy: A żeby dopełnic obrazu mojego wątpliwego szczęscia napisze jeszcze, że wczoraj, na łąkach wlazłam w... gniazdo pająków!!! Jezuuuu, ile tego tam było :eek2: A ja się pająków boję panicznie!!!! Chyba zacznę uskuteczniac spacerki dookoła bloku :angryy:
-
Usia, masz do dyspozycji całe ogromne łaki wilanowskie! Zaczynają się mniej więcej u zbiegu Sobieskiego i Al. Wilanowskiej i ciągną sie dłuuuugo, dłuuugo, wzdłuż al. Wilanowskiej, potem Przyczółkowej, a kończą własnie mniej więcej na wysokości Kabat (Ursynów i i Kabaty są po zachodniej stronie łąk, na skarpie. My na Kabatach wchodzimy na łąki od strony ul. Gąsek) [URL="http://www.viamichelin.co.uk/viamichelin/gbr/dyn/controller/mapPerformPage?pim=true&act=RefineToMap&rnd=1146127957249&E_mg=210506118lS19J306117105210447096MAPB2C1x103gbr542000131h11041743000bd2Fyc3phd2E000mYWxlamEgd2lsYW5vd3NrYQ1100&stat=ambiguous_map&strChoice=0"]TUTAJ[/URL] masz mapę. To białe pod Al. Wilanowską to wlaśnie łąki! Jak przeciągniesz sobie mapę trochę na wschód, a potem na południe, to zobaczysz, jak ogromny to teren. A dalej na południu łaki zaczynają się też po drugiej stronie Przyczółkowej :cool3: Na dodatek przy Vogla (idzie od Przyczółkowej na wschód) są jeziorka, w których ponoć pies może popływać. Zamierzamy z burkami niebawem to sprawdzić :multi:
-
Tiaaaa... Ostatnio też wychodzę rano i... burki przynoszą kupę kleszczy :placz: Jak wychodzę w nietypowych porach, mniej więcej zaraz po "psiej fali spacerowej", to kleszczy nie łapią wcale, widać wszystki kleszcze pozbierały psy, które były tam przed nami :lol:
-
[quote name='Usia']stereo: " że fajny jest i psa pewnie też ma fajnego..." ?? co mialaś na mysli[/quote]Ja nie stereo, ale chyba wiem, co miała na myśli ;) Jesli komus chce się zasuwac kawał drogi, żeby piesek miał fajne miejsce do spaceru, to znaczy, że swojemu psu poświęca dużo czasu i uwagi, a co za tym idzie piesek pewnie jest w mairę dobrze wychowany, itp. ;) A, nie wiem, czy wiecie - na Kabatach powstaje wybieg dla psów (a może to już Natolin? :hmmmm:) Pod lasem, w zachodniej części, w okolicach górki za kościołem przy Stryjeńskich/róg Belgradzkiej. Ma tam być zrobiony duży kompleks parkowy i wydzielone specjalne miejsce dla psów. Nie wiem, kiedy skończą, póki co chyba jeszcze nawet nie zaczęli tego robić ;)
-
Stereo, ja żartuję ;) Ale faktem jest, że i na łąkach zaczyna się powoli robić "tłoczno", już mi się nie zdarza być tam samą, samiusieńką, jak jeszcze z rok temu... Zawsze oprócz mnie jest ktoś jeszcze, daleko, bo daleko, ale jest (i nie mam na myśli rolników, ani miejscowej dzieciarni, tych nie liczę ;) )... A w weekendy potrafi być ludzi naprawde sporo... :mad:
-
[quote name='Sonika']Tak samo wygladaly dwa kleszcze, ktore wczoraj wyjełam. Moj piesio nie jest jeszcze niczym zabezpieczony, bo wczoraj znowu znalazl jakas rzeczke o ktorej nie wiedzialam. Zalezy jakiej wielkosci jest ten kleszcz. Bo te, ktore juz odpadaja sa naprawde ogromne, te wczorajsze byly sredniej wielkosci, wiec pewnie jeszcze zostałyby w moim psie. Kolorem bym sie nie sugerowala ;)[/quote] Kurczę, zależy jeszcze jakie kleszcze macie w Gdańsku... W moich okolicach kleszcze są średniej wielkości (to znaczy tak ze trzy-cztery razy większe niż łepek szpilki), i mają czerwone odwłoki. Jeśli u was takie same, a po krótkim okresie pobytu w niezabezpieczonym psie wyglądają tak, jak te, które ja ze swoich psów zdejmuję, to chyba znaczy, że jednak są napite :placz: Są tak ze trzy razy większe, niż te całkiem "świeże", ale jednak sporo mniejsze, niż te, ewidentnie napite, z psią krwią w środku (takie też znajdowałam, an szczęście jeszcze nie w tym roku). Chyba jednego takiego wyjętego z psa potworka zaniose do weterynarza, może razem z nienapitym dla porównania... :shake:
-
Kurczę, tak ładnie tłumaczysz, a ja muszę przejśc lekcję praktyczną, żeby zrozumieć co do udo, co podudzie, co śródstopie, a co staw skokowy :oops: :oops: :oops: Ayshe, pokażesz mi na zajęciach? :modla:
-
Bardzo mi przykro... (')
-
No i moja teoria dlaczego burki kleszczy nie łapią chyba się potwierdza... :roll: Jak chodzimy na "psie pola" pod lasem kabackim w nietypowych porach, czyli mniej więcej zaraz po "spacerowej fali" - burki kleszczy nie łapią. Widać inne psy je już na siebie zebrały ;) Ale od paru dni chodzę z nimi na spacery dość wcześnie rano... I niestety - kleszcze się im wbijają... A wczoraj (po południu) i dziś (przed chwilą) byliśmy na dodatek w innym miejcu, na łąkach pod skarpą, tam w ogóle niewiele psów przychodzi... Kleszczy zatrzęsienie!!! Dziś strzepnęłam z psów około 10 kleszczy jeszcze nie wbitych, Boogiemu na szybko wymacałam i wyjęlam jednego wbitego (podejrzewam, że wczorajszego)... Zaraz biorę się za dokładny przegląd obu psów. Masakra! :angryy: Jeśli kleszczy już teraz jest tak dużo, to co będzie za dwa miesiące?!!! Mniej więcej na czerwiec przypada szczytowy kleszczowy okres :crazyeye: Niejestem tylko pewna, czy te wbite zdążyły się napić krwi, czy nie... Część kleszczy znajduję świeżo po wbiciu - odwłoki mają tej samej objętości i koloru, jak kleszcze łażące luzem. Trudno je wyjąć z psa bez urywania kleszczowi głowy. Te na pewno nie zdązyły się napić. Ale niektóre kleszcze - te, których nie udaje mi się wyłapac zaraz po wbiciu - odwłoki mają nieco powiększone, w kolorze beżowo - sraczkowatym i takież mają w środku bebechy... Zastanawiam się, czy to efekt działania trucizny antykleszczowej, czy może normalna faza przetrawiania przez kleszcza psiej krwi? Te kleszcze są żywe, ale dość łatwo się wyjmuje... Jak myślicie, one są już poddtrute, czy po prostu już się napiły, przetrawiły posiłek i szykują się do odczepienia się z psa? :hmmmm:
-
Wygląda jak jakiś wirus, albo inna bakcylobakteria w dużym zbliżeniu :evil_lol: Fuj! :diabloti:
-
Alix, nie mazgaić mi sie tutaj, tylko szybciutko szorowac do Sterny! Radiolog to jest od robienia i opisywania zdjęć, a nie od leczenia. A skoro psy z dyzplazją B sa dopuszczane do rozrodu, to B z tendencją do C to nie może być nic strasznego. Na pewno trzeba Baroszowi jakoś wzmocnić mięśnie odpowiadające za pracę tylnych łap, bo faktcznie łapki ma słabiutkie, zresztą nic dziwnego, stawy chore, to psiak łapy oszczędza. Ja bym na twoim miejscu umawiała się do Starny i to już, bo u niego ponoc są bardzo długie terminy... Wymiziaj Barosza :loveu:
-
Alix, ale to chyba nie jest tragicznie? Z taka dysplazją pies może w miarę komfortowo żyć, tyle, że musi się oszczędzać. Mam znajomą labradorkę z C (a może nawet D? :hmmmm:) i radzi sobie świetnie! Więc uszy do góry! Odpowiednie jedzonko, wspomagacze na stawy, odpwoiedni tryb życia i będzie dobrze :kciuki: :buzi: Acha, zrezygnuj raczej z agility...
