Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. tak robiłam oczywiście, ale tylko tego go nauczyłam, że jak z ręki - to jemy powoli, a jak ma sam - zżeramy, bo zabiorą. nauczyłam go ogórkami świeżymi :loveu: i jak trzymam w ręku za jeden koniec, to nie wyrywa mi, tylko delikatnie wygryza przednimi zębami jak chomik, niezły kabaret. myślałam raczej, żeby mu sprawić jakieś COŚ do gryzienia, a nie zjadania - myślicie, że jakaś kłoda to zły pomysł? albo inaczej - jak pokazać psu, że tę oto fantastyczną gumową kość za równowartość dniówki w pracy może GRYŹĆ, a nie aportować - i tyle? bo chodzenie na czworaka z tą kością w gębie nie pomogło, nie zajarzył :roflt:
  2. a, i jeszcze sama sobie zaspamuję wątek i zadam pytanko,pomóżcie: piesek lubi gryźć to, czego nie powinien :roll: tzn. tak - wyczaił nie wiadomo jak, że jedna deska z framugi chodzi luźno - któregoś razu wyrwałam mu ją z gęby, bo sobie memlał, i wsadziłam z powrotem na miejsce. od tego czasu pies regularnie ją podgryza :( bo to nieopodal jego posłania. z deską to nie tragedia, kupię jakąś gumową nakładkę narożną, naprawi się. kwestia tego, że pies robi to z nudów, a uwielbia memłać...tylko nie zabawki :shake: gumową kość miał w dupie, ewentualnie traktował jak aport (taka masująca, fajna, oddaliśmy Nesce, która robi z niej użytek, a on w ogóle nie czai, że można to gryźć), szarpak (piłka na sznurku) też jest fajna, tylko jak z drugiej strony jest człowiek. gryzaki typu żwacze czy kości prasowane... ekhm, ostatnio dostał żwacz z okazji mojego wyjścia z domu, zeżarł, zanim zdążyłam się ubrać! :placz:a kość prasowaną zżera naraz do końca, niezależnie od rozmiaru, jak zabiorę,to jest zafiksowany i jęczy, jakby odebrali mu posiłek... krew z dziąseł leci, a pies wpieprza dalej.. macie jakiś pomysł, czym go uraczyć zamiast PANELA? :placz: zastanawiałam się nad najzwyklejszym w świecie kijem z podwórka, trochę nie jestem pewna, czy nie zrobi sobie krzywdy odłamkami? (nie zżera patyków, raczej rozwala na strzępy, ale mamusia posprząta ;) ). dodam, że lubi sobie wypatroszyć wór z eko-śmieciami (butelki, papiery, itd.)i niesie potem te śmieci na posłanie, a ostatnio rozparcelował opakowanie chusteczek, które nie mam pojęcia skąd wytrzasnął i mieliśmy śnieg w salonie :loveu: to nie tak, że on niszczy nałogowo, tylko czasem szuka sobie czegoś do pogryzienia, a to, co jest przeznaczone - olewa :( znacie jakąś zabawkę dla opornych? :cool3: (konga też ma w dupie, nie rozumie instytucji tej zabawki, kulę-smakulę ma i lubi, ale tego nie pogryzie, a tenisówkę objadał naokoło z tego futerka i później tym wymiotował na zielono :placz:) aha - dostał jeszcze jakąś wapniową 'czyszczącą' kość z lidla, duuuużą, ciężką i bardzo twardą, dosłownie jak kamień - w składzie było praktycznie samo wapno, labrador zjadał ją chyba 3 dni, a mój Patuś wpierdzielił całą naraz i następne 2 dni ledwo chodził i robił non-stop białe kupy... świńskie ucho zeżarł, zanim Neska haszczak zdążyła dobrać się do kości wiązanej, po czym zabrał jej tą kość i też zjadł... takie rzeczy traktuje jak jedzenie, a zabawek nie traktuje WCALE.
