morisowa Posted June 5, 2010 Author Posted June 5, 2010 ostatnio nie nakładamy jej pieluch, tylko podkłady pod nią wieści od Izy, pisane tej nocy: "Wieczorem było źle, piszczała jakby z bólu, teraz po tramalu jest lepiej. Podnosi głowę, niestety nie sika, mocz wczoraj był zbyt ciemny jak na moje oko. Kupa jest dwa razy dziennie. Jest bardzo słaba." Quote
KWL Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 Pamela bryka już za TM... Zupełnie nie mam pojęcia jak to prześlepiliśmy - fatalny stan jej nerek. To właśnie ją zabiło. Oczywiście mieliśmy leczyć jej biedny bardzo chory kręgosłup, i tym się kierowaliśmy nie szukając innych możliwych przyczyn bolesności i na tym się skupialiśmy... ale z badań krwi nic nie wyszło - miała prawie wzorcowo-idealne, stary, ale prawie zdrowy pies... Nie sikała zbyt często i płakała - sądziliśmy że jest czyścioszką i nie chce robić pod siebie... a ją to tak bolało... Melko wybacz... Quote
KWL Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 I proszę nie miejcie zarzutów i pytań do morisowej - to ja zwaliłem. Pamcia była u Izy, a ja byłem w czwartek odwiedzić... Quote
Alekssandra Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 :-( Bardzo mi przykro. KLW, Morisowa robicie duzo dobrego, do zobaczenia. Quote
KWL Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 Ja nie robię... ja przynotsze k... pecha. Parys, Vidget, Jazon - moje ukochane psy nie żyją... Quote
Alekssandra Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 Przykro mi, zdania nie zmieniam. Moje dwa ukochane tez nie zyja: Charlie i Zara. Obydwa zmarly same w schr, to dopiro jest porazka. Quote
migdalena Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 KWL napisał(a):Ja nie robię... ja przynotsze k... pecha. Parys, Vidget, Jazon - moje ukochane psy nie żyją... Ale te które żyją i życie zawdzięczają takiemu "pechowcowi" ,na pewno myślą inaczej. Quote
KWL Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 Przepraszam za uzewniętrznianie. To moje bóle. A Pameli już nic nic nie boli. Quote
Igam Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 :-( Melciu... Kochani, zrobiliście dużo dobrego. Każdego dnia dziękuję za tak wspaniałych ludzi jak Wy Quote
beka Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 Tak mi przykro. Iza, Morisowa, KWL trzymajcie się Pamciu (*) Quote
magdyska25 Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 Nikt tu nie zwalił. Zarzutów do Morisowej nikt nie powinien mieć. Kawał dobrej roboty odwalacie a te psiaki, które u Was spędziły ostatnie dni, miesiące, lata są Wam na pewno bardzo wdzięczne. Szczere ukłony i wielki podziw!!! Quote
morisowa Posted June 7, 2010 Author Posted June 7, 2010 Pamelka po wyjściu ze schroniska odżyła psychicznie, była pełna chęci do życia. Ćwiczyliśmy, masowaliśmy. Melcia uczyła się chodzić na wózku, "pyskowała" i wymuszała zajmowanie się nią, głaskanie - bo jak to tak, żebym siedziała w pokoju, jak ona ma posłanie w kuchni? Jak wychodziłam z psami, to po powrocie zastawałam Pamelkę na korytarzu. Potrafiła zmieniać sama bok na którym leżała (choć rzadko i z trudem). Polowała na kota, obserwowała wszystko, upominała się o przysmaki. Na czas wyjazdu zostawiłam sunię pod najlepsza opieką - u Izy. Pierwszego dnia Melka jeszcze zachowywała się prawie jak u nas. Następnego było gorzej, ale trudno było ocenić na ile gorzej się czuje fizycznie a na ile było jej źle, że poszła do innej osoby. Protestowała przed wózkiem czy samą próbą postawienia jej na cztery łapy. W czwartek był u niej kwl, Melka się ucieszyła, ożywiła, dała wymasować, załatwiła się. Generalnie była słabsza, mniej chętna do współpracy, ale też wiadomo, że są gorsze i lepsze dni. Czekaliśmy na mój powrót do Wawy w niedzielę. Sunia się ucieszy, wróci do nas, na pewno znów doceni wózek... Wszystko rozegrało się w ciągu dwóch dni, piątek-sobota. W piątek Melka poczuła się zdecydowanie gorzej. Jadła leżąc na boku, nie podnosiła się nawet przodem, przednie łapy miała chłodne, "dziwne". Popłakiwała. Dostawała Tramal i to jej przynosiło ulgę. Nie wysikała się. Minęła noc, żadnej poprawy. Sobota. Melcia z Izą w lecznicy. My ciągle "na telefonie". Lekarka, po zapoznaniu z historią choroby i stanem psa obecnie nie miała wątpliwości... martwica rdzenia postępuje... Dr Sterna podał nam dwa scenariusze - małe niedokrwienie i wszystko się cofa lub spora martwica, nieodwracalna, psu