AniaR. Posted January 8, 2007 Posted January 8, 2007 Mlodziutki, okolo roczny wyzel szorstkowlosy zostal znaleziony w okolicach Warszawy. Piesek ma bardzo mile, spokojne usposobienie. Wyglada bardzo rasowo, ale nie posiada tatuazu. Podaje numery telefonow do Pani, ktora go znalazla: (022) 757 20 78, 0603635269. Piesek szuka swojego wlasciciela lub nowego domu. Bardzo prosze kontaktowac sie bezposrednio pod podane numery telefonow. Ja niestety nie posiadam wiecej informacji. Quote
Nalewka Posted January 27, 2007 Posted January 27, 2007 [LEFT]Czy wiadomo już, co się dzieje z wyżełkiem? [/LEFT] Quote
Nalewka Posted January 29, 2007 Posted January 29, 2007 Wiadomo, że: - pies ma 1,5 roku (wg. weterynarza, sprawdzone na podstawie stanu zębów) - jest maści bardzo ciemnej czekolady ze srebrem, lekko dropiaty, klasycznie, jak to wyżeł - jest już wielkości "docelowej" i sięga do połowy uda pani (nie zapytałam o wzrost pani :oops:), wagi nie znamy, ale sporo je i nadal jest szczupły - ma dostęp do suchej karmy non-stop i dostaje makaron albo kaszę z mięsem raz dziennie - został zaszczepiony p.wściekliźnie - jest bardzo miły i kochany, z kotem żyje w zgodzie, ale nie moga się dogadać z foxem, może z powodu charakteru foxa :) - pani opiekująca się psem ma z tym problem i chce go oddać do schroniska :( - za niedługo powinnam dostać adres strony, na której są umiszczone zdjęcia cdn. Quote
Nalewka Posted January 29, 2007 Posted January 29, 2007 Wiem jeszcze więcej: - pani, u której jest pies, jest zdesperowana, ma dość konfliktów między jej "stałym" psem, a tym znalezionym, potrzebuje więc znaleźć nowy dom dla wyżełka - zdjęć nie mam, zostały umieszczone na stronie www.czterylapy.pl, ale tam mam komunikat === www.czterylapy.pl Strona zawieszona do odwołania. Proszę o kontakt z biurem Internet Plus 0-34 366-88-22 Z uwagi na wiele zapytań informujemy, że sklep niebawem zostanie ponownie uruchomiony. === - innych ogłoszeń nie było, a szkoda, bo zgłoszen też nie było - pies jest szczupły, ale spory, bo do pół uda, a pani ma ok. 1,66 cm, więc w kłębie wychodzi ok. 60-70 cm, tak licząc przez telefon :) Wnioski: - zobaczyć, czy pies nie ma tatuażu (nie zapytałam, ale chyba pani by powiedziała, gdyby wiedziała?) - należałoby zrobić nowe zdjęcia - i zgłosić psa na wyżłowe strony Inna sprawa, że skoro nikt go nie szuka, nie daje ogłoszeń, to pies jest do adopcji, a nie do oddania dotychczasowym właścicielom. Jeszcze poszukam, czy ktoś nie zgłosił zaginięcia i dam znać. Quote
moniczka42 Posted January 29, 2007 Posted January 29, 2007 masz takie ogloszenie bo to inne 4 lapy. ten wyzelek jest tu: http://www.4lapy.pl/ogloszenia/pokaz.php?id_ogl=24283&id_kat=10 on musial zaginac komus okolo grudnia- z tego co wiem od pani- nim zostal przez nia przygarniety- blakal sie po konstancinie. niestety to nie moj:(((( Quote
*Gajowa* Posted January 29, 2007 Posted January 29, 2007 Czy reaguje na imię Tramp ? Widziałam ogłoszenie w Konstancinie o zaginionym wyżełku? Kiedy pies został znaleziony ? Quote
Nalewka Posted January 29, 2007 Posted January 29, 2007 Nie wiem ani kiedy dokładnie został znaleziony (pierwsze ogłoszenie - post dała 6 stycznia 2007 jakaś znajoma tej pani), ani czy reaguje na jakiekolwiek imię, bo tylko dzwoniłam do pani, żeby wyjasnić kilka spraw. Na razie pies został nazwany Rudym :) Pani razem z psem mieszka w oklicach Piaseczna, to stosunkowo niedaleko Konstancina, kto wie. może to ten? Ja na razie znalazłam tylko ogłoszenie o zaginionym dwulatku z okolic Płocka, ale trochę daleko, więc chyba to nie ten. Quote
