Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. Sunieczko zaznala takiej niedoli i podlego życia, ze teraz należy jej sie wszystko, co najlepsze. Bycie "francuskim pieskiem" też. Choć mam wrażenie, ze bycie pieskiem Nesiowatej, jest o wiele lepsze :)
  2. Tak jest. Rudaska juz wyczerpała limit nieszczęść na co najmniej 10 lat do przodu!
  3. Przekazuję wiesci od Cioci elik: od piatku walczy z jakims laptopowym problemem. Dzis wieczorem powinna sie juz zjawic. A za rude malenstwo mocne kciuki! Niech sie wszystko juz dobrze zrasta i goi.
  4. Tak myslalam, miałam nadzieję, ze w koncu i u Was deszcz sie pojawi. Pewnie i tak za malo ale zawsze to juz cos. No i moze to jeszcze nie koniec...oby. A Lalunie dobrze rozumiem, też nie lubię moknac i marznac, choć sikania na wycieraczke nie popieram...
  5. Bo to zwykle idzie w parze; wielki strach przed i olbrzymia radość po...
  6. Prawdziwa bieda z tak długim brakiem opadów... oby jeszcze deszcz sie pojawił, zanim wszystko wyschnie... To prawda, ze wszystkie psy nie lubia wizyt u weta. Zwlaszcza, gdy maja za soba jakis bolesny zabieg i trochę latek na grzbiecie. Ale jedne panikują bardziej inne mniej. Najfajniej wyglada pies, kiedy może wreszcie wyjść z gabinetu. Szczęśliwy, idzie jak burza, niemal taranujac wszystkich po drodze - byle do drzwi!
  7. Biedna Lalunia. Pewnie w swym mniemaniu walczy o życie. .. Moja Figa tez strasznie panikowala u weta. Zresztą, już po wyjściu z domu, wiedziała gdzie idziemy, bo to był przeciwny do spacerów kierunek. Zatem już po kilku krokach zaczynała drżeć jak osika i opierać z całych sił tak, ze musiałam ją nieść. Ale w gabinecie juz "tylko" się trzesla, potwornie szczekala i usilowala uciec. Okropne to bylo zwlaszcza, gdy juz miala 16, czy wiecej lat. Bo miala chore serce i taki stres był niewskazany. Czasem wydawało mi sie, ze prędzej właśnie ten stres ją zabije, niż np.choroba, z która przyszlysmy. Życzymy dużo zdrowia i sił, dwu i czworonoznym Istotom. I zeby deszcz popadal, jak należy. U nas znowu pokropilo...
  8. Niepokoi mnie to, ze Laki po wejściu na I piętro, staje przed kolejnymi schodami nie chce iść dalej. Muszę Go do tego namawiać i zachęcać. Wyraźnie po pokonaniu pierwszego pietra, ma juz dosyć. Wydaje mi sie, ze w ogóle, szybko się męczy. Na przykład, po tym spacerze do Ciebie Aniu, wrociwszy do domu, padł jak długi. Najpierw tylko napil sie, a potem spał i chrapal prawie do 21. Wieczorny spacer był przez to o godzinę później. Może to tylko brak kondycji i wiek. Oby! Bo gorzej, jeśli coś mu dolega.
  9. Wierzę, choć niesamowite jest to, co piszesz. Tym bardziej boli świadomość, jak cierpią te, tak rozumne i wrażliwe Istoty, gdy człowiek traktuje je niesprawiedliwie i bezdusznie. O okrucienstwie, glupocie to juz nawet nie chcę mówić.
  10. W sierpniu ma przylecieć Córka i chcemy jak co roku, ruszyć gdzieś "w swiat", czy też "w Polskę". To będzie raczej pierwsza połowa sierpnia. Natomiast jesień, to im wcześniej, tym lepiej. Zwykle wyjeżdżam z końcem października lub na początku listopada, zależy to od psów - kiedy "idą" do ds. Raz był to nawet poczatek grudnia. Ale jechac moglabym nawet juz z koncem września.
  11. Takie obserwacje, jak myślę, może przeprowadzać każdy, kto ma w domu psa. Trzeba tylko mieć otwarty umysł, odrzucić wszelkie wcześniejsze, przekazywane z pokolenia na pokolenie lub wyczytane (w choćby najmadrzejszych podręcznikach) "prawdy" o tych zwierzętach. Oprocz otwartosci i odrzucenia schematow, trzeba takze widziec, nie tylko oczami ale i sercem. Nie bać się zobaczyć i nazwać to, co się zaobserwuje.
  12. Cieszę się, ze potwierdzasz Sowo, także moje obserwacje i wnioski, jak chodzi o okazywanie uczuc, przez psy. Może one nie znają słowa "odwet", czy "zemsta", ale to nie zmienia faktu, ze potrafia pokazac, ze te ( i inne) uczucia nie sa im obce. Zaobserwowalam to już kilkanaście lat temu. Nie zapomnę, w jakie zdumienie wprowadziła mnie moja jamnisia szorstkowlosa, jak pierwszy raz, gdy byla odwrocona, złapałam ją delikatnie za ogonek, mówiąc : "dawaj ogona". Zatrzymała się jakby zdezorientowana i tak stała, bez reakcji. Ale gdy ja się odwrocilam i zrobiłam pierwszy krok, poczułam na piętach jej zęby. Leciutko, delikatnie, bez gryzienia! Złapała i odskoczyla patrząc na mnie. A jaki przy tym miala wyraz oczu i pyszczka!! Cieszyla się, machala ogonkiem i była strasznie z Siebie zadowolona. Całą sobą mówiła : "widzisz, Ty mnie za ogon, to ja Cię za pięty!". Ona nie tylko, oddawala mi "z nawiązką", ale wiedziała takze, ze to żart, zabawa. Nigdy, w żadnej innej sytuacji tego nie robiła, nie lapala mnie za piety. Ta zabawa trwała latami i nigdy nie zostawala mi dluzna. Oczywistym dla mnie jest, ze One czują i rozumieją dużo więcej, niż sie zwykle sądzi.
  13. Do sierpnia, niestety. Jednak nie wiem, czy nie zrezygnuję z wakacyjnych planów wyjazdowych, jeśli Laki kompletnie nie będzie miał się gdzie podziac. Z końcem jesieni, jak zwykle, z kraju wybywam .
×
×
  • Create New...