Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Był znowu telefon o Agata, niestety tym razem dom z kotami i to wychodzącymi. Potrzebowali sprawdzonego psa, który nie tknąłby biegających luzem kotów, a Agat raczej do takich nie nalezy. Nie chcieli słysze o innym, a szkoda, bo Sonia do kotów nadaje się.

Oby wreszcie zadzwonił ktoś bez innych zwierząt. Mam nadzieję, że się uda, bo jakoś ruszyło z telefonami.

  • Replies 1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Jaaga napisał(a):
Był znowu telefon o Agata, niestety tym razem dom z kotami i to wychodzącymi. Potrzebowali sprawdzonego psa, który nie tknąłby biegających luzem kotów, a Agat raczej do takich nie nalezy. Nie chcieli słysze o innym, a szkoda, bo Sonia do kotów nadaje się.

Oby wreszcie zadzwonił ktoś bez innych zwierząt. Mam nadzieję, że się uda, bo jakoś ruszyło z telefonami.

W tekście ogłoszeń Agata było info,że łagodny do innych zwierząt i może dlatego ten tel.od kociarzy.Ja zmieniłam tekst u siebie,ale trzeba w takim razie zmienić wszystkie,bo ja swój kopiowałam od Ani102,podobnie jak agaata.Jest tam też info,że Agat ma stabilną psychikę,a on nerwowy do samców...

Posted

Zuzka, z psychiką chodziło o to, że nie jest lękliwy, agresywny też nie. Nie jest nerwowy do samców, ale jesli mały, nie kastrowany, wredny pinczerek rzuca się na niego z jazgotem, to nic dziwnego. Tam sytuacja była taka, że Agat chciał dominować, a pinczer nie popuścił i atakował Agata. Przecież Agat jest tu z innymi psami i nie ma konfliktów, jeśli pies nie zwraca na niego uwagi. Wyjątkiem jest Bary, ale Bary to nawet za sikorkami na drzewie się rzuca, jakąś taka wyżłowatą naturę ma.
Agat w nowym domu od razu wywalił się brzuchem do góry i dobrze się poczuł. U nas Muki go przy misce zdominowała, a to wyrośnięta jamniczka.

Z Agatem miło się chodzi na spacery, nie reaguje na psy, kota w domu tez nie ruszy, a biegające na zewnątrz, to prawie każdy pies pogoni. Oskar dostawał w ogrodzie fioła, jak widział kota za bramą i pewnie w furii zagryzłby go, a teraz kotka poprzenosiła kocięta po urodzeniu za jego pupę, bo są tam bezpieczne. Bałam się tego noszenia w zębach, więc ma Oskar piszczącą budke za legowiskiem. Śpi z kotami, je z kotami.

Dlatego od razu pytałam, czy koty tam są wychodzące, czy nie.

Posted

Aha,rozumiem;-)
Mój pies też na podwórku ganiał koty,a w domu wychowywał niejeden miot kociąt,nawet ślepych;-)i lały go ile chciały;-)

Potrzebny pies lub suka dorosłe lub podrostki z większych/średnich psów do super domu pod Warszawą.Warunek-musi tolerować koty luźno biegające po podwórku i nie bać się koni-pies byłby non stop z kolesiem pracującym przy koniach;posesja chyba 2ha albo więcej.
Podsyłajcie na pw.

Posted

Aniu, Sonia jest bardzo płochliwa. Nie wiem, czy nie bałaby się koni. Ja nie mam jak tego sprawdzić. ona kładzie się plackiem w każdej nieznanej sobie sytuacji. Najlepiej czuje się w znanych sobie miejscach. Dopiero od jakiegos czasu ładnie chodzi na smyczy przed domem. W ogrodzie, jak jest luzem ciągle przysiada mi przy stopach. Musi mieć bardzo bliski kontakt. Ciągle podbiega, żeby chociaz nosem trącić mi rekę. To jej daje poczucie bezpieczeństwa. Dla niej chyba przydałby się mniej aktywny i typowo domowy tryb życia. Z domu wychodzi tylko na niedługie spacery i sama ciągnie z powrotem.

Posted

Oni szukają psa typowo domowego,ale gdy Pani pójdzie do pracy,pies,żeby nie tęsknił,miałby być z tym kolesiem przed domem.Można spróbować z nią pogadać.Bardzo dobre wrażenie na mnie zrobiła ta babka.Szukają psa spokojnego,bo ich poprzedni był straszny bandzior;musieli znacząco podporządkować swoje życie temu psu.To był znajda.Wysyłam Ani102 maila od tej kobiety,w którym zadaje szereg pytań dot.psa-rozważała Mickey od agi38.

P.S.Mała poprawka-poza kotami podstawa dla nich,to żeby psiak lubił inne psy,bo ich bandzior ich nie znosił.
Mail jest strasznie długi,ale w sumie mogę go tu wkleić,będzie łatwiej ocenić jaki pies byłby dla nich odpowiedni:



Piszę z paroma pytaniami na temat Micki.. wraz z mężem zaczynamy się rozglądać za nowym członkiem rodziny.. wprawdzie chcieliśmy zabrać się za szukanie w kwietniu, bo jesteśmy dość świeżo po śmierci naszego Pokera (niestety przegrał walkę z chłoniakiem), ale zobaczyłam Micki, serce mocniej zabiło i nie darowałabym sobie, gdybym nie napisała.. a więc, chciałabym się czegoś więcej dowiedzieć o dziewczynce :)
Po pierwsze, czy jest jeszcze do adopcji??? wiadomo, ogłoszenia są, ale może być różnie.
Następnie, chciałabym się czegoś dowiedzieć o jej charakterze:
1. jak się zachowuje w domu? mam na myśli to, czy jak to młode psiaki potrafią, gryzie przedmioty itd., czy ma adhd :)
2. jak znosi samotność?
3. rozumiem, że koty lubi. Mamy 4 koty, więc to mnie szczególnie interesuje. Koty siedzą w domu, więc chciałabym wiedzieć jakie są jej relacje z kotami - akceptuje, bawi się, goni (ale nie łapie?)? czy mieszka lub mieszkała z kotami? czy goni koty, gdy uciekają?
4. jaki ma ogólnie charakter? spokojna, potrafi leżeć jakiś czas w legowisku czy raczej "żywe srebro", które musi się ruszać i nie lubi się nudzić?
5. jak dużo szczeka i w jakich sytuacjach?
6. czy lubi długie spacery? jest odważna, czy lękliwa?
7. czy jest coś ważnego / ciekawego co warto by było wiedzieć? :)

Aby nie wydłużać maila, pozwoli Pani, że o nas, jakie warunki oferujemy napiszę po otrzymaniu odpowiedzi od Pani. Mam nadzieję, że sunia jeszcze czeka na dom i będę mogła się rozpisać :)
Może krótko tylko napiszę, że mieszkamy na wsi, ale pies oczywiście mieszkałby w domu. Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu u szefa męża. Mąż pracuje przy koniach. Mamy teren 6ha ogrodzony, więc pies może sobie luzem pobiegać, ale nigdy bez nadzoru. Chodzimy też dużo na spacery, mąż lubi się szwędać po polu, gdzie zawsze dotychczas towarzyszył mu Poker. Poza bramą pies jest tylko na smyczy. Ogólnie podchodzimy odpowiedzialnie do posiadania zwierzaka. jest równoprawnym członkiem naszej rodziny. Poker był mieszańcem ONka, kastratem (przygarnęliśmy go jak miał 6 lat, w wieku 7 lat go wykastrowaliśmy, bo próbował uciekać). Kochał nas i lubił nasze koty, natomiast nie lubił innych psów, a do ludzi, póki nie poznał kto nadchodzi, biegł zjeżony i szczekający. dlatego nigdy sam nie był na zewnątrz. Tak też pozostanie jeśli chodzi o naszego następnego psa. Szefostwo również kocha zwierzęta, szef ma 15 kotów (wszystkie wykastrowane), a jego córka psa i kota. Ja pracuję w Poznaniu, więc nie ma mnie ok.11 h w domu, ale mąż jest często w domu. zresztą, nawet jeśli jest na dworze, to pies mu zwykle towarzyszył. Poker był trudny, jeśli chodziło o kontakty z nieznanymi psami, bądź obcymi ludźmi, dlatego tym razem, skoro szukamy świadomie (Poker przybył do nas z przypadku), chcielibyśmy psa lubiącego psy ;)

No i się i tak rozpisałam. Jeśli ma Pani do nas jakiekolwiek pytania proszę się nie wahać. Chętnie też dowiem się czegoś więcej o suni, żebyśmy mogli sobie wyrobić jeszcze lepsze zdanie ;)

Pozdrawiam serdecznie,

Posted

Sonia lubi inne psy, jest łagodna, tylko boi się obcych. Spokojna, nie zywiołowa. Nie niszczy. Nie lubi długich spacerów, nie może chodzić bez smyczy poza ogrodzonym terenem. Nie szczeka w domu wcale, w ogrodzie, jak chce iść do domu.

Jedyne, czego obawiam się, to wynajmowane mieszkanie. Ludzie od Barego też wynajęli dom niby na stałe, a własciciel wypowiedział im po 7 mies. i dla Barego zabrakło miejsca w bloku, gdzie sie przenieśli. Zadałabym jedynie pytanie, co byłoby, gdyby szef z jakiegoś powodu zwolnił męża tej Pani. Wiadomo, że coraz więcej włascicieli mieszkań nie życzy sobie psów. Sonia ma bardzo wrazliwą psychikę i długo przeżywa każdą zmianę. Nie wiem, jak ona zachowałaby się w sytuacji Barego.

To dziwne, że łobuziak Agat ludziom się podoba, a Sonia nikogo nie ujęła.

Posted

Teraz sporo ludzi mieszka na wynajmie i to bez perspektyw na własne mieszkanie i w sumie zarówno los ludzi jak i ich zwierząt jest niepewny.
To jest dobre pytanie co jeśli jednak wylecą z mieszkania...
Ja miałam poważne problemy ze znalezieniem mieszkania do wynajęcia gdy uczciwie mówiłam,że mam psa.

Posted

Jaaga napisał(a):


To dziwne, że łobuziak Agat ludziom się podoba, a Sonia nikogo nie ujęła.

O przepraszam, mnie ujęła i to bardzo;) Niestety sama mam suczkę, która nie toleruje innych psów:(

Posted

Agata, Ty się nie liczysz :eviltong:;). Wiem, ze Cię ujęła. Poza nami tutaj jednak raczej nikogo, przynajmniej z ogloszeń. Jest miła, niekłopotliwa. Szczerze, zdecydowanie wolę jej uległość, niż pewność siebie Agata. Trudniej miec psa, który wszystko robi po swojemu. Sonia to duża, spokojna przytulanka.
Od Agi dostałam tel do ludzi z katowic, którzy szukają dużego psa. Jutro zadzwonię i zaproponuję któregos z tej parki.

Posted

Podesłałam wczoraj link Soni tej kobiecie ze stadniną koni.Nic nie odpisała,więc nie wiem czy się sunia spodobała.
Czy Sonia ma jakieś fajne fotki?Możecie wkleić?
Dobre zdjęcia to podstawa.

Posted

Agata się nie liczy, bo nie jest obiektywna :cool3:. Miała Sonię w domu.
Mnie też najpierw bardziej podobał się Agat, ale za to Sonia to taki grzeczny pies.

Co do fotek, to Sonia nowych, takich jak Agat czy Bary raczej nie bedzie miec, bo nie zachowuje się tak przy ich robieniu. Obojętne, jakie byłoby tło, to Sonia zawsze jakaś zwinieta czy przyplaszczona leży i śledzi ruch rąk z aparatem. W oczach ma pytanie, co sie dzieje. Chłopcy byli szczęsliwi w nowym otoczeniu, chcieli wszystko poznawać, więc ładnie pozowali.

Posted

Poogłaszałam Sonię trochę.
Ta kobieta ze stadniny koni jest tu zalogowana jak się okazało:-)
Rozpatrywała Sonię,ale odległość ją przeraża,bo ona jest jednak spod Poznania (odpowiedziała na moruska warszawskiego).Odesłałam ją do Ani102 na dogo ws ew.transportu,ale raczej babka weźmie psa ze schroniska-dziś tam jedzie.

Posted

Zuzka dla nas transport byłby możliwy ale po ostatniej przygodzie naprawdę nie zdecydujemy się dowozić komuś psa, chyba, że za zwrot kosztów albo jeśli powód
niemożności przyjazdu po psa jest konkretny i wiarygodny.

Posted

Jaaga napisał(a):
Pysioo, wizyta nic nie dałaby. Psa sami nie wzięli, żebysmy nie wiedzieli gdzie trafi, tylko mój mąż dowiózł Agata i zrobił wizytę "okołoadopcyjną". Był od razu konflikt, ale ludzie wydawali się odpowiedzialni i uparli się, żeby Agat jednak został, że sobie poradzą. Obiecali Ani, że jak coś nie tak, to sami go odwiozą.
Wszystko było dobrze, dopóki nie pogryzł do krwi ich psa.

Podobny przykład był Muszki. Ludzie chyba z 3 tyg. czekali na nią. Na wizytę przedadopcyjną pojechała sama p. Teresa Borcz. Mąż Muszkę zawiózł potem do nowego domu, a po trzech godzinach zadzwonili, że mamy ją odebrać. Była godz. 21 w niedzielę. Wizyta nie daje gwarancji, że dom będzie odpowiedzialny.

Łatwo się pisze, ze nie dawać Agata na próbę, ale jak muszę słuchać, kiedy w nocy wyje, bo jest mu zimno i ma dość kojca, to chyba każdy spróbowałby mu zorganizować mieszkanie w domu, skoro pojawiła się szansa. Nie wszystkie psy zmieszczą mi się w domu, bo zajmuję mieszkanie, a nie cały budynek. Teraz jest w domu, ale to tylko na kilka najmroźniejszych dni.

Nie ogłaszajcie go na Radom, bo to nie ma sensu. Potem ludzie dzwonią źli, ze marnuja kasę i czas na wydzwanianie o psa, który jest tak daleko. Chyba, że dużymi literami napiszecie, że pies przebywa w Katowicach. Nie rokuje, żeby ktokolwiek jednak sam przyjechał. Ja juz nigdzie psa nie dowiozę, a jeśli, to wtedy, kiedy zainteresowany wpłaci mi kasę na paliwo. Co byłoby, gdyby ludzie w Rradomiu też chcieli go oddać?

Agato, dzięki za pieniądze. Dzis musz w związku kyn. zostawić 600 zł, a wyłozyłam z tych pieniędzy.


Hej,
dawno nie byłam na wątku, a tu takie smutne rzeczy...:( Ja również nie jestem w stanie zrozumieć takiego postępowania. Pod koniec zeszłego roku wypatrzyłam na Allegro Gucia z Tarnowskich Gór. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i uzgodniłam z Panią z Fundacji, w której przebywał, że go adoptuję. Wiedziałam, że będzie trudno- w domu mam 12-letnią sunię, która nigdy nie mieszkała z pieskami, wyłączywszy okres schroniskowy, ale od 8 lat u nas była sama. Pół roku doszły 2 koty, które oswajałam z Kiki jakiś miesiąc, a teraz miałby być kolejny pies. Ale chciałam mu pomóc i wiedziałam, że jak się zdecyduję to nie ma odwrotu. Bo taka już jestem. Pani przywiozła Gucia osobiście z Tarnowskich Gór pociągiem, bo ja nie mogłam sama jechać, ale 250 zł kosztów biletów w obie strony oddałam i nie wyobrażam sobie inaczej. Pieski nie zapałały do siebie miłością, ale po ok 2 miesiącach pracy tolerują się, choć było kilka ostrzejszych przejść i zastanawiałam się, czy w ogóle dojdą do porozumienia. Inna sprawa, że Gucio z idealnego psa w Fundacji u nas, kiedy zrozumiał, że tu ma swój dom i poczuł się bezpiecznie pokazał kilka denerwujących cech- mianowicie z psa, który miał prawie w ogóle nie szczekać zrobił się wyjątkowo szczekliwy, ucieka na spacerach, jak tylko zapoznał się z terenem i muszę się nieraz zdrowo nagimnastykować, by go przechytrzyć i złapać na smyczkę, nie tknie psiego jedzenia- za to nagminnie wyjada wszystko kotom itd ale przy tym jest przesympatycznym pieszczochem i nigdy nawet przez chwilę nie myślałam o tym, by go oddać. Zobowiązałam się i już. Ten pies już nas pokochał, czuje się bezpiecznie i nie wyobrażam sobie, że miałabym mu ten dom zabrać dla własnej wygody. Tak, jak nie wyobrażam sobie, że mogłam swoją 12-letnią sunię wystawić za drzwi, bo się zestarzała. Nie jest już taka energiczna, jak kiedyś, większość dnia przesypia, ale przeżyła z nami swoje najlepsze lata i szczerze mówiąc z bólem serca patrzę, jak coraz bardziej się starzeje. Trudno mi sobie wyobrazić, że jej za jakiś czas zabraknie... Dziwię się, że mogą żyć na tym padole ludzie, którzy traktują zwierzęta jak rodzaj zabawki :(

Posted

Ania102 napisał(a):
Zuzka dla nas transport byłby możliwy ale po ostatniej przygodzie naprawdę nie zdecydujemy się dowozić komuś psa, chyba, że za zwrot kosztów albo jeśli powód
niemożności przyjazdu po psa jest konkretny i wiarygodny.

Ten zwrot kosztów paliwa to jest dobry pomysł.Dziewczyny z Buska wożą psy wyłącznie na takich zasadach i wiele osób płaci te 50-100zł za podwiezienie kundelka:-)Wolą z resztą zapłacić,byle samemu się nie fatygować.
Buskie psiaki ogłaszamy gdzie się da-raczej w promieniu 250-300km,bo ten zwrot kosztów nam weryfikuje ludzi dość solidnie.Największe niewypały to jednak były osoby młode,którym się nie chciało przyjechać po psa 100km nawet oraz mamusie z małymi dziećmi,które adoptowały szczeniaka.Wiele osób przyjeżdża samemu po nasze kundelki nawet 200-300km:-)

Posted

Też o tym myslę. Baremu teraz się szybko udało, ale jakos te duże psy trudno jest wyadoptować i czekają wiele miesięcy na dom. Często zastanawiam się, jaką szansę te większe mają w schroniskach. Chyba, że zabierają je ludzie do kojców czy na łańcuch do pilnowania, bo przecież na forum tyle ogłoszeń, trudu wszyscy wkładają w próby adopcji i nic.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...