Jump to content
Dogomania

Furie

Members
  • Posts

    520
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Furie

  1. Wydaje mi się, że takim zachowaniem wzmacniasz lęk. Nam, ludziom się wydaje, że jak pogłaszczemy pieska, kiedy się boi, zatrzymamy się, weźmiemy na ręce, pogadamy do niego ciepło i miło, to on zrozumie, że my mu właśnie tłumaczymy że nic się nie dzieje. A pies to "czyta" na odwrót: że skoro pańcia się roztkliwia, to znaczy że się dzieje, ojj, strasznie. Mało tego - czekając 10 minut aż pies się "pozbiera" sprawiasz, że on przez 10 minut przeżywa dyskomfort, zamiast załatwić temat od ręki. Ja w takich sytuacjach mówię normalnym głosem "idziemy" (nic więcej) i idę niewzruszona. PLZ potraktuj to tak jak napisałam, czyli "ja i mój pies", moje doświadczenie, a nie rada do zastosowania u Ciebie. Ja mojego psa widzę, umiem go czytać. Wiem na co sobie mogę pozwolić, żeby było OK, czego nie mogę powiedzieć o Twoim psie. W takiej sytuacji najlepiej mieć obok fachowca, który Ci podpowie. Zdecydowanie stawiałabym na porządnych trenerów, a nie na behawiorystów. Być może to jest powodem, że nie masz odpowiedzi. Są sytuacje, w których można komuś wyświadczyć niedźwiedzią przysługę. W temacie lękliwości, mogę Ci jeszcze polecić lekturę "Strachopies" i "Pies, który kochał zbyt mocno". Co do kontaktu, budowania więzi - spróbuj sobie wyszukać wątki pozakładane przez Jowitę. Były porady na podobny temat - może uda Ci się znaleźć wskazówki dla siebie.
  2. Poczekajmy na Berek - może zechce rozwinąć. Ja w jej głowie nie siedzę, ani nie mam jej doświadczenia, więc jej nie wyręczę ;) Jedno co zauważyłam, to że jak coś pisze, to ma ku temu przesłanki, więc sama jestem zainteresowana. Ale że napisałaś ogólnie "czy psy mogą ...", to odpisałam, że tak mogą, bo nie wiem z kim piszę i czy to było na serio, czy żartobliwie, czy uszczypliwie, czy jeszcze inaczej ;) Jagów nie ruszałam.
  3. Ja akurat trenuję IPO. Cóż, troszkę się różni od OBI czy AGI ;) https://www.youtube.com/watch?v=x6w_o5OTvQQ Dog193, miałam na myśli ogólną prawidłowość, tj. że agresja jest czynnikiem podlegającym dziedziczeniu. W tym kontekście się odniosłam. Ogólnym, nie jagów.
  4. ... tylko na rozumienie istoty popędów i mówiąc kolokwialnie "działania psa" , np. będącego pod wpływem skrajnie silnego pobudzenia ;) Tak, z tego co mi wiadomo podlega dziedziczeniu. Podobnie jak lękliwość. Ja bym to okresliła jako fundament. Socjal, wychowanie, szkolenie jest jak budowanie na tym genetycznym fundamencie. A z wrażliwością jest tak jak pisze Berek, przy czym co do definicji, wolałabym to zostawić bardziej doświadczonym, co to trafniej to ubiorą w słowa.
  5. Jowita, masz absolutną rację. Mi chodziło o umiejętność rozróżnienia na forum w czyje porady na forum się zagłębić, a które sobie odpuścić - jak już jesteśmy na forum i mówimy o forum ;) A i tak trener zawsze powinien być podstawą. Ale tu nikt w żadnym miejscu nie napisał o "kopaniu prądem psa, który ma w dupie przewodnika ..." tylko o UMIEJĘTNYM zastosowaniu OE pod okiem wykwalifikowanej osoby. Diabeł tkwi w szczegółach i ... czytaniu ze zrozumieniem (że tak się z lekka na koniec wyzłośliwię ;) )
  6. Dlatego umiejętność oddzielania ziarna od plew - BEZCENNA :D Święte słowa. Serce rośnie :)
  7. M.in. dlatego, że wzięłaś sobie do serca porady doświadczonych osób, którym z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, próbuje się tutaj udowodnić coś, co mówiąc delikatnie jest dalece niestosowne i nietaktowne. Osobiście - nie ogarniam tej kuwety ... A Berek, Sowę i Cavecanem podziwiam za cierpliwość.
  8. Wobec tego jak się odwołuje wyżły od zwierzyny? Gwizdkiem? Czy są w ogóle nieodwoływalne? ;) Btw, każdy posiadacz maliniaka powiedziałby o sile popędów swojego psa dokładnie to samo, tyle że mocniej i bardziej ;)
  9. OK, w porządku, jest narzędziem. Ale uważam, że w przypadku założycielki wątku najpierw należałoby porządnie i skutecznie zrobić przywołanie głosowe, a dopiero później sięgać po cokolwiek innego. Ucząc się pracy z psem / wychowania psa, człowiek sam musi się nauczyć posługiwania narzędziami. Idąc tropem: głosowo się nie udało, sięgnę po gwizdek, jak się nie uda, to sięgnę po OE, łatwo można dojść do momentu, w którym się stanie przed faktem, że i OE nie pomogło. Dlaczego? Bo korzystając z narzędzi za każdym razem popełniało się ten sam błąd / zestaw błędów. Poza tym istota działania OE i gwizdka, moim zdaniem, jest zupełnie inna, przy czym gwizdka i głosu - identyczna. Więc skoro u Krulindrii nie działa komenda głosowa (bo najpewniej gdzieś popełnia błąd), to gwizdek tym bardziej nie zadziała, a już tym bardziej tym bardziej ;) kiedy jej pies pójdzie za zwierzyną (czyli dochodzi popęd, by nie powiedzieć amok). Więc po co mnożyć byty i mieszać Krulindrii w głowie. Przyjmuję DW gwizdek jako narzędzie pracy, ale w tym konkretnym przypadku (jej pies), jak i w kontekście pokazanym na filmiku, uważam że jest to gadżet. A i pies, który nie ma podstaw posłuszeństwa - przywołania nie powinien oddalać się od przewodnika poza zasięg głosu.
  10. Krulindra, nie denerwuj się, tylko wyłów z tego co wartościowe, bo są tu takie porady :) Napiszę wprost: to co ma nad wypowiedzią nick: Sowa, Cavecanem albo Berek jest mądre, warte przemyślenia i zastosowania, albo dopytania o szczegóły, jeśli jest niezrozumiałe. Sorry ale innej opcji nie ma. Niezbyt rozumiem ludzi, którzy próbują polemizować z osobami o tych nickach i udowadniać wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkanocy. Minimum instynktu samozachowawczego i pokory by się przydało. Osobiście wolałabym wykorzystać wiedzę, doświadczenie tych osób, ich czas i ochotę do pisania na forum niż próbować im cokolwiek udowadniać. To trochę tak, jakby wyjść na ulicę i zacząć głosić że ziemia jest płaska ;) A_niusia, z całym szacunkiem do Ciebie i Twoich wyżłów (życzę zdrowia, sukcesów i oby jak najlepiej Wam się wiodło), ale niechby Cavecanem dzisiaj miała w domu kumkające żaby zamiast psów, to i tak ma rację w tym co pisze. Na pewnym stopniu "wtajemniczenia" (czyt.: doświadczenia) można pisać, choćby o wyżłach, mając w domu cattle dogi i w temacie tych wyżłów, tudzież ogólnych prawidłowości w kontekście wyżłów mieć rację. Kwestia tego co się robi, jak intensywnie się robi, jak dobrego ma się mentora i jeszcze kilku czynników (nie sposób wymienić wszystkich). Niestety, mając w domu psy, przez całe życie od dzieciaka, można nigdy nie zgłębić tego, co osoby, z którymi próbujesz polemizować. Więc PLZ, nie krzycz, tylko pytaj i czytaj ;) Btw., sądzę że i Ty dużo więcej byś skorzystała, jakbyś się zainteresowała z kim piszesz, co te osoby robią, jeśli masz wątpliwości co do ich kompetencji, choć po Twoim "machaniu szabelką" nie wydaje mi się aby chciały się odsłaniać. Co do chęci współpracy, to jak zinterpretować chociażby zachowanie 8 tyg. szczeniaka malinois, który sam z siebie, zaraz po przywiezieniu do chaty pałęta mi się przy nogach z główką zadartą do góry i przekręconą w prawo? I nie trzeba go zachęcać ani do zabawy, ani do ćwiczenia? Przy okazji pochodzi z hodowli, która słynie z psów do roboty? A na wypracowanie czegokolwiek ze mną w dniu przywiezienia, to chyba jeszcze trochę za wcześnie ;) Co do filmiku wklejonego gdzieś kilka stron wcześniej - nie przekonuje mnie nic a nic, właśnie z tego powodu co pisała Berek i sorry, ale nie ma innej opcji udowodnienia skuteczności własnej pracy jak pokazanie wykonania komendy przy skrajnym rozproszeniu, w tym przypadku w postaci zwierzyny. Co do OE, o które pytała Krulindra - osobiście nie stosowałam, z kilku powodów: wiem, że jest OK tylko jeśli się ją umie zastosować. Ja tego póki co nie wiem, więc na razie nie tykam. Póki co chwilowo mnie na nią nie stać, bo jak już coś kupuję, to zwyczajowo nowe i z wyższej półki (teraz wolę wydać tę kasę na treningi i w końcu zacząć startować), więc i mojemu trenerowi nie mam co tyłka zawracać przeszkoleniem z OE, bo i tak pozapominam, zresztą na placu i bez tego mamy co robić. Wspomniałam o OE, bo dość dobrze znam osoby, które stosują. Są to ludzie z moich kręgów, sprawdzeni, którym ufam, dlatego pozwoliłam sobie podzielić się pozytywną opinią, z jednoczesnym zwróceniem uwagi na prawidłowe stosowanie. Na pewno przy wyborze trenera odpuściłabym sobie wszystko, co leżało koło Wesołej Łapki i innych pseudo treserów po weekendowych kursikach. Natomiast co do gwizdka - w Twoim przypadku Krulindra, uważam że dobrze byłoby najpierw wypracować dobre przywołanie na komendę głosową, aniżeli sięgać po gadżet. Jeśli do tej pory Ci się nie udało i uważasz, że dotychczasowa komenda jest spalona - wybierz nową i zacznij od początku, najlepiej pod okiem fachowca, takiego co ma doświadczenie w: sporcie, ratownictwie, psach myśliwskich. Radzę trzymać się z dala od wszelkich szkółek co to w nazwie mają "pozytywny" albo "bez kolców", bo to amatorzy, z kupionym papierkiem, po kilku zjazdach, ew. dodatkowo kilku godzinach praktyk w schronie. Kompetencje weryfikuje praca, prawdziwa ciężka praca, poparta osiągnięciami na zawodach. We wszystkich dziedzinach, które wymieniłam: sport, ratownictwo, psy myśliwskie się takowe organizuje. Z naciskiem na słowo ZAWODY, bo egzaminy (zwłaszcza te wymagane do hodowlanki) to z reguły również pic na wodę. Bez powyższych osiągnięć, to czysta pierdologia, więc nie daj się nabrać. O qrw@, miało być zwięźle, a wyszło jak zawsze :P Cavecanem - popłakałam się ze śmiechu na te różowe stringi, ale tak - przesłanie zrozumiałam i w pełni się zgadzam.
  11. Furie

    Syberian Husky

    Do tych wydatków jeszcze akcesoria, zabawki, suplementy, gryzaki, odrobaczanie, zabezpieczenie p. pchłom i kleszczom, badanie krwi, kału, moczu też warto ze 2 x w roku zrobić ... Z tego co wiem potrzebują dużo ruchu, a niewybiegane mają tendencję do ucieczek. Pewnie że raz nie zawsze, ale oby przysłowiowy raz nie stał się normą. Osobiście, w takim układzie zdecydowałabym się na mniej ruchliwego psa.
  12. Małpa, przepraszam że nie odpisuję stricte w temacie o który pytasz, ale ... Próbowałaś bardziej klasycznych metod nauki zostawania samemu? Małymi, dosłownie mikroskopijnymi kroczkami? Miałaś może okazję czytać "Strachopies" ? Zauważyłam taki trend, że behawioryści lubią polecać różne "gadżety" jako panaceum na całe zło , kiedy efekt można osiągnąć pracą, tylko trzeba wiedzieć jak. Nie tylko znać metodę /-y (miks metod), ale jeszcze wiedzieć jak jej / ich użyć i prawidłowo czytać psa (w tym przypadku np. jak chodzi o granice, które w trakcie odwrażliwiania powoli przesuwasz). Nie oceniam ani Ciebie, ani Twojego psa, bo Was nie znam, więc absolutnie nie odbieraj tego posta jako krytyki.
  13. Raczej tandetna :P "Weekendowych" treserów też wypuszczają :D ;) :D ;) Więc z dala, radzę z dala !
  14. Bo chyba taka jest idea forum, żeby się wymieniać poglądami na argumenty, a nie toczyć pianę i pomyje wylewać ;) Bo kolczatka dla zasady, zawsze i wszędzie to też nie jest dobra droga. Kolczatka to narzędzie treningowe, które należy używać z głową. Ale odżegnywanie się, że to samo zło to już bezsensowne przegięcie w drugą stronę. A w szkoleniu psów, jak w życiu - w jednym i drugim jest potrzebny zdrowy umiar i trzeźwa ocena faktów. Pewnie, że się da i na pewno lepsza taka szkółka niż faszyści - sadyści ;) No właśnie - umiejętność samodzielnego myślenia, wzorce z domu, szukanie, weryfikowanie i jeszcze raz samodzielne myślenie. I właśnie w tym momencie rodzi się we mnie solidny sprzeciw, a to dlatego, że oczekiwałabym, aby ktoś, kto profesjonalnie się czymś zajmuje, legitymował się większą wiedzą, doświadczeniem i wyczuciem niż ktoś, kto to robi hobbystycznie. No sorry, ale nie po to daję auto do mechanika, żeby mi potem kolega na domowym kanale poprawiał, nie po to idę do fryzjera, żeby sobie grzywkę docinać przed lustrem, do dentysty, żeby go edukować że w trakcie kanałówki należy wykonać 3 zdjęcia RTG :-/ To samo z psami. Po to idę na szkolenie, żeby to co tam się dowiaduje było skuteczne, żebym nie musiała szukać dalej i eksperymentować, co zadziała tylko mogła się trzymać jednego, spójnego programu szkoleniowego. Żebym kończąc przedszkole albo kurs podstawowy mogła iść dalej i KONTYNUOWAĆ szkolenie swojego psa, np. w sporcie, a nie przez X czasu odkręcać błędy popełnione w poprzedniej szkółce. Co do samej Łapki, pół biedy jeśli trafia się ogarnięty przewodnik, jak przedmówczyni, co to ma swój rozum, wzorce z domu i szerokie horyzonty. Gorzej jak ktoś jest zupełnie zielony i idzie z pełnym zaufaniem. A właśnie to powinno być normą: skoro idę do profesjonalisty, to nie muszę się znać, bo profesjonaliście można ufać. Pół biedy, jak trafia się łatwy i bezproblemowy pies. Gorzej jak przychodzi nerwowy czy agresywny, na dodatek z nieogarniętym przewodnikiem.
  15. My w tym roku pierwszy raz testujemy obrożę Scalibor (z deltametryną).
  16. Mam tego pełną świadomość i właśnie do tego piję, że szkoleniem psów, zawodowo, powinni zajmować się WYŁĄCZNIE ludzie, którzy myślą, mają tę wiedzę, wyczucie, doświadczenie i umieją je przekazać swoim kursantom w sposób zrozumiały i odpowiedzialny, tzn. taki, aby po zejściu z placu, pomiędzy jednym a drugim spotkaniem człowiek umiał sobie radzić sam z własnym psem. Widziałam sporo przypadków ludzi, którzy trafili na plac, bo sobie nie radzili, a po mądrze i odpowiedzialnie prowadzonych zajęciach, połączonych z pracą własną, zgodnie z otrzymanymi wskazówkami, wszystko zaczynało się układać. Także wiem że można. Oczywiście jest i druga strona medalu, czyli szkoleniowcy, którym się tylko wydaje że wiedzą i umieją, a tak naprawdę igrają z ogniem i spod ich ręki wychodzą "przekręcone" psy. Także jakby co, nie mam klapek na oczach ;) I mam świadomość, że laikowi może być bardzo trudno ocenić i wybrać dobrze.
  17. Zgadza się. OE to nie jest koniec świata, przy czym po pierwsze dobra OE trochę kosztuje, po drugie - trzeba wiedzieć jak się tym posługiwać, po trzecie (zważywszy na "po drugie") nie powinno się uczyć obsługi OE samemu, a pod okiem dobrego trenera (bynajmniej nie pod okiem "nawróconego" twórcy pozytywizmu). Tak czy siak, WARTO. Zdecydowanie bardziej wolę OE od rozjechanego albo zastrzelonego psa.
  18. Metoda do konkretnego psa - to jedno. Ale mi chodziło o coś jeszcze innego: o nauczenie przewodnika właściwego stosowania metody: ogarnięcia się, koncentracji, właściwej koordynacji ruchowej, bycia dla psa atrakcyjnym w praktyce a nie tylko w teorii, bycia zdecydowanym i "pozbieranym", a nie rozlazłym i bez wyrazu. Patrząc na filmiki łapkowe, tam jest totalne zaprzeczenie tego o czym piszę. Instruktorzy się motają, wykonują całe mnóstwo niepotrzebnych ruchów, wypowiadają całe mnóstwo niepotrzebnych słów, sesja treningowa się wlecze jak flaki z olejem, pies jest przygaszony i niezbyt zainteresowany (jak filmik jest z salki) albo zainteresowany wszystkim tylko nie przewodnikiem (jak filmik jest na dworze). A przy tym ćwiczą niechlujnie i niedokładnie. A słowo "popęd" to się rzeczonym instruktorom kojarzy chyba tylko z diabłem wcielonym albo z lekcjami przystosowania do życia w rodzinie, prowadzonymi przez katechetkę :D Dla psa - nuda. Ludziom się wydaje, że co to za filozofia kliknąć i podać smaczek, albo pobawić się z psem szarpakiem. A tu się okazuje, że jednak.
  19. No to od tego jest trener, żeby tym "człowiekiem-dupą" tak pokierować, żeby się ogarnął. U nas na placu, tzn. tam gdzie ćwiczę jakoś o dziwo wszyscy się jakoś "od-dupiają" i "od-mulają". SZPiLKA, "człowiek-dupa" to absolutnie nie jest wycieczka personalna do kolegi, żebyś tak tego nie odebrała.
  20. Obawiam się, że właśnie tak jak piszesz, takim ludziom dać namiary to jak walić grochem w ścianę. Ja tam uważam, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie i jedyną metodą na sprawców tego całego bałaganu, czyli twórców "pozytywizmu" , a więc mylnego rozumienia tego co jest dobre dla psa no i zwolenników tej filozofii, można "pokonać" tylko ich własną bronią, a więc gadanym, gadanym i jeszcze raz gadanym ;) Takim na argumenty. Wolno bo wolno, ale coś tam się chyba zmienia. Co do STORAT-u widziałam że macie w Rzeszowie. Super :) Przeglądałam stronę. Podoba mi się to co piszą i to jak piszą - żadnego owijania w bawełnę, prosto z mostu: nastaw się na ostry zapi..l, a na dzień dobry pies musi przejść testy, bo bez tego ani rusz :) Podpytaj ich koniecznie przed zakupem psa czym się kierować przy wyborze i jak go później wychowywać. Bardzo ciekawa dziedzina, ale nie będę za wiele komentować, bo nigdy nie trenowałam ;)
  21. Oj tam, zaraz wyrocznią. Specjalnie Cie wywołałam, bo wydaje mi się że myślimy dość podobnie :) Też sie nie uważam za żadną wyrocznię, raczej za początkującą w sporcie, która kiedyś, na początku dała się zwieść temu marketingowemu bełkotowi "pozytywizmu" i trochę pobłądziła, na szczęście w porę się odnalazła. Więc jak widzę kogoś o podobnym podejściu, to się cieszę i piszę, a nie że wchodzę na forum tylko żeby krytykować :) Jaki tytuł nosi wątek każdy widzi, więc niech ludzie czytają i wyciągają wnioski :D
  22. Z głaskaniem przez obcych, nawet po podaniu smaczka byłabym ostrożna. Nie każdy pies jest taki, że dasz mu smaczka i już możesz z nim zrobić co tam sobie chcesz. Na pewno należy się wystrzegać nachalności, pochylania się nad psem, osaczania (typu mały pies i ręce, z każdej strony ręce), głaskania od góry, po głowie. Osobiście znam 2 metody postępowania z tego typu psami, przy czym nie chciałabym tu doradzać żadnej, bo to łatwo przez forum powiedzieć, a jak metoda się nie sprawdzi do danego psa, albo metoda będzie OK, ale człowiek ją źle zastosuje, to można tylko pogłębić problem i zostać z przysłowiową ręką w nocniku. Z Wrocławia kojarzę fajną szkołę Agility de Luks: http://www.agilitydeluks.republika.pl/kontakt.html Osobiście do niej nie uczęszczałam, ale wśród znajomych z Wrocka ma fajne opinie. Mam jeszcze 1 pomysł, kto mógłby i bez dwóch zdań ma rewelacyjną rękę do psów, zwłaszcza trudnych. Tylko najpierw muszę zapytać, czy byłaby możliwość, czas i wolne miejsca, bo celem zajęć jakby nie było są zajęcia sportowe. Ja do tej osoby przez pół Polski jeżdżę :)
  23. Ja od siebie dodam tylko w temacie samochodu, czując się poniekąd wywołana do tablicy ;) Spike, masz absolutną rację !! Wszystko trzeba z głową!! Oczywiście, że nigdy w upale i nigdy nie na długo. Pies jest nauczony zostawania w aucie i czuje się w nim bezpiecznie. Traktuje je jak kennel, a więc miejsce do odpoczynku, gdyż właśnie w aucie zwyczajowo odpoczywa pomiędzy wejściami na plac (które kocha) na weekendach treningowych, albo w polu, kiedy ja układam mu ślad (i tu również - nigdy w słońcu) . Więc odpoczynek w aucie zwiastuje coś fajnego. No i baaaardzo dużo razem jeździmy. Faktycznie, zboczyliśmy trochę z tematu złodziejstwa, choć jakby nie było moje auto to mój patent żeby mi psa spod sklepu nie ukradli ;)
  24. SZPiLKA23, a może tutaj ? : http://www.gallager.pl/moja_pasja/index.php?p=Kontakt (choć to niestety jakieś 50 km od Rzeszowa). Nie wiem, na ile aktualne, tzn. czy dalej szkolą, bo z tego co widzę, to aktualizacje www są sprzed dobrych kilku lat :( Ale "mój nos" mi podpowiada, że warto sprawdzić ten trop. Jeśli chcesz wiedzieć czemu - zapraszam na PW :) Jeśli chcesz, to mogę też sprawdzić aktualność oferty szkoleniowej. W dziale Przyjaciele znajdziesz Agnieszkę i link do jej strony. Agnieszka jest z kolei Przewodniczącą OKSP O/Rzeszów, Asystentem Prób Pracy Psów Towarzyszących i Obrończych, instruktorem szkolenia psów towarzyszących i prowadzącą szkolenia w ramach OKSP Rzeszów. Tu masz link do strony OKSP Rzeszów: http://oksp.rzeszow.pl/onas.html Agnieszkę kojarzę jako zawodniczkę, niestety nie znam jej osobiście. No i poczekajmy na opinię Diabelkowa :)
  25. No takie odstępstwo od reguły, przy wzmożonej czujności właściciela jestem w stanie zrozumieć, choć sama Furie nigdy nie zostawię, bo się do tego najzwyczajniej nie nadaje. No i wszędzie jeżdżę samochodem, więc jak chcę połączyć socjal z miastem z zakupami, to kiedy ja w sklepie - pies w aucie, potem w aucie lądują zakupy, a pies idzie na spacer :) Zgadzam się z "(...) i tak w koło macieju ;)
×
×
  • Create New...