Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted (edited)

Witam,

Jestem nowa na forum, i chciałam się dowiedzieć czy ktoś może kończył kurs dyplomowy COAPE? Jestem zainteresowana opiniami na jego temat , sama interesuję się szkoleniem psów i chciałabym zdobywać wiedzę na ten temat nie mniej ten kurs jest stosunkowo drogi i chciałabym wiedzieć czy warto w nim uczestniczyć? Jak z praktyką na kursie ?

Edited by kaja125
  • Replies 108
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

kaja125 napisał(a):
Witam,

Jestem nowa na forum, i chciałam się dowiedzieć czy ktoś może kończył kurs dyplomowy COAPE? Jestem zainteresowana opiniami na jego temat , sama interesuję się szkoleniem psów i chciałabym zdobywać wiedzę na ten temat nie mniej ten kurs jest stosunkowo drogi i chciałabym wiedzieć czy warto w nim uczestniczyć? Jak z praktyką na kursie ?

Ja za wiele nie wiem, znajoma robi ten kurs, widziałam się z nią po jej drugim zjeździe. Teraz znów będę się widziała, to zapytam czy poleca.
Praktyki raczej brak, raz tylko klikali trochę psiakom, tak mi wtedy mówiła.

  • 2 years later...
Posted

Nie uczestniczyłam w tym kursie, także moja opinia bazuje wyłącznie na przemyśleniach, wynikających z analizy programu.

1. Czas trwania - bardzo krótki, nawet jak na "uzupełnienie wiedzy teoretycznej o niezbędną praktykę" . Pytanie czego szukasz, na jakim etapie wiedzy i praktyki jesteś i czego oczekujesz po tym kursie. Moim zdaniem praktykę w tym fachu zdobywa się latami, a im głębiej w las, tym więcje drzew, więc taki kurs nie da Ci wiedzy ani umiejętności aby rozpocząć pracę zawodową. Porównaj sobie np. wymagania jakie stawia Związek Kynologiczny przyszłym instruktorom i ile czasu zajmuje zdobycie uprawnień.

2. W uwagach jest coś w stylu "w trosce o bezpieczeństwo (...) nie przyjmujemy psów agresywnych". Ja, potencjalnie myśląc o przygotowaniu się do wykonywania zawodu behawiorysty, na kursie, tj. pod okiem instruktora chciałabym pracować ZWŁASZCZA z agresywnymi psami, gdyż większość problemów z jakimi ludzie trafiają do behawiorysty to właśnie agresja. Więc przede wszystkim tego chciałabym się uczyć .

3. Widzę kilka nieścisłości, np. "Nie potrzebujesz klasycznych umiejętności trenerskich, jak dostawianie psa do nogi właściciela" , po czym dalej czytamy: "- poznanie technik skupiania psa na właścicielu; - motywowanie i nagradzanie psa (piramida nagród); - metody uzyskiwania zachowań (z klikerem i bez użycia klikera) na przykładzie wybranych poleceń, marker zachowania, naprowadzanie, kształtowanie; - nauka poleceń: siad, waruj, luźna smycz, sygnał neutralny, do mnie, równaj - uzyskanie, utrwalenie" - w moim odczuciu treść drugiego cytatu to nic innego jak umiejętności trenerskie. Co do nich  najlepszą nauką jest psi sport, a weryfikacją - starty w zawodach. Niestety w PL dużo ludzi podchodzi tak: "po co mi sport, jak ja chcę uczyć (innych lub swojego psa) podstaw. Moim zdaniem kardynalny błąd w myśleniu.

4. Nie widzę informacji o formie zakończenia kursu, tj. czy jest jakiś egzamin, jeśli tak to jaki jest jego program, co należy zademonstrować, jakie problemy behawioralne rozwiązać lub jaką zaproponować "ścieżkę terapeutyczną" oraz czy w ew. egzaminie oceniającym jest ktoś zewnątrz, tj. niezwiązany finansowo z organizatorem.

