Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='soboz4']maleństwo zajmuje Ci całkiem spory kawałek kanapy!To jeszcze nie są jego pełne możliwości :diabloti:.

[quote name='Jasza']A ziemiórki to jakieś szkodniki roślinkowe?
I to jakie! Wstrętne, trudne do wytępienia. W powietrzu maleńkie czarne muszki (wielkością podobne do owocówek) - http://republika.pl/bonsai_sprzedaz/Ziemiorka_2.jpg a w ziemi larwy, które podgryzają korzenie - http://republika.pl/bonsai_sprzedaz/Ziemiorka_4.jpg W zeszłym roku walczyliśmy z nimi przez kilka miesięcy. Bez skutku. Latały wszędzie, nawet w mieszkaniu ich było pełno. Wszystkie rośliny opanowały, oprócz fiołka, co ciekawe. Larwy pasły się korzeniami, a roślinność słabo rosła, szybko zdychała :(.
W tym roku też już się zaczęły pojawiać. Podejrzewam, że przylatują od sąsiadów z dołu. Bo u nas tym razem na pewno ich nie było. Na razie porozkładałam żółte tablice lepowe, niech latające giną marnie, może nie zdążą jaj złożyć... Ale na wszelki wypadek zamówiłam też środek chemiczny, na oporniejsze egzemplarze :diabloti:. A dziś zaopatrzyłam się w żółty karton i taśmę dwustronną, sama porobię pułapki. Po co przepłacać?! ;)

[quote name='Jasza']Co posadziliście?
A nie powiem :eviltong:. Bo TZ wyjechany i ma mieć niespodziankę! No chyba, że nic nie wyrośnie :evil_lol:, bo na razie jakoś nasiona nie mają zamiaru kiełkować, choć wysiałam 6 dni temu :placz:.
Mogę tylko powiedzieć, bo tym TZ wie, że będą pomidory, papryka, koperek i cebulka. Ale to nie wszystko :).

Posted

[quote name='Jasza']A zdjęcia będą?:p
Jeśli chodzi o rośłinność to.... jak coś wreszcie wyrośnie...
A jeśli chodzi o ziemiórki to mogę wrzucać już :angryy:. Dziś obkleiłam pół balkonu żółtymi kartkami lepowymi, wciąż czekam na środek do podlewania...
A jeśli chodzi o Bazylka to proszę - biały przymułek ;).

Posted (edited)

Tak mi towarzyszył białas w działaniach ogrodniczych ;).



Martwi mnie. Bardzo szybko się męczy. Nawet na wieczornych spacerach, kiedy już nie jest ciepło. Zieje już po 2 minucie spaceru. Wlecze się łapa za łapą. W domu też nie jest zbyt aktywny. Wiem, może to po prostu starość (:-(), ale może coś z sercem się pogorszyło. Wolę to sprawdzić!
Wczoraj poszłam z nim do lecznicy, po recepty i poprosiłam, żeby go osłuchali. Pani co prawda nie miała porównania z poprzednimi osłuchami, ale powiedziała, że słychać, iż serce źle pracuje, słabo się kurczy. Dzisiaj rozmawiałam z Bazylkowym wetem, umówiliśmy się wstępnie na 4 maja na oględziny - USG serca i inne badania doroczne. Być może trzeba będzie wrócić do podwójnej dawki Cardisure wieczorem. Zobaczymy.

No i wraca temat klimatyzacji czy innych rozwiązań antyupalnych w naszym mieszkaniu. Wysokie temperatury już tuż tuż...

Mam też problem z Cardisure wieczorem. Powinien być podawany na minimum godzinę przed jedzeniem, żeby zdążył się rozpuścić i wchłonąć. Wracam do domu po pracy, przetrzymuję białasa chwilkę, biorę go na spacer, łazimy dłuższy czas (bo wieczorami na ogół ma ochotę chodzić, mimo żółwiego tempa), wracamy i... zajmuje nam to wszystko góra 40 minut, a najczęściej w 30 się mieścimy. Czekanie kolejnych 30 minut jest niemożliwością, bo... Bazyl to żarłok okropny i pies Pawłowa - nauczony, że po spacerze jest jedzenie i basta! Głowię się jak to rozwiązać i na razie nic sensownego nie wymyśliłam. A zaczynam mieć wątpliwości czy to jego gorsze samopoczucie nie jest właśnie związane z tym, że tylko część wieczornej dawki się dobrze wchłania.