moniczka42 Posted January 30, 2007 Posted January 30, 2007 nie ten:( w plocku zaginal moj. ten wyzelek byl znaleziony w konstancinie w grudniu Quote
*Gajowa* Posted January 30, 2007 Posted January 30, 2007 Ogłoszenie dziś jeszcze wisiało - dzwoniłam tam ale to nie ten pies. Ten zaginiony to staruszek i zgubił się 21.01. Quote
Nalewka Posted January 31, 2007 Posted January 31, 2007 Nadal jestem w kontakcie z panią opiekującą się tym psem, dziś wieczorem jadę go obejrzeć, kto wie, może to właśnie TEN jeden jedyny dla nas? :) Zobaczymy jak mu się spodobamy, czy będzie nas chciał tak, jak my chcemy jego. To przecie wybór w obie strony i na ładnych kilka lat :) Dam znać co i jak, kiedy wrócę ze spotkania z panią i psem. Quote
Nalewka Posted January 31, 2007 Posted January 31, 2007 Rudi (tymczasowe imię od Rudolfa) jest u nas w domu :) U pani pogadaliśmy o tym, skąd się u niej wziął, co lubi, a czego nie, czego się boi, jak i co je, jednym słowem o zwyczajach psa, podpisaliśmy dokument o przekazaniu psa, załadowaliśmy się do samochodu i - jesteśmy w domu. Ma coś z łapą, lekko kuleje, krzywo siedzi, może to łapa, może stawy, może biodro, jutro koniczny wet. Jest brudny jak nieboskie stworzenie, spał w garażu i cały dzień biegał po dworze, a jaka jest pogoda, każdy widzi po łapach swojego psa przyprowadzonego ze spaceru :) Jest uśmiechnięty, merda ogonem, opchnął pełna miskę chleba z masłem (!) i mięsem uduszonym w sosie (własnym, nie czosnkowym), suchej karmy (wałówka od pani) nie tknął, ciasteczek psich też nie ruszył. Za to sucha kiłbaska - jak najbardziej :D Ma własny dywanik, wie, że to jego, sam go znalazł i zaanektował od razu. Jest, oczywiście, najmądrzejszym psem na świecie i rozumie wszystko, co sie do niego mówi! Czcigodny Małżonek łazi z nim po całym mieszkaniu i gadają do siebie czyli trafiony - zaptopiony :D Jazda samochodem nie stanowi problemu, leży na tylnym siedzeniu i rusza się tylko, kiedy auto staje na światłach (czyli w mieście ciągle stoi :D) Najwększe psie zaskoczenie? Lustro w przedpokoju ma w sobie takiego samego psa, jak ja!!! Należy mu podać łapę i przyjaźnie do niego piszczeć, zapraszając do zabawy :D Zdjęcia mogę wysłać na maila, Quote
Nalewka Posted February 4, 2007 Posted February 4, 2007 No i mamy kolejny kłopot :( Rudolf prawdopodobnie ma padaczkę. Wczoraj po południu miał dziwny atak, sztywnienie ciała, drżenie mięśni, ślinotok, chyba utrata przytomności. Wezwałam pogotowie Psiego Losu, pies dostał kroplówkę, kilka zastrzyków, ma podłączony wenflon i teraz czekam na kolejny atak :( Pocieszające jest to, że ten drugi atak (a może kolejny, bo możliwe, że ta padaczka jest wrodzona i epizody mu się zdarzają od urodzenia, tylko ja o tym nie wiem, bo przecie pies jest u mnie dopiero czwarty dzień), a więc może drugi atak się w ogóle nie zdarzy i będzie dobrze. Może to tylko jednorazowa reakcja na stres zmiany miejsca, nowe warunki, codzienne jazdy samochodem i kolejne wizyty u weta. Niby dobrze to znosi, ale jest to ewidentny stres. A może atak zdarzy się dziś, jutro, albo za cztery lata? W każdej chwili. A ja muszę być do tego przygotowana, mieć ze sobą leki i umieć go ratować. A jeśli epizod się powtórzy, to podejrzenie padaczki zmieni się w pewność i do końca życia pies będzie brał proszki na wszelki wypadek, choć wcale nie jest powiedziane, że uchronią go one przed kolejnymi atakami. Mam żal do pani opiekującej się Rudolfem, że nie powiedziała mi ani o niedowładzie tylnej łapy, ani o atakach padaczkowych, a niemożliwe, żeby przez półtora miesiąca tego nie zauważyła. Jestem w kropce. Pewnie dlatego właściciele wywalili psa z domu. Rudolf ma skłonność