się nie poprawi. Okazało się, że to oba były pozytywne. Przy silnym niedokrwieniu martwica się rozszerza, obejmuje kolejne kawałki rdzenia... I tak jak mówił dr Sterna, nie ma lekarstwa. Można tylko czekać. Mela traciła czucie w przedniej części ciała... Jedyne co jeszcze mogła, to podnieść głowę. Miała robione usg. Do tego wysiadły nerki ( możliwe, że nabawiła się zapalenia leżąc w mokrym w schronisku, ale u starego niechodzącego psa to się dzieje z dnia na dzień). Pęcherz opróżniono - mocz z krwią. Sama już nie była w stanie sikać, wymagała cewnikowania. Dostała leki, rozkurczowe, przeciwbólowe dożylnie. Uzgodniłyśmy, że wracam natychmiast. Co w efekcie oznaczało, że w Warszawie byłam ciut przed północą. Nie zdążyłam. Pamela odeszła kilka godzin wcześniej (') Quote
justynaz87 Posted June 10, 2010 Posted June 10, 2010 :-(:-(:-( dopiero teraz zajrzałam. Strasznie mi przykro Melciu. Cieszę się jednak, że nie stało się to w schronisku, w samotności. Nam tak już parę psów odeszło i czuję się z tym źle. Morisowa i KWL trzymajcie się. Kiedy wybiera się psy najbardziej poszkodowane, poważnie chore, stare to takie zakończenia zdarzają się często i nikt nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć. Szkoda, że Pamelka nie miała okazji dłużej cieszyć się z wami życiem ale nawet będąc krótko na wolności musiała czuć się tak jak powinien czuć się każdy pies - potrzebna i zauważana. Quote
Awit Posted June 10, 2010 Posted June 10, 2010 Pamelka miała szczęście, że odeszła w ludzkich warunkach:-( Inne psiaki tego szczęścia nie mają:-( Spij spokojnie dziewczynko:-( Quote
malibo57 Posted June 10, 2010 Posted June 10, 2010 morisowa napisał(a):Pamelka po wyjściu ze schroniska odżyła psychicznie, była pełna chęci do życia. Ćwiczyliśmy, masowaliśmy. Melcia uczyła się chodzić na wózku, "pyskowała" i wymuszała zajmowanie się nią, głaskanie - bo jak to tak, żebym siedziała w pokoju, jak ona ma posłanie w kuchni? Jak wychodziłam z psami, to po powrocie zastawałam Pamelkę na korytarzu. Potrafiła zmieniać sama bok na którym leżała (choć rzadko i z trudem). Polowała na kota, obserwowała wszystko, upominała się o przysmaki. Na czas wyjazdu zostawiłam sunię pod najlepsza opieką - u Izy. Pierwszego dnia Melka jeszcze zachowywała się prawie jak u nas. Następnego było gorzej, ale trudno było ocenić na ile gorzej się czuje fizycznie a na ile było jej źle, że poszła do innej osoby. Protestowała przed wózkiem czy samą próbą postawienia jej na cztery łapy. W czwartek był u niej kwl, Melka się ucieszyła, ożywiła, dała wymasować, załatwiła się. Generalnie była słabsza, mniej chętna do współpracy, ale też wiadomo, że są gorsze i lepsze dni. Czekaliśmy na mój powrót do Wawy w niedzielę. Sunia się ucieszy, wróci do nas, na pewno znów doceni wózek... Wszystko rozegrało się w ciągu dwóch dni, piątek-sobota. W piątek Melka poczuła się zdecydowanie gorzej. Jadła leżąc na boku, nie podnosiła się nawet przodem, przednie łapy miała chłodne, "dziwne". Popłakiwała. Dostawała Tramal i to jej przynosiło ulgę. Nie wysikała się. Minęła noc, żadnej poprawy. Sobota. Melcia z Izą w lecznicy. My ciągle "na telefonie". Lekarka, po zapoznaniu z historią choroby i stanem psa obecnie nie miała wątpliwości... martwica rdzenia postępuje... Dr Sterna podał nam dwa scenariusze - małe niedokrwienie i wszystko się cofa lub spora martwica, nieodwracalna, psu się nie poprawi. Okazało się, że to oba były pozytywne. Przy silnym niedokrwieniu martwica się rozszerza, obejmuje kolejne kawałki rdzenia... I tak jak mówił dr Sterna, nie ma lekarstwa. Można tylko czekać. Mela traciła czucie w przedniej części ciała... Jedyne co jeszcze mogła, to podnieść głowę. Miała robione usg. Do tego wysiadły nerki ( możliwe, że nabawiła się zapalenia leżąc w mokrym w schronisku, ale u starego niechodzącego psa to się dzieje z dnia na dzień). Pęcherz opróżniono - mocz z krwią. Sama już nie była w stanie sikać, wymagała cewnikowania. Dostała leki, rozkurczowe, przeciwbólowe dożylnie. Uzgodniłyśmy, że wracam natychmiast. Co w efekcie oznaczało, że w Warszawie byłam ciut przed północą. Nie zdążyłam. Pamela odeszła kilka godzin wcześniej (') Nie możemy sobie darować z Ola tych nerek:( Lekarze jakoś lekcewaza te perspektywę, a ona objawia się nagle i nieodwracalnie. Oli pies też tak odszedł.. Magda, trzymajcie się. Pamelka... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.