A dziś to w ogóle Bazylek ma jakiś kiepski dzień. Od wczorajszego wieczora śpi prawie non stop. Taki jest w tym biedy, taka sierotka bez sił :(. Zresztą już wczoraj był jakiś osłabiony - nóżki się plątały, chwilami miał problemy z utrzymaniem się na tylnych (uginały się...), zderzał się z różnymi rzeczami (u niego to norma ;), ale wczoraj było więcej takich sytuacji). Dziś w senności pobił sam siebie. Nawet balkon go nie interesuje. Obudził mnie rano, żebym go wypuściła, ale od razu wrócił do łóżka i zasnął. I tak było do mojego wyjścia. Pocieszam się, że może pogoda się będzie zmieniać, jakiś front się przewala i może dlatego go tak zmula. Ale czasami boję się wracać do domu, boję się, że wejdę, a on mnie nie przywita... :(.

Edited by maciaszek
Posted

Dzisiaj Bazylek czuł się lepiej :). Co prawda pogoda nadal mu nie służy i szybko mocno się zmęczył na środkowym spacerze (choć ten był bardzo krótki), ale przynajmniej nie był taki "słaniający" się i śpiący :multi:.

W ogóle to powiem Wam, że gada na własnej piersi wychowałam :mad:. Kiedy tylko widzi, że zbieram się do wyjścia, a on zostanie to ogarnia go.... radość.
Dlaczego?
Bo to pies Pawłowa :D.
Gdy wychodzę zostawiam mu kong, a poza tym chowam w 2-3 miejscach ususzone kawałki chleba. Cwaniak zapamiętał już dobrze wszystkie kryjówki (choć miejsca kilka razy zmieniałam) i teraz, gdy widzi, że zamierzam wyjść bez niego to robi obchód i wszystkie miejsca skrupulatnie sprawdza :evil_lol:. Muszę normalnie gonić dziada, żeby nie powyżerał przed moim oddaleniem się.
A w niedzielę minioną, gdy miałam wolne, po środkowym spacerze i skonsumowaniu "obiadu", obszedł całe mieszkanie, posprawdzał kryjówki po czym stanął przede mną z wyczekiwaniem w oczach. Jakież było jego rozczarowanie, gdy okazało się, że tym razem NIE WYCHODZĘ :evil_lol:.

Posted

Czasami mi się wydaje, że rano ogony też tylko czekają aż się wreszcie zbiorę i wyjdę i rzucę im w końcu rękawiczki :razz:
Ale i w ich przypadku i w przypadku Bazyla, pewnie najbardziej chciałyby, żebyśmy wróciły zaraz po tym, jak juz skonsumują to co znajdą ;)

Posted

[quote name='Jasza']pewnie najbardziej chciałyby, żebyśmy wróciły zaraz po tym, jak juz skonsumują to co znajdą ;)I znowu coś dały i wyszły :eviltong:.


------------------

Zadzwoniłam do sądu, do którego policja skierowała moją sprawę z zeszłego roku (akcja z amstaffem). Już wiem dlaczego mnie nie powiadomili - robią to tylko wtedy, gdy pokrzywdzony zadeklaruje, że chce być oskarżycielem posiłkowym. Gdy taka deklaracja nie padnie, a sprawa odbędzie się zaocznie to pokrzywdzony nie dowie się o jej wyniku, o ile sam się nie zainteresuje i nie napisze pisma do sądu z prośbą o info jaki zapadł wyrok. Udało mi się jakoś "urobić" kobitę przez telefon, powiedziała, że więcej zdradzić nie może, ale "wina została uznana". Juhuuuu :multi: :multi: :multi:. To mi wystarczy. Może kiedyś, z ciekawości, napiszę pismo, żeby się dowiedzieć jaką karę wlepili, ale na razie cieszę się tym :). Warto było zareagować!
Bazyl patrzył wielce zdziwiony, gdy taniec radości w mieszkaniu odstawiałam :evil_lol: :evil_lol:.

------------------

A na balkonie wyrastają motyle ;).



------------------

Mam taką umowę z rodzicami, ze gdy TZ wyjeżdża to mam im dawać wieczorem znać, gdy już jestem po pracy i spacerze z białasem, ze jestem, cała i bezpieczna, w domu.
Wiedzieli, że piątek taki sygnał będzie dość późno, bo z pracy wyjdę o północy. A ponieważ zespół zbierał się długo i wyszłam dopiero o pierwszej, to pomyślałam, że zadzwonię, powiedzieć, że jest opóźnienie i żeby się nie martwili. Na koniec rozmowy mama powiedziała: "to daj znać, czekamy. Uważaj na siebie, dobrze?". "Tak, tak. Oczywiście, że będę uważać" odpowiedziałam i 30 sekund później, na pełnym rowerowym gazie (bo Bazyl 10 godzin sam w domu!) prawie wjechałam w metalowy płot :evil_lol: :evil_lol:. Udało mi się wyhamować 3 cm przed nim. No co?! Przez 12 lat go tam nie było :eviltong:.

