Jump to content
Dogomania

jaguska

Members
  • Posts

    2645
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    8

Everything posted by jaguska

  1. Przeciwdepresyjne bardzo często na początku pogarszają stan, a nawet nasilają objawy choroby, dopiero po 2-3 tygodniach zaczynają przynosić poprawę. Dlatego tak ważne jest branie ich dłuższy czas.
  2. Poniekąd ryzykuję, po nauczce z pogryzieniem Jeżynki, Mimi nie zostaje sam na sam z psami, ale tylko wtedy kiedy wychodzę, jadę gdzieś. W domu mam ją na oku cały czas i nie dopuszczam do konfliktów, panuję nad nią. W malutkim stadku jest to możliwe. Tofik jest większym psiakiem i z pewnością trudniej go okiełznać w chwili ataku, dlatego stawiam na leki. Zastanawia mnie jedno dlaczego opiekunka odpychała go tą miotłą zamiast trzepnąć, albo docisnąć do czegoś energicznie i czekać aż się wyciszy, z dobermanem też by się opędzała czy waliła. Ja bym walnęła.;), nie żeby zrobić krzywdę tylko żeby pokazać kto tu rządzi.
  3. Ja to wiem, tylko nie wiadomo czy dotychczasowy dom tymczasowy da mu na to szansę, by sprawdzić działanie leków, a każdy lek typu psycho, oprócz tych typowo otępiających, potrzebuje ze dwa tygodnie by zaczął działać, to nie są takie leki jak ibuprom że się łyknie i ból znika.
  4. Niestety nie wiemy czy istnieje taka możliwość czy trzeba zabierać Tofika na CITO. Na razie ma kennel, będzie miał kaganiec, jakby podawać leki i za jakieś dwa tygodnie, bo to minimum by zaczęły działać (mam na myśli leki ale nie te otępiające zaraz po zażyciu), spróbować pomału wprowadzać go w stado, tylko dawki powinny być dobrze dobrane, żeby go wyciszały a nie rozdrażniały). Powinien dostać szansę, zanim jakieś radykalniejsze kroki ktoś podejmie.
  5. No i to chyba zamyka pewne drzwi. Dogo (dział pomocowy) topnieje, ludzi ubywa, myślę że skazane jest na samoistne wymarcie. Została garstka Don Kichotów, reszta przeniosła się na FB, dużo odeszło całkowicie, a jeszcze z sześć - siedem lat temu było nas tu bardzo dużo i zrzucenie się na cokolwiek nie sprawiało najmniejszych problemów. Tęsknię za wieloma, ale cóż, zycie...
  6. Należę do tego samego klubu :), dobry kryminał, dobre łóżko, na tyle duże żeby się wszyscy pomieścili i .... żyć nie umierać, trochę książki, trochę drzemki, trochę miziania z piesełami, a wszystko w pozycji horyzontalnej :))))))))) Dzisiaj mam mammografię, trzymajcie kciuki za wyniki. Dla Was ta ten gorący dzień :)
  7. Miałm już się nie odzywać, ale poruszę jeszcze tylko ten jeden temat. Jamor wiadomo, wielki człowiek, uratował wiele dogomianiackich psów, nie wiem kogo ma na myśli Sowa, ale na pewno równie doświadczonego trenera. Jednak, patrząc chłodnym okiem, widzę (przynajmniej ja), że Tofik ma wybitnie dominujący charakter, taki mały Kim Dzong Un. W każdym miejscu na początku jest aniołkiem, bada teren, charaktery, otoczenie, szuka poddanych i ofiar, po czasie zaczynają się problemy bo próbuje przejąć władzę. I choćbyśmy nazbierali na dwa miesiące porządnego szkolenia, nie tiutiania ze smaczkami, to później trzeba by go zabrać do......, a tam prędzej czy później odezwie się chęć rządzenia i wszystko się zacznie od nowa, no bo gdzie się znajdzie dom tymczasowy z umiejętnościami Jamora i jemu podobnych? Dlatego ja stawiam na farmakologię, bo Tofik docelowo ma żyć wśród zwyczajnych ludzi bez umiejętności trenerskich.
