Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. zdjęcia będą jutro. mole to koszmar, mam plagę już w drugim mieszkaniu - już Ci mówię, jak z nimi walczyć: 1. wywalić WSZYSTKO z szafek w kuchni, jeśli się pojawiły mole :shake: nie można zostawić absolutnie NIC, my zażydziliśmy z niektórymi produktami i miesiąc później była nowa epidemia. Wszystko leci do śmietnika (co nie jest w szczelnym, hermetycznym słoiku - skubańce przechodzą przez folię i karton), głównie bułka tarta, orzechy włoskie i przyprawy typu vegeta są ich pożywką, ale też np. mąka. Do domu przywleka się właśnie przez np. mąkę z dużego marketu (w magazynach się mnożą) 2. Jak wywalone, to trzeba wyczyścić szafki octem - my za drugim razem myliśmy rozcieńczonym domestosem :roll:no ale ocet też podobno da radę, u nas raz dał, raz nie 3. Potem wyodkurzać wszystkie kąty okołokuchenne (miejsca wokół szafek,itd.) 4. Na koniec powiesić TO: [URL]http://www.sklep-nasiona.pl/695-1383-large/plytka-na-owady-komary-muchy-mole-osy-prusaki-i-mrowki-expel.jpg[/URL] (z przeznaczeniem do moli spożywczych, to pachnie dla mola jak samiczka, toteż głupek leci, przykleja się i zdycha w cierpieniu :diabloti:). U nas te płytki swego czasu aż się ruszały, fuj, łapało się z 50 sztuk na jedną. Na całą kuchnie mamy 6, bo było mega dużo potworów. 5. Po miesiącu powinny zniknąć, bo samic się pozbyliśmy przy czyszczeniu, a samce pozdychały na płytkach. Nie powiem, że nie ma nawrotów :roll: bo ostatnio współlokator zaserwował nam kolejną wojnę, wyhodował gniazdo w orzechach... jedyna recepta to mieć wszystko popakowane, przez słoik nie przelazą. Folia/reklamówka czy jakieś pudełeczka to dla nich nic - tylko szkło, albo mega gruby hermetyczny plastik. Teraz te płytki wiszą tak pro forma, nieraz coś tam się złapie, bo jakiś zbłąkany sukinsyn przezimował, no ale się nie mnożą, więc git. Współczuję, bo wojna z nimi to horror, sypiesz coś do gara, a tam te cholerne larwy... fuj fuj fuj
  2. [quote name='Martens'] Nie ogarniam życia, domu, męża - wiem, wezmę sobie jeszcze psa; great idea :cool3: [/QUOTE] U mnie jest dokładnie taka sytuacja :roflt:
  3. [quote name='Majkowska']Pogoda była rewelacja! My też byliśmy dłuuuugo. Trzeba było dać znać ze idziecie to bym zmieniła trasę i też polazła z kompanierą na błonia.[/QUOTE] kochana, pisałam Ci na szybko prywatną wiadomość, ale miałaś zapchaną skrzynkę, a w wątku już nie zdążyłam dopisać, bo wychodziłam. [quote name='klaki91'] ale ja ogólnie nie jestem zbyt uczuciowa jeśli chodzi o zwierzaki- szkodniki[/QUOTE] ja za małolata miałam hordę myszy, w celach hodowlanych :) ogólnie lubię gryzonie, bo mi nigdy nie 'szkodniczyły', więc nie zdążyłam się na nie zdenerwować. co innego mole spożywcze :angryy: [quote name='Majkowska']Dokładnie tak robię, ale jego radość mnie przerasta. Usiądzie sobie grzecznie i będzie piszczał i ekstazował się dalej, ten typ tak ma. ostatnio próbowałam w klatce zapiąć smycz. Wszystko fajnie, tylko nie dałam rady się dostać do szelek :D A może by jakieś zdjęcia Patryka nowe? ;)[/QUOTE] oui, oui, wrzucę później, obecnie trzeźwieję :razz: mam tak wariacki tydzień, że brakuje mi tchu, zapierniczam jak mały samochodzik, a wieczorami jestem królową nocy :razz::razz: bo mi się jakoś zeszło wszystko naraz, wpierniczyli się znajomi, apokalipsa. piesek natomiast nie narzeka ;) wczoraj wyganiał piłkę tyle czasu, że z trudem wlazł po schodach z powrotem. i jeszcze się skaleczył, bo mi się wywalił na zakręcie i otarł łapę :roll:
  4. Majkowska, z panierowaniem w końskim łajnie to mój nowy hit :D a jakby mi mój gnój wpadł za ten wał nad Wisłą, to by tam został, bo ja na bank bym się nie wdrapała z drugiej strony :diabloti: dziś na błoniach prawie zeżarł mysz, zostawiłam ją taką półżywą, choć rozważaliśmy z TŻ-tem, czy reanimować, czy dobić - ale nikt by tego nie zrobił :shake: jakby dureń jej nie wypuścił, to byśmy urządzali sesję zwracania, ludzie mieliby atrakcję...
  5. mój, póki jadł jeszcze gotowane, to po kaszy miał super kupę i samopoczucie.
  6. no właśnie pochłaniam wątki o crate games, już widzę oczami wyobraźni te domowe sytuacje, których nie obejrzę na YT i nie będę wiedziała jak się zachować, żeby nie zepsuć koncepcji :D ale damy radę, jestem na etapie szukania klatki do wypożyczenia póki co. dziś mój misio poszedł na krakowskie błonia, pogoda super, wszystko pięknie... zaczyna węszyć - dla zabawy z TŻ-tem podkręcamy go do zabawy, bo węszy w jakiejś dziurze w ziemi, zaczyna kopać łapką, potem szuka nosem i... wyciąga ŻYWĄ MYSZ :placz::placz::placz:, nie reaguje na PUŚĆ, mysz RUSZAJĄC SIĘ znika w paszczy :placz:ale TŻ go złapał za fraki i jakoś mu wytrząsnął gryzonia z pyska, ale prawie był już przełknięty... tak mi szkoda tego myszona, że szok :placz:
  7. mój na przemoc fizyczną reaguje agresją i się zamyka, skutki możecie sobie wyobrazić
  8. Wiesz, Obama, czasem jest tak, że kiedy mój pies zafiksuje się na drugiego, to działa na niego korekta, szarpnięcie, 'ZOSTAW' i odchodzimy, a czasem go mój krzyk nakręca i lepiej po prostu odciągnąć i odejść bez słowa. Czasem, kiedy robię jedno i drugie, widzę miny 'drugiej strony' - jeśli go koryguję, a on ma to w dupie, to minę pt. "czego się drzesz, co to da", a jak olewam i bez słowa wlokę Patryka (czyli jeśli sytuacja jest napięta i muszę się szybko ulotnić, np. duży pies i wątła baba, która może go nie utrzymać), to wychodzę na ignorantkę, która nie karci zwierza.
  9. to zależy od psiego humoru i godziny wyjścia. najczęściej demolki zdarzają się albo w nocy (jak trochę zaśpię, albo on się położy np. o 22, a nie o 1), albo przy krótkich wyjściach typu 'do spożywczaka'. i demolki to trochę na wyrost, prócz wydłubanego panela nic nie zniszczył,te worki podejrzewam, że go kuszą, bo prócz butelek i gazet są tam też np. umyte pudełka po jogurcie, coś tam pachnie i przypuszczam, że to akurat jest szukanie żarcia i rozkoszowanie się wylizywaniem resztek, a nie demolowanie. jeśli nudy, to obstawiałabym niewyżycie i nadmiar energii, ale to jest też dziwna sprawa, bo jak ma dzień zmuły, to leży, wala się z kąta w kąt i nic, spokój - kiedy np. jest deszczowo i szaroburo. czasem jest jednak tak, że wyszalejemy go na maksa, ledwo lezie do domu, a potem właśnie zostawi syf albo coś wygrzebie ze śmietnika, jeśli go zostawimy samego. loteria - są dni takie, że jest wulkanem i zaczepia, a są takie, że nic nie robi. inna sprawa, że - jak już kiedyś pisałam gdzieś tam - szarpać się woli w domu, na podwórku interesuje go bieganie/aport. poświęcam mu w domu też czas na szarpanie, a potem odganiam do siebie na posłanie. ciężko u niego o prawidłowości, a u mnie o regularny tryb życia ;) właśnie go wykąpałam w szamponie przeciwgrzybiczym, żre acanę i niedługo dowiemy się, czy już po alergii i grzybie i smrodzie starej skarpety:)
  10. mój królewicz w domu rodzinnym został nakarmiony - uwaga - obiadem z ryżu i serduszek, potem pomidorami i ogórkami świeżymi ('zdrowe witaminki' mojego tatusia, ale k*va nie 4 pomidory ze skórą!), a potem potajemnie mama wcisnęła mu kotlety mielone (do czego przyznała się po tygodniu :angryy:) i jak wróciłam do domu to myślałam, że ktoś umarł... ale uwaga - piesek poszedł obesrać łazienkę :D na dodatek w miejscach, w których nie było chodniczka :D spryciarz - jakby się zesrał na wykładzinę w przedpokoju (tam, gdzie czekał na nas), to nie miałabym teraz psa, ale całkiem ładne futro na zimę. z kafelków jakoś poszło, ale generalnie tragedia :roll:
  11. aha, mam wrażenie, że to trochę moja wina, że pies szuka żarła - robiłam mu zabawy w chacie, jeśli musiałam coś klepać w kompie, że chowałam chrupki w różnych miejscach i szła komenda "szukaj" (którą załapał sam z siebie, nie uczyliśmy go, uwielbia tropić). wynajdywał te chrupki szczęśliwy i chyba to mnie trochę zgubiło, bo od tego właśnie czasu zaczęły się wyprawy do wora ze śmieciami, itd. raz sobie otworzył szafkę z 'komunalnym' śmietnikiem :roll: mroczne chmury spłynęły na nas, ale jakoś więcej już się tam nie dostał :diabloti: a dziś zaliczyliśmy darcie mordy na strasznie śmiesznego mopsa, facet chciał 'zapoznać' psy i w sumie uznałam, że spróbujemy, to go poobserwuję. darł ryj, ciągnął w jego kierunku - dostał komendę, jak usiadł i się zamknął, to po chwili pozwoliłam się zbliżyć. podszedł, powąchał, mops lekko wycofany... no i zaczęła się serenada :roll: nie rozumiem tego idioty, przykuca jak do zabawy, macha ogonem i ujada, szczeka tak bardzo, że drugi pies się boi - zabawa wyglądała tak, że mops biegał na długość flexi w dwie strony i radośnie podskakiwał, a Patryk miotał się za nim i szczekał. jak dochodziło do 'zbliżenia', to było spoko, do momentu póki nie szczeknął - wtedy mops się bał, i tak w kółko... kurde, to nie wygląda na agresję, a raczej na buractwo/nieogar w kontaktach z psami, choć to loteria, bo czasem podejdzie kulturalnie, powącha siusiaka i nawet machnie ogonem, czasem zaprosi do zabawy, a pies się skusi, a czasem ujada nienawistnie i nie da się go uspokoić... mam wrażenie, że dla niego jedynym partnerem do zabawy jest starsza, dużo większa suka, pewna siebie i dominująca. i najlepiej czarna. takie właśnie psy najczęściej akceptuje :D np. osiedlową sznaucerkę - gigantkę, jego kochana Neska też jest większa i pewna siebie, ale łagodna. reszta psów to loteria, co się trafi :D
  12. ale on nie przejawia objawów lęku separacyjnego! np. podczas naszej nieobecności żre normalnie, gryzaki zjada, nie piszczy i nie panikuje często - zdarza mu się to czasem, tzn. skomlenie pod drzwiami, a jak byłam w rodzinnym domu, to ujadał i panikował, jak zostawał sam - może kwestia chwilowej zmiany otoczenia. on nie ma objawów typowych dla lęku, te memłanie domowych rzeczy z nudów zdarza się, jeśli nawet ktoś jest (czasem sprzątnie coś na moich oczach, ale raczej z 'niewiedzy', że to nie dla niego, a nie z bezczelności,bo za mini-ochrzan kładzie uszy po sobie i przeprasza, na zasadzie 'jezu, sory, nie wiedziałem', jak robi coś z bezczelności - np. zwiewa - to szelmowsko rozdziawia gębę i się droczy). Majkowska, wiem, że sam w domu też nie pobiega, ale sobie pozwiedza, pójdzie na górę, położy się w kilku różnych miejscach, pogapi się przez okno, a w klatce obróciłby się - i tyle. może mam plebejskie podejście :razz: ale trochę mi to zalatuje 'więzieniem' go, a jednak mieszkanie ma większą przestrzeń niż klatka. może to mylne - przekonam się ;) spróbuję wypożyczyć gdzieś klatkę, zanim mu kupię.
  13. No i ja się nieraz jeszcze waham, ale mniej więcej kontroluję, bo jak żre to samo dzień w dzień, to mało prawdopodobne jest, że z porannej kupy z cyklu 'wybiję nią szybę' nagle zrobi się atak sraczki. Poza tym nie umie do końca udawać :diabloti: bo się nauczył schematu "patrz pani w oczy i jęcz", a jak naprawdę chce, to nieświadomie węszy i szuka sobie miejsca. Tego nie ogarnął jako składowej kłamstwa idealnego :diabloti:
  14. Moi rodzice jojczą nad Patrykiem, że chudy, ale - wg.ojca - to przez 'bubki',bo 'co to za jedzenie'. Na wakacjach spaśli mi go nieziemsko, alergia (wtedy niewykryta) się rozszalała, bo wpieprzał kurę i ryż albo kaszę non stop, mama go tuczyła jak wnusia :D i był moment, że się nie zaokrąglił, a upasł, no ale weź i tłumacz, że sucha karma to nie głodzenie psa... swoją drogą, lab TŻ-ta jest spasiony jak beka, oczywiście na pedigree, chociaż teraz przekabacił rodziców na Brita bodajże, ale na mojego ojca argument 'sucha = też dobra' nie działa. jak powiedziałam, ile kosztuje acana, którą żre, to się popukał w łeb :evil_lol:
  15. a, coś jeszcze - dlaczego jestem na 'nie' z klatką. mieszkanie jest duże, pies sobie łazi gdzie chce, generalnie przesypia samotność, ale w różnych miejscach sobie poleguje (nagraliśmy, raz u siebie na posłaniu, raz na dywaniku na buty, raz pod oknem,itd.) a jeżeli trafi się dzień pt. "siedzę 8 godzin sam", a dodatkowo noc - czyli kolejne 6-7 godzin - ma spędzić w klatce, to serce mi się kraje :shake: że jego jedyną wolnością będą spacery. nawet, jeśli długie, to co z tego, skoro tak dużą część dnia przesiedzi w 'budzie'? nie ma opcji, że mi po prostu zeświruje?
  16. [quote name='Majkowska']Dobrze motyleqq pisze. Klatka naprawdę wbrew opini jest super sprawą. Możliwe ze gdyby nie klatka to by nam Waldek zdemolował mieszkanie. Dzięki klatce nauczył się schematu : my wychodzimy - on idzie spać. U nas bylo tak że ćwiczyliśmy z Waldkiem. Ubieraliśmy się, czasem bardzo opieszale, powoli, nieraz jeszcze staliśmy sobie w kurtkach itd, potem wychodziliśmy. Na początku na balkon i obserwowaliśmy go przez okno. Czasem zamykaliśmy drzwi a on już obgryzał krzesło... nim zdązyłam wrócić z balkonu już była dziura. Wyjście do sklepu - demolka. Wyjście do lekarza- demolka. Cokolwiek, gdziekolwiek iśc to był problem. Wkoncu pojawiła się klatka - problem znikl. Jeśli dasz mu coś co będzie mógł demolować to może stwierdzić ze niszczenie jest ok i zacznie to robić. Nie wytlumaczysz mu że jeden panel można zniszczyć a identycznego gdzie indziej juz nie. Zostawiasz go na 14 h?!:crazyeye: Nie myślisz czasem o jakimś petsitterze? Mnie Waldka na 8h jest szkoda zostawić, bo wydaje mi się że owszem , wytrzyma, ale to się potem może odbić np na jego nerkach, no i przede wszystkim nie czuję się wobec niego fair fundując mu nudę i siedzenie w samotności.[/QUOTE] tylko widzisz - wychodzimy - on idzie spać, ale problemem jest to, że nieraz go zostawię na długo i trudno mi sobie wyobrazić, że siedzi uwięziony. podejrzewam,że zaczęłyby się wrzaski i darcie mordy :shake: ale przemyślę, skoro doradzacie. a Patryka broń boże nie zostawiam tak non-stop! po prostu zdarzyło się kilka razy, tak regularnie to jest max 8h i to np. kiedy idziemy na imprezę - wychodzę z nim o 19, wracamy np. o 2-3 i znowu spacer. na co dzień to jest raczej kwestia godziny-dwóch w różnych odstępach, bo ja mam takie zajęcie i taki plan na studiach, że to totalna loteria :) nie pracuję na etat, że codziennie bite 8 godzin sam w domu. często jestem z nim non stop. a z ciekawości - jak macie spacery w ciągu doby? i ile? chodzi mi o fizjologię, pomijając zabawowe wypady. bo z tymi nerkami i trzymaniem też czasem mam wrażenie, że długo go zostawiam, ale potem słyszę, że niektórzy mają ostatni spacer z psem o 19 - a u mnie to często 'środkowy' :D np. teraz wróciłam z ostatniego, ale tylko dlatego, że jutro wstaję o 7 i z nim wyjdę. jak nie muszę wstać, to wychodzę nieraz o 3 nad ranem, na 'nocny' :) co ile godzin Wasze psy robią siku mniej więcej? [quote name='motyleqq']my z Etną długo walczyliśmy. to zupełnie co innego niż u Was, bo ona miała i nadal ma masakryczny lęk separacyjny. tyle że teraz mieszka z moim TŻ i tam 24 na dobę jest jego tata. już się boję, co będzie po przeprowadzce. Etna ma do tego stopnia lęk separacyjny, że wpada w panikę, jak któreś z nas stoi z nią pod sklepem, a drugie do sklepu wchodzi. po tym jak zastałam w mieszkaniu totalną demolkę, kupiłam klatkę. zanim całkiem do niej przywykła, wzięliśmy na DT kota i tak była nim przejęta, że zapomniała o swoich lękach :diabloti: nic nie zniszczyła w tym czasie. potem przesypiała samotność w klatce, aż do obozu, gdzie zostawiona sama wpadła w panikę totalną, było ją słychać w całym ośrodku i ostatecznie rozwaliła klatkę i z niej wyszła. potem spróbowała tego w domu i tak się skończyło klatkowanie :shake: było to tuż przed naszą przeprowadzką, więc nic nie zdążyliśmy zmienić, teraz czeka nas dużo pracy po przeprowadzce, ale myślę że Timi jej pomoże, jego udało mi się nauczyć zostawać samemu perfekcyjnie ;)[/QUOTE] rozważę tę klatkę, chociaż mój dom będzie wyglądał jak cygański tabor :shake:, TŻ regularnie urządza mi sesje pt. "WEŹ TO WYP**DOL" :diabloti: na starość będę mieć 30 kotów i fanty z okolicznych śmietników na wyposażeniu :razz: a tak poważnie, to się rozejrzę, może to faktycznie jakaś metoda na mego potwora.
  17. [quote name='Majkowska'] W dodatku przez ostatnie dni załapał że przyjeżdzają moi rodzice to należy mu się spacerek. Dotychczas siedział te 7 czy 8 h spokojnie, a teraz już dopomina się wyjścia. I nie dlatego że mu się chce, tylko tak się nauczył. Boję się co będzie jak wrócę do pracy...[/QUOTE] Patryk to samo - wyjęczał raz czy drugi spacer, bo symulował atak nagłej kupy (wcześniej faktycznie, każde piszczenie i dreptanie w stronę drzwi oznaczało sraczkę) no i spryciarz zajarzył, że mamusia wybiegnie na żądanie :roll: i niestety miałam maraton nagłego wychodzenia, ale okazywało się, że to tak tylko POHASAĆ... oduczył się szybko, jak raz serio wyturlałam go na granicy zesrania się w futro :diabloti:
  18. wiesz, to jest ruchoma kwestia, bo u Waldka wiadomo, jak taki pies powinien wyglądać, tak jak np. charty mają konkretną linię i koniec, Wy - właściciele - wiecie, że to dobra figura. u mnie jest taki problem, że pies jest cholerawiejakiego wzorca, a że widać mu żebra, to cały czas się waham, czy nie jest za chudy, chociaż wet mówi, że 'spoko'. skąd mam niby wiedzieć, czy u takiego kundelka to 'normalna' i 'właściwa' waga? :roll: podobnie pewnie mają postronni komentatorzy, widać żebra - zagłodzony pies.
  19. wygooglowałam cóż to jest i właśnie z tego typu zabawkami, które trzeba zgnieść/zmemłać ma jakiś problem :roll: miał tę kość-niby konga, też do napełniania, musiał użyć szczęk, żeby wydobyć jedzonko i za cholerę nie ogarniał - dużo podejść, smarowałam pasztetem, to wylizywał i kładł się smętnie z nosem w tej kości, bo czuł, że coś jest w środku :D smakulę do turlania załapał w sekundę, reguluję mu otwór na jak najmniejszy, bo skurczybyk ma swoje techniki - łapą wprawia kulę w wirowanie, a potem pcha nosem i dzięki temu obraca się nie tylko 'przed siebie', ale też wokół własnej osi :D zabawy ze smakulą Wam nagram,bo to jest wg. mnie szczyt sprytu u psiura:D no a trit-zabawki do gryzienia - nie zczaił :shake:
  20. ale wiesz, motyleqq, on potrafi u siebie grzecznie siedzieć, np. teraz jest pora spaceru, ja się ociągam, a on nie zaczepia, bo akceptuje, że jest olany i siedzi grzecznie u siebie, drzemie. jak go pogonię, to też siedzi, nieraz po długiej nieobecności wita mnie przy drzwiach i się przeciąga, jest cały cieplutki - chata nietknięta, widać, że przespał. nie niszczy jakoś nałogowo, to moja wina, że zostawiam eko-śmieci niezawiązane :D bo przecież 'ładnie pachną' :roll: a całe clue tematu jest takie, że nie wiem jak nauczyć go zabawy relaksującej - czyli idź do siebie, ale jak nie chcesz spać, to sobie pomemłaj zabawkę, bo ja nie mam dla ciebie czasu. ot, taki problemik ;) klatka - z tego co czytałam - nie jest mu wybitnie potrzebna, bo to nie jest pies-adhd, on umie się wyciszać, chodzi o to, że czasem mu się nudzi i chcę mieć alternatywną rozrywkę (prócz smakuli), kiedy jestem w domu, a nie mogę się nim zająć albo wybiegać.
  21. staram się, ale ja mam tak nieregularny tryb życia, że ciężko mi psu wyrobić jakieś konkretne schematy typu "spacery o równej porze", karmię w ramach możliwości podobnie, ale ja nieraz jem obiad o 23, więc trudno wymagać schematów od kogoś, kto sam wokół siebie nie potrafi ogarnąć chaosu :D no, ale pies się raczej dostosowuje, tylko on czasem jest 24 na dobę ze mną - non stop, a czasem zostawiam go np. na 14 godzin (wytrzymuje normalnie). i właśnie na tym polega cała zabawa, że nieraz po długiej samotności jest wszystko ok, a czasem po wyjściu do sklepu zastaję demolkę:D żadnych prawidłowości :) on jest raczej spokojny, jak zostaje sam, ale nie mogę od niego wymagać, że prześpi w miejscu samotność - jest raczej eksploratorem, lubi szukać, wąchać itd. - tak jak mówię, to loteria, potrafi po aportowaniu i dłuuuuuuugim spacerze paść trupem, ale równie dobrze ma też dni pobudzenia, darcia mordy i zawracania mi głowy :D chyba mu oddam ten panel do zeżarcia:D
  22. to się teraz czuję usprawiedliwiona, że zdarzy mi się nie sprzątnąć, jak Patrykowi się ULEJE :D <fuj>
  23. [quote name='Majkowska']Możliwe że zło mniejsze, tylko rozlicz się z tym że jak zje gumę to na żołądku siądzie mu znacznie bardziej niż co innego. A on to robi jak zostaje sam czy nawet jak jesteście? Może on coś odeagowywuje, może ma jakiś nadmiar energii który trzeba zużyć? Mister- ładnie. Nawet oryginanie. Zawsze mogłobybyć minister :D No nie będę ukrywać że takie zestawienie ludzkie u psa jest dziwne :D[/QUOTE] a mi się właśnie ten mister jakoś nie podobał :( kojarzył mi się z jakimiś wyborami CHŁOPA ROKU na festynach, brrrr :D on jak jest sam, to albo zwiedza (obchodzi miejsca, w których może być żarcie), albo zasypia - czasem chwilę jojczy, ale ostatnio przestał na szczęście. teraz właśnie od niedawna parceluje wór z eko-śmieciami, więc jak zapomnę go schować, to ma na posłaniu porwane papiery - i tyle. a tego np. panela nie gryzie jakoś agresywnie, nie wyładowuje się na nim - ot, tak memła z nudów i właśnie akurat zrobił to podczas mojej obecności w domu, sam nie dogryzł, bo bym widziała, że jest zmasakrowany. to nie jest jakieś agresywne wyładowywanie emocji - agresywnie to on zżera np. suszone ucho :shake: aż się czasem trzęsie. dlatego też szukam mu zabawki na nudę, ale takiej, która nie kojarzy się z żarciem, bo wtedy on się nakręca, podnieca i nie wycisza - jak memłał tą dechę, to spokojnie, wyluzowany - tak, jak inne psy gryzą np. kość dla relaksu. u niego w momencie, kiedy coś da się zjeść - dochodzi stres, tempo, 'zabiorą mi' i tak dalej. [quote name='motyleqq']hmm a pluszaki z wyrwanymi oczami?[/QUOTE] myślałam o tym, ale czuję coś, że ta watolina ze środka może być atrakcyjna dla brzuszka :roll: bo tenisówkę obgryzał i zżerał. kija nie zjada, bo czasem po aportowaniu dajemy mu się nacieszyć patykiem i tylko rozszarpuje trzymając w łapach - nie połyka.
  24. [quote name='WiedźmOla']Ja zbieram w normalne woreczki śniadaniowe, póki mi się nie skończą. Później kupię znowu woreczki śniadaniowe, ale te bio, żeby było ekologicznie. :P I zbieram tylko przy chodnikach/ ścieżkach. Jak pies polezie dalej, tam gdzie człowiek nie chodzi/nie powinien chodzić to jego sprawa jak wdepnie (m. in. w trawie sięgającej mi do szyi :lol: )[/QUOTE] dobra,a teraz pytanie za milion punktów - jak poradzić sobie z...ekhym, NIEFAJNĄ kupą? bo tak zawsze nad tym rozmyślam - co prawda jak wiem, że Patrykowi coś szkodzi (on alarmuje, jak ma go przesrać), to biegnę w głębokie krzaki szybko, ale gdyby np. nawalił na chodniku... takiej kupy przecież nie pozbieram workiem :roll: a czasem nawet zwykła jest 'niefajna', no i mi się ostanie nieraz brzydki ślad na trawniku... jak oficjalnie sobie z czymś takim poradzić? raz mijali mnie strażnicy miejscy i obserwowali bacznie, czy sprzątam po psie - pomyślałam wtedy - co by było, gdyby pies zafajdolił pół trawnika? zbierać to ręką czy wysuszyć suszarką i czekać aż samo odpadnie? :angryy:
  25. motyleqq, mi się wydaje, że chodzi o kwestię faktury, a nie wyglądu - patyk się drze, kruszy, rwie, itd. - dokładnie tak jak papier, chusteczki, on w ogóle strasznie kocha pruć, ale skarpety ani szarpaka już nie chce :roll: Majkowska, chcę go zachęcić do memłania zabawki, bo memła coś innego z nudów - właśnie wróciłam i znalazłam u niego na posłaniu papier po czekoladzie i skorupki od jajek, ktoś zostawił otwartą szafkę z kubłem :roll: uznaję więc, że memłanie zabawki to będzie 'mniejsze zło', no ale dla niego chyba nie ma bezpiecznego gryzaka, muszę skołować szybko jakiś klej do tego panela :diabloti: w schronisku miał MISTER, na moje oko - beznadziejnie, a po psa szłam z właściwie gotowym imieniem :D mam dwóch zakręconych kolegów o tych imionach i kiedy spytałam ich, jak nazwać psa, to właściciel imienia Patryk odpowiedział, że Andrzej, a ten drugi - że Patryk :diabloti: a że właśnie tytułowy Patryk to strasznie śmieszny gość, to pies dostał takie a nie inne imię. wiem, durne, ale strasznie mi się spodobała taka wizja, lubię ludzkie imiona u psów :) chociaż suczka miała się nazywać TORBA :stupid:, ale to wymyślił TŻ - no, ale że mamy psa, a nie panienkę, to mówi tak do mnie :diabloti:
×
×
  • Create New...