No więc tak... Dwóch lekarzy w lecznicy AGA w Ostrołęce obejrzało rtg i wymacało łapkę Rózi. Złamanie jest stare, łapka nie boli. Końce złamanych kości oblały się już kostniną, zrobił się staw rzekomy. Żeby to złamanie było świeże, kość by się zrosła pod opatrunkiem usztywniającym, nawet taką plastikową siatką, która pod wpływem gorąca mięknie, a po owinięciu na łapce stwardnieje jak gips. Założenie teraz gipsu to ryzyko otarcia stawu łokciowego, odparzeń i prozaicznego pogryzienia gipsu przez psa. Czyli ciągła kontrola bez spodziewanego - raczej - efektu, ze kości się zrosną. Ewentualnie można otworzyć bliznę, oczyścić końce złamanej kości z tych narosłych tkanek i zespolić albo na śruby i blaszkę, albo gwoździowanie, wprowadzając gwóźdź od strony śródręcza do stawu łokciowego. Ryzyko zakażenia i uszkodzenia stawów duże. Trzeba by umówić wizytę u ortopedy, ponieść duże koszty. Lekarz zasugerował, by może znaleźć fundację, która przejmie Rózię i poświeci czas i pieniądze na taką operację.
Jest i drugie wyjście. Pozostawienie stanu obecnego. Pies będzie kulał, ale w funkcjonowaniu jej to nie będzie przeszkadzać.