  8. Oczywiście że nie, ale w takim stanie zaawansowania zaburzeń emocjonalnych farmakologia może pomóc w socjalizacji, wychowaniu, adaptacji, zawsze można po jakimś czasie zmniejszać dawki i próbować wycofywać się z leków, ale trzeba dać mu tę szansę. Może gdyby brał leki nie było by incydentów w kolejnym miejscu pobytu. Żeby to sprawdzić trzeba próbować. Zgadzam się z Tobą że twarda ręka dałaby sobie radę z Tofikiem, ale nawet po szkoleniu, gdyby trafił do miękkich ludzi, efekt by był taki sam jak teraz. Pieniądze wyrzucone w błoto. My sobie możemy tylko pogdybać, a opiekunki podejmą decyzję co do dalszych losów Tofika, jednego czego mu nie życzę to tej eutanazji, która byłaby końcem problemów z Tofikiem. I schronu też mu nie życzę. Jeśli ktoś się poczuł urażony tym co napisałam wcześniej to przepraszam, nie było to moim zamiarem.
  9. Nie do końca to tak wygląda, lekarz też dobiera leki, zmienia, nie zawsze trafi za pierwszym czy drugim razem. Skutki uboczne? Ja tych od leków życzę Tofikowi, bo jedynym skutkiem ubocznym który przeziera przez niektóre wpisy jest śmierć, bez próby dobrania leku. I nie, nie trzeba żadnych psich psychiatrów, każdy wet może wypisać receptę.
  10. Ja stawiam na zaburzenia emocjonalne, ale w takich przypadkach też stosuje się leki psychiatryczne. Scenariusz jest zawsze taki sam, na początku Tofik jest grzeczny i do ludzi i do zwierząt, po czasie zaczyna rządzić i gryźć, jak nic leki są niezbędne. Gdybym tylko pozwoliła to Mimi też by rządziła i gnębiła Jeżynkę, Psotkę i te bardziej ciapciowate koty. Nie było o tym pisane nigdzie, ale Jeżynkę pogryzła dotkliwie. I uważam że to była moja wina nie Mimisi, bo to ja mam trzymać stado w ryzach i jestem odpowiedzialna za porządek w nim, od tamtego czasu, a było jakieś pół roku temu, Mimiśka ani nie dygnie do innych zwierząt, choć próbuje, wystarczy jednak że spojrzę i skarcę słownie. I mimo że jest tchórzem i panikarą, to jak tylko poczuje się pewnie to próbuje dominować. I była propozycja leków, i odradziłam, bo nad Mimi panuję, po prostu w pewnym momencie za bardzo poluzowałam, ale Tofik jak najbardziej powinien być na lekach, bo jego agresja zaszła już za daleko.
  11. I takie Twoje prawo. Zauważ jednak że w przypadku Tofika nawet nie podjęto takiej próby, być może na początku jego problemów emocjonalnych (bo wcale nie musi to być choroba stricte psychiczna), może wystarczyłyby lżejsze specyfiki, niekoniecznie otumaniające. Teraz niestety chyba od takich trzeba by zacząć. Jak można stwierdzić po kilku dniach że psu wsparcie farmakologiczne nie jest potrzebne a po czasie larum, zabierać psa bo się rzuca i gryzie. Z tego co wyczytałam to taki był scenariusz jego pobytu u trenerki. Do domu tymczasowego do którego teraz trafił powinien był iść już z zapasem leków na wyciszenie. Zabić zawsze się zdąży, a nie ładniej brzmi eutanazja. Iluż ludzi należałoby poddać eutanazji z powodu nieleczonej agresji. Trzeba chociaż spróbować a nie od razu skreślić, wiem że jest dużo psów w schroniskach i nie ma się co "szczypać" z jednym psim życiem, ja jednak tak nie potrafię, chcę wiedzieć że wykorzystałąm wszystkie możliwości. I nie, nie męczę swoich zwierząt, troje usypiałam, zabijałam za pomocą weta, na własnych rękach, chore, cierpiące, umierające. Tofik jednak jest świrusem ale zdrowym fizycznie i jest dla niego szansa życia, na prochach. I tak jak napisała powyżej Ilona, nie każde leki psycho robią z pacjenta zombi.
