Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
MikolajK

bieganie->wiek

Recommended Posts

Witam, mamy w domu 7 miesieczna suczke syberian husky. Jest pelna energii i raz w tygodniu staram sie wybiegac ja w parku. Ona to bardzo lubi, ale zastanawiam sie czy nie jest jeszcze za wczesnie na dluzsze biegi (okolo 30 minut). Mam takze inne pytanie. Na spacerach bardzo ciagnie. Nie wiem czy dzieki smakolykom uda mi sie nauczyc ja chodzenia przy nodze...nie chcialbym zakladac jej kolczatki. Czyprobuwac z lancuszkiem? Moze jak dorosnie to przestanie ciagnac:)
pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Przede wszystkim husky sa to psy pociagowe i ciagniecie zapisane maja w genach. Co do wybiegiwania to raz w tygodniu przez pol godziny to chyba dosc malo.A co masz na mysli mowiac wybieganie? Bieganie z obciazeniem czy zabawa w parku z psami?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Raczej jest to ciagle bieganie. Pozniej bawie sie z nie i troche cwiczymy.
A ze sa to psy zaprzegowe to wiem:) Nie wiem tylko czy biegajac z nia (ona mnie caly czas ciagnie) nie wyrzadze jej krzywdy, bo jest ona jeszcze mloda.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jak sunia skończy 8 miesięcy może już zacząć ciągnąć coś lekkiego... jak moja miała osiem miesięcy to ciągnęła mojego tatę na rowerze na krótkich odcinkach i co jakiś czas te odcinki zwiększano. A moja na spacerach też strasznie ciągnie i niestety kupiłam jej kolczatkę :( dzięki temu nie ciągnie... a jak założe jej szelki to od razu rwie się do ciągnięcia więc kolczatka jej nie oduczyła tego nawyku. Na spacerach już idzie ładnie przy nodze... ale puki piesek jest młody mozna próbować ze smakołykami albo też kupić kantarek dla psów dostępny np w "karusku"... a jeżeli chodzi o zwykłe bieganie bez ciągnięcia to husky może biegać biegać i jeszcze raz biegać :D bieganie chyba jeszcze żadnemy psiakowi nie zaszkodziło... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
"łancuszek, kolczatka" :o Chcecie psu krzywde zrobic. :o Takie rzeczy moze i mozna uzywac dla psow o normalnym temperamencie, ale raczej nie dla silnie ciagnacych haszczakow. Pomijajac drobiazg w postaci brudzenia futra.
Bylo mnostwo tematow w zakresie zarowno ciagniecia jak i uzywanych obrozy. Generalnie jedyna sensowna obroza dla haszczaka jest tasmowa pol zaciskowa. A ciagniecia na spacerach tez mozna psa odzwyczaic bez stosowania "krwawych" metod ( nawet lancuszek moze psu krtan uszkodzic ), tez to bylo wielokrotnie dyskutowane.
Co do biegania luzem w tym wieku to moje ganialy po godz, dwie non stop w tym wieku (w zasadzie bez ograniczen), i z wyjatkiem ograniczen temperaturowych (guupi szczeniak w upalny dzien moze sie jednak przegrzac), zadnych przeciwskazan w wieku 8 miesiecy nie stwierdzam. 8)
Pracowac oczywiscie w tym wieku jeszcze powaznie nie powinny.[/url]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja kolczatke odradzam. Kolce wplatuja sie dosc latwo w siersc na szyi,a co do brudzenia siersci to zalezy z jakiego metalu jest zrobiona. Pozatym znam haszczaki,ktore wzglednie spokojnie chodza na zwyklej obrozy,a na szelkach ciagna i znam tez takie,ktorym kolczatka w ciagnieciu nie przeszkadza. A kantarek to podobna uprzaz jak ta,ktora koniom sie zaklada np na pastwisku :wink:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kilka małych rad na prędce:
- kolczatkę dla Husky uważam za zbrodnię najcięższą. Jeśli już nie jesteś w stanie wytrzymać ciągnięcia psa, to polecam taśmową obrożę zaciskową z ogranicznikiem. Mało, bo mało, ale zawszeć trochę pomoże.
- puszczniu Husky luzem mówię zdecydowanie "NIE". Husky, jako pies polujący, posłucha się sto osiemdziesiąt cztery razy, a za sto osiemdziesiątym piątym zobaczy kota po drugiej strony ulicy i.... nie masz psa. Pomyśl, czy warto ryzykować. :roll:
- ciągnięcie człowieka podczas spaceru na smyczy, nie powinno zrobić psu krzywdy. Jeśli się zmęczy, sam przestanie ciągnąć. Większe ciężary, dopiero z czasem i po malutku zwiększając obciążenia.
To moje zdanie. :roll:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja ze swoją zacząłem jeździć na rowerze właśnie jak miała 7 miesięcy.
Oczywiście uprząż i linka z amortyzatorem.
Na początku około 30 minut co 2-3 dni (bałem się przesadzić), sama sobie nadawała tempo. Potem oczywiście stopniowo ten czas się wydłużał.