5. Brakuje mi punktów pt.: "przypadki uczestników", tj. pytnia z sali.

6. Każdy uczestnik ćwiczy z własnym oraz innym psem. Po pierwsze: jaką mam gwarancję, że mój pies jest przypadkiem do behawiorysty, a więc że mogę się na nim czegoś nauczyć? A co to za sztuka praktykowac na ze wszechmiar zdrowym psychicznie psie? Może jeszcze ze zdanym BH? ;) Czy organizator zapewnia psy trudne, nadpobudliwe, mające problemy ze skupieniem się na przewodniku, wycofane, lękliwe, bite i po wszelkich innych przejściach? Praca mojego znajomego behawiorysty w dużej mierze polega na pracy właśnie z takimi przypadkami (psy ze schronów, interwencji, etc.), które trafiają np. z fundacji i trzeba je ocenić a następnie przygotować do procesu adopcyjnego, pomóc określić profil potencjalnego właściciela, potem zweryfikowac człowieka, przeszkolić, lub ew. wydać opinię że pies jest nieadopcyjny.

 

Tym samym, jeśli kwota za kurs nie jest zaporowa, to jeśli wolno radzić, potraktowałabym to jako seminarium służące weryfikacji wiedzy i formie spędzenia kilku weekendów w gronie psiarzy ;) Kilka zagadnień teoretycznych brzmi ciekawie, ale nie obiecywałabym sobie za wiele po takim kursie. Mi to wygląda jak "zapłać, przyjedź ze swoim Fafikiem, coś tam sobie opowiemy i porobimy i dostaniesz dyplom behawiorysty" :( Szkoda, bo to bardzo interesujący i odpowiedzialny zawód, zwłaszcza w kontekście tego co napisałam powyżej o przypadkach. Niestety w Polsce, poniekąd na skutek łatwości w zdobyciu "ceryfikatu behawiorysty" bardzo mocno zdeprecjonowany. Do tego stopnia, że hasło "behawiorysta" oraz "COAPE" a także "kurs korespondencyjny" wywołuje drwiący usmiech na twarzach wieeeelu psiarzy. Niestety... Przykro mi. Mimo że zdecydowanie bardziej wolałabym wydać pozytywną recenzję, bo lubię publicznie chwalić jak uważam że coś jest fajne.

  • Upvote 2
Posted

Opowiedziałam, myślę że wyczerpująco w bardzo podobnym wątku: http://www.dogomania.com/forum/topic/145544-kurs-trenerski-coape-opinie/ 

Jeśli wolno coś polecić, to może sensowniejszą i napewno tańszą opcją dla osób które interesuje tematyka behawioryzmu i szkolenia byłoby:

- zgłosić się na wolontariat do schroniska - da pogląd na pracę z trudnymi, wycofanymi, lękliwymi lub przeciwnie: mocno rozentuzjazmowanymi psami

- wyszkolić własnego psa do przyzwoitego poziomu zweryfikowanego przynajmniej egzaminem, w Związku Kynologicznym, jeśli nie zawodami - podstawą sukcesu w szkoleniu jest zbudowanie więzi z własnym psem, umiejętność komunikacji z psem, "czytania psa". Nie przerobiwszy tego na własnej skórze nie wolno sie brać za uczenie innych, bo to a) nieetyczne, b) narażone na klęskę

- zgłosić się na wolontariat do pobliskiej psiej szkoły - patrzeć, pomagać, pytać, wykonywać polecenia. W tej pracy liczy się doświadczenie, doświadczenie i jeszcze raz doświadczenie. Każda rasa jest inna, w innym celu została wyhodowana, ma różny temperament, różny próg pobudliwości. Do tego dochodzą różnice indywidualne (genetyczne i nabyte w toku doświadczeń). Noooo i jeszcze kwestia zdobycia umiejętności w przekazywaniu wiedzy, bo jednak w szkoleniu chodzi o to, żeby nauczyć przewodnika jak ma "pokierować" własnym psem, a nie wytrenować cudzego psa. Temat rzeka.

Posted

Też się wypowiem ale jako nie mająca tego kursu a jednocześnie szukająca czegoś dla siebie.