  12. To trzeba to jak najszybciej naprawić, nie bawić się już że go ktoś ułoży, ludzie chorują psychicznie przez całe życie i całe życie czasem muszą być na tabletkach. Nie jest już ważne czy on ma równo pod sufitem czy nie, najważniejsze żeby go wyciszyć, uspokoić, skutecznie, może wtedy i kennel i kaganiec nie będzie konieczny. Tylko leki muszą być konkretne a nie jakieś meliski czy inne stres outy. No i taka moja dygresja, może raczej kij w mrowisko, nie każdy trener powinien nim być, tak samo jest i z groomerami, weterynarzami i każdą inną profesją. Uważam że już po wypadku u Guccio, Tofik powinien być wspierany farmakologicznie, może wtedy wystarczyłyby lżejsze piguły, teraz uważam że bez twardych piguł się nie obejdzie, to lepsze niż go po prostu zabić.
  13. Jednak patrząc na całą historię Tofika nie potrzeba specjalisty by widzieć że potrzebuje wsparcia farmakologicznego, którego boicie się nie wiem czemu, i wolicie brać pod uwagę eutanazję niż tabletki uspokajające. Popatrzcie na swojego ukochanego psa, gdyby się nagle zmienił w Tofika, eutanazja czy jednak tabletki? Nie trzeba dr.Irackiej i konsultacji żeby wypisać psychotropy, każdy wet po przedstawieniu historii Tofika wypisze receptę, każdy normalny wet, nie trzeba cudować z klinikami i innymi instytutami itp, to jest Tofika być albo nie być, więc każdy wet będzie dobry.
  14. No nie do końca tak jest, bo jednak ludzie z psychiatryka wychodzą i przyjmując leki żyją wśród nas i nikogo nie mordują. Owszem jeśli przestaną brać leki mogą zagrażać otoczeniu, jednak psu to człowiek podaje lekarstwa, więc jeśli będzie tego pilnował to nic złego się nie wydarzy. Leki nie przestają działać z dnia na dzień, opiekun czy to osoby chorej, czy psa, zauważy zmiany w zachowaniu i może interweniować (zmiana leków, zwiększenie dawki). Oddanie Tofika z powrotem do schronu jest jak wydanie na niego wyroku śmierci, tego jestem pewna. Może nie jest, może jest, ale jeśli żaden z dotychczasowych opiekunów nie był w stanie się z nim dogadać, a chętnych na horyzoncie nie widać, sięgnęłabym bez wahania po psychotropy, lepsze to niż powrót do schronu.
  15. Takie są prognozy, dlatego my wyskoczymy sobie na trzy-cztery godzinki za miedzę, do naszych południowych sąsiadów, wymoczyć ręce, nogi, odważni trochę więcej, w lodowatych wodach. Gwarantuję Ci Nesiu że w tym miejscu żaden upał nie jest straszny, nawet dla mnie, gdzie ja na słońcu mdleję. A to miejsce to Park Balneologiczny Vincenza Priessnitza :) U Mimi wszystko ok.