do małych dzieci (takich w wózkach i + - do trzech lat), do ciemnych samochodów terenowych i do młodych mężczyzn, chętnie właziłby na kanapę, nie ma problemu z chodzeniem na smyczy, przy drzwiach łapie za smycz i niesie ją sobie w pysku, wnioskuję z tego, że wychował się w mieszkaniu, rodzinie z małym dzieckiem, miał pana i jeżdził dużym samochodem. Czy z niego go wyrzucono? No i jest chory. Czy dlatego nikt go nie szukał? Sytuacja na dziś: - robię po dwa zastrzyki dziennie ze środków przeciwzapalnych (podejrzenie problemów neurologicznych w łapie) - daję jedną tabletkę albo czopek dziennie (przeciw nawrotom padaczkowym) - zamiast kumpla i opiekuna mam w domu pacjenta - zdobywam nowy zawód psiej pielęgniarki, jeśli pojadę na działkę (na kompletnym zadup...iu), muszę umieć sobie radzić sama - wspomagam finansowo Psi Los (trzy wizyty w ciągu czterech dni), zaczynam mieć kłopot z pieniędzmi, tak dużych wydatów się nie spodziewałam - uczę się. Już wiem, że po kroplówce z m.inn. glukozą pies nie śpi wymęczony atakiem padaczkowym, tylko dostaje kopa energetycznego i chętnie zacząłby fruwać. Quote
Katcherine Posted February 4, 2007 Posted February 4, 2007 Nalewka- glowa do gory. Bedzie jeszcze kompanem... Adoptujac psiaka zawsze bieze sie ryzyko ze moze byc chory itd.Naszego Schroniskowego Dropka doprowadzalismy do stanu mlodego wyzla naprawde sporo czasu. Zrob zbiorke dla Rudiego, popros dogomaniakow o pomoc. Nie zostawaj z tym sama. Nie mozna sie dac dopasc rozzaleniu- ze mialo byc inaczej. Rudi jest u Ciebie- jest przepieknym psiakiem.Przytul sie do jego uszyskow, spojrzyj w oczy i powiedz sobie i jemu- WARTO. Trzymamy mocno kciuki za powrot do zdrowia. Quote
Nalewka Posted February 4, 2007 Posted February 4, 2007 Myślę i myślę, i wymyśliłam, że Rudolf jest psem po wypadku. Może z udziałem samochodu, może cegły, a może deski z gwoździem, co by to nie było, prawdopodobnie dostał w łeb i to spowodowało jakiś wylew czy udar, a to z kolei wywołało problem z niedowładem łapy. Dlaczego tak sądzę? Bo: - gdyby łapa była od urodzenia niewładna, to kości i / albo mięśnie byłyby niewykształcone albo w zaniku, a tak nie jest - gdyby padaczka wyszła wczesniej, właściciel wyrzuciłby psa już wtedy, nie czekał, aż pies dorośnie - częstym objawem wylewu jest niedowład kończyn - etiologia padaczki jest nieznana, więc równie dobrze może to być uraz czy uszkodzenie mózgu Co mi dają te wnioski? Nic, ale strasznie żal mi psia, bo jeśli tak rzeczywiście było, to ostatni czas był dla niego koszmarny. Wcale się nie dziwię, że całe dnie trzyma się mojej ręki, albo chociaż nogi, tuli, dotyka, pilnuje się, jak ufny szczeniak. On to dopiero jest wystraszony i niepewny, nie to co ja. Ale cierpliwości na razie mi nie brakuje. Katcherine, dzięki za słowa otuchy, bardzo mi teraz potrzebne wsparcie duchowe, bo moja wiara w to, że będzie dobrze mocno się chwieje. Quote
sylrwia Posted February 4, 2007 Posted February 4, 2007 Bądzmy dobrej myśli :lol: przecież leki mogą hamować ataki padaczkowe i może ich już nie być. On na pewno dlatego sie tak Ciebie trzyma bo boi się Ciebie stracić:roll: Quote
Katcherine Posted February 4, 2007 Posted February 4, 2007 Nalewko- nie poddawaj sie w sprawie tego noska. On naprawde czuje ze mu pomagasz i ze sie nim opiekujesz. Sama nie uwierzysz- ale on juz jest Twoj calym soba. Ja wiem ze czasami trudno jak wszystko sie spietrza- ale naprawde warto. i bedzie niedlugo kumplem, i obronca i przyjacielem.Jak tylko wydobrzeje. Quote
kinga Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Nalewko - melduję - wątek przeczytałam ;) teraz zostanie mi kibicowanie, zebyście wszyscy doszli do siebie jak najszybciej :lol: Quote
Nalewka Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Jesteśmy już niemal dwa tygodnie razem, Rudolf i ja. Czcigodny Małżonek był na tygodniowym wyjeździe, więc nic i nikt nie zakłócał nam idylli. Jest dobrze :) Pies jest w dobrym stanie, atak padaczki (?) się nie powtórzył (tfu, tfu, na psa urok), biega na długim spacerze bez smyczy i przychodzi na gwizdanie albo wołanie, no chyba, że jest tak zajęty bieganiem z kumplami, że naprawdę nie słyszy :D Nadal nie lubi psich smakołyków, ale dobre słowo i łagodna konsekwencja czynią cuda. Znamy już wiele ćwiczeń, chodzimy przy nodze, znamy kilka innych komend, jest coraz lepiej, tylko tłumaczyć trzeba wszytko od początku, bo pies chyba nigdy nie był niczego uczony. Teraz problemem okazało się wracanie po własnych śladach dookoła drzewka, czy innego słupka, żeby odsupłać zawiniętą na nim smycz. Nie rozumiem, po co pani mnie prowadzi tyłem, po co mam się kręcić dookoła własnej osi, po co mam iść lewą stroną drzewka, skoro mogę prawą. Nie mogę? No to stanę w miejscu i nie będę się ruszał, albo wezmę smyczkę w zęby i ją przegryzę, żeby mnie uwolniła :D Rudolf uwielbia jajka, chętnie wylizałby wszystkie skorupki po jajach do jajecznicy, a chleb w kostkę polany rozbełtanym jajem to delikates, pies mlaszcze, ćlamie i tylko oczy się mrużą z zachwytu. Mniaam :D Dziś w Wawie rano było ślisko jak na lodowisku, mam stłuczone kolano, obtartą łapkę, dziurę w spodniach i jestem wściekła na dozorcę!!! Ale za to jak już wywinęłam orła na chodniku, pies sprawdził się w roli opiekuna, wylizał mnie dokładnie i potem bardzo grzecznie zaprowadził do domu, co chwilę sprawdzając czy na pewno idę koło niego, wciąż na mnie patrzył i naprawdę pilnował, czym mnie totalnie zadziwił. Wczoraj zrobiłam kilka zdjęć na łączce, wkleję je niebawem :) I poprosiłam autorkę tego wątku o zmianę tematu, bo ten "Mlody wyzel szuka wlasciciela lub nowego domu" wprowadza w błąd. Na razie się nie odezwała :( cdn. Quote
samoglow Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Troche sledze losy wyzelkow, zwlaszcza pieskow od Kingi i trafilam na Twoja historie. Padaczka - to problem, z ktorym walczylam prawie 13 lat. Pewnie ze 12 lat temu przygarnelam z ulicy suczke, ktora miala wtedy okolo roku. Zdrowiutka byla i w dobrej kondycji. Wygladalo, ze ktos ja wywalil, bo mu nie wyszedl ON tylko kundelek. Dopiero po roku okazalo sie, ze ma padaczke. Po roku! Od tego czasu nasza Maja dostawala 2 leki: Amizepin i Mizodin, dwa razy dziennie, a dla ochrony watroby 2 Sylimarole. czasem dlugo nie miewala atakow, a czasem ze 3 razy dziennie. Nie jest to mily widok, czasem puszczaja zwieracze, trzeba sprzatac, a pies po ataku dostaje napadow glodu i biega jak zwariowany. Zauwazylismy, ze ataki nasilaja sie po stresie, ale takze po zjedzeniu czegos malo dla psow zdrowego - slodycze wykluczone! A takze po zjedzeniu zbyt duzej ilosci kostek! Wet nam powiedzial, ze czasem padaczka uspakaja sie jesli pies psychicznie czuje sie w domu pewnie, ale zna swoje miejsce w szeregu, wtedy jakby ten watek psychologiczny znika. Pisze Ci o tym szczerze nie po to, aby straszyc, ale po to, aby Cie zapewnic, ze padaczka choc przykra nie przeszkadzala Mai w normalnym zyciu, ze jezdzila z nami na wakacje, a kochalismy ja jeszcze bardziej, niz gdyby byla zdrowa. czasem smiaalam sie z meza, ze ma swoja wlasna mala coreczke, tylko dla siebie, tak byl z psina zwiazany i chyba tez dlatego, ze bylo Mu jej zal. padaczki nie da sie wyleczyc, ale da sie z nia zyc. Zycze wan wszystkim powodzenia, a psisko jest wyjatkowo piekne! ;) Nalewka napisał(a):Myślę i myślę, i wymyśliłam, że Rudolf jest psem po wypadku. Może z udziałem samochodu, może cegły, a może deski z gwoździem, co by to nie było, prawdopodobnie dostał w łeb i to spowodowało jakiś wylew czy udar, a to z kolei wywołało problem z niedowładem łapy. Dlaczego tak sądzę? Bo: - gdyby łapa była od urodzenia niewładna, to kości i / albo mięśnie byłyby niewykształcone albo w zaniku, a tak nie jest - gdyby padaczka wyszła wczesniej, właściciel wyrzuciłby psa już wtedy, nie czekał, aż pies dorośnie - częstym objawem wylewu jest niedowład kończyn - etiologia padaczki jest nieznana, więc równie dobrze może to być uraz czy uszkodzenie mózgu Co mi dają te wnioski? Nic, ale strasznie żal mi psia, bo jeśli tak rzeczywiście było, to ostatni czas był dla niego koszmarny. Wcale się nie dziwię, że całe dnie trzyma się mojej ręki, albo chociaż nogi, tuli, dotyka, pilnuje się, jak ufny szczeniak. On to dopiero jest wystraszony i niepewny, nie to co ja. Ale cierpliwości na razie mi nie brakuje. Katcherine, dzięki za słowa otuchy, bardzo mi teraz potrzebne wsparcie duchowe, bo moja wiara w to, że będzie dobrze mocno się chwieje. Quote
Saskja Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Piekne to wszystko i ciepło się robi na sercu dzięki takim Nalewkom! Quote
Nalewka Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Samoglow, dziękuję, że to napisałaś i nawet nie pomyślałam, że straszysz. Im więcej znamy faktów i różnych doświadczeń, im więcej wiemy, tym łatwiej nam się żyje, bo lepiej mogę zająć się psem, jego leczeniem, a w końcu wiem, czego mogę się spodziewać. Może będzie inaczej, może wszystko pójdzie dobrze, albo odwrotnie, wszystko pójdzie źle, ale będę na to przygotowana. Saskja, miło mi. Jak się nad tym zastanowiłam, to wyszło mi, że pisuję tu po to, żeby ktoś, komu przydarzy się coś podobnego i będzie szukał w internecie informacji czy wsparcia, nie wpadał w panikę, nie załamywał rąk, nie psioczył na los, czy złych ludzi. Pozdrawiam szczerze, psiowo i uszato :D I zapraszam do galerii Rudolfa, zdjęcia właśnie się wklejają i jeśli wszystko pójdzie tak, jak mi się wydaje, to będą tutaj: http://www.dogomania.pl/gallery/198-3.html :) Quote
tanitka Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Nalewko, a ja ci życzę morza psiej miłości, a padaczka? no cóż, da sie z nia żyć:lol: trzymajcie sie!!! Quote
samoglow Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 te zdjecia w galerii i super psiak. :loveu: Zobaczysz, ze wszystko sie dobrze ulozy, a przy odrobinie szczescia omina Was nasze przejscia:p Trzymamy kciuki ! Gocha, Marcin i Hipis (nastepca Mai ,tez przygarniety z ulicy)[quote name='Nalewka']Samoglow, dziękuję, że to napisałaś i nawet nie pomyślałam, że straszysz. Im więcej znamy faktów i różnych doświadczeń, im więcej wiemy, tym łatwiej nam się żyje, bo lepiej mogę zająć się psem, jego leczeniem, a w końcu wiem, czego mogę się spodziewać. Może będzie inaczej, może wszystko pójdzie dobrze, albo odwrotnie, wszystko pójdzie źle, ale będę na to przygotowana. Saskja, miło mi. Jak się nad tym zastanowiłam, to wyszło mi, że pisuję tu po to, żeby ktoś, komu przydarzy się coś podobnego i będzie szukał w internecie informacji czy wsparcia, nie wpadał w panikę, nie załamywał rąk, nie psioczył na los, czy złych ludzi. Pozdrawiam szczerze, psiowo i uszato :D I zapraszam do galerii Rudolfa, zdjęcia właśnie się wklejają i jeśli wszystko pójdzie tak, jak mi się wydaje, to będą tutaj: http://www.dogomania.pl/gallery/198-3.html :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.