szmaja Posted June 20, 2006 Posted June 20, 2006 Zu napisał(a):Bubelku, szkoda że już cię nie ma, leżałabyś sobie w ogródku na słoneczku razem z Cezarkiem i Karolkiem... nigdy nie chcialam tego napisac: niestety rozumiem cie zbyt dobrze... od dzisiaj. Quote
Bodziulka Posted June 20, 2006 Posted June 20, 2006 :-( szamaja, nawet nie wiem, co powiedzieć... ale Buba zaopiekuje się Twoim Maleństwem na górze... Quote
Zu Posted June 20, 2006 Author Posted June 20, 2006 Szmaja...nie wiem co Ci powiedzieć...zresztą nic nie powiem bo wiem jak to jest...trzymaj się kochana...mam nadzieję, że już biegają gdzieś razem z Bubcią wolne od bólu i cierpienia Quote
Agga Posted June 20, 2006 Posted June 20, 2006 Tak bardzo mi smutno jak czytam o Bubie. Bokser czy inny pies zawsze mi cięzko jak czytam. Buba psinko teraz biegasz po zielonych łąkach z moją staruszką. Walczyłaś tak dzielnie. Ehhh nie moge nic pisać bo łzy same mi poleciały:-( Quote
AgaiTheta Posted June 20, 2006 Posted June 20, 2006 Szmaja współczuję ogromnie - jesteśmy z Tobą :calus: Quote
Zu Posted June 20, 2006 Author Posted June 20, 2006 szmaja nie płacz, proszę...ja myślę, że dla zwierzęcia to jest bardzo ważne jak i kiedy pozwala mu się odejść...że otacza się je miłością do ostatnich chwil ale nie zatrzymuje na siłę tego życia w sytuacji, kiedy przysparza ono zwierzęciu cierpienia i wiadomo, że nie ma szans na wyleczenie...robiąc dla niego wszystko pozwala mu się odejść z godnością.. ja nigdy nie zaakceptuje śmierci Buby, zawsze będę miała o to jakiś żal do losu, ale zaakceptowałam to, że nic dla niej nie mogłam już zrobić jak tylko pozwolić jej odejść no i znowu oczywiście rycze wypisując Ci takie "mądrości":placz: trzymaj się...albo chociaż postaraj Quote
szmaja Posted June 21, 2006 Posted June 21, 2006 Zu napisał(a):szmaja nie płacz, proszę...ja myślę, że dla zwierzęcia to jest bardzo ważne jak i kiedy pozwala mu się odejść...że otacza się je miłością do ostatnich chwil ale nie zatrzymuje na siłę tego życia w sytuacji, kiedy przysparza ono zwierzęciu cierpienia i wiadomo, że nie ma szans na wyleczenie...robiąc dla niego wszystko pozwala mu się odejść z godnością.. ja nigdy nie zaakceptuje śmierci Buby, zawsze będę miała o to jakiś żal do losu, ale zaakceptowałam to, że nic dla niej nie mogłam już zrobić jak tylko pozwolić jej odejść no i znowu oczywiście rycze wypisując Ci takie "mądrości":placz: trzymaj się...albo chociaż postaraj mam pretensje do siebie - nie zdazylam jej nawet pomoc odejsc... w poniedzialek dostalam wyrok - wyniki cytologii, dostalam leki, zeby ja wzmocnic i zobaczyc, bo moze uda jej sie w lepszej niz ostatnio kondycji przezyc jakis czas, zjesc cos dobrego (z apetytem), wyjsc w koncu na spacer normalny... wrocilysmy do domu po kilkugodzinnych badaniach, kruszynka byla zmeczona, lezala, troche sapala, ale po dwoch godzinach poczula sie gorzej - wiedzialam juz wtedy, ze bede musiala zdecydowac o jej zyciu, wezwalam transport, zeby ja zawiezc do kliniki... wyszlysmy, a w zasadzie juz prawie wynioslam ja przed blok, na jej trawnik... czeklaysmy na samochod, ale nie zdazylysmy. gajoszka odeszla na moich kolanach - mam takie wyrzuty sumienia, ze jej nie pomoglam, ze nie pozwolilam jej juz rano spokojnie zasnac... byla taka slaba... ja liczylam na te pare dni... chyba nawet lekarka nie podejrzewala, ze to sie stanie tak szybko, bo miala sie po tych wszystkich zabiegach poczuc lepiej - tak bardzo chcialam zobaczyc usmiechniety pyszczek... gdybym tylko wiedziala, ale to stalo sie tak szybko. jeszcze miesiac temu miala robione wszystkie badania - wyniki byly zupelnie inne... jakis zasrany rak pokonal nas w ciagu miesiaca (wiem, ze pewnie rozwijal sie juz wczesniej, ale nie bylo nic widac w podstawowych badaniach...). czuje tak przeogromna pustke - 10 lat mojego zycia zniknelo, ona byla calym moim swiatem i byla idealna! moja, gajoszkowa... z cudownymi obrazonymi minkami, wpychaniem sie na najlepsze miejsce w lozku, wspolnym ogladaniem telewizji, bieganiem z rowerem i nurkowaniem w gliniance... i milionem innych rzeczy, ktore tylko ona potrafila... nie umiem, nie umiem i nie chce sie pozbierac... Quote
Zu Posted June 21, 2006 Author Posted June 21, 2006 szmaja....:-( nie mogłam wiedzieć, że to jej ostatnie godziny, robiłaś wszystko w dobrej wierze, starałaś się tylko jej pomóc..pomyśl, że odeszła na Twoich kolanach, ze do końca czuła Twoją obecność...że do końca byłaś przy niej... Quote
simbik Posted June 21, 2006 Posted June 21, 2006 Szmaja to już ponad rok jak moje żółte słoneczko również pokonał nowotwór. To było tak jak piszesz kilka tygodni walki, nagłej i niespodziewanej. Jeszcze miesiąc przed śmiercią moja Simbusia była okazem zdrowia. Długo nie mogłam się otrząsnąć. Teraz wydaje mi się, że trochę się z tym pogodziłam. Jednak jak czytam twoją wypowiedź to znowu ryczę...To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Tej nocy nie mogłam już czekać do rana, nie byłam w stanie znieść jej cierpienia wiedząc, że szanse na poprawę są prawie rzadne...to było straszne ale dzięki temu zrozumiałam jak bardzo można kogoś kochać i jakie to jest wspaniałe. Ile radości może dać wspólne życie z psiakiem odkrywamy najbardziej gdy go zabraknie i tymbardziej dochodzimy do wniosku że życie bez psa jest puste. Oby udało Ci się ukoić ten ból, a zachować najwspanialsze wspomnienia z chwil spędzonych razem... i rzebyś trafiła na wpaniałe szczęście na czterech łapach które Ci w tym pomoże, jak mi Opka. Quote
boksiedwa Posted June 21, 2006 Posted June 21, 2006 Straszne, że te nasze psiaki tak szybko odchodzą :( Moja Fidzia nawet nie dała mi szansy żeby jej pomóc, 4 dni ustalania co sie dzieje z psem, leki, kroplówki i wyrok :( Moja myszeczka nawet nie wiedziała, że odchodzi bo już nic nie czuła :( Quote
Bodziulka Posted June 21, 2006 Posted June 21, 2006 :placz: siedzę i ryczę, i boję się, bo wiem, że mnie też to czeka... choć cały czas łudzę się, że mój faflun jest nieśmiertelny (w moim sercu na pewno) :placz: szmaja napisał(a): jakis zasrany rak pokonal nas w ciagu miesiaca (wiem, ze pewnie rozwijal sie juz wczesniej, ale nie bylo nic widac w podstawowych badaniach...). jak Box miał 3 lata temu podejrzenie raka, to lekarz nas nastawiał na wszystko - w naszej paskudej cywilizacji pełnej brudów i zanieczyszczeń i są odmiany raka, które pojawiają się i zabijają w tydzień, bez uprzedzenia, bez wcześniejszego utajonego rozwijania się, po prostu "zwalają z nóg" :-( Quote
Aganiok Posted June 21, 2006 Posted June 21, 2006 ja też Bodziulka. Ja myślałam, że będę musiała pożegnać się z Sarą już w styczniu. Na szczęście operacja się udała. Dr Jagielski powiedział, że boksery to cudowne psy z charakteru ale fizycznie - po prostu niedoróbki. Większość z tych które znałam odeszła na nowotwór. NIc na to nie poradzimy, możemy tylko pomagać im na tyle na ile się da. I Ty Szmaja właśnie tak postępowałaś. Nie wolno zwątpić. Jeśli tylko jest możliwość pomocy i szansa na wyzdrowienie, trzeba walczyć. Ale ta walka po prostu czasami jest przegrana... Bardzo mi przykro :-( Quote
szmaja Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 jest za ciezko... wszystko przestalo sie dla mnie liczyc, probuje zachowac resztki zdrowego rozsadku, ale w glowie kotluja sie mysli tylko o mojej kruszynce. chcialam jej pomoc, wlasnie zeby sie lepiej poczula chociaz na chwile, a sprawilam, ze cierpiala... nie wybacze sobie tego. Quote
kiwi Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Szmaja przykro mi.. Wiem ile robilas przez ostatnie lata dla Gajoszki... Ze smiercia przyjaciela trudno sie pogodzic, przeszlam to samo niecaly rok temu, i tez wyrzucam sobie ze nawet mnie przy nim nie bylo - bylam tysiace kilometrow od Kiwiego... Wiem ze do konca jest nadzieja dlatego tak trudno podjac decyzje o uspieniu, ja jednak zaluje... ale nie bylo mnie, nie mozna decydowac na odleglosc... Cala moja rodzina zaluje... Gajoszka juz biega radosnie, kiedys bedzie taki dzien, ze one przyjda nas powitac... Quote
Korenia Posted June 23, 2006 Posted June 23, 2006 Szmaja mi też strasznie przykro.. :( Dziekuje Ci, że mogłam poznać Gajoszke.. Quote
koduchaben Posted June 24, 2006 Posted June 24, 2006 Mój Omlecik..... własnie się dowiedziałam że nie słysz.... i że to starość.., noga też już nie taka, znowu zastrzyki, a najgorsze że nie mogę miec go cały czas na oku, przyjeżdżając zaczynam u wizyty u weta....potem kochany tato jeździ z nim na zastrzyki bo ja muszę wracać.....a teraz przecież jestem mu najbardziej potrzebna, ale dla niego lepiej jest mieszkać w domu z ogrodem niz na 27 m tymbardziej że mieszkał tam przez ostatnie 2 lata, zaczyna się walka ze starością i z czasem.......nie wiem co będzie i czy uda mi się go przytulic następnym razem, wiem jak to boli..... bo przecież niedawno straciłam Negrusie, a on jest moim najlepszym przyjacielem, był moim towarzyszem kiedy było mi bardzo źle i ja byłam jego światełkiem jak kolejny raz lądował w schronisku....chcialabym aby był szczęśliwy jeszcze bardzo bardzo długo, bo przecież ma normalne życie dopiero od 3 lat....i tak sięcieszy tym życiem, jakby chciał tak na zapas..... Mam nadzieje Zu że dajesz sobie radę, że Bubcia jest teraz szcześliwa... ...... Quote
koduchaben Posted June 24, 2006 Posted June 24, 2006 Szmaja ja straciłam moją Negunie z mojej winy!, zawsze bałam się ruszyć tego okropnego guza..... pojechałam do męża na 5 dni (z Negrą było wszystko ok), bo jemu umarł psiak - chciałam go wesprzeć, w tym czasie Negusi otworzył się guz....rodzice do mnie nie zadzwonili - bo "nie chcieli mi zmarnować w-du" (jak mogli), ..... uśpili ją..... mimo że ją kochali.....teraz wiem że jak bym tylko była to bym ją operowała, bo śmiertelny zastrzyk zawsze mozna podac......ale trzeba walczyć do końca, chyba że zwierzebardzo cierpi i nie ma szans, ale tu można było jeszcze walczyć.....ale mnie nie było - nie wiedziałam..........mogłam jej wczesniej wyciąc tego guza, ale się bałam -..... Po tym wszystkim, mojego drugiego boksia - Omleta wsadziłam na stół operacyjny bo on miał już dwa guzy.... (a Negrusi guza znałam od takiego małego - takiego przypominającego ziarenko grochu - ... trzeba było go wyciąć.....) Nie da się chyba przeżyć śmierci, ja nie umiałam nie............ .... nie wiem czemu (bo tylko na to miałam siły) pojechałm do schroniska, tam znalazłam prawie umierająca sunie, zabralam ja i wszystkie swoje siły powięciłam jej........cudem się udało, to chyba pozwoliło mi przetrwać, chyba tak, ale mija juz prawie rok a Negrusia ciągle przy mnie jest, jest....i nigdy jej nie zapomnę - napewno wyszła po twoją psinkę i sa teraz razem z Bubcią też, biegają wesoło po zielonych łąkach - kiedyś będziemy razem..... teraz wiedze starość Omlecika..... strach jest ogromy, zaczyna się walka z wiatrakami.... Trzymaj się, jakbym ci mogła pomóc - daj znać... Quote
brazowa1 Posted July 4, 2006 Posted July 4, 2006 Koduchaben,rozumiem Twoj bol,ja tez starcilam ukochanego psa,gdy nie bylo mnie w domu.Rodzce nie zadzwonili do mnie,nie wiem,bali sie czy nie chcieli,zebys przyjechala i "zmarnowala wyjazd".Nigdy sobie tego nie wybacze.O tym,ze z psem jest zle dowiedzialam sie od kolezanki,ktora zadzwonila do mnie.Dzwonie do domu,zaczynam krzyczec do sluchawki,gdzie maja dzwonic,do kogo isc,kto im pomoze przy transporcie i slysze,ze psa juz nie ma. I cos we mnie zapadlo. czy pokocham innego psa tak bardzo? Wiem,ze moj przyjaciel jest przy mnie,wiem,ze kiedys pobiegniemy razem na laki. Przykro mi z powodu Buby.Mam nadzieje,ze TM dla psow jest najwspanialszym miejscem na ziemi i ze biega tam razem Z Baja,ktora 2 tygodnie temu zostala uspiona w schronisku.Nie doczekala domu. Quote
Zu Posted July 4, 2006 Author Posted July 4, 2006 Bubelindo,ciągle o tobie myślę, wszystkich tu w Neapolu atakuje Twoimi zdjęciami i opowiadam o Tobie..chociaż w ten sposób jakoś mogę jeszcze jakoś trochę z tobą pobyć... Quote
Zu Posted August 3, 2006 Author Posted August 3, 2006 Bubeńku już 3 miesiące jak odeszłaś...tak bardzo nam Ciebie brakuje...:-( Quote
Zu Posted September 2, 2006 Author Posted September 2, 2006 Bubulku, ciągle o tobie myślimy i tak nam ciebie brakuje:-( Quote
Agga Posted September 2, 2006 Posted September 2, 2006 Czas tak szybko leci. Ona pewnie teraz rozrabia z moją Sarcią. Quote
Zu Posted September 28, 2006 Author Posted September 28, 2006 Bubulku to już prawie 5 miesięcy a nie ma dnia, żebym o tobie nie myślała:-( Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.