-
Stereo, weź ty tak Kabat nie reklamuj, bo jak się ludzie zwiedza, że u nas tak fanije, to zaczną tłumnie przyjeżdżać, a wtedy już nie będzie tak fajnie :mad: :eviltong: :diabloti: ;) A serio, ja łąki pod skarpą już przestałam zachwalać komu popadnie... Bo coraz więcej ludzi można tam spotkać :shake: :angryy:
-
[quote name='rybon36']Ok, to je jeszcze raz podsumuję, trg, jakis mały guzek skóry, który robi sie w 10 minut tak, nawet ostrzyc go możesz zamachem ale zalecać operację usunięcia macicy wraz z jajnikami i mastectomię ? -moim zdaniem zbrodnia, żadna mastectomia, 4-5 , 2-3 czy hemi, nieważne. [B]tak samo jak robienie mastectomii w obu ;listwach jednocześnie[/B][/quote] A w tej sprawie też słyszłam inną opinię. Od weterynarza nr 1, od dr Niziołka i od dr Jagielskiego. Mianowicie można połączyć mastectomię w obu listwach, pod warunkiem, że guzki umiejscowione są tak, że do usunięcia kwalifikuje się inne pary sutków. Czyli na przykład 2-3 po jednej stronie, a 4-5 po drugiej. Czy jest to zalecane, czy nie, a jesli tak, to w jakich konkretnie przypadkach - nie wiem. Nie wnikałam, bo mojej suki to nie dotyczyło, u niej, jak sie okazało do usunięcia kwalifikowały się obie listwy w całości.
-
[quote name='rybon36']I Ci, którzy doradzali Ci Asher robienie jak największej ilości zabiegów na raz na Twojej suni do takich należą, zapytaj się ich, czy zrobiliby to samo swojej żonie, mężowi, matce, babce a w szczególności dziecku - 99% odpowiedziałoby , że nie, bo przecież to straszny ból, nie można.[/quote]Uściślijmy może CO KONKRETNIE mi "doradzali"? :razz: Więc po kolei. [U]Zabieg 1[/U] Planowo: usuniecie 5 i 4 sutka, razem z pachwinowym węzłem chłonnym (zaatakowany przez nowotwór). Plus sterylizacja. Przy ściąganiu szwów okazało się, że guzek siedzi sobie również przy 3 sutku. Lekarz o mało sie pod ziemię nie zapadł ze wstydu, bo kilkakrotnie prosiłam go, żeby dokładnie sprawdził, czy po tej stronie innych guzków nie ma... Suka jest kudłata, wiadomo, jak brzuch sie wygoli, to i szukac łatwiej... [U]Zabieg 2[/U] Planowo: Usunięcie całej listwy mlecznej po lewej stronie (guzki umiejscowione przy 5 i przy 3 sutku, więc wiadomo, trzeba było usunąć całość). Po tym zabiegu znalazłam Sabinie guzek pod skórą, przy żebrach. Lekarz postanowił, że usunie go podczas trzeciego, dodatkowego zabiegu usuwania sutków po prawej stronie. [U]Zabieg 3, ten "dodatkowy"[/U] Usunięcie 3, 2 i 1 sutka po prawej stronie, oraz guzka pod skórą przy żebrach. Prosiłam lekarza, żeby, kiedy psiaca będzie spać, dokładnie sprawdził, czy na ciele nie ma jeszcze innych guzków. Ja nic więcej wtedy nie znalazłam, ale uznałam, że nie ma to jak fachowa ręka przeczesująca nieruchomą sukę... Niestety, już po zabiegu okazało się, że weterynarz przeoczył kolejnego guzka, tym razem u nasady ogona... :roll: I znów lekarz przepraszał, bo przeciez możnaby to usunąć podczas tego trzeciego zabiegu... Po tym zmieniłam weterynarza i lecznicę. [U]Zabieg 4[/U] Planowo: Usunięcie guzka u nasady ogona. I znów prosiłam, żeby dokładnie moją kudłatą psicę sprawdzono... Zabieg trwał króciutko, użyto tylko "głupiego jasia", bo pełna narkoza nie była potrzebna. Wszystko było cacy... dopóki głaszcząc sukę ze zgrozą nie zauważyłam, ze guzek przy ogonie, jak był, tak jest :crazyeye: Na wizycie kontrolnej powiedziałam o tym weterynarzowi. I kolejny już wet o mało się ze wstydu pod ziemię nie zapadł... Bo... usunął Sabinie innego guzka, którego sam znalazł, a o którym nie wiedziałam ja. A tego, z którym do niego przyszłam oczywiście zostawił... Po tym poszłam po rozum do głowy. Zagoniłam mamę do dokładnego przeczesania psicy, trwało to kilka godzin, mama sprawdziła Sabinę centymetr, po centymetrze... Wiem, wiem, powinnam była wcześniej to zrobić, ale ja chyba jestem naiwna, ufałam, że lekarz zrobi to o wiele lepiej i dokładniej, niż my... :roll: [U]Zabieg 5[/U] Usunięcie tego nieszczęsnego guzka u nasady ogona i trzech innych guzków, które jeszcze znalazła u Sabiny moja mama... Tym razem na szczęście tez obyło sie bez pełnej narkozy, wystarczył "głupi jaś". Dodatkowo korzystając z okazji zrobiłam suce kontrolne przeświwetlenie klatki piersiowej (guz sutka okazał się zlośliwy). Reasumując: cała sprawa mogła zamknąc się w 3 zabiegach: 1. usunięcie listwy i ew. węzłów chłonnych po prawej stronie 2. usunięcie listwy i ew. węzłów chłonnych po lewej stronie 3. sterylizacja Te guzki pod skórą spokojnie można było usunąc pdoczas któregos z tych trzech zabiegów, najlepiej podczas sterylziacji, bo najmniej obciążająca organizm... Bynajmniej nie mam pretensji do lekarza, że podczas pierwszego zabiegu wysterylizował Sabinę. Gdyby nie ten "dodatkowy" guzek przy 3 sutku z prawej strony suka miałaby o jedną operację mniej, o jedną narkozę mniej (przypominam - zastosowanie wziewnej nie jest u niej możliwe, a uznał tak dr Niziołek, pod którego stałą kontrolą jesteśmy), o jedną ranę pooperacyjną mniej, o jedno podawanie niesteroidowych leków przeciwzapalnych mniej, o jedno podawanie serii antybiotyków mniej, o jedną "porcję" bólu pooperacyjnego mniej, o jedną rekonwalescencję mniej. I myślę, że własnie takie cele przyświecają "rzeźnikom", którzy zalecają łączenie takich zabiegów... A dodam, że zalecają je znane i uznane w świecie weterynarii nazwiska (dwa z nich wymieniłam). Acha, u ludzi też łączy się czasem zabiegi. Na przykład moja mama krojona była raz, a "załatwiono" podczas tego zabiegu kilka problemów... Nie pamiętam o co dokładnie chodziło, ale w operacji brali udział specjaliści z różnych dziedzin :p
-
Karolina dzięki :) A dwie osoby by weszły? Bo akurat zjeżdża wtedy do mnie kumpela z Anglii i trochę głupio będzie zostawić ją samą ;)
-
[quote name='ayshe']pola wilanowskie to ul.Palacowa do konca i spod bramy ruszamy.no to pn,wt i sr.nad jez.czerniakowskim?:cool3: .jeszcze mam 35 minut trzmania kciukow:lol:[/quote]Mam prośbę do osób, które w sobotę na Pola Wilanowskie będą jechały autem - weźcie ze sobą więcej wody dla piesów :modla: Bo ja będę szła na piechotę i średnio mi się będzie chciało dźwigać toboły :oops: ;) Ja też trzymam :kciuki: za Barosza! Będzie dobrze :multi:
-
Ufff, to dobrze, że z Monią już dobrze :) Ale my na wszelki wypadek jeszcze trochę kciuki potrzymamy :kciuki: Hmmmm, do tego Łącka raczej się nie wybiorę :shake: Do Pęcic bliżej, łatwiej dojechać... Że też kurna musiałam zplanować na 27 maja swoją imprezę imieninową :wallbash: Ale w sumie imprezę zawsze można odwołać, na grypę mogę zachorować na przykład, albo czymś się struć... Zastanowię się :diabloti:
-
Kurczę, nie pamiętam :shake: Na pewno z polskiej. A po wieku nie dojdziesz? W końcu za wiele irlandów chyba się u nas nie rodzi? ;)