Szyszka Posted November 18, 2007 Posted November 18, 2007 Ojej, ale się namieszało. Oczywiscie pamiętam sytuację z Marmurkiem... Pojechal daleko a potem wracal.... Sytuacja z Sonia mnie zaskoczyla, zreszta wszystkich jak widze. Emdziolku blagam nie gniewaj sie, ze tak wyszlo.... Juz sama nie wiem co napisac. Jest mi bardzo przykro, ze tak wyszlo, trzymalam za Sonie kciuki, bardzo chcialam aby byla u babci Emdziolka. Nie ukrywam ze jestem rozczarowana. Jednoczesnie ciesze sie,ze Sonia ma domek, bo o to chodzilo nam od samego poczatku. Mam, nadzieje Emdziolku ze dotarlas do domu cala i zdrowa. A moze zechcialabys razem z babcia przyjrzec sie innym biedakom potrzebujacym domu, moze musi poszukac gdzies w Waszych okolicach...Szkoda, zeby taki dobry domek sie zmarnowal. Choc domyslam sie, ze po tej sytuacji mozecie nie chciec miec z nami nic wspolnego:-( Agatko, oczywicie zrob z pieniazkami ode mnie co uwazasz. Fantastycznie byloby, gdyby Emilka wskazala cel... Quote
Alicja Posted November 18, 2007 Posted November 18, 2007 POmimo przeprosin ....niesmak pozostanie napewno.... Emi to nie dorosła osoba ....i jak jechala sama....wiem co czuła mama Emi martwiąc się o nią..jak siedziała sama na DC...potem hasło ...Sonia zostaje ...tak się nie robi :shake::shake::shake: zaangażowałam sie w sprawę osobiście ...siedzialam na telefnie wydzwaniając do Emi szukajac telefonów kontaktowych ........zresztą do Agaty dzwoniłam rownież ...:cool1: Quote
emdziolek Posted November 18, 2007 Posted November 18, 2007 Wróciłam............................. Nie bede pisać o tym jak bardzo jestem rozczarowana bo to nie ma sensu..... Nie bede pisać o tym ile nerwów włożyłam w szykanie transportu lub dojazdu bo to nie ma sensu.......................... Na Sonie tak bardzo czekała moja babcia, juz wszystko było kupione, szeleczki, obroze, smyczki, posłanko, karma......... czekało samotne i jakze ciepłe serduszko mojej babci........ powiem tylko tyle -- JEDNO WIELKIE ROZCZAROWANIE-- Pieniażki przeznaczcie na co chcecie....... CZekałam od 11:30 na dworcu centralnym.. dokłądnie o 12:00 bylismy umowieni. Agata zadzwoniła o 11:49................. Siedziałam sama jak palec do 13:30 na centralnym, gdzie pełno pijaków, bezdomnych....Bałam sie tam siedzieć, mam tylko 15 lat a miałam przy sobie kase, aparat, chciałam zrobić dla suni zdjęcia.. do tego cieżki plecak, torebka i transporterek... Poczułam sie wystawiona do wiatru bo specjalnie jechałam po Sonie,(nie tak jak myslałas Agatko ze z kotkiem bo kotka to ja wziełam przy okazji...) nie wspomne ze mam 30zł w plecy ale kasa nie ważna, chodzi o sam fakt ze dowiedziałam sie 11 min przed umówionym spotkaniem ze Sonia nie przyjedzie.......... Babcia jest zrozpaczona..... nie wiem czy bedzie chciała innego psa.. tyle serca, nerwów i kasy poszło w to wszystko a tu taki haos sie zrobił i wkońcu dupa...:-( Ide dalej sobie w kaciku popłakać... to już 2 raz w tym miesiacu kiedy strasznie sie rozczarowałam... cały czas coś podcina mi te skrzydła... to wszystko jest takie ciężkie... coraz cześciej mam cheć zrezygnować.................. Dzieki Agatko za twoje zaangażowanie, wiem ze bardzo chiałaś dla Soni jak najlepiej:) Soniu wszystkiego dobrego.:loveu: Dogadaj sie z tym kotkiem........ Pozdro....... Quote
