Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 107
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

No więc tak. Nie wiem od czego zacząć. Może po prostu-właśnie wróciłam z Palucha w Warszawie gdzie znalazłam naszą małą piękność.
A tak to wygląda na chwilę obecną:



Posted

ponieważ Maszka w trakcie pobytu u CoolCaty została zaszczepiona i zaczipowana na naszą fundację, to właśnie do nas dzisiaj zadzwoniono ze schroniska na Paluchu. po zidentyfikowaniu numeru czip skontaktowałam się z dziewczynami - Agnest i Asik, które natychmiast pojechały zabrać małą. adopcję zorganizowała i przeprowadziła mortikia i mam nadzieję, że otrzymamy jakieś wyjaśnienia na temat całej tej fatalnej sytuacji. prosiłabym również o przesłanie umowy, która została podpisana z osobami adoptującymi Maszkę - albo bezpośrednio na adres fundacji, albo do którejś z dziewczyn. chcielibyśmy zająć się wyjaśnieniem okoliczności tej sprawy, by w przyszłości takie sytuacje nie miały miejsca. dlatego mortikia - jak tylko to przeczytasz, bardzo Cię proszę o kontakt ze mną, Agnieszką albo Asią.

Posted

Suche fakty:angryy: sunia zostala przywieziona do schroniska 8.11 przez osobe prywatna zostala przez te pania znaleziona 1.11 przy kosciele na Woli,
jak wyczytalamy wadoptowana zostala 29.10 teraz tyle.

Posted

Uf, przed chwilą wróciłam do Polski. Wcześniej nie miałam dostępu do internetu. Asia, dzwoniłaś do tej pani, która adoptowała Maszę? Zadzwoniłam do niej ale nie odbiera telefonu i nie mam pojęcia co się dzieje. :shake: Nie wiem jak to się stało, że Masza znalazła się na Paluchu, przecież przed wyjazdem dzwoniłam do niej i wszystko było w porządku, miałam jutro jechać do niej w odwiedziny. Podajcie maila, na którego mam Wam przesłać tą umowę.

Posted

Nie mogę się powstrzymać...:roll:

Ja również czekam na wyjaśnienia....
Widziałam suczkę w nd w schronisku...Wydawało mi się że Ją kojarzę...:roll:....no tak z dogo...Zapytałam się osoby z biura- jak już napisała Kora- suczka przywieziona przez osobę prywatną, ma czipa z łódzkiej fundacji...

Mortikia- jeżeli miałaś i tak jechać jutro do tej Pani to pojedź- tym bardziej że jak już mówiłaś nie odbiera tel.

Bardzo mi się to nie podoba.

Posted

Rozmawiałam z Panią, która była właścicielką Maszki dwa razy przez telefon. Rozmowy mam nagrane.
Maszka Pani uciekła ponieważ Mortikia powiedziała, że sunia pięknie chodzi bez smyczy i można ją puszczać.
Pani nie dostała wyprawki. Dostała tylko jedną zabawkę.
A ja z sunią do Mortiki zawiozłam 8 kg suchej karmy i 4 kg mięska. I naprawdę dużo zabawek.
No i chyba najdziwniejsza sprawa. Pani nie dostała książeczki psa. Mortikia miała ją dowieść. Przy odbiorze książeczki Pani miała zapłacić 50 zł za szczepienia.
Sunia była zaszczepiona na koszt fundacji Niechciane i Zapomniane.
No to teraz Mortikia czekamy na wyjaśnienia.
Joanna Dominiak

Posted

To, że maleńka uciekła to jest jedna sprawa. Naiwnie wierzyłam, że może czegoś się wystraszyła i uciekła w popłochu przed siebie. Właścicielka psa powiedziała przez telefon, że pomyślała nawet, że może ona jest w schronsku, ale nie miała książeczki i nie chciała bez książeczki jechać, co jest dla mnie jakiś chorym tokiem myślenia. Czy właścicielka wiedziała, ze jak się cokolwiek z psem stanie, to ma natychmiast dzwonić do osoby od której psa adoptowała? Ja jak mantrę przy kazdej adopcji powtarzam, ze cokolwiek by się nie działo, to piesek ma wrócić do mnie.
Druga sprawa to wyprawka i pieniądze za psa. Pies został przygotowany do adopcji u mnie w lecznicy. Agnest załatwiła, że za wszystko zapłaciła Fundacja Niechciane i Zapomniane. Suczka miała zrobione szczepienia, odrobaczenie, odpchlenie i załozony czip. Z własnych pieniędzy kupiłyśmy jej wyprawkę - 8 kilogramów karmy Brit i 10 kartoników 400g bozit dla psów. Pies był u mortikii dwa albo trzy dni. Sorry, ale co o się stało z resztą wyprawki? Przeciez to był własność Maszy, a zakup jej nie był dla nas małym wydatkiem :angryy:

Posted

Mortikia- mam nadzieję że te 50 zł., które miałaś wziąć za szczepienia suczki trafiłyby do fundacji...Ja nie chce oceniać ale książeczka nie zawieziona, wyprawka, którą dziewczyny przygotowały nie dana właścicielce...
Nie wspominając już o "czarnych kwiatkach" na których się znalazłaś...:roll:...(wiem że to nie wątek tego Onka, który Tobie uciekł i czy nadal przebywa na Paluchu???)

To wszystko jest na Twoją niekorzyść....

Posted

Asia dzwoniłam do Ciebie, ale nie odbierasz. Zadzwoniłam też do pani, która wzięła Maszę, ponieważ nie życzę sobie opowiadania takich kłamstw. Niestety - KIEDY POWIEDZIAŁAM PANI ANI PIOTROWSKIEJ, ŻE DZWONIĘ W SPRAWIE MASZY POWIEDZIAŁA, ŻE NIE BĘDZIE Z NIKIM JUŻ ROZMAWIAĆ I ROZŁĄCZYŁA SIĘ. Tak się składa, że kiedy oddawałam Maszę miałam gości i trzy osoby mogą potwierdzić jak to przebiegało i co dałam pani Maszy, a były to zabawki, mięso w kartonikach, które przywiozły dziewczyny, duża torba suchego (przesypałam je do siatki, bo ta pani oto prosiła, mówiła, że tak będzie jej wygodniej) oraz dwie pary szelek (czerwone Masza przegryzła, a ja nie zdążyłam ich zszyć, więc dałam moje skórzane) i smycz (moja). O żadnych pieniądzach nie było mowy, bo za co?!! Prawdą natomiast jest, że nie dałam jej książeczki zdrowia Maszy. Jesteście ciekawe czemu - już mówię. Masza poszła do nowego domu pod koniec tygodnia, a ja miałam przyjechać w poniedziałek (po trzech dniach) w odwiedziny, żeby sprawdzić jak ma się Masza, ponieważ powiedziałam pani Ani, że jeśli coś będzie nie tak/ich pies nie będzie tolerował Maszy bądź będzie inny problem - w poniedziałek zabiorę Maszkę do siebie. Poza tym miałam odebrać moje szelki i smycz (pani Ania nie miała nic przy sobie, ale powiedziała, że ma w domu i moje odbiorę jak przyjadę). Miałysmy też w poniedziałek podpisać drugą umowę - bardziej szczegółową. Niestety miałam grypę, więc wizytę musiałam przełożyć. Kilka dni kurowałam się w domu, potem wyjechałam, dziś wróciłam, a tu takie sensacje. Jutro miałam jechać do pani Ani Piotrowskiej (nowej właścicielki Maszy). Dlatego szokiem dla mnie był wczorajszy sms od Asi, że zabrała Maszę z Palucha! W umowie (pisana odręcznie, bo nie mam własnej drukarki) oprócz danych -tel,dane,adres- napisałam o sterylizacji i zaznaczyłam, że w razie problemów suka wraca do mnie. Natomiast co do kwestii puszczania psa luzem - dziewczyny, litości. Mam hodowlę psów, szczeniaki i wiem, co mówię. Pani Ani powiedziałam, że owszem - suka mnie się słucha, ale prosiłam, żeby nie puszczała suni luzem przynajmniej przez najbliższy miesiąc, bo to nowy dom, nowi ludzie, nowe otoczenie i pies potrzebuje czasu na zaaklimatyzowanie się i nabranie zaufania do nowego opiekuna. Chyba niczego nie pominęłam.

Asia, proszę Cie o telefon.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...