Za każdym razem jak miałam do czynienia z jakimś medialnym behawiorystom COAPE to gadał on głupoty albo prezentował powierzchwną wiedzę. Dlatego też nie COAPE się nie zdecyduje ale za to wolę iść na jakieś semi (jak już o teorii mówimy) z kimś kto prowadzi badania na psach i ma lata doświadczenia np dr Márta Gácsi. I podpisuję się wszystkimi czterema łapami pod tym co napisała wyżej Furie. Praktyka, praktyka, ona czyni mistrza.

Posted

"Mi to wygląda jak "zapłać, przyjedź ze swoim Fafikiem, coś tam sobie opowiemy i porobimy i dostaniesz dyplom behawiorysty"

 

 

Niestety - klasyka, nie tylko w Polsce.

Posted

Smutne, bo dziedzina jest fascynująca i to bez dwóch zdań. Dużo ludzi naprawdę chce dobrze dla swoich psów i potem lądują u takich instruktorów / behawiorystów, no i klops. Ja miałam to szczęście, że mój pierwszy trener mi to bardzo dokładnie wytłumaczył. Aktualny jest praktykiem z 20-letnim stażem, a ja przyjeżdżam do niego ze 3 lata jak nie dłużej. Niedaleko domu mam kolegę - behawiorystę, którego osobiście uważam za dobrego. Sama nie zabieram się za szkolenie cudzych psów, bo oni, jak również różne przypadki psów, które przez ten czas widziałam, nauczyli mnie POKORY. 

 

Bellis_perennis - dziękuję za podrzucenie nazwiska dr Márta Gácsi. Z przyjemnością się zapoznam na użytek własny. 

Posted

Pa-ttti , niestety to znowu ja, czyli nie-absolwent ;) Widziałam filmik z kursu instruktorskiego na stronce COAPE. I wiesz co, u nas na placu kursanci, którzy ćwiczą dla siebie są bardziej ogarnięci niż tamci, którzy za chwilę mają być instruktorami. Bardzo słaba dokładność wykonywania ćwiczeń, słaby timing - czyli generalnie to co kuleje i w COAPE i w Łapce.

 

W międzyczasie weszłam na silvia-lupus Marty Lichnerowicz i jej program wydaje mi się najbardziej sensowny (nie licząc wymagań Związku Kynologicznego, które są najbardziej wyśrubowane). Przede wszystkim każdy zjazd to inny moduł tematyczny. Daje Ci przekrojową wiedzę, począwszy od posłuszeństwa na co dzień, przez OBI aż po psy użytkowe. Wiadome, że po takim weekendzie nie zostaniesz specem w danej dziedzinie, ale przynajmniej Cię oświecą, że cos takiego istnieje. Więc na początkowym etapie nauki dostajesz wiedzę co i gdzie, a tylko od Ciebie zależy co z tym zrobisz dalej. Inni o tym nie wspominają. Szkoła współpracuje z Joanną Hewelt i Zofią Mrzewińską. Niezbyt kumam co w tym gronie robi Jacek G., ale nikt nie powiedział, że wszystko jest idealnie. Marta, z tego co wiem zna się na psiej fizjoterapii. Temat ciekawy np. pod kątem: jak przygotowac psa do ćwiczeń, jak poprowadzić rozgrzewkę. I w Silvia mają chyba najwięcej zjazdów i wymagają największej liczby godzin na wolontariacie w schronie. Ale i tak, mimo że kurs jest najbardziej obszerny, nie uważam, aby po jego skończeniu człowiek był gotowy aby otworzyć własną szkółkę. Do tego potrzeba lat praktyki.