Alicja Posted November 18, 2007 Posted November 18, 2007 Emi ...a ja Ci życzę abyś na swojej drodze spotykala odpowiedzialnych ludzi...... Quote
Szyszka Posted November 18, 2007 Posted November 18, 2007 A mnie się chce płakac jak to wszystko czytam, jest mi strasznie przykro. Nie znam słów, które mogłyby Cię pocieszyć. Aż nie wiem co napisać. Wiesz, że dopingowałam domek u Was.... Quote
Alicja Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Szyszka napisał(a):A mnie się chce płakac jak to wszystko czytam, jest mi strasznie przykro. Nie znam słów, które mogłyby Cię pocieszyć. Aż nie wiem co napisać. Wiesz, że dopingowałam domek u Was.... Szyszko ...dokladnie nie tak miało być ... nawet jeśli Sonia nie pojechała do domku z Emi ...to można było inaczej sprawę rozwiązać a nie robić rabanu na pół wsi ...na wątku ...a potem .....szkoda gadać:shake::shake::shake: Quote
Jo37 Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Niestety jest to kolejny sprawa gdzie dom tymczasowy zatrzymuje psiaka pomimo wcześniejszych ustaleń . Tak się nie robi. Jeżeli już stało się i DT się zakochał to sami powinni odpowiednio wcześniej zadzwonić do Emilki i powiedzieć jej o tym .Szkoda ,że trafiło to na bardzo młodą osobę . Mogę tylko zadeklarować ,że jeżeli Emilka znajdzie jakiegoś pieska w okolicach Warszawy to ja zawiozę go do Białegostoku . Quote
Agata69 Posted November 19, 2007 Author Posted November 19, 2007 nawet jeśli Sonia nie pojechała do domku z Emi ...to można było inaczej sprawę rozwiązać a nie robić rabanu na pół wsi ...na wątku ...a potem .....szkoda gadać:shake::shake::shake: Moi drodzy, ja już pisałam, że że sprawa adopcji Soni została przeprowadzona nie tak jak powinna, całą winę wzięłam na sieboe i przeprosiłam już kilkakrotnie mamę Emilki i ją samą. w rozmowie telefonicznej odniosłam wrazenie, że mimo rozczarowania obie zrozumiały moja decyzję i to, że kierowałam się tylko dobrem psa. Moją niezaprzeczalną winą jest to, że zawiadomiłam Emilkę tak późno i nie mam dla siebie wytłumaczenia, ale za to też już przepraszałam obie panie. Z perspektywy psa stało się najlepiej jak mogło; ma kochających ja ludzi, ogródek dla siebie, codzienne spacery, ale przede wszystkim zostanie tam na zawsze i już nie będzie musiała przeżywać stresu rozłąki z ludźmi którym już zaufała i pokochała. Cel tego wątku został osiągnięty, szkoda że kosztwem rozczarowania Emi, ale to już się stało. Tymczasem niektórzy forumowicze urządzają polowanie na czarownice, zupełnie niepotrzebnie wkładając kij w mrowisko. Droga Alu, pojawiłaś się na wątku 2 dni temu a już rozpalasz stosy i wyrokujesz kto dobry kto zły, kto odpowiedzialny kto nie. Quote
emdziolek Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Jo37 napisał(a):Niestety jest to kolejny sprawa gdzie dom tymczasowy zatrzymuje psiaka pomimo wcześniejszych ustaleń . Tak się nie robi. Jeżeli już stało się i DT się zakochał to sami powinni odpowiednio wcześniej zadzwonić do Emilki i powiedzieć jej o tym .Szkoda ,że trafiło to na bardzo młodą osobę . Mogę tylko zadeklarować ,że jeżeli Emilka znajdzie jakiegoś pieska w okolicach Warszawy to ja zawiozę go do Białegostoku . Jo37 - bardzo dziękuje, to bardzo istotna pomoc, być moze weźmiemy jakiegoś psiaka z palucha:lol: Żeby dziewczyny zadzwoniły rano i mi o wszystkim powiedziały-ok , odebrałabym to inaczej........ ale tak sie nie robi... jestem dzieckiem, moja mama strasznie sie zdenerwowała jak powiedziałam jej ze zostałam sama jak palec w srodku warszawy.............. POzdro Quote
