Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. bo ja mam taki syfiasty aparat, że te zdjęcia wszystkie wychodzą na jedno kopyto :( już TŻ ma lepszy w telefonie :D dziś nie będzie fot, bo już długacz po krzaczorach zaliczony, ale jutro podwędzę TŻ-towi telefon :D
  2. [quote name='Unbelievable']omatko. Jak ja lubię, jak na temat szkolenia próbują się mądrzyć osoby, które z tego co same piszą, wcale tego szkolenia i psa nie rozumieją ;) tak jak nie rozumieją co znaczy awersja, wzmocnienie pozytywne, wzmocnienie negatywne, i inne takie, różnica między psem nadpobudliwym a rozwydrzonym, nie znającym granic i nie potrafiącym się wyciszyć samemu, różnica między psem uciekającym bo nikt nie nauczył go właściwie przychodzenia na zawołanie, i w sumie to nie mającym więzi z właścicielem, a psem uciekającym bo nie może wytrzymać, różnica między PRACĄ a robieniem głupich sztuczek, między właściwym używaniem kolczatki, a używaniu na oślep bez odpowiedniej wiedzy (i piesek nie reaguje bo to nie metoda dla niego! :< ), et cetera. Kurdę, chyba za dużą swobodę na tym forum wprowadzono w jakiś sposób :diabloti: nie pamiętam żebym ja się w takie dyskusje wcinała jak Gram miał rok czy dwa lata, i dyskutowała o PRACY i AWERSJI, chyba mimo 15 czy 16 lat miałam więcej pokory : P i jak mi ktoś coś mądrego pisał, to chociaż się nad tym zastanawiałam, z resztą nadal tak jest ;) przy czym nie mówię, że ja jestem mistrzem świata, i rozgryzę wszystkie umysły :grins: gdyby tak było, to już bym swoją szkółkę zakładała. Po prostu lubię rozumieć z czym mam do czynienia na co dzień.[/QUOTE] ale sobie dopowiadasz. nikt nie napisał, że używa kolczatki (choć nie umie), a ona na psa nie działa. nie było absolutnie żadnego posta pt. "na mojego psa nie działają kolce, próbowałam". nikt też nie zakwestionował niczyjej wiedzy, bo ja - jako laik - biorę do siebie wszystko z różnych stron i analizuję, w którą stronę pójdę z psem. proponuję zatem, żeby zapobiec 'samowolce' na forum, zrobić aplikację do przesyłania CV z dokonaniami na płaszczyźnie psiego wychowania, a potem moderatorki ocenią, czy ktoś jest godzien dyskusji na forum.
  3. [quote name='*Monia*']A co jeśli akurat nie będzie saszetki, a psa będziesz chciała przywołać? W takim wypadku jak opisujesz warunkujesz mu przychodzenie na dźwięk otwierania saszetki, a później bez saszetki ani rusz. Popełniłam ten sam błąd, tylko w naszym przypadku był to szelest folii i "chodź masz". Później odkręcania trochę było, bo suk miała moje gadanie gdzieś i dopiero folia (przekupstwo) nakierowywała ją na mnie i na to co oferuję. A jak wiadomo torebkę łatwo zgubić, więc trzeba było przerzucić się na noszenie smaków w kieszeniach i uczyć że przychodzimy na wołanie i wtedy smakołyk. Druga sucz za to miała w nosie wszelkie jedzenie i zabawki i w jej przypadku tylko przywiązanie do mnie powodowało że się słuchała i to wbrew pozorom z nią miałam dużo więcej problemów i o wiele więcej się nakombinowałam żeby cokolwiek osiągnąć. [/QUOTE] on ma takich słów-kluczy kilka. jest "co ja mam?", "chodź dam pieskowi", jest "oooooch", takie na zasadzie "och jakie pięknie ciasto mi wyszło" :diabloti: i MMMM... jak przy rozkoszowaniu się jedzeniem. ćwiczyłam to tak, że jak dostawał coś naprawdę super, to stękałam nad tym i strasznie go nakręcałam, a teraz reaguje na samo te MMMM...budzi się choćby z twardego snu i leci do mnie z przekrzywionym łbem. jak nie będzie saszetki, to jest ten awaryjniak dźwiękowy - trudno, raz go oszukam, ale nie zdarzyło się, żeby na to nie przylazł. poza tym ja go nie puszczam zawsze - jak to już jest spacer, na którym "przewidziano spuszczenie" :D (czyli jest strategiczna godzina albo bezpieczne miejsce), to ZAWSZE mam coś dla niego. w ostateczności go oszukam raz :) on nie lubi psów wybiórczo, zdarza mu się chamsko zaatakować - może nie 'na śmierć', ale popsztykał się nieraz z jakimiś podchodzącymi burkami. tylko duże suki akceptuje - i to nie wszystkie. teraz mnie dogomaniacy zjadą za 'brak wyobraźni' :diabloti: ale spuszczam go codziennie przynajmniej na moment. raz, że mam przywoływacz, dwa, że widzę psa, zanim on się skapnie :D posiadanie takiego 'słodziaka' uczy otwartych oczu i szybkości reakcji - to fakt. nie puszczam go jednak na obcym terenie, na "psich" terenach (tam jest linka i kontrolowane podchodzenie), ale litości - w lesie? :roll: który mam 3min od domu?
  4. ej, ale ja nie mówię o swoim psie :D bo mój przybiega w 99% (ten 1% to dzikie zwierzaki w krzakach albo PSY :roll: ale nad tym praca to zupełnie inny temat, bo on głuchnie przy psach na KAŻDĄ komendę, na razie go uczę siadać na dupie przy przechodzącym psie, wałkujemy non stop i są postępy) a odnośnie przywoływania, to się nauczył sam - ja pytałam tak czysto teoretycznie i w odniesieniu do tego, że na 'trudnego psa' zadziałała pozytywna komenda jak najbardziej.no, ale że mnie uświadamiacie, że nie ma 'awersyjnego zapobiegania ucieczkom', to w sumie nie było tematu ;) co do linki, to dla mnie jest ona tylko na 'miejsca zapsione' - gdzie wiem, że mi burek może odlecieć drzeć mordę na przechodzącego kolegę. w dziczy albo w środku nocy na osiedlu lata luzem, bo wraca - tak po prostu wraca, i już. dostawał za to smaka i się szybko nauczył. jak gwizdnę, to to jest zaproszenie do zabawy w gonitwę, a jak 'chodź tutaj' - to przychodzi.
  5. ok, może mój błąd, ale jak wg. Was wygląda metoda przywoływania psa, jeżeli smaczki ma koło ogona, albo jest wyjątkowo krnąbrny i nieposłuszny? nie istnieje coś takiego jak awersyjna metoda 'oduczania uciekania', bo nie chce użyć słowa 'przywoływania'?
  6. [quote name='dog193']Nie znam NIKOGO (nikogo, kto choć trochę siedzi w temacie, a nie pana Zdziska z dołu, który wie wszystko), awersyjnego czy nie, kto uczyłby psa przywołania karceniem, a nie pozytywnym wzmocnieniem, więc też radzę trochę poszerzyć horyzonty ;)[/QUOTE] to był skrót myślowy, przecież nie chodziło mi o to, że wołam psa i kiedy przyjdzie - to karcę, bo to debilizm w czystej formie. więcej pies nie wróci. miałam na myśli to, że niektórzy idą po psa albo go gonią, zapinają na smycz i "kara, od teraz nie biegasz,skoro na chrupka nie przyszedłeś". i to na moim też testowałam - nie zdało egzaminu NIGDY. musiało to po prostu trochę potrwać, zanim nauczyłam go 'odgłosów jedzenia', czyli słów, które mu się nieodłącznie kojarzą z żarciem - teraz przychodzi, bo ma pewność, że coś dla niego mam.
  7. w porządku, dzisiaj osrałam wieczorne zajęcia na jego korzyść :loveu: więc teraz leży padnięty i wyrywa sobie rzepy, których przywlókł na sobie tyle, że nie mam siły dłużej się w tym grzebać i liczę, że natura sobie sama poradzi z tym problemem :diabloti: byliśmy na długaśnym spacerze i to dwukrotnie - raz, durna, rzuciłam mu piłkę, ale rozbrabrał sobie tego strupa z łapki, a teraz na długim był z zabandażowaną łapą i wszystko git - pobiegał z Neską i leży. Nie wzięłam aparatu oczywiście :loveu: a szkoda, bo jesień super, naprawdę.
  8. [quote name='Szura']Jezu, ale niektórzy to już by dziewczynie kolce proponowali, bez przesady, korektę można zrobić i na szerokiej, parcianej obroży! U mojego wariatuńcia sprawdzają się proporcje 90% tak niemodnych tu smaczków, zabawy i tiutiania do pieseczka, a 10% awersji w postaci szarpnięcia smyczą i unieruchomienia/uniemożliwienia wykonania danej czynności, albo jeśli do psa nic nie dociera to wycofanie się z sytuacji. Przy większości młodych, kochających wszystko psiaków, które te smaczki i tiutianie uwielbiają te 10% spokojnie wystarczy, żeby im pokazać, co się bardziej opłaca. Albo będzie po mojemu, z masą radości i nagrodami, albo nie będzie wcale, czyli będzie nudno. Tylko zakładam, bo takie znam boksery, że to nie jest pies wrażliwy na karcenie i korekta smyczą nie zrujnuje mu psychiki. ;)[/QUOTE] Mój kochany pieseczek jest myśliwym i przebiegłą mendą, a jedyne - podkreślam - JEDYNE, co w jakikolwiek sposób na niego działa, to właśnie smaki. Byłam z nim teraz na długaśnym szwędaniu po lesie i skałkach i uwierzcie - na motyw "wracaj tu i nie ganiaj w kółko jak debil, bo cię zapnę i skarcę" nie przyszedłby nijak :cool3: za to na słodziachne CIUCIUCIU, CHODŹ TU, CO JA MAM i dźwięk rozpinanego zamka saszetki - przyleciał ze zwieszonym jęzorem. a biegał z haszczakiem po krzaczorach, czyli odwołałam go od czegoś, co kocha najbardziej. [quote name='aussie&husky']Ja nie rozumiem jednego: dlaczego jak tylko ktoś się w tym wątku przyznaje,że daje sobie radę z psem pozytywnie,to jest zazwyczaj wyśmiewany (ew.dowiaduje się,że żadna jego w tym zasługa bo prostu ma łatwego psa)? Czy naprawdę tylko ja uważam,że to nie wstyd,a raczej zaszczyt,że ktoś 100% pozytywnie daje sobie radę z psem? Takim ludziom powinno się gratulować,a w tym wątku są wyśmiewani lub bagatelizowani.To jest rąbnięte.[/QUOTE] mi akurat NIKT nie powie, że mam łatwego psa - łatwy to jest lab TŻ-ta (tylko tyle, że nieświadom swojej masy), a mój gnojek to parszywiec, łupowy łowca, stróż - ale przy okazji inteligentny. mimo to - awersyjne metody, nawet jeśli PRÓBOWAŁAM je stosować (bo zaraz ktoś mi powie, że moje karcenie na smyczy to pieprzenie się, a nie metody awersyjne) to one NIGDY, podkreślam - N I G D Y nic nie dały. pies wygrzebuje skarby ze śmietnika (no, eko-śmietnika, 'komunalny' zabezpieczony) przy każdej okazji i jak tylko wejde do domu, to wiem, że nabroił - lezie z ogonem między nogami, przeprasza, ja go zbesztam, zwyzywam od najgorszych mend i każę iść won do siebie. i co to daje? N I C, po prostu ostatnio lepiej zakitrał kawałek kartonu po mleku z nadzieją, że się nie zorientuję :loveu: za to kiedy wywalałam na jego oczach te śmieci na ziemię i odchodziłam, a on ich nie trącał poza ewentualnym niuchem, to dostawał żwacza - i tego dnia mogłam te śmieci tak zostawić, a jedyną konsekwencją byłoby to, że TŻ mnie wy*******i z domu za syfiarstwo :loveu:
  9. [quote name='qmu']macie fejsa to udostepniajcie [URL]https://www.facebook.com/photo.php?fbid=4114493784522&set=a.1823504551223.104440.1348516094&type=1&theater[/URL] [/QUOTE] fake - stara copypasta z internetu :) copypasta, tj. taki obrazek z tekstem, który przechodzi, przechodzi, przechodzi... żadne udostępnianie na fb nie zbierze pieniędzy na tego psa, który to - swoją drogą - niekoniecznie musiał przejść tę historię opisaną pod obrazkiem, to taka farma 'lajków' na fb... i witam się w galerii :D podtrzymujecie moją miłość do wszelkiego bullowatego :loveu:
  10. ja to samo. jak wzięłam psa, to dopiero zaczęłam się wespół wymądrzać ;)
  11. [quote name='Laraine']Pokaż słuchawki <prosi> =D muszę się zaopatrzyć w jakieś, moje niestety umarły ;<[/QUOTE] zrobię offtop, ale nie mogę się powstrzymać, bo to mój konik :D ile masz kasy i jakiej słuchasz muzyki, to Ci coś polecę :D
  12. a z tym machaniem ogona do krzaków to w ogóle mi słabo jak sobie to wyobrażę w swoim kontekście... Patryk macha ogonem tylko, kiedy osoba idąca z naprzeciwka się odezwie, albo go zawoła - tak to po prostu się nastawia i czeka zaaferowany... jakby mi zamachał ogonem do ciemnych krzaków, to bym zgubiła buty spierniczając :diabloti:
  13. [quote name='Majkowska']Wszelkich ptaszków tzn? Ja nigdy nie uczyłam ignorowania i Waldek teraz wystawia wszystko od bazanta aż po wróbla. Szczerze - jest to uciążliwe jak diabli jak mi robi np stójkę na środku jezdni bo po drugiej stronie siedzi gołąb:roll: Ale ta pasja ogromnie mi się w nim podoba, ma swojego jobla - jak każdy :P Nie wiem jak to jest z weimarami, ale widywałam je na konkursach i wygląda to całkiem ok. Weimary o ile się nie mylę stosuje się wielostronnie (czy wszechstronnie, jak zwał tak zwał) ale chyba ich głównym zadaniem jest - tak jak u pointera - wystawianie ptactwa lądowego? To co wam proponuję jest naprawdę dobrą zabawą, zaraziłam się tym od hodowczyni i uwielbiam Waldka w tej odsłonie ;) ale wejście w taką zabawę ma też swoje , powiedzmy, minusy, bo już u psa zaczyna się powiedzmy praca, zainteresowanie, potrzeba rozwijania się. A napisz mi, jakie macie zabawy w tropienie? Próbowałam kiedyś tak z Waldkiem się bawić, ale nos mu odmawia posłuszeństwa - dla niego liczy sie tylko wiatr wiatr i wiatr... [COLOR=#696969][SIZE=1]No i ewentualnie szczochy na trawniku:diabloti:[/SIZE][/COLOR] .... Byłam przed chwilą na spacerze, wizja dzikiego zwierza czekającego żeby wyskoczyć na mnie z lasu wciąż mnie prześladuje :D Waldek w tym problemie absolutnie nie daje mi poczucia bezpieczeństwa. On nakręca sytuację jeszcze bardziej swoim węszeniem , spoglądaniem w ciemność i merdaniem ogonem do czegoś czego ja nie widzię i stoi tak wyprężony patrząc w las lub odskakuje do tyłu, a ja mam wtedy wrażenie że leci za nami olbrzymia włochata świnia która od tego ma dwa kły żeby żadnego z nas nie pominąć :D Przyznaję sie otwarcie - najbardziej ze wszystkich zwierząt boję sie krów i dzików :D[/QUOTE] jak czytam ten opis, to mam dreszcze :D NIGDY nie poszłabym z psem po ciemku do lasu, tym bardziej, że jak mieszkałam obok Kapelanki, to wokół mojego bloku (tak - bloku, to nie było zadupie ani obrzeża miasta) łaziły DZIKI, co prawda za ogrodzeniem, ale ile razy przeżyłam zawał nocą, to moje... Patryk wieczorem jak się wystroszy na coś, to zbieram go za fraki i dzida w stronę domu :D trochę mniej teraz zwracam na to uwagę niż kiedyś, bo ostatnio mu się zdarza nastawić uszy, podnieść łapę, a okazuje się, że tam sobie listek pofrunął za głośno...:roll: dzisiaj łaziłam z TŻtem i znajomą po Bagrach, to też parę razy mi serce podskoczyło - co prawda to nie są dzikie tereny, no ale jednak krzaczory, chaszcze, ciemno... brrrr, jestem mieszczuchem zdecydowanie :D pobyt w głębokiem głuszy w górach jest dla mnie stresujący tak samo jak na odludnej wsi - tu coś stuka, tu huknie - na pewno idzie mnie zabić :diabloti: a na dodatek o psa się boję...
  14. a ja znam dobkę - Gejszę - schroniskową babuszkę, która jak podeszła do mojego Patryka i dostała zębami na dzień dobry, tak zwiała panu między nogi i nie chciała wyjść. potem się dogadały w miarę, bo to ugodowa, mega łagodna suczynka, tak więc ja znam takiego dobka. jeśli chodzi natomiast o TTB, to N I G D Y mi żaden nie zaszedł za skórę - nijak, ani wobec mnie, ani wobec mojego psa, czego nie mogę powiedzieć o owczarkach niemieckich i wszelkich 'w typie' :shake: i tak jak piszesz, Martens, że ludzie są uprzedzeni do TTB i zwiewają czym prędzej, to ja mam tak samo z ONkami :shake: absolutnie każdy, jakiego spotykamy, to agresywne, silne i nienawistne bydlę - suka z mojego osiedla, jeśli nie daj boże spotkam ją bez smyczy, zeżre mi psa - jestem pewna. babka nie panuje nad nią całkiem, zapiera się nogami i płacze - tak, P Ł A C Z E do tej suki krzycząc "przestań, proszę cię, spokój", a suka wyrywa się na Patryka, zaciskając kolczatę - kabaret stulecia.
  15. suuuuuper pogoda, ciepła jesień, właśnie popylałam w dresiwie z młodym na Zakrzówku :D ciepło jest, słonecznie i fajnie. barowanie dzisiaj ze skutkiem następującym: cztery próby zaliczone, dwie udane - dwie nie :D udało się przeciągnąć uwagę z yorka na mnie (tzn. na chrupki :roll:) piszczał i trochę się obracał, ale wygrało łakomstwo i minęliśmy ładnie. drugiego malucha też, a maluchy to Patryka pięta achillesowa :cool3: no ale się udało. za to bullmastiff wygrał z chrupkami niestety :roll: i został oszczekany, podobnie jak młody, ale wieeeelki boksio, wywalił w jego stronę olawszy chrupki (nawet nie zauważył, że bar zamknięty :roll:), ale pani pozwoliła się psom powąchać, no i z początkowego niuchania i prób zachęcania do zabawy ze strony boksia, skończyło się zębami w karku :D oczywiście w wykonaniu mojego słoneczka :loveu: całkowita loteria, ten oto pies.
  16. [quote name='Koszmaria']Tribiotic rządzi.ja to stosowałam u szczura po wyciskaniu kaszaków,goiło się jak ta lala. wet nic nie kręcił nosem na stosowanie tej maścieji u szczura,może u psów też ma zielone światło. wymiziaj Patty.ona szaleje w necie,on na dworzu,imię adekwatne:P[/QUOTE] wszystkie zdrobnienia imienia Patryk są tragiczne :D jeszcze ewentualnie Pat jest ok, ale generalnie nie lubię tego imienia jakoś wyjątkowo :D a dlaczego pies się tak nazywa, to pisałam wyżej :D został wymiziany i pozdrawia :)
  17. [quote name='Joanna-F']Mój też sobie kiedyś rozwalił opuszek, krwi było niesamowicie dużo, więc pewnie z tego miejsca tak po prostu leci. Dobrze że nikt do nas wtedy nie przyszedł, bo mieszkanie było całe we krwi :evil_lol: Pies lizał łapę przez 2 dni praktycznie bez przerwy i nie smarowałam mu tego niczym, bo i tak by to zlizał. Zagoiło się ;)[/QUOTE] ilość tej krwi mnie przeraziła - naprawdę! może faktycznie takie miejsce [quote name='Majkowska']Mój kiedyś sobie opuszki starł do krwi - cóż, wzięlam sobie do serca że pointer musi dużo biegać i goniłam go do zajechania... Samo się zagoiło. Tyle że tu chyba powazniejsza sprawa niż otarcie. Trzymam kciuki żeby dobrze było.[/QUOTE] my tu pitu pitu, a pies już zagojony :D zdarł sobie bandaż w nocy, rano patrzę - elegancko, jest strupek, pies biega zadowolony - będzie żył :D
  18. dziś na spacerze generalnie zrzucił z siebie skarpetę z nienawiścią, został na szczęście bandaż, bo jest mokro i obleśnie, ale jak już się uwolnił, to zaczął atakować moją saszetkę, bo w środku była piłka :D więc pies się czuje i zachowuje normalnie, ale mnie tak nastraszył...
  19. no to atakuję tribioticiem, bo jeszcze chyba mi się ostały gdzieś saszetki w domu. głębokie to to nie jest, to jest raczej hm... "bardzo mocno obdarte", tzn. nie ma przeciętej rany, tylko jakby 'wyrwana', teraz jest taka biała i wygląda jak otarcie, tylko głębokie i ze skutkiem urwanego opuszka :roll: tak na zdrowy rozsądek, to szycia nie wymaga - nie jątrzy się jakoś strasznie, tylko groźnie wygląda. tak czuję. poczekamy do jutra, jak będzie coś niehalo, to pewnie, że do weta. wczoraj czekałyśmy ze znajomą z kluczykami od auta pod ręką :D ale krwawienie odpuściło, to nie jest głębokie na zasadzie rozcięcia, tylko... taka dziura :roll: tak jak u człowieka, jak sobie zedrze np. kolana o chodnik :D tylko trochę mocniej i w dziwacznym miejscu... jak on musiał do cholery upaść, żeby to sobie zrobić:D przecież w tym miejscu nie staje na łapie!
  20. no to chyba dokupię advantixu :roll: (fipryst nie zadziałał u nas, miał zakroplony prosto ze schroniska i przynosił kleszcze codziennie...)
  21. ciotki, u nas tragedia narodowa :placz: wczoraj Pat dostał w prezencie od ciotki - pani Neski - piłkę z wyrzutnią, super sprawa :D i biegaliśmy sobie po krzaczorach dobrą godzinę... Neska dzielnie towarzyszyła, a że wyrzutnia lata jak cholera i można miotnąć na kilometr, to pies wbiegał w dzikie chaszcze... i za którymś razem przylazł do mnie z piłką cały zakrwawiony :placz:jezu, myślałam, że coś zabił w krzakach... z łap ciekło... okazało się, że to tylko przednia kontuzjowana - oderwał sobie górny opuszek, CAŁY :placz: został tylko mały czarny kikut, tam wiecie - w połowie łapy - gdzie jest okrągła poducha. ja spanikowałam - pies oczywiście nie dał po sobie poznać, że coś niehalo, ale nie sądziłam, że ze zwierzaka może tak się lać jucha :shake: zawlokłyśmy go do domu, cała ścieżka - z 500m - wygląda, jakby ktoś wlókł rannego jelenia :placz: makabra, klatka schodowa zalana, myłyśmy go w misce na klatce, bo cały się ufajdał... nie mam pojęcia, co sobie zrobił, ale przeżyłam chwile grozy, bo się strasznie bałyśmy, że tej krwi trochę za dużo leci... no ale zatamowane - pies od wczoraj zawinięty bandażami i chodzi w skarpecie, czuje się dobrze, ale próbuje pozbyć się opatrunku non stop... dobra opcja - woda utleniona, zmiana opatrunku, alantan w maści i z powrotem zawinięte? czy lepiej to zostawiać 'luzem'? (ale pies się strasznie liże). krew już nie leci, dziś tylko trochę ropy albo osocza się pojawiło, generalnie wygląda paskudnie... nie przerabiałam jeszcze takiej rany u psa, lepiej to zostawić same sobie, czy smarować/wiązać? co się najadłam stresu, to moje :placz: ale widok komiczny - idziemy do domu, pies zostawia ścieżkę z krwi za sobą i skacze co któryś krok do piłki, którą niosę w ręku :D
  22. a z ciekawości - Tor jest rzeczywiście 'trudny'? bo co znajdę ogłoszenie, to widzę, że młody, niewychowany, itd. a w rzeczywistości nie dał do siebie podejść nigdy :roll: próbowałam, jak byłam też ostatnio w schronie - wydziera się straszliwie, nie dał się zagadać przez kratki.
  23. [quote name='Majkowska'] A jaki Nazir ma charakter? Weimary to chyba trochę śmieszne psy z tego co obserwuję :lol: Takie trochę dwubiegunowe - niby mocny charakter a dzieciakowate. Wszyscy chwalą sobie je za względnie dobrą współpracę, w kazdym razie milion razy lepszą niż z pointerem. Jak to z tym jest? Widywałam weimary w polu i na wystawach i fakt - znacznie mniej haosu niż u pointera. A wy coś działanie w kierunku podtrzymywania pasji jakieś macie czy tylko kolankowy domowy piesek?[/QUOTE] ja znam dwa weimary, tzn. 'znam' - jeden jest u sąsiada tż-ta, jest po prostu kluchowaty i jakby...nieogarnięty, a to dorosły chłopak. drugi to pies pani z recepcji mojej wetki w mieście rodzinnym, strasznie mi się spodobał, ma błękitne oczy, powiedziałam, że wygląda na bardzo mądrego, a babka odpowiedziała, że głupszego psa nie zna :D i faktycznie, jak wyszedł z recepcji się przywitać to ręce opadły - potyka się o własne nogi, taki niezdarny i misiowaty :D ale są przepiękne, nichya, Twoja galeria onieśmiela :loveu:
  24. a zakraplacie teraz swoje psy? u nas mija 6 tygodni od advantixu ostatniego i zastanawiam się, kiedy się kończy 'sezon' na to gówno :roll: zanim Patryka zakropliłam, to przywlekał codziennie po kilka potworów. Advantix u nas się sprawdza, od czerwca - ani jednego :)
  25. i u labradora TŻ-ta widać to samo zjawisko :D wpieprza się z impetem, jego buziaczek na powitanie może rozkwasić gębę dużemu chłopu, a jak w coś wbiega, to też nie patrzy po czym albo PO KIM przebiegnie :D kiedyś mnie przewlókł na smyczy po betonowym parkanie, bo nie zdążyłam się zaprzeć, a - idiotka - zamiast trzymać smycz w łapie, to obwiązałam wokół pasa :roll: i miałam takiego siniaka na udzie, że mogłam się starać o rentę inwalidzką :D a odnośnie psich skarbów, to Patryk na spacerach nie rusza prawie nic - generalnie kupy wącha z daleka i z niesmakiem, rozwalone śmieci w lesie też tylko wąchnie, ale z podbalkonowych odpadów znalazł raz kawał skórki od szynki...i wymienił się na patyk :D jedna z nielicznych sytuacji kiedy oddał mięso :D
×
×
  • Create New...