Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. u Pata tak jest z przywiązywaniem go w nowym miejscu, dostaje kociokwiku, jak widzi, że wychodzę z pokoju, gdzie do przywiązałam (a robiłam tak czasem za karę, np. jak coś zwędził). to jedyna kara, którą on fizycznie "poczuł", bo reszta spływa po nim jak po kaczce. tzn. "poczuł" - to też spłynęło :D ostatnio na wsi dostał tę karę, a reszta wyszła na dwór na 10 minut, ale co z tego, jak po spuszczeniu i 'żalu za grzechy' znowu polazł do kuchni, w to samo miejsce, z którego coś ukradł :D idę z Majkowską, czekajcie na foteczki!
  2. opłaca, Pat za przerwanie serenady w aucie dostaje chrupka albo coś do memłania, ale dopiero jak się skręci w kłębek i położy. rzadko ma te odpały, ale ma - a na drodze ekspresowej nocą to nie jest pożądane zachowanie :shake: Majkowska, jakieś konkrety o tym szkoleniu? Masz jakieś wątpliwości co do metod? (awersję i kolczatkę przyjmę z pełną pokorą, MUSZĘ jakoś nad Patem zapanować, bo kiedyś wydarzy się tragedia, jak np. wyskoczy york, a ja go nie zdążę złapać/odciągnąć).
  3. [quote name='Majkowska']A po co mi to?[/QUOTE] a, nic, tak pomyślałam, że można by pieski razem puścić :diabloti: zobaczymy co dziś wymyśli Pat!
  4. [quote name='Majkowska']Czyli na żywo jego i jego metod szkolenia nie znasz, tak? A jeśli można wiedzieć to dlaczego tak go polecasz? Tak jak wszędzie ok 500zł. On daje i grupowo i indywidualnie z tego co widziałam. Właściwie to można się umówić i podejść tam kiedyś w ramach spacerku popytać. Jak szkoli wiem, bo miałam okazję być praktycznie na całym jego szkoleniu... A sądzisz że pizdnięcie w klatkę pieskowi który się boi pomaga? Bo u mnie jakbyś uderzyła psu w jego domek to byłby za pierwszą lepszą szafą, a klatkę prawdopodobnie bym już mogła zezłomować...[/QUOTE] 500zł :roll: ok, wolę jeść trociny, niż mieć agresywnego psa dalej :D nie macie kogoś, kto chce licencjat/magisterkę (tzn. oczywiście WZÓR :cool3: bo przecież nikt nie odda nieswojej pracy :cool3:) na tematy 'okołohumanistyczne' (może być marketing, reklama, socjologia, filologia, itd.) i chce mieć ją zgrabnie i szybciutko napisaną? :cool3: a pieniążki chce oddać na dobry cel pt. "wychowaj mi psa?" :cool3: [quote name='evel']Miałam okazję go widzieć w pracy i myślę, że facet ma dryg. Z drugiej strony - zawsze możecie iść do wesołej łapki czy innych pozytywistów, przecież droga wolna ;) A, przypomniało mi się - drugi trop warty sprawdzenia to Alteri. A sądzisz, że zignorowanie tego zachowania pomaga psu w jakikolwiek sposób? Zu też miała różne odpały. 99% to były odpały lękowe. Gdybym nie wprowadziła korekt w połączeniu z nagrodami to bym się bujała z potworem do tej pory. Nie mówię, że awersja we wszystkich wypadkach ma sens i rację bytu, że sprawdzi się zawsze i wszędzie, bo oczywistym jest, że nie. Tyle że widzisz, gdybym w marcu 2010 stała i czekała, ignorując, aż pies mi przestanie drzeć twarz do innych piesków to chyba bym tam stała do tej pory. Dużo lepsze efekty przyniosła korekta tego zachowania plus wprowadzenie zachowania zastępczego i solidne nagradzanie tego ostatniego. Histerię i fiksację IMO trzeba przerywać, bo to strasznie wyniszcza psa i jest mi bardziej szkoda, gdy pies tkwi w tym stanie niż szybko i zwięźle pokazać mu, że hola hola moja panno, tak nie robimy. A chodziło mi o uderzenie w klatkę, gdy pies zamknięty w środku odprawia cyrk. A jak ktoś twierdzi, że pies ma "zrobioną klatkę" po czym się okazuje, że świruje pawiana, no to chyba jednak nie ma.[/QUOTE] ja nie jestem za żadną wesołą łapką, na wesoło to on się uczy tańczyć i dawać łapy na zmianę, a nie ignorować psy. ja dostaję białej gorączki, kiedy on po raz 7529552-tny świruje przy psach i nie chcę na to dłużej patrzeć - dopóki facet nie leje psów, albo jakoś wyjątkowo brutalnie nie traktuje, to walę jak w dym. korekty jak najbardziej, bicie - nie. a pozytywnie już jestem na 100% pewna, że go nie nauczę, bo on nawet jedzenie potrafi mieć w dupie przy innych psach, a to już szczyt wszystkiego. [quote name='Majkowska']Dryg? To znaczy? Nie napisałam ignorowanie, ale czy uczenie psa że klatka to jego azyl , a potem uderzanie w nią kiedy jest w środku i jest w sytuacji stresowej to dobry pomysł?[/QUOTE] ja Patryka w takich sytuacjach też potrafię wstrząsnąć, np. jak coś mu odwali i jedzie autem z tyłu, a zacznie popiskiwać, ładować się do kierowcy, itd. - głaskaniem i niuńkaniem go tylko rozsierdzam, bo piszczy jeszcze głośniej, a solidny ochrzan i wstrząśnięcie nim powoduje, że kładzie się spać i jedzie jak powinien. u niego opierdziel przerywa wiąchę stresu.
  5. a szybko biegasz? i masz w domu dużo plastrów i jodyny? :diabloti:
  6. ok, godzina i miejsce pasuje? tak jak ostatnio miejsce spotkania? ja Patowi nie założę kagańca :shake: bo ma tylko tę beznadzieją tubę ściskającą pysk, wczoraj na ślepo próbowałam dobrać mu w zoologu, ale był akurat 'pod ręką' cocker spaniel i nijak nie umiałam oszacować, czy Patowi będzie pasował, muszę z nim "fizycznie" się przejść po kaganiec. ja wezmę go na lince, więc w razie "w" - będzie spacerował zapięty :D
  7. mój mail zajmie 10 stron a4, tak samo jak pytania we wszelakich wątkach :cool3: ale dzięki ogromne za pomoc, dam znać co i jak, piszę maila. Majkowska, też napisz! pójdziemy razem :D
  8. [quote name='Majkowska']Może być tak. Ja z Waldkiem jeździłam na szkolenia myśliwskie i pierwszy jego kontakt z trenerem był taki że ten widząc jak szarpie mnie na smyczy żeby już pędzić w pole ( a byłam wtedy w ciązy) wziął go na smycz i posadził. Kazał mu zostać, a tamte psy puścić, a Waldek rozpędził się na całą dlugość liny i rąbnął na plecy. Już miałam się wycofać z całej iwestycji, ale nagle okazało się że mój pies i ten pan współpracują w najlepsze jakby to robili od lat. Omal nie dostałam zawału jak przy uciekającej zwierzynie odpinał mu obrożę i kazał zostać. Dawałąm sobie odciąć wszystkie częsci ciała że puści się galopem i tyle go widzieli, a on siedział wpatrzyny w tego pana i czekał na jego komendę... Mało tego człowiek nie odzywał się do niego praktycznie wcale, a pies pilnował się go tak jak nigdy nikogo i doskonale wiedział co ma robić... Mogę iść już ;)[/QUOTE] no i ja się właśnie tego troszkę boję w szkoleniu, że Patryk posłucha pana, a mnie oleje ciepłym moczem :cool3: ale spróbujemy. to co, 13:30 Zakrzówek? tam od 'mojej' strony? zrobimy rundkę jakąś fajną, bierzesz dzidzię?
  9. a znasz [I]mniej więcej [/I]koszty takiego szkolenia? i czy dla takiego psa jak Patryk bierze się jakieś - nie wiem - indywidualne lekcje, czy od razu szkolenie PT? chodzi mi wiesz, o posłuszeństwo względem psów, jak to wygląda organizacyjnie? to od razu napiszę do tego pana z konkretami :)
  10. ja się chyba zdam na opinię evel w kwestii trenera, bo jej rady ogólnie wychodzą mi póki co na dobre :) spotkam się z tym facetem i zobaczymy, co poradzi. mam tylko nadzieję, że Pat nie przyjmie do wiadomości, że słuchamy pana trenera i koniec :roll: Majkowska, kiedy na spacer!
  11. ja stronę ali od jazza czytywałam namiętnie, ale co z tego, skoro na mojego Pata nawet barowanie działa wybiórczo - dziś ładnie (tzn. 'ładnie', jęcząc i piszcząc) dał labowi przejść, ale to było w pewnej odległości - z bliska nie ma szans. szkoleniowiec może mi pokaże jak go ujarzmić w kryzysowej sytuacji, bo ja zaczynam się stresować i powstaje chaos, wierzganie na smyczy i tak dalej.
  12. metoda pijanej muchy :D zaczynam googling, bo znakomicie to brzmi :D fajnie też, że u niektórych psów nauka chodzenia przy nodze jest równoznaczna z olewką psów wokół :roll: bo ja dziś Patryka rano w 10min. nauczyłam "daj głos", a co mi z tego, jak wyjdzie pies i całe nauki pójdą się...wiecie co :roll:
  13. u mojego psa jest tak, że jak jakieś miejsce zostanie 'zakazane',albo jakaś czynność (np. nos w kanapkę) to mam 100% pewności, że zrobi to samo za sekundę - kiedy nie będę widziała. w takiej sytuacji ja go też odganiam na posłanie, a jak się już tam położy i przeczeka 10 sekund, to niosę mu smaka prosto pod nos. w innym wypadku on się sam nagrodzi i pójdzie do kuchni po tym, jak z niej wyjdę, w poszukiwaniu, czy coś nie zostało. mam taką metodę, że za 'małe' przewinienia go nie karcę, tylko np. wyrywam coś mu z gęby bez słowa i wyrzucam do kosza. dlaczego? ano dlatego, że mój piesek zakazany owoc traktuje jak coś najbardziej atrakcyjnego na świecie - robiłam eksperyment z reklamówką. położyłam na podłodze wielką torbę z hasłem "nie wolno", kiedy pies się do niej zbliżył. odgoniłam na posłanie, wyszłam...10 sekund nieobecności, a pies machając ogonem węszył namiętnie z głową w - de facto pustej - torbie. do tej pory grzebie w eko-śmieciach, jeśli zdarzy mi się zostawić worek, mimo że nie ma tam NIC atrakcyjnego (puste butelki, czyste kartony itd.), a to tylko dlatego, że kilkakrotnie dostał ochrzan za grzebanie w tymże worku, uznał więc, że musi być tam coś super. dla porównania dodam, że nieopodal jego legowiska stoi stolik ze świeżymi warzywami (normalnie je warzywa,lubi), owocami, itd - nigdy nie ruszył NIC ze stolika, bo nie został jeszcze zakazany :)
  14. [quote name='Majkowska']Ja byłam nauczona ostrej pracy z psem. Wychowanie i naprawienie Amora to była ostra i ciężka walka. Mierzyłam się z nim na każdym kroku, musiałam być twarda i bezwzględna i makabrycznie stanowcza. Jak pojawił się Waldziu to bałam się że uszkodzę jego delikatną psychikę, bo czasem nawet widziałam że kieruję coś do Amora, a Waldek już leży u moich stóp. Najgorzej było kiedy np Amor przeskrobał i dostawał opierdziel nic sobie z tego nie robiąc, a Waldek błagał o litość dla siebie i dla niego...Czasem musiałam Amorowi odpuścić żeby Waldka nie skrzywdzić. Zresztą Waldka otoczyłam taką szczególną osłonką, no przyznać się muszę, że go rozpieściłam ciut nieco, bo taki był miły i kochany. I jest, bo to właściwie bardzo dobry pies bez żadnych większych problemów jak tylko to diabelne chodzenie na smyczy i wybieranie sobie priorytetów w rozproszeniu. A dodam coś jeszcze- że Waldek puszczony jest całkiem inny. Potrafi iść ładnie przy nodze i bardzo pilnuje się mnie, ale ponieważ nie ufam mu i jego zapędom to jednak na smyczy go wolę mieć dopóki nie będę go pewna.[/QUOTE] to tak jak Neska, na nią nie można nawrzeszczeć, bo się kuli i idzie w kąt i nie podejdzie do Ciebie za cholerę, zapiera się jak osioł i tyle z komendy. a Pat też ładniej robi komendę "równaj" jak jest luźno, nie wiem dlaczego :D