-------------------



-------------------

Centrum miasta. Facet z psem i dzieckiem. Pies w kantarze, najwyraźniej do niego nieprzyzwyczajony - ociera się o chłopa nogi, od czasu do czasu zatrzymuje się i łapą próbuje kantar ściągnąć. Jadę za nimi na rowerze, powoli bo tłoczno. Widzę jak w facecie zaczyna buzować i narastać. W końcu zatrzymuje się i zaczyna na psa wrzeszczeć, łapie go za ucho i zaczyna szarpać. Podjeżdżam, wcinam się w krzyk: "co robisz? co ty robisz?!" z pytaniem: "a ty co robisz?!". Pada odpowiedź: "to mój pies i będę z nim robił co chcę, a Ty się....". Zaczyna się miła, kulturalna wymiana zdań ;) - ja że mu kopa w d... zasadzę, on że mi opony w rowerze przebije, ja go od idiotów, on mnie od kretynek... Dla niego najistotniejszą kwestią jest to, że w nie swoje sprawy się mieszam, a nie co i jak o nim mówię. W pewnym momencie z ust mych pada "ty gnoju". Facet tężeje (a wygląda na takiego co przywalić może), poważnieje, chwila ciszy i nagle przemawia, spokojnym, mentorskim wręcz tonem: "Może i wyglądam na młodego, ale nie spoufalaj się, mam swoje lata, więc tylko nie gnoju!".
Kurtyna.


Wczoraj spotkałam go pod Biedronką. Patrzył krzywo, ale opon w rowerze nie przebił ;).

-------------------

Posted

A Bazyl zadumał się nad złem całym tego świata....

Co to za motyle???
Jeszcze nie możesz zdradzić?

P.S. Facet - gnojek - z całą pewnością.

Posted

Alicja napisał(a):
Bazylek i tak najpiękniejszy kwiatek na balkonie :)
Oj tak, kwiatek. I to jaki ;).
Dzisiaj, jak zobaczył, że zbieram się do wyjścia to od razu rzucił się na przeszukiwanie mieszkania (gdzie schowała chleb? gdzie on jest?) i taki był pochłonięty tą czynnością, że spokojnie mogłabym wyjść i pewnie nawet by nie zauważył :D. Jutro będzie rozczarowany, mam wolne :evil_lol:.


Potwierdziłam naszą sobotnią wizytę u weta. Mamy się stawić przed otwarciem lecznicy, o 8:30.
W piątek pożyczam samochód od rodziców, dekoruję go gustownymi szmatkami (chroniąc tapicerkę przed białymi kłakami) w sobotę pobudka o świcie, łapanie sików i w drogę. A po powrocie Wielkie Gotowanie ;).

Posted

Spady na pewno będą, co do tego wątpliwości nie ma!


A dziś.
Zimno. Bazylkowy kubrak wraca do łask.
Smętnie. Zakopujemy się w łóżku.
Wilgotno. Białasowe stawy się buntują.
Cicho. Tęsknimy.
Boli mnie kręgosłup, smutno mi i nie lubię dziś świata.


Posted

Jedyne co lubię w takiej pogodzie w czasie długiego weekendu to to, że wszędzie pusto, bo ludzie uciekają przed deszczem....

Posted

Jakiś pokręcony ten tydzień, mógłby się już skończyć :mad:.
Pogoda senna, a działać trzeba.
W pracy posypał się program na którym pracujemy, a panowie, którzy go pisali wyjechali na długi weekend, są poza zasięgiem i generalnie olali serwis (ekstra...). No i mamy duży problem - bo znikła część rezerwacji, ludzi z bazy klientów, sprzedanych biletów (miejsca się pozwalniały!). Boję się nawet myśleć jakie piekło będzie dopóki tego nie naprawią (mamy kilka dużych imprez ze sporą ilością sprzedanych/zarezerwowanych miejsc).
Przez awarię programu Bazylek siedział wczoraj 10 godzin sam i z głodu umierał jak przyszłam (chciał nawet olać spacer i najpierw zjeść, ale przekonałam go, że odwrotna kolejność jest sensowna).
Poza tym codziennie wstaję z bolącym kręgosłupem.
I przemaka nam ściana pod oknem. Coraz bardziej. Jak nie przestanie padać to ściana zacznie sikać ;). Teraz wygląda o tak, pięknie:



W poniedziałek uderzam do administracji.
Ponieważ we wcześniejszych latach naszego tu mieszkania takich atrakcji nie było, mam podejrzenie, że to efekt trwających koło nas budów. Wiele razy zdarzało, że przez jeżdżący/pracujący obok sprzęt cały blok wpadał w rezonans i, jak sądzę, to właśnie doprowadziło do różnych mikropęknięć muru... Brzmi sensownie? Pora się wyprowadzać, zanim blok się rozpadnie? ;)

Szczęściem jest jednak to, że jakoś idealnie udaje nam się z Bazylem wstrzeliwać ze spacerami w przerwy między deszczem :). No i że dzięki opadom wszystko pięknie się zazielenia :multi:.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...