  • 2 weeks later...
Posted

zapisałam się... wielkiego odniesienia mieć nie będę bo do tej pory byłam tylko na warsztatach, seminariach i jednodniowych szkoleniach. Zobaczę jednak jak z podejściem do psów i wtedy dam znać jak to oceniam :) Jestem dobrej myśli :) A potem może kursik w innej szkole, dla porównania no i przede wszystkim rozszerzenia kwalifikacji :)

Posted

zapisałam się... wielkiego odniesienia mieć nie będę bo do tej pory byłam tylko na warsztatach, seminariach i jednodniowych szkoleniach. Zobaczę jednak jak z podejściem do psów i wtedy dam znać jak to oceniam :) Jestem dobrej myśli :) A potem może kursik w innej szkole, dla porównania no i przede wszystkim rozszerzenia kwalifikacji :)


Niestety wyrzucenie kasy, całkiem niezłej w błoto. Biorąc pod uwagę poziom absolwentów, o ile nie poszli na kurs, z jakimiś własnymi dokonaniami, to jest on przerażająco niski.Te które wcześniej pracowały z psami, miały większe problemy z uzyskaniem uprawnień, bo zadawały pytania, na które prowadzący nie zawsze potrafili odpowiedzieć. Nagrywanie filmików z własnej pracy, parodia, prowadzący nie chciał wierzyć, że jej psy tak szybko załapały o co chodzi. Koleżanka musiała znajdować jakieś mniej rozgarnięte i robić filmiki od nowa, aby zostały przyjęte. Jeden z behawiorystów, zaraz po uzyskaniu uprawnień kupił psa z pseudohodowli, strachliwego i problemowego. Zapytałam koleżanki jak to możliwe, okazało się, że nie przerobili na kursie żadnych testów dla szczeniąt. Co do opinii znajomych o Sylwia Lupus, to bardzo byli zadowoleni z zajęć z Mrzewińską i Iracką, Gałuszki nawet nie chcieli komentować. Gdyby prowadziły całość zajęć, to bym się zdecydowała, jednak reszta zajęć dużo słabsza.
Posted

Dobry trening sportowy u naprawdę dobrego trenera daje nieporównywalnie szersze horyzonty i większe kwalifikacje niż te wszystkie kursiki dla behawiorystów razem wzięte. To akurat piszę z autopsji. Zakładam: dobry trener to taki, który wyszkolił zawodników osiągających przyzwoite wyniki na zawodach (ranga ogólnopolska to minimum), pracuje z psami różnych ras o róznym temperamencie i różnych popędach (tzn. z wariatami malinami i z tymi które trzeba "rozkręcać" też), pracuje z psami trudnymi, agresywnymi, lękliwymi a praca przynosi widoczne efekty, pracuje nie tylko sportowo, a to co jest przerabiane na placu przekłada się na życie codzienne, a ludzie wiedzą co mają robić. Taki trener oprócz wiedzy i umiejętności nauczy także POKORY i umiejętności mierzenia sił na zamiary. Natomiast w tej mojej "układance" kursant to osoba która ćwiczy z własnym psem, a po skończonym treningu nie siedzi gdzieś po kątach (bo on już skończył), tylko na placu. Siedzi, słucha i patrzy jak pracują inne psy i jakie uwagi dostają. To naprawdę dużo wnosi. Więcej niż te kursy.

  • 2 weeks later...
Posted

to już chyba nie problem kursu tylko ucznia ;) ja tak czy inaczej nie traktuję tego jak wyroczni, tym bardziej że przeczytałam kilka książek, byłam na kilku seminariach i w sumie widzę że metody się nie pokrywają u wszystkich, to tak jak z wychowaniem dzieci- każdy ma swoje. Każdy musi też wypracować własny sposób pracy z psem. Na pewno nie będzie to mój jedyny tego typu kurs, a oceniając podejście do zwierząt ludzi z COAPE, jak i atmosferę panującą na kursie, to jestem zadowolona :) Czy te metody działają, czy warto jednak je trochę zmodyfikować- pewnie będę wiedziała za jakiś czas, może to być i perspektywa kilku lat.

Posted

... a w tym czasie będziesz działać na psach klientów?

 

Rozumiesz, w tym widzę pewne niebezpieczeństwo.

 

No właśnie. I tu jest pies pogrzebany. Zakładam, że konkretnie Pa-ttti zrobi tak jak pisze: skończy kurs i będzie dalej poszerzać wiedzę, zdobywać doświadczenie i weryfikować w praktyce, zanim zdecyduje się rozpocząć komercyjną działalność. Ale ilu jest takich, co to mając "dyplomik po kursiku" otwierają działalność pod szyldem "fachowca" / "specjalisty". Ciekawe ilu z nich powie otwartym tekstem, albo napisze na swojej www: "jestem początkującym po 1 kursie, tzn. po kilku zjazdach weekendowych. Jestem na etapie poszerzania wiedzy, zdobywania doświadczenia, weryfikowania w  praktyce czy metody z kursiku działają oraz układania sobie w głowie swojej własnej ścieżki pracy... A teraz powierz mi swojego psa , bo jakby nie było mam dyplom ..."

 

Co do metod i tego czy działają - wszystko zależy od konkretnego przypadku, a pod pojęciem konkretny przypadek mieści się szereg zmiennych i nie ma jednego, uniwersalnego patentu, ani gotowych instrukcji, typu, jak nie zadziała A to zrób B, jednocześnie cmokając albo klepiąc się po biodrze ;) Trzeba się nauczyć patrzeć tak żeby dostrzec oraz tak pytać (przewodnika danego psa), żeby się dowiedzieć.

 

Często się zdarza że metody z kursiku nie działają, bo np. pies jest zbyt: .... (tu wstaw cokolwiek), lub kontekst sytuacyjny jest inny niż na kursiku, kiedy działało. Więc "kursik" daje bardzo zawężony obraz i nie ma nic wspólnego z tzw. the real life: całokształtem, mnogością, różnorodnością, wielowariantowością i ... (tu wstaw inne, niewymienione). Idąc dalej: na "wesołych i pozytywnych kursikach" nie pracuje się z trudnymi psami, a ja uważam tak: jeśli umiesz z trudnym, to z łatwym tym łatwiej sobie poradzisz. Póki nie umiesz z trudnym, to nie bierz się za łatwego, bo życie może ci spłatać figla i nawet łatwy cię przerośnie. Na "wesołych i pozytywnych kursikach" neguje się awersję, jednocześnie polecając awersyjne narzędzia i wymyślając im bardzo zawoalowane nazwy. Szczerze, nikt ze znanych mi użytkowników kolczatki i OE nigdy nie użył kantara.

 

Przechodząc do: trening posłuszeństwa / budowanie więzi / nauka komend - niestety poziom wykonania ćwiczeń objetych programem pozostawia wiele do życzenia, dlatego jak już było wielokrotnie pisane - tego się najlepiej nauczyć na placu treningowym z prawdziwego zdarzenia. Niestety kursiki bardzo mocno wypaczają pogląd jak może i wręcz powinno wyglądać wykonanie danego ćwiczenia, nawet jeśli dana osoba nie ma ciągot do sportu i zawodów. Jasnym dowodem jest filmik z kursu instruktorskiego COAPE i filmiki szkoleniowców WŁ.

 

Z perspektywy mojego własnego doświadczenia: w życiu nie przeczytałam ani jednej książki o psach od deski do deski. W życiu nie byłam na żadnym "wesołym, pozytywnym kursiku". Za to od około 2 lat, śr. 2 x w m-cu pojawiam się na weekendach szkoleniowych IPO, prowadzonych przez osobę, którą mega cenię i osobiście uważam za najlepszą w Polsce (tzn. o moim wyborze zadecydowała JAKOŚĆ, a nie odległość ani cena). Oczywiście on nie zajmuje się tylko sportem. Wychodzi na to, że PRZY OKAZJI, tj. płacąc wyłącznie za trening z własnym psem, nauczyłam się więcej niż można się nauczyć na tych wszystkich kursikach razem wziętych.

 

Nie chodzi o to aby się licytować kto co umie, tylko dać do myślenia. Jak dla mnie mija się to z celem, iść na kurs żeby za jakiś czas odkryć Amerykę, że to była kropla w morzu, z bardzo mocno ograniczonym spektrum zastosowań i bardzo mocno wypaczonym poglądem na pewne sprawy. Jak ktoś ma nadmiar kasy - nie moja broszka, choć zawsze można dać na biednych / potrzebujących. No chyba, że komuś bardziej zależy na atmosferze niż na merytoryce. W kwestii atmosfery i "pierdu- pierdu" - to najchętniej biorę aparat i idę w kąt robić foty z zajęć :D

Posted


Nie chodzi o to aby się licytować kto co umie, tylko dać do myślenia. Jak dla mnie mija się to z celem, iść na kurs żeby za jakiś czas odkryć Amerykę, że to była kropla w morzu, z bardzo mocno ograniczonym spektrum zastosowań i bardzo mocno wypaczonym poglądem na pewne sprawy. Jak ktoś ma nadmiar kasy - nie moja broszka. 

O ile liczba kursów http://www.olimpia.net.pl/kwalifikacje.html robi wrażenie to nie udało mi się nigdzie znależć informacji o jakimkolwiek udziale w zawodach, czy choćby zdaniu egzaminu z PT z jakimś psem. Jak sie komus uda, bedę wdzięczna za info :) 
No i nie rozumiem jednej rzeczy, jak instruktorem może zostać osoba, która w życiu nie ułożyła żadnego psa, nie dotyczy to oczywiście tylko prowadzącej, ale osób które chcą instruktorami zostać. Wydajemi się, że najpierw należy zostać dobrym przewodnikiem własnego psa, potem sprawdzić się na innych psiakach i ich włascicielach, a dopiero na koniec zostać instruktorem. To tak, jakby osoba nie uczęszczająca na matematykę juz od podstawówki, wykładała matmę na uniwersytecie.
I nie rozumiem tego kursu u Inki Sjösten, robić taki wielomiesięczny kurs i nie wystartować w obi, w tamtych czasach naprawdę, to był bardzo lajtowy sport. No ale znam osoby, które ten kurs robiły, podpytam się, może ja pamietają, choc po tylu latach, ehh sama nie wiem. 

Posted

zanim będę mogła powiedzieć że potrafię szkolić psy, muszę widzieć efekty - tzn jakąś ilość psów wyszkolić. Zwolennikiem przemocy absolutnie nie jestem więc nawet jak wyszkolić mi się nie uda, to krzywdy nie zrobię :) Z ilością psów do szkoleń nie będę miała problemu- mam 7 swoich maluchów, poza tym prowadzę hotel dla psów także mogę sprawdzać metody na podopiecznych, prowadzę też DT także i na dłuższą metę mam z kim popracować.

 

To podstawa chyba żeby przed podjęciem się szkolenia psów zawodowo wyszkolić wcześniej kilka chociaż psów. Ja czułabym się mega niekomfortowo jakbym miała coś robić za pieniądze, oferować swoją usługę, nie mając do tego podstaw nie tylko teoretycznych ale i praktycznych.

Posted

O ile liczba kursów http://www.olimpia.net.pl/kwalifikacje.html robi wrażenie

 

Serio? Nie sądzisz, że gdybyś tak z ręką na sercu wypisała wszystkie semi i zjazdy weekendowe na których sama byłaś to by tego wyszło dużo więcej ? No i o ile ich wartość merytoryczna jest wyższa, od tych kursiko - wykładzików?

 

To samo bębnię i to z całą stanowczością - nie da się być dobrym szkoleniowcem, dopóki się nie zacznie od siebie i swojego psa. OBI daje bardzo szerokie pole do popisu. Raz że jest co robić, dwa - jest dużo wartościowych semi w Polsce, trzy - jest najwięcej zawodów. Nie trzeba zaraz szkolić zawodników, zwłaszcza że w dziedzinie podstawowego posłuszeństwa jest co robić. Ale bez umiejętności wyszkolenia psa pod zawody, nie da się być dobrym szkoleniowcem nawet od elementarnych podstaw. Trochę czytałam wątek negatyw pozytywu pozytyw negatywu i zastraszające jest to, jak ludzie piszą, że sami, we własnym zakresie, obserwując swojego psa i używając szarych komórek, bez kursików nauczyli swojego psa więcej niż jak np. z kolejnym psem poszli na szkolenie (właśnie do osób po takich kursikach).

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...