  15. a ile dasz? :diabloti: [SIZE=1] żartuję, za nic w świecie nie oddam tego potwora! nawet siłą! [/SIZE]
  16. [quote name='Majkowska']Waldek słuchał. On był perfecto. Nie było sytuacji w której bym nad nim nie panowała. Mógł lecieć bawić się z psem i juz być przy jego pysku, a jak powiedziałam "do mnie" czy zagwizdalam gwizdkiem to w sekundzie przy mnie był. Nie wiem czy teraz dorósł, czy może moja praca nad nim się popsuła i widzi ze może sobie robić co chce, ale teraz olewa mnie często. Nie chcę go wrzeszczeć i nie chcę stale robić ostrej musztry, a tymbardziej szarpać go i używać siły, chciałabym zgrać to tak fajnie żeby się wszystko nam opierało na współpracy, żeby on chciał a nie musiał. Zresztą się boję do niego używać tego co zwie się dominacją, bo potem on się mnie boi, już nie podejdzie, nie pomerda ogonem, idzie jak na skazaniu. Czasem faktycznie się wkurzę, szarpnę go i krzyknę, to co mi z tego że nie wyjdzie przede mnie jak idzie przykurczony jakbym go zaraz młotem miała w łeb strzelić. Dla mnie to mięczak i wiem że to co po Amorku by spłynęło to Waldka może wbić w ziemię i spowodować całkiem odwrotny efekt. Dlatego też czuję się trochę bezradna, bo chcę coś zrobić a nie wiem co... Ćwiczę z nim dużo, praktycznie codziennie mamy chwilę dla siebie, ale jego tak jakby nie było ostatnio i wcale postępów zbytnich nie widzę jak na to ile ćwiczymy...[/QUOTE] to może być rzeczywiście taki okres - pocieszę Cię ;) ale lab TŻ-ta za szczeniaka chłonął jak gąbka- w wieku 4 miesięcy umiał multum sztuczek, był mega karny i posłuszny, słuchał każdego, kto w miarę jasno mu pokazywał, co ma robić - wyprowadzałam go spokojnie do 8-9 miesiąca życia...bo potem zaczął się horror :diabloti: szaleństwa, ignorowanie poleceń, trzeba było uczyć go od nowa wszystkiego. teraz ma prawie 3 lata i wróciły magicznie siły umysłowe ;) a szaleństwo i tak zostało, więc może Waldi się buntuje :cool3:
  17. Patowi jak się nie chce starać, to na "wstydź się" zamiast założyć łapę na pysk robi taki właśnie 'koński ukłon' z tąpnięciem jedną łapą, staram się tego pozbyć, bo z łapą na pysku jest super :D aportować umiał sam - trzeciego dnia po adopcji puściliśmy go na osiedlu, rzuciłam piłkę a on przyniósł, puścił pod nogi i patrzył z nadzieją - albo go ktoś uczył, albo to 'wrodzone'. on się szarpie chętnie, ale też nie ma odwagi wziąć do gęby czegoś podejrzanego jak kapeć :cool3: na razie mam metodę, że rzeczy które można gryźć 'ośmielam' mu bzyczeniem pszczoły, bo to jego taka zabawa w drażnienie się - zbliżam przedmiot powoli z bzyczeniem, a on na niego kłapie i się bawi. inna sprawa, że Ty Waldka puszczasz bardzo dużo luźno i dla niego wielka atrakcja = pobiegam po krzakach. Patryk sam po krzakach raczej zwiedza, niż szaleje jak Waldek, dlatego jemu się bardziej opłaca po spuszczeniu iść przy nodze i gapić się w oczy z nadzieją, że rzucę piłkę - dlatego ma aport utrwalony, bo jak przyniesie, to rzucę znowu i znowu i znowu, a on ma za czym biegać :)
  18. ja na smalec nie, bo 'chudy' (w sensie widać żebra jak jest ogolony na łyso, mama na mnie TOZ naśle w końcu), na futro też niezbyt, bo rzadkie, mizerne i śmierdzi :diabloti:, reproduktorem nie będzie, więc generalnie ma immunitet póki nie znajdę metody, jak go spieniężyć :diabloti:
  19. [quote name='Majkowska']Nie, choć nie powiem bo kliker z nami spaceruje. Ja chyba jestem zbyt chaotyczna i niecierpliwa żeby uczyć psa klikerem. Zaraz stwierdzę że to bez sensu albo się wkurzę i odpuszczę. Choć czasem np widzę ze przydałby się w momencie kiedy wydaję komendę głosową, mam zajęte 2 ręce psem, a wypadałoby w tym samym momencie pochwalić. No i Waldek ma jeszcze jedną cudowną właściwość - pochwal go a jesteś spalona :D Przed momentem tż wlazł mi do pokoju z ksiązką o psach i odczytał fragment. Brzmiał on mniej więcej tak że : jeśli wydaje nam się że pies na słucha a ciągnie na smyczy to znaczy że ma nas w głębokim poważaniu i to on rządzi, bo pies który jest podporządkowany swojemu panu nie odważy się wyjść przed niego ani na krok. Mało tego nie pomoże tu szkolenie ani żadne metody wychowawcze typu szarpanie czy kolczatki, bo jeśli nie damy psu jasno do zrozumienia że jesteśmy ponad nim to pies nigdy przy nodze nie będzie chodził... Potem się uśmiechnął triumfalnie i wyszedł, a ja zaczęłam zastanawiać się w takim razie co mam zrobić z Warchlemarem żeby go ustawić jeszcze niżej w hierarchii... Za chwilę tż wrócił i doczytał jeszcze fragment : że psy które są podporządkowane właścicielowi podają często łapę, bo jest to w pewien sposób oznaka niższości. Nasz pies łapami rzuca w nas jakby chciał nas pozabijać... Myślę...myślę... myślę... i nic nie mogę wymyślić...[/QUOTE] ooo, teoria dominacji :loveu: ile ja się nakrakałam TŻ-towi o tym, to głowa mała... ale już chyba wie, że to bzdura :cool3: Patryk nawet jak idzie przy nodze, to jednocześnie może kombinować jak zawładnąć światem :cool3: a odnośnie klikera, to ja też nie mam cierpliwości - dlatego go używam ;) bez niego nie byłoby szans żeby psu jakoś dać znać, że zrobił dobrze, bo on mojego paplania czasem jakby nie słyszał :diabloti: u nas jest często tak, że ja się właśnie wkurzam, że Pat nie rozumie i odpuszczam - następnego dnia pies magicznie umie sztuczkę, której UDAWAŁ, że nie załapał. tak było kilka razy, np. z czołganiem - no za cholerę nie rozumiał, że dupa ma być nisko, tylko szedł z opuszczoną głową po smaka albo wstawał z leżenia,nie zrobił poprawnie ani razu, poddałam się... i następnego dnia współlokatorka sunęła po ziemi smaczkiem, a piesek zadowolony z siebie czołgał się jak żołnierz :cool3:z resztą jemu szybko spada ochota na utrwalanie, więc 1-2 udane próby i olewam temat. wiem, że jutro jak przyjdę z klikerem, to zrobi "weź" i przytrzyma przedmiot w gębie :) [SIZE=1] tzn. mam nadzieję, że już jutro[/SIZE]
  20. e tam, wstyd. co JA mam powiedzieć, jak idziemy na spacerek zapoznawczy, a mój śliczny i mądry synuś wyskakuje z zębami do przemiłego Waldka? :shake: z resztą Waldek nie to, że NIE UMIE chodzić na smyczy, po prostu nie lubi :cool3:
  21. [quote name='evel'] Ja bym mu nie dawała się "ot wąchać" ze wszystkimi mijanymi psami. Niszczysz sobie w ten sposób to, co wypracowujesz przez barowanie. A co do skóry - zapytaj Martens, ona przechodziła przeboje ze swoim staffikiem, może coś doradzi. U nas ostatnio wyszły psu jakieś krosty czy huk wie co, podejrzewam, że jakieś paskudztwo przywlokła z wakacyjnych kąpieli w rzece (bo mój pies odkrył w sobie żyłkę wytrawnego pływaka, czym rozczulała całe masy ludzi w Zwierzyńcu i okolicach :cool3:) i pomógł Vetoskin - niezbyt tanie cholerstwo, ale cuda pani, cuda! A tak w ogóle to dzień dobry :D[/QUOTE] Dzień dobry :D cisnę z nim do weta jak tylko wskoczą mi listopadowe pieniążki, bo zmiana karmy nie dała raczej nic - a odnośnie witania z psami, to ja go nie puszczam nijak! nigdy! on nawet jak ciśnie w stronę psa bez szczekania, to i tak kończy się tak samo jak zawsze - kłapnięciem - tyle, że z opóźnionym zapłonem. broń boże, nie pozwalam mu się witać :) mijamy zawsze łukiem, chyba że to jest jakiś pies, z którym [I]muszę [/I]go zapoznać, tak jak z Waldkiem ostatnio :cool3:, albo ogólnie z psem znajomych, ludzi u których będziemy nocować, itd. itp. napiszę do Martens, może zlokalizuje tę cholerę u Pata. dzięki! [quote name='evel']A, pan Lewkowicz raczej nie jest fanatykiem kolców i w ogóle, z tego co wiem. Jednak jeśli nie chcecie tam to podpytam sprawdzonymi kanałami :razz: o kogoś innego. Co do kłapania przy dotykaniu, podnoszeniu - może on po prostu jest nadwrażliwy dotykowo? Nauczcie go, że dotyk to nic złego. Może spróbujcie masażu, tylko stopniowo i delikatnie i sowicie nagradzając to, że w ogóle daje się dotykać? A co do podnoszenia, to dałabym se siana, przynajmniej na razie - on może jeszcze nie do końca ma zaufanie do Was - psy ogólnie same z siebie nie lubią podnoszenia (są wyjątki).[/QUOTE] to TY mi pisałaś o dobrym szkoleniowcu z Krakowa! Majkowska, patrz, znalazłam :D rzuciłabyś mi jeszcze raz adres strony, Evel? Odnośnie dotykania, to on BARDZO lubi być głaskany, szczególnie przez obcych ludzi :cool3:, wtrynia się łapami, kładzie łeb, jest miziasty, czasem sam przychodzi i podrzuca dłoń, wyłudza mizianie... tak jak pisałam - są u niego momenty i miejsca, które mu nie pasują, np. łapy i brzuch, ale to nie jest tak, że go NIE MOŻNA tam dotknąć - jedynie CZASEM nie można :cool3:, a kiedy, to wie tylko on. podnoszenie wyklikujemy, TŻ już może to robić bez warkotu, jedynie coś tam zastęka pod nosem (pies, nie TŻ:D), a u mnie trochę gorzej, bo mną bardziej można pomiatać przecież :cool3: , nie mniej jednak nie jest tak źle, jak było na początku. niepotrzebne mi to do życia mocno, ale on czasem sam rozumie, że musi być podniesiony (np. do pociągu, elegancko wskoczył na ręce sam z siebie:D). dziwny to pies!
  22. ok, mi to obojętne, nad Wisłę podjadę pewnie tramwajkiem, więc będzie kolejny materiał do długiej listy pt. "za co zarżnęłam swojego psa" :diabloti: czekam tylko na kataklizm pt. "drugi pies w tramwaju", raz się mijaliśmy z psem wchodząc, to ludzie patrzyli jak na kretynkę, że co ja w ogóle wprowadzam do pojazdu :D ale potem pomachał ogonkiem na wszystkich i jakoś przestali się na mnie gapić :diabloti: a odnośnie Waldka i chodzenia na smyczy, to dlatego właśnie mi się pokićkało z jego wiekiem, bo to raczej taka domena młodziaków, że [I]jeszcze [/I]nie umieją chodzić jak powinny, no i coś się tym zasugerowałam widocznie w tym moim wniosku, że to jeszcze szczeniak :D
  23. [quote name='Majkowska']A to spróbuję się pobawić ;) Jak tylko mój komp to wytrzyma to dostarczę kilka wersji :) Tenisówkę że piłeczkę? Bo jak buta to nie chcę :P Waldek piłeczki uwielbia, ale ma ich aż zanadto w domu, więc dziękuję ;) Odnośnie piłeczek to nawet ja wam mogę dać wspaniałą piłeczkę, z tej serii co miałam ostatnio ringo - pachnie i nie tonie :) Tom się wpakowała z tymi sztuczkami, bo Waldek choćby umiał to nie ma czasu na pierdoły... W domu też jest super. Dziś np z tż stanęliśmy naprzeciwko siebie i podaliśmy sobie ręce wydając komendę "hop". Na początku Waldek kombinował , a potem zrobił taki piękny sus i przeszkoczył nas oboje z gracją i wdziękiem, aż się takiego mistrzostwa nie spodziewałam ;)[/QUOTE] O, jak nie używasz piłki, to ja chętnie przytulę :D Patryk ze skokami ma o tyle problem, że się strasznie cyka i kombinuje -zanim przeskoczył przez wiszącą oponę, to zdążył ją obejść naokoło, przejść dołem, nawet górą :D byle tylko uniknąć środka, ale jak załapał, to skakał aż miło. To samo ze sztuczkami - uczę go teraz "weź", żeby niósł w ryju cokolwiek, a nie tylko jedzenie czy piłkę (to wstęp do dalszych sztuczek typu "sprzątaj"), a on się cyka wziąć kapeć w gębę. Nie, nie strzelam sobie w stopę :diabloti: bo rzeczy 'prywatnych' nie niszczy nigdy i nie rusza. Jak idę z klikerem, to on zaczyna litanię wszystkiego co umie - robię dokładnie tak, jak się nie powinno robić, ale na niego to najlepsza metoda - chodzi o to, że komendę wprowadzam od samego początku, a nie dopiero kiedy załapie czynność. Dlaczego? ano dlatego, że bez komendy, jeśli czekam na "nowe zachowanie" względem przedmiotu, to mogłabym czekać tydzień, bo on robi absolutnie wszystko co umie - po kolei - po czym zaczyna się irytować i piszczeć. Jak już odprawi modły ze skakaniem, turlaniem się, itd. a ja do znudzenia powtarzam "weź", to zaczyna łapać, że musi zrobić coś nowego. Waldka uczysz też na klikerze? Bo dla mnie to zbawienie, ogólnie metody klikerowe, bez tego ten pies byłby nie do wytrzymania :D bo 'po ludzku' nie da się go do niczego nakłonić, za same smaki się za mocno nakręca, a kliker jest takim uspokajaczem - dopóki nie kliknie, to nie atakuje ręki z chrupkiem. A żeby kliknął, to musi zrobić COŚ, tylko o co tej babie znowu chodzi :diabloti:
  24. a takie przysłowiowe 'babcie' są straszne w kontekście nieprzetłumaczalności - skoro polazła gdzieś w krzaki/na polankę,to jest poirytowana, że ktoś inny śmiał się zapuścić w dzicz, więc hulaj dusza - co ślina na język przyniesie. tak samo jak "a po co to trzymać w domu" z paluchem wycelowanym w ttb, nawet przyjaźnie wyglądającego. wytłumaczyć nijak nie idzie, ja już daaaaawno przestałam próbować nawracać ludzi starszych, bo to walka z wiatrakami. a ochrzan za burackie zachowanie można zebrać niezależnie od wieku - takie moje zdanie. jakbym coś przeskrobała na "psim" polu, to z pokorną miną wysłucham ochrzanu od 14-latka.
  25. [quote name='evel']Dlatego Ty mu powinnaś podciąć skrzydełka i absolutnie nie dać gnoić innych piesków ;)[/QUOTE] robię co mogę - nie puszczam go przecież luzem na psa, do którego jest źle nastawiony. chodzi mi o gnojenie w sytuacjach, kiedy [I]siłą rzeczy [/I]muszę go z psem jakoś porozumieć, np. z psem TŻ-ta, w którego domu musieliśmy zostać na noc. nie myśl sobie, on dostaje opiernik ode mnie równy :cool3:
×
×
  • Create New...