Na spacerach żadnych kolczatek, zwykła obroża i cierpliwość. Jak była mała to nawet dużo cierpliwości. Teraz ma 13 miesięcy i zaczyna coraz lepiej się zachowywać na spacerach. Oczywiście żadnego puszczania luzem (mieszkam pod lasem, parę razy próbowałem i starczy). :D

A. No i przed rowerem trochę z nią biegałem na smyczy. Po takim bieganiu nie mogłem się doczekać, kiedy będę mógł ją przypiąć do roweru (ja zmachany, a ona wcale :D )

W Twoim przypadku polecam rowerek. Masz jeszcze trochę czasu przed latem, przynajmniej ją czegoś nauczysz.
Tylko uważaj, bo to wciąga. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Vanity właśnie też będziemy już przyzwyczajać do roweru tylko boimy się bo to urwis i strasznie biega za innymi psiakami i ludźmi (zaczęliśmy szkolenie może to ja czegos nauczy no i sami sie staramy na ile umiemy)...ja niestety teraz jak jest zima to czasami wychodzę z nia na kolczatce (z małymi ząbkami i zwracam uwagę czy sierść sie nie wpłatuje ale na szczęście nic takiego sie nie dzieje i chodzę z dala od psów zeby nie wyrwała się raptownie...strasznie sie boję ale jestem naprawdę malutka i jak jest slisko to sobie czasami nie radzę a juz raz nam zaczęła uciekać i nie chcę żeby nawet przez chwilę się zgubiła...chcę zaznaczyc że tylko ze mną tak chodzi bo ze swoim panem na obroży), jednak jak śnieg zniknie to paskudztwo pójdzie w zapomnienie (tym bardziej ze jest z dnia na dzień coraz lepiej) no i dwa razy w tygodniu po ok 2 godzinki sobie biega... i mam pytanko czy dorosłe malamutki muszą biegać codziennie (około 2 godzinki) czy wystarczy 3-4 razy w tygodniu??? (ona dzis kończy roczek i coraz więcej biegania potrzebuje z tego co widzimy i staramy sie jej dogodzić)
...nie wieszajcie mnie za ta kolczatę bo naprawdę uważam a kupując to prawie sie poryczałam...niestety inaczej sobie nie radzę jak na razie

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zamiast kolczatki na prawdę lepszy (bardziej humanitarny) jest kantarek.

A co do puszczania haszczaków luzem...
Już wiele razy pisałam, że moje są puszczane i nie mam problemów z ich przywołaniem, ale... to jest zdaje się ekstremalna szkoła jazdy i przestałam to polecać wszystkim właścicielom.
No i oczywiście to "puszczanie" ma miejsce wyłącznie w miejscu, które sprawdziałam jako bezpieczne, czyli na lotnisku (80 ha łąki).
Dając moim psom taką wolność [b]biorę również pod uwagę, że przez 9 lat życia z husky mogłam jeszcze nie trafić na TEN właśnie przypadek kiedy psiak pójdzie i nie wróci[/b] :-? Najdłuższa nieobecność mojego husky w zasięgu wzroku wyniosła 20 minut i miała miejsce 8 lat temu z udziałem mojej pierwszej suńki.
Obecnie moje husky zawsze są dość blisko mnie, a kiedy znikają w otaczających lotnisko zaroślach to wracają w ciągu kilku, góra kilkunastu minut. Spacerujemy też czasem "na luzie" po parku i tam również zawsze są "na oku" - czasem odnoszę wrażenie, że to one pilnują abym się nie zgubiła :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='SH']A co do puszczania haszczaków luzem...
Już wiele razy pisłam, że moje są puszczane i nie mam problemów z ich przywołaniem, ale... to jest zdaje się wyższa szkoła jazdy i przestałam to polecać wszystkim właścicielom.[/quote]

Przecież nie napiszę, że czasami i ja puszczam swoją Jagienkę (choćby na wystawie w Katowicach, czy w Świerklańcu) :wink:
Tak naprawdę, owszem- ją w bezpiecznym miejscu potrafię spuścić (chociaż rzadko, bo mało które miejsce w Warszawie oceniam jako "bezpieczne"), ale Bursztyna nigdy- jest zbyt niezależny.
Nie chodzi mi jednak o strach przed tym, że Husky nie wróci- one dają sobie zwykle radę (pod warunkiem, ze nie natrafią na jakiś samochód :( )
To, co budzi zawsze moje obawy to fakt, że u Husky zwykle występuje kilkusekundowa przerwa pomiędzy nadaniem komendy a reakcją. Czasem te parę sekund to kilka dodatkowo przebiegniętych metrów, a to z kolei może dla psa oznaczać "być albo nie być" :cry:
80 ha powiadasz..... Ehhhh.... (Tu nastąpiło głębokie westchnięcie) :roll:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='NIgdyNIgdy']To, co budzi zawsze moje obawy to fakt, że u Husky zwykle występuje kilkusekundowa przerwa pomiędzy nadaniem komendy a reakcją. Czasem te parę sekund to kilka dodatkowo przebiegniętych metrów, a to z kolei może dla psa oznaczać "być albo nie być"[/quote]
kilka sekund :o u moich to czasem jest kilkadziesiąt sekund :lol:
Ale fakt, że w niektórych okolicznościach nawet kilka sekund to może być krok w stronę Tęczowego Mostu :cry:
[quote name='NigdyNigdy']80 ha powiadasz..... Ehhhh.... (Tu nastąpiło głębokie westchnięcie)[/quote]
Noo, jest czego pozazdrościć :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
A nie martwicie się o to, że pies np. wam wpadnie pod koło na tym rowerze? Bo ja się pewnie bedę trochę bała pierwszy raz. Czy uczycie je jakos żeby "normalnie" biegały? Bo mój Stinki bedzie mial za 4 dni 9 miesiecy i jest taki zakręconyy, że heejj :P Heheh :)
Pozdrowka :grins:

Share this post


Link to post
Share on other sites
właśnie ta moja to też taki mały szajbus, który wiecznie biega idzie idzie i nagle siup w drugą stronę :lol: :o ...tego się najbardziej boję że na rowerze nagle pofrunę w bok :o
... a jeszcze co do tej kolczatki to wolę z nią na tym paskudztwie chodzic bo jak idę na obroży to tak ciaglnie że zaczyna się dusić ale idzie dalej i udaje Lorda Vadera :lol: :-?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kolczatka poza tym, że jest niehumanitarna to na dodatek niszczy włos (trwale farbuje i wyciera) :roll:
Poza tym niebawem suńka przyzwyczai się do kolczatki i nadal będzie ciągnęła :P Szarpiąc może nawet uszkodzić sobie krtań :-?

Pomyśl jednak o kantarku :) To dobre rozwiązanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ona na zwykłej miękkiej obroży wydaje odgłosy Lorda Vadera a na kolczatce wcale sie nie ciagnie... śnieg topnieje i niedługo juz będę mogła zapanować nad nią bez wpadania w poślizg i kolczatka pójdzie w zapomnienie (tym bardziej, że zaczęłyśmy szkolenie i mam nadzieję, że niedługo będzie grzeczniej chodziła)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja chyba marnie wypadam jesli chodzi o czas poswiecany psu... Codziennie krotkie spacery, podworko do wybiegu i raz na tydzien bieg do parku.
Kiedy biegacie z psem przy rowerze to czy trzymacie smycz w rece, czy przypinacie ja do roweru?

dzieki
pzodrowienia

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mój tata trzyma smycz w ręce ... przynajmniej może bardziej zapanować nad psem chociaż to też jest troche niebezpieczne bo pies może poprostu bardziej pociągnąć i uciec... Chyba jednak lepsza jest linka omortyzacyjna i przypięcie do roweru.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hi, dzisiaj biegalem z psem i pierwszy raz przypialem jej opone. Dla mnie bylo to o wiele wygodniejsze, gdyz pies biegl obok mnie. Aspen sie to chyba nie do konca podobalo:( Pozniej zamienilismy sie i ja bieglem z opona:) Czy wasze psy biegaja z oponami? Jak dlugo biegacie, tak zeby pies sie wybiegal i nie wyrzadzila mu sie przy tym krzywda? Wiem ze jesli pies jest zmeczony to po prostu staje...:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zdecydowanie wolę mieć przypiętego psa na lince do roweru na stałe. Żadnej smyczy w ręce. Dopiero w ten sposób mogę zapanować nad psem, choćby dlatego, że mam do dyspozycji obydwa hamulce. Jeszcze się nie zdażyło, żeby mnie pociągnęła w las (może dlatego, że przy większej prędkości nie ma tendencji do odbijania w bok, leci prościutko drogą albo poboczem. Przy małych prędkościach muszę trochę uważać, bo lubi "wąchać kwiatki" :wink: ). A w razie upadku mam psa przypiętego do roweru, więc w razie czego daleko nie ucieknie :D
Linkę mam przypiętą do ramy poniżej kierownicy. Nie ma większych problemów z wkręcaniem linki w koło. Zdarza się tylko w czasie zamieszania przy spotkaniu z innym psem, kiedy muszę się zatrzymać.

Jakoś mi do głowy nie przyszło przypinać psa do opony. :D Może i nie głupie, tylko trzeba uważać, żeby nie przesadzić.
Tej zimy bawiłem się ze swoją Młodą zwykłymi sankami. Na krótkich, równych odcinkach ciągnęła mnie na nich bez większych problemów ( a prawie 80 kg ważę), więc dodatkowe obciążenie przy bieganiu nie powinno stanowić problemu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='MikolajK']Dla mnie bylo to o wiele wygodniejsze, gdyz pies biegl obok mnie.[/quote]
:hmmmm:
Może to i wygodniejsze, ale wyrabia w psie zły nawyk.
Husky powinien biec przodem, [b]przed zawodnikiem[/b]. Jeśli nauczy się, biegać obok możesz mieć potem problemy aby to zmienić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
hm, mam pytanie kiedy zaczyna sie cieczka? Aspen ma dopiero 7 miesiecy.
Jesli chodiz o bieganie przy rowerze, to boje sie tego troche. Nie wiem czy nie jest jeszcze na to za mloda....
Caly czas sa jeszcze problemy z ciagnieciem na spacerach. Chcialbym ja nuczyc ze ma ciagnac tylko jak ma zalozone szelki, a na obrozy chodzic luzno. Jednak zawsze na poczatku spaceru Aspen ciagnie jak szalone, wowczas najlepiej jest sie z nia przebiec pare metrow i pozniej jest juz spokojniejsza:)
wesolych swiat:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

Announcements

×
×
  • Create New...