Alicja Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Agata69 napisał(a): Droga Alu, pojawiłaś się na wątku 2 dni temu a już rozpalasz stosy i wyrokujesz kto dobry kto zły, kto odpowiedzialny kto nie. wątek czytam odkąd Emi pojawiła sie tutaj .......zaczęłam pisać kiedy rozszalały się telefony bo Emi nie miala z toba kontaktu ....wyszukiwalam w wątku nr , rozsylałam także dzwoniłam do Ciebie ...o co prosiła mnie Emi ... pół niedzieli przesiedzialam z Mama EMI oki już wychodzę z wątku ....a Emi nie raz jeszcze się zapewne spali ........ Quote
emdziolek Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Agata69 napisał(a):nawet jeśli Sonia nie pojechała do domku z Emi ...to można było inaczej sprawę rozwiązać a nie robić rabanu na pół wsi ...na wątku ...a potem .....szkoda gadać:shake::shake::shake: Moi drodzy, ja już pisałam, że że sprawa adopcji Soni została przeprowadzona nie tak jak powinna, całą winę wzięłam na sieboe i przeprosiłam już kilkakrotnie mamę Emilki i ją samą. w rozmowie telefonicznej odniosłam wrazenie, że mimo rozczarowania obie zrozumiały moja decyzję i to, że kierowałam się tylko dobrem psa. Moją niezaprzeczalną winą jest to, że zawiadomiłam Emilkę tak późno i nie mam dla siebie wytłumaczenia, ale za to też już przepraszałam obie panie. Z perspektywy psa stało się najlepiej jak mogło; ma kochających ja ludzi, ogródek dla siebie, codzienne spacery, ale przede wszystkim zostanie tam na zawsze i już nie będzie musiała przeżywać stresu rozłąki z ludźmi którym już zaufała i pokochała. Cel tego wątku został osiągnięty, szkoda że kosztwem rozczarowania Emi, ale to już się stało. Tymczasem niektórzy forumowicze urządzają polowanie na czarownice, zupełnie niepotrzebnie wkładając kij w mrowisko. Droga Alu, pojawiłaś się na wątku 2 dni temu a już rozpalasz stosy i wyrokujesz kto dobry kto zły, kto odpowiedzialny kto nie. Agatko- daj spokój, Ala jest dla mnie jak druga mamuśka i strasznie sie o mnie martwi...... I ja rozumiem ze to było dla soni najlepsze rozwiązanie, przynajmniej nie bedzie przezywac kolejnego rozstania......... Dodam tylko ze juz za wiele razy moja mama zawiodła sie na dogomaniakach i tak właśnie oto kończą sie moje wyjazdy... już nie pojadę nigdzie zawieźć psa do nowego domu czy kotka do kliniki... już nawet nie puści mnie po psa dla babci....... Bo to co sie stało zrujnowało do końca nasze zaufanie.... Dziewczyny dzieki za troskę, oprócz tego ze teraz jestem gorzej chora to dojechałam cała. Nie siedziałam na dworcu żeby mnie nie okradli wiec siedziałam w Złotych tarasach. Przede wszystkim chciałabym podziękować Szyszce która tak dzielnie dopingowała Soni, aby trafiła do nas, Agacie, ze starała sie Sonie do nas dowieźć......... pomimo mojego rozczarowania- Soniu- powodzenia... Quote
Kanzaj Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Pomimo wszystko - to chyba to, co się stało jest dla samej Soni najlepsze... Quote
Agata69 Posted November 19, 2007 Author Posted November 19, 2007 Piszę na raty bo boję się że mi znowu wetnie posta. a więc kontynuując.. Ala pisze że się strasznie zaangażowała. Wyobraź sobie Alicjo że ja też się zaangażowałam. W sierpniu zgarnęłam ją z trawnika przy ruchliwej ulicy, gdzie wcześniej czy później zginęłaby marnie. Zarobaczoną, samotną, z guzami na obu listwach mlecznych. Przeszłam z nią 2 zabiegi i sterylizacje, okresy kiedy ze stresu nic nie jadła, paprzące się rany i ucieczki na ten trawnik który był jej domem. znalazłam jej Dt, potem Drugi, choć to prawie graniczyło z cudem. 3 miesiące szukałam jej domu gdzie się dało, nie zliczę pieniędzy wydanych na benzynę, leki, kilkaset złotych na zabiegi i badania fistopatologiczne. Nieprzespane noce co dalej, myśli jak jej pomóc. Alicjo, jeśli tak bardzo przeżyłaś swoje zaangażowanie w sprawę pomocy Soni, to przepraszam i ciebie że straciłaś czas na te kilka telefonów. Sonia ma najlepszy dom na świecie. Koniec. Kropka. Zawiniłam w stosunku do Emi, ale wierze że ona zrozumiała moje intencje i nie ma do mnie żalu. Dajcie już spokój. Najłatwiej jest krzyczeć i się święcie oburzać, trudniej jestdziałać i podejmować trudne decyzje. Quote
Agata69 Posted November 19, 2007 Author Posted November 19, 2007 emdziolek napisał(a):Agatko- daj spokój, Ala jest dla mnie jak druga mamuśka i strasznie sie o mnie martwi...... I ja rozumiem ze to było dla soni najlepsze rozwiązanie, przynajmniej nie bedzie przezywac kolejnego rozstania......... Dodam tylko ze juz za wiele razy moja mama zawiodła sie na dogomaniakach i tak właśnie oto kończą sie moje wyjazdy... już nie pojadę nigdzie zawieźć psa do nowego domu czy kotka do kliniki... już nawet nie puści mnie po psa dla babci....... Bo to co sie stało zrujnowało do końca nasze zaufanie.... Dziewczyny dzieki za troskę, oprócz tego ze teraz jestem gorzej chora to dojechałam cała. Nie siedziałam na dworcu żeby mnie nie okradli wiec siedziałam w Złotych tarasach. Przede wszystkim chciałabym podziękować Szyszce która tak dzielnie dopingowała Soni, aby trafiła do nas, Agacie, ze starała sie Sonie do nas dowieźć......... pomimo mojego rozczarowania- Soniu- powodzenia... No właśnie... Emilko fajna z ciebie dziewuszka, ściskam cię mocno i zyczę powodzenia. pieniążki wyślę na tego twojego chorego kotka (45 zł), tylko podaj mi konto na priv. Quote
Moriaaa Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Dziewczyny...czytam wątek Soni od samego początku. Ja osobiście przeżyłam 3 razy taki numer, że DT nie chciał w ostatniej chwili oddać psa. DS były rozżalone, zawiedzione i generalnie ochrzaniały mnie w każdy możliwy sposób....i tylko jeden z nich okazał prawdziwe serce..zrozumienie dla psa-bo tu pies jest najważniejszy. Tylko jeden z nich nie miał żalu, rozumiał, że najlepsze dla psa jest pozostanie na zawsze w DT. Nie ma rozłąki, nie ma tęsknoty, nie ma kolejnej zmiany. Tylko ten jeden domek pomyślał o psie a nie o sobie i swojej chęci posiadania. Domek ten wybrał kolejną bidę-od Iwop. I okazał się najcudowniejszym domkiem pod słońcem...domkiem który potrafi współodczuwać. Ja rozumiem, że jest żal. Ale tutaj najważniejsze jest dobro Soni...a to co się stało, jest dla tej psiny zbawieniem. Nie płaczmy, nie zgrzytajmy zębami...cieszmy się, bo psiak zostaje na stałe u ludzi których zna i kocha...a to jest nasz cel..cel pracy dogomaniaków.:lol: Quote
Agata69 Posted November 19, 2007 Author Posted November 19, 2007 Moriaaa napisał(a):Dziewczyny...czytam wątek Soni od samego początku. Ja osobiście przeżyłam 3 razy taki numer, że DT nie chciał w ostatniej chwili oddać psa. DS były rozżalone, zawiedzione i generalnie ochrzaniały mnie w każdy możliwy sposób....i tylko jeden z nich okazał prawdziwe serce..zrozumienie dla psa-bo tu pies jest najważniejszy. Tylko jeden z nich nie miał żalu, rozumiał, że najlepsze dla psa jest pozostanie na zawsze w DT. Nie ma rozłąki, nie ma tęsknoty, nie ma kolejnej zmiany. Tylko ten jeden domek pomyślał o psie a nie o sobie i swojej chęci posiadania. Domek ten wybrał kolejną bidę-od Iwop. I okazał się najcudowniejszym domkiem pod słońcem...domkiem który potrafi współodczuwać. Ja rozumiem, że jest żal. Ale tutaj najważniejsze jest dobro Soni...a to co się stało, jest dla tej psiny zbawieniem. Nie płaczmy, nie zgrzytajmy zębami...cieszmy się, bo psiak zostaje na stałe u ludzi których zna i kocha...a to jest nasz cel..cel pracy dogomaniaków.:lol: mORIA, dzięki w imieniu moi i Dt.` Quote
emdziolek Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Dziewczyny ja również ciesze sie że Sonia nie musi przeżywać kolejnych rozstań, że ma nareszcie kochający domek........ ale nie ukrywam ze jest mi przykro.. nie dla tego że Sonia nie przyjedzie tylko z tego powodu jak zostałam potraktowana. Nie mam wątpliwości że Sonia trafiła na domek w którym zostanie na zawsze. I naprawde życze Soni i jej domkowi wszystkiego dobrego. A ja poszukam dla babci innego psiaka. Quote
emdziolek Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Agato zdaje mi sie ze wypadaloby zadzwonic do mojej babci z przeprosinami bo to ona najbrdziej na Sonie czekała......... Pozdro Quote
Szyszka Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Bardzo bym chciala, zeby Sonia byla juz zawsze szczesliwa. Wszystko wyszlo nie tak, ale postarajcie sie tez zrozumiec Agate..... Rzeczywiście tak jak pisala Moriaa takie sytuacje sie zdarzaja, gdy przychodzi ten moment domki tymczasowe postanawiaja, że psiaka nie oddadzą za żadne skarby. Jestesmy wszyscy rozżaleni, również Agata, nie dzielmy już włosa na czworo, wszystko było już napisane i powiedziane. Ja też bardzo chciałam aby Sonia pojechała do domku babci Emdziolka.... Ale cieszę sie tez, że już jej tułaczka się zakończyła. Quote
Agata69 Posted November 21, 2007 Author Posted November 21, 2007 Czy ktoś chciałby zobaczyć Sonię w końcu we własnym domu? Emilka, czekam na nr konta. Quote
bumerang Posted November 21, 2007 Posted November 21, 2007 Chciałabym by Sonia znalazła swoje miejsce na ziemi! Po tym co przeszła - wreście ma dom - stały:multi: A my zajmijmy sie nastepnymi bezdomnymi,nie kochanymi - one czekają:placz::placz: Quote
Szyszka Posted November 21, 2007 Posted November 21, 2007 Ja też chcę zobaczyć zdjęcia Soni:razz: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.