Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Vini. napisał(a):
Ojej, ale nowinka :loveu: Oby sie udalo i nic nie stanelo na drodze do nowego zycia Brutuska... Niech mu sie w koncu poszczesci, tyle biedaczek przeszedl :(
Dziewczyny, sory, ze nie pisze na zbiorczym, ale czesc kasy, ktora mamy przywiesc z rybka na kastracje uzbieralam "szkolnie"- cegiełkami i wychowawczyni mowi, zeby to nie dawac na kastracje tylko na karme :/ I ta kase szkolna musze na to przeznaczyc, wiec nie wiem czy jest sens dawac na np. jedna kastracje, moze lepiej kupic ze 2 worki karmy?


Kastracje.

Szczęścia, Brutusku! ^^ Trzymam kciuki!

  • Replies 150
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

No właśnie ten podwższony mocznik mógłby na to wskazywać, ale niekoniecznie. Na kleszczówkę miał podawane coś profilaktycznie..., więc sama nie wiem, ale sikał bez krwi...

Posted

Pani dziś była w schronisku z mężem i swoją dużą sunią, która była totalnie przerażona miejscem:roll:. Też ją przygarnęła. Widziała Brutusa, potwierdziła mi, że jutro do 16.00 go odbierze. Powiedziała, że odkąd zobaczyła ogłoszenie, zapadł jej w serce. Jest chyba po 50-tce, mieszka na Białostoczku w wieżowcu, a więc starszy pan Brunio będzie jeździł windą na spacerki:evil_lol:. Ma też działkę za Białymstokiem, gdzie często jeżdżą. Trochę była zmartwiona wyglądem, bo skaleczył gdzieś sobie oczko, jest trochę wychudzony i apatyczny, z noska leciała mu troszkę krew, ale jak powiedziała, skoro obiecała się nim zająć, to tak będzie. Ma tylko nadzieję, że jeszcze trochę pożyje... Uprzedziłam panią o tym jak wyglądała pierwsza noc w poprzednim miejscu, że może być powtórka z rozrywki:oops:.
W każdądź razie posłanie już przygotowane.

Czemu mogła mu lecieć z nosa krew?:icon_roc:

Posted

[quote name='dreag']Pani dziś była w schronisku z mężem i swoją dużą sunią, która była totalnie przerażona miejscem:roll:. Też ją przygarnęła. Widziała Brutusa, potwierdziła mi, że jutro do 16.00 go odbierze. Powiedziała, że odkąd zobaczyła ogłoszenie, zapadł jej w serce. Jest chyba po 50-tce, mieszka na Białostoczku w wieżowcu, a więc starszy pan Brunio będzie jeździł windą na spacerki:evil_lol:. Ma też działkę za Białymstokiem, gdzie często jeżdżą. Trochę była zmartwiona wyglądem, bo skaleczył gdzieś sobie oczko, jest trochę wychudzony i apatyczny, z noska leciała mu troszkę krew, ale jak powiedziała, skoro obiecała się nim zająć, to tak będzie. Ma tylko nadzieję, że jeszcze trochę pożyje... Uprzedziłam panią o tym jak wyglądała pierwsza noc w poprzednim miejscu, że może być powtórka z rozrywki:oops:.
W każdądź razie posłanie już przygotowane.

Czemu mogła mu lecieć z nosa krew?:icon_roc:

Myślę, że te dwie pogrubione sprawy mogą być ze sobą powiązane... Może nadział się na jakieś kraty czy krzaki.

Niech się ta Pani nie przejmuje mizernym wyglądem i tymi skaleczeniami ! To szybko minie. A nie ma nic lepszego niż patrzenie jak pies dochodzi do siebie po okropnych przejściach...

Mam nadzieję, że z dogadaniem się Brutiego z wilczurką nie będzie problemów. Dzisiaj mieli bezpośredni kontakt? I jak :razz: ? Często pies, który widzi staje się dla niewidomego przewodnikiem, z nim ślepaczek czuje się pewniej, oby tak było w tym przypadku :multi:

Jeszcze się nie cieszę :cool1: Ale zacikam kciuki zeby wszystko sie udalo :multi:

Posted

Nie mieli chyba za bardzo okazji się dogadywać, bo duża wpadła w panikę zobaczywszy to miejsce...:cool1:, a Bruti też jeszcze w nie najlepszej formie, ale myślę, że nie będzie problemu. Cieszę się cichutko na ten nowy domek, gdzie Brutus będzie mógł spokojnie dochodzić do siebie i nie będzie zamęczany na siłę. Wiadomo, że na starość to najlepiej się odpoczywa, śpi, itp. A co do tego przewodnika, to masz rację Bakteria, dla niego super. Jaanna019, wyglądaj go, wyglądaj, jak chcesz to zawężę Ci strefę tego "wyglądania", tylko jeszcze raz prześlij mi swój tel., bo niechcący skasowałam....:oops: Mówiłam Pani, że jest grupa osób, bardzo zaangażowana w jego los i mówię Wam o wszelkich nowinkach dotyczących Brunia.

Posted

Przed 16.00 dzwoniła do mnie, jak się przedstawiła, nowa opiekunka Brutusa. Jest w domu, trochę oszołomiony, dyszy, ale pani jest dobrej myśli, że powoli mu przejdzie. Suczka na razie niezbyt zainteresowana nowym towarzyszem, ale to nieźle, powoli się same dogadają...
Pani była od razu w Canwecie po dalsze leki, porozmawiała sobie z lekarzem, który jest dobrej myśli, co do jego zdrowia. Nic więcej się nie dowiedziałam, bo padł mi w trakcie rozmowy telefon. Ale wieści budujące. Oby innych nie było... (moje sławne trzykropki, bez których żyć nie mogę, a które bardzo lubi jedna osoba:evil_lol:)

Oczywiście poprosiłam panią o kupno adresatki, co by nie było dalszych przygód.

Posted

... :diabloti:

Dyszy pewnie ze stresu, ale to szybko przejdzie. Przyzwyczai się :multi: Dobrze, że suka go nie chciała pożreć na wstępie, to dobrze wróży na przyszłość :cool1:

Oby były wieści, ale tylko dobre ! I może nawet zdjęcia :oops:

Posted

ojej, nie zaglądałam tu parę dni, a tu takie super wieści :-o :multi:
trzymam kciuki mocno, mocno :thumbs:

oby wszystko było dobrze!!

.......................... solidaryzując się :diabloti:

Posted

Właśnie o tej godzinie próbowałam się skontaktowac z panią Janiną, by dowiedzieć się o Brutuska. Nie odbierała... I o 22.00 ten sms: "O godz. 17.30 duszyczka Brutuska w niebie. Ciałko - na mojej działce". Ciężka to była noc... Miał byc szczęśliwy happy end. Brutus w swoim domku przy boku opiekującej się nim z oddaniem pani. Ale chociaz nie cierpi, a tam gdzie jest może już być tylko szczęśliwy....

Dzwoniłam dzisiaj do p. Janiny podziękować za te kilka dni jemu poświęconych. Pani nosiła go na rękach na dwór, woziła codziennie na antybiotyk, na kroplówkę, starała sie jak mogła. Niestety choronba okazała się silniejsza. Mocznik zaczął mocno wzrastać, kreatynina poszła w górę, psinka nie dał już rady chodzić, jeść, pić. Nie było sensu dłużej kazać mu cierpieć. Swoje już i tak przeszedł... Brutusku żegnaj...

Chciałam zwrócić pani za leczenie, ale powiedziała, że w kosztach partycypował Canwet, Ładnie z ich strony:-). Płaciła tylko za leki (nie chciała zwrotu). Ma jechać do schroniska oddać resztę lekarstw i oficjalnie powiadomić o stracie...

Współczuję jej, tak chciała, żeby jeszcze pożył... A tu tylko 3 doby. Z jednej strony cieszę się, że nie cierpi, a z drugiej nie mogę pogodzić się, że mogło być tak dobrze... Ale cóż ja mogę....

Posted

Nie przesadzajmy. Wczujcie się w jej sytuację... Niedawno odszedł kochany pies, wzięła Brutuska, 3 dni i koniec... Która nie miałby dosyć?
Powiedziałam pani o instytucji dt, jakby zechciała za jakiś czas, da po prostu znać. Teraz za świeże rany.

Guest monia3a
Posted

Ja bym nie miała dosyć, kobitka chciała pomóc, pomogła a może dalej będzie chciała pomóc jakieś bidce. Nie chcesz jej zaproponować to nie ale napomknąć za jakiś czas możesz :eviltong:

Posted

Monia3a, przecież napisałam, że rozmawiałam z nią o kolejnym piesku i proponowałam przynajmniej dt. Ona na razie NIE CHCE... Jak chcesz mogę Ci podać namiary, może Ty spróbuj:eviltong:.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...