  3. a u nas najlepiej autem jedzie się poza miastem, albo nocą - wtedy młody śpi skręcony w kulkę i ma wszystko pod ogonem. po mieście, w dzień, trochę świruje, bo taaaaki ciekawy świat, a na dodatek potrafi oszczekać idącego psa :D śmiesznie to wygląda, jak przechodzień widzi przejeżdżający 'wesoły samochodzik' z darciem japy mojego królewicza :D
  4. oznajmiam - acana pacifica jedzie jak sklep rybny, jak TŻ wróci do domu to mnie chyba wywali razem z psem i z tym worem,bo nienawidzi ryb :razz: a tutaj zapaszek - powiedziałabym - WYRAZISTY.
  5. no właśnie tym warczeniem odgania od siebie głupek inne psy! ciekawostka - na mnie/TŻ-ta/każdego innego człowieka - warczy równo w zabawie, i to czasem tak, że brzmi groźnie dla postronnej osoby (ale to tylko zabawa). furczy jak stara frezarka, aż się niesie po domu. z psami, które średnio toleruje, ale zmusi się do zabawy, jest to samo - burczy. z Neską natomiast, czyli jego jedyną miłością, zabawa przebiega ZAWSZE bezdźwięcznie - czasem tylko jak sucz przegnie z miłością :cool3: to coś tam zahuczy pod nosem, ale jest cichutki raczej. nie mam pojęcia, o co chodzi :D bo Neska nie bałaby się tego warczenia, w zasadzie tylko z nią się bawi tak normalnie - po psiemu, inne psy dla niego są zagadką :D
  6. a mój pies od wódki ucieka :D i od osób, od których jedzie alkoholem również :D więc mamusia po piwku się nie zabiera za przytulanie pieseczka :cool3:, aczkolwiek browara dokończył chętnie, a raz dostał grzdyla do miski - też wymlaskał szczęśliwy.
  7. ja też często celowo z psem lazę w takie miejsce, żeby niedaleko był śmietnik :evil_lol: ale moje osiedle to w ogóle jakaś dziwna instytucja, bo mamy ogrodzone tereniki zielone, takie mini-trawniczki, jedna choineczka, jakiś tam skalniak z krzakami - ogrodzone niskim płotkiem, bramka non stop otwarta... i na środku wielka tablica "zakaz wprowadzania psów" - nie WYprowadzania, a WPROWADZANIA jako takiego... i to uważam za idiotyzm - dla dzieci tam jest za mało miejsca, nawet się porządnie nie rozbiegnie taki szkrab, wizualnie to średniawka, bo ogrodzone metalową siatką jak więzienie, a psa nie można wprowadzić - makabra :shake: miałabym tam idealny kontrolowany teren do ganiania z psem za piłką, siku/kupę zrobiłby wcześniej i tyle... dodam, że tam nigdy nikt nie wchodzi - ani 'piknikowicze' (litości, pod oknami?), ani dzieci, bo tam nie ma co robić, czasem tylko ogrodnik przystrzyże trawę. beznadzieja.
  8. [quote name='sleepingbyday']chodze często nad wisłę i tam są takie krzaczory, że cudów nie ma, nie wlezę. no ale w lesie też nie zbieram sarenki też defekują :-).[/QUOTE] czasem gdzieś na obrzeżach miewałam 'wyrzuty sumienia', że zostawiam pułapkę, ale w zasadzie nikt tam nie chodzi poza ścieżkami, a przecież pies się nie wypróżnia na środku ścieżki spacerowej... więc moje w krzakach też zostają jako nawóz! psa, nie moje :shake:
  9. [quote name='sleepingbyday'] dlatego na wszelki wypadek nie zawiązuję supłów na wypełnionych torebkach, hehehe.[/QUOTE] jak pies ma 'lepszy dzień' to wolę nie ryzykować zawiązywania tej torebki, coby przypadkiem coś nie wyskoczyło którąś stroną :placz: a np. w głębokich krzakach zbieracie? np. gdzieś poza terenami typu parki, chodzi mi o jakieś głębokie krzaczory na obrzeżach.
  10. a ja nigdy nie widziałam papierowych 'od miasta' :-? a specjalne kosze widuję rzadko, głównie w centrum, wokół mnie nie ma ani jednego (za to tabliczek "zakaz wyprowadzania psów" - od cholery)
  11. a mój mały gnojek nie umiał się napić z butelki - chodzi mi o wodę. gdzieś w podróży, czy na długim spacerze w lecie, musiałam szukać ROWU w asfalcie, do którego można nalać, coby się królewicz napił... jak zbliżałam do niego butelkę, to spieprzał - nawet małą, a usychał z pragnienia. kolega raz dał mu wylizać resztkę browara z butelki i od tego czasu umie napić się też zwykłej wody :diabloti: jak to alkohol lody przełamuje :diabloti:
  12. ja sobie wieszam na szyi z tymi oto woreczkami właśnie :) fakt, że to trochę przepłacanie i śniadaniówki wychodzą 10x taniej, ale raz, że czasem są za małe :roll: a wolę się nie ubabrać :diabloti:, a dwa, że nie zawsze zapamiętam, żeby je wziąć - serio. taka kostka jest spoko, bo zawsze sobie wisi przy smyczy :)
  13. [quote name='Majkowska']Mając psa myśliwskiego doskonale wiem czym są słowa " wąchanie" " nos" "trop" " zwierzyna"... Przywykłam. Najbardziej nie lubię u Waldka powiązania "wąchanie" i " lizanie siurów":mad: A ostatnio ma manię... Mój Amor nie wpuściłby za nic nikogo do domu. Nawet znajomych trzymał przed dzwiami aż ja nie podeszłam i ich nie wprowadziłam. Pamiętam jak kiedyś na wieś zaprosiłam koleżankę. Siedziałam w domu kiedy usłyszałam jej wrzask. Stała przed drzwiami i prawie płakała... Na progu stał Amor dumny z siebie jak cholera. Usłyszałam tylko płaczliwe " no błagam cię, zrób z nim coś, od godziny próbuję wejść do domu żeby się wysikać a co zrobię krok to on mnie atakuje"... Amor był mistrzem w tej dziedzinie. Waldek natomiast miał chyba za mało czasu żeby się tego nauczyć od wuja Amora. I tak wujo pokazał mu jak się obszczekuje teren, gdzie się biegnie żeby zdążyć spatrolować całą działkę, kiedy trzeba się rzucić. Ale podejrzewam że Wald by nie wiedział co z gościem zrobić jak ten by otworzyl sobie bramę i wlazł.... Dobrze że głos ma jako taki i to go ratuje. A swoją drogą ostatnio zastanawiałam się jaki wpływ na obronę domu ma zamykanie go w klatce gdy ktoś przychodzi. Czy wchodzi mu do łba że to gość i nie wolno go zjadać, czy że to intruz , ale skoro pani pozwoliła mu wejść to trzeba się wstrzymać z atakiem?[/QUOTE] Cholera wie :roll: nie mam pojęcia, jak pies to interpretuje. Mój wycałowuje dostawcę pizzy tak samo, jak starą znajomą :diabloti: ale raz, RAZ jedyny miałam sytuację, że mnie mój Adonis obronił! Faceci wywozili śmieci, śmieciara warczała na całe osiedle, a jeden gość chciał o coś mnie spytać i ryknął na cały głos 'PANI! A NIE WIE, CZY TU KLUCZ TRZEBA MIEĆ?!" i przy tym zamachnął się ręką pokazując na śmietnik, na co mój bodyguard Patryś wyskoczył do pana z ryjem :loveu: ale to tylko jeden jedyny 'nie-pro-ludzki' incydent w jego karierze. Dlatego go dziś ze sobą zabrałam na poszukiwania mordercy na piętrze w mieszkaniu :stupid:
  14. ale ciekawostka! darł ryja na listonosza, jak podręcznikowy pies :D i nikt nie wie do tej pory dlaczego, gość jak gość, psu nie przeszkadzało, że ktoś sobie otwiera bramkę albo do niej podchodzi, a na tego nieszczęśnika zawsze się wydarł :diabloti: ja to chcę kiedyś asta...
  15. jakbyś mieszkała w krk, to mam ją tanio od znajomej z hurtowni, z przesyłką już nie będzie tak tanio :diabloti:
  16. a, i oczywiście babski wtręt, mam tę samą maskę do włosów :diabloti:
  17. ale to piękność :loveu: nie mogę oglądać astów, bo mam ochotę wziąć wszystkie, jakie znajdę w schronie :loveu: a do mojego Monty Pythona w mieszkaniu jeszcze mi tylko asta brakuje! :D piękna Kasta!
  18. no i ja jak mam zapoznać go z psem,to tak zazwyczaj robię :diabloti: może to debilne, ale taka głęboka woda się sprawdza u niego, co prawda na początku jest 5 sekund stresu, ale zaraz później - spokój. no, 'spokój', bo labradora zdarzy mu się bzyknąć :razz: albo kłapnąć na niego, ale w granicach przyzwoitości. w ogóle to królewicz któregoś razu dorwał labowego gnata i mamlał pod stołem, lab - jak to on - przyszedł sobie popatrzeć i pomerdać ogonem i dostał zębami od Patryka, że śmiał podejść do swojej własnej kości :D:D
  19. TŻ-towy Brutus, który już nie żyje, wpuścił złodzieja, każdego kochał i całował, dzieci to samo - trudno było przestraszyć się go nawet przez 'obiegową opinię' astów, bo on już z daleka wyglądał jak kupa miłości :loveu:
  20. To dobrze się składa,bo Patryk jest STRASZNIE szybki, ale zdecydowanie lepiej mu się żyje z psem, kiedy to Patryk radośnie zwiewa (bo drugi pies go raczej nie dogania i zabawa trwa w najlepsze). Jeżeli za to Patryk goni, to mu się włącza 'dorwij zwierza' i zaczyna warczeć - to takie zabawowo-dzikie warczenie, ale większość psów odpuszcza w tym momencie :shake: tym bardziej, że kąsa w ogon - wciąż zabawa, ale mało delikatna.
  21. Ja w domu bym oszalała, jakbym musiała zrobić 'nocny obchód' po piwnicy czy kotłowni, całe życie mieszkam w mieszkaniach i teraz mam ogromne, a dziś myślałam, że zwariuję :D chciałybyście mnie zobaczyć jak się skradam po schodach z nożem kuchennym i moim 'amstafem' :roflt: TŻ za to ma dom, a parę ładnych lat temu, kiedy był sam w domu, usłyszał wyjący alarm, zszedł na dół z jakimś kijem, wszystko wyglądało pięknie, ale musiał obejść wszystkie pomieszczenia :O na szczęście FAKTYCZNIE miał amstafa, ale ten oto Brutus wpuścił kiedyś do domu innego złodzieja i leżał radośnie w pustej chacie :) Majkowska, jak ja bym chciała, żeby mój pies wolał wąchać, niż pobiegać :D on jak już wącha, to na dwie modły - wąchanie na kupę i wąchanie - trop. Jak na kupę, to jest ok, ale jeśli to drugie...:shake: 13-kg pies, a urywa mi rękę, nie ma fizjologii choćbym stała w miejscu, trop to trop i trzeba za nim leźć, aż znajdę COŚ...
  22. obecnie stoi pod stołem i patrzy mi w oczy, bo jem :evil_lol: jak zacznie jęczeć, to go wyrzucam na posłanie. Majkowska, możemy się umówić w weekend na randkę, mega chętnie! ale psy zapoznajemy na Twoich zasadach, bo z moim doświadczeniem to się źle skończy :D on najładniej się zachowuje puszczony luźno, bo wtedy tylko burknie/nastraszy, ale potem wącha i czasem się pojawia sympatia, no ale nie można tak go wypuścić na biednego Waldusia, bo jeszcze się wystraszy - i klops!
  23. bardzo chętnie, ale mój pies jest.. wiesz jaki :D chociaż może jakaś socjalizacja by mu pomogła... on prędzej toleruje właśnie większe od siebie zwierzaki, ale raczej suczki - no, ale można spróbować :D
  24. Ruczaj, ten wczesny ;)
  25. a właśnie, może jakaś krakowianka chce resztkę Brita light (z kilo-półtora pewnie zostało, zaraz zważę) i z pół kilo puriny dog chow sensitive? bo w razie potrzeba, to przekażę, jak nie, to wiozę do schronu :)
×
×
  • Create New...