  16. Może i ja wtrącę swoje trzy grosze, ludzi agresywnych i zagrażających otoczeniu trzyma się na psychotropach, dlaczego pies nie miałby na nich egzystować. Moim zdaniem powrót Tofika do schroniska równa się zagryzieniu go przez inne psy w krótkim czasie, wystarczy że fiknie nie do tego kogo trzeba i to będzie jego koniec, jak wielu innych psów w schronach. Ja bym wybrała silnie wyciszające psychotropy. Psy z chorym sercem, trzustką itp, trzymamy do końca życia na lekach, dlaczego z chorą głową tak nie robimy???
  17. Nesiu, zastanawia mnie jedno, skoro wstajesz o czwartej, to o której idziesz spać? Ja jestem niewyspana straszecznie, zanim nastał świt, labkowi z naprzeciwka coś odbiło i zaczął psie konsultacje z innymi psami, do dyskusji z wielkim impetem przyłączały się dwa rudzielce, co jakiś czas zrywały się jak oparzone i z wielkim jazgotem gnały do ganku żeby napyskować labkowi, Yoshi i Jeżynka nie wdawali się w psie pyskówki, byli ponad i spali grzecznie, niestety ja nie spałam. Teraz labek skończył swoje wywody, poszedł odpocząć, rude śpią, a ja mam łeb jak sklep z niewyspania, Połówek jakoś lepiej to zniósł. Dobrego dnia wszystkim.
  18. Tysiu, najważniejsze są Twoje sprawy i rodzice, zajmij się tym co ważne dla Ciebie. Mimisi krzywda się nie dzieje, a jak wrócisz to zapraszam. Może pogoda dopisze i tym razem zrobimy sobie prawdziwy spacer, może w mieście po parku, z Mimisią oczywiście :)
  19. Po chwili przemyślenia, myślę że państwo podjęli dobrą decyzję, tam jest dziewczynka 11 lat, takie dziecko na pewno chciałoby mieć pieska z którym mogłoby chodzić na spacery, pobiegać, pobawić się zabawkami, porzucać piłką czy inne formy zabawy psio-ludzkiej uprawiać. Może i państwo mieli by cierpliwość w pracy z Mimi, ale dziewczynka chyba nie cieszyłaby się z Mimisiowego charakteru. Dlatego zawsze obstawałam za domem bez dzieci. Nie możemy przecież wymagać by 11-letnie dziecko stawiało sobie wyzwanie socjalizowania psiaka. Zresztą sama już nie wiem.
  20. No cóż, lepiej teraz niż po tygodniu adopcji. Najbardziej to mi szkoda Ciebie Tysiu, że nie pojechałaś do domu, do rodziców. A po poście Pokerka o Gidze i jej pani, zatliła się we mnie iskierka że może taka pani gdzieś jest i tylko jeszcze nie wie że szuka właśnie naszej Mimisi. Rezygnacja państwa wcale nie jest powodem dla którego miałabyś do nas nie przyjechać :) Kotki na pocieszkę zostawiam.
  21. Elu, Tysia wytłumaczyła już że chodzi o szycie, zapięcia itp, a Mimi ma takie zwyczajne, niedrogie choć tego typu. Ma też jeszcze u mnie 130zł które zostały z transportu, więc może faktycznie szelki to będzie dobry zakup, choć ona siłaczką nie jest i jeszcze tak się nie zdarzyło żeby mi się z tych szelek wysunęła nawet w stanach paniki, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, więc może lepiej dmuchać na zimne. Ze mną może chodzić w tych zwykłych a na występy będziemy zakładać odświętne, tylko muszę w takim razie te zwykłe po ustawieniu długości zabezpieczyć w sposób stały przed rozsuwaniem. Tysiu, przyjrzałam się dokładnie tym schematom obrazkowym i wybacz mi, ale boję się sama mierzyć Mimisię, szczególnie te odcinki które nie mają regulacji. Czy Ty przyjedziesz z państwem na zapoznanie? Jeśli tak to wtedy zmierzę Mimi pod Twoim okiem i te 130zł dam Ci w gotówce i wtedy zamówisz szelki, przecież i tak planujesz co najmniej dwie wizyty, a solidