Ostatnio obowiązki postanowiły mnie nie opuszczać. Do południa miałam warsztaty domowe, a po południu burze. Nie burzę, ale burze. Dokładnie trzy. No może to była jedna i ta sama, ale wracała do nas, jakby ją ktoś tu prosił wrrrr. A że mam internet drogą radiową, to jak jest burza, czy choćby tylko deszcz, netu niet. Potem przygotowywałam się do łapania kolejnego kotka, którego znowu ktoś porzucił nad rzeką, a ta bida, jak zwykle, przywędrowała do nas. Jest ma mieć kastrację więc dzisiaj nastawiłam klatkę-łapkę.
Tak jak napisaała limoneczka, syncio Żabuni już jest w hotelu u p. Magdy, która jest nim zachwycona. Jest podobno śliczny
Mam kilka zdjęć i filmików, tylko muszę przygotować je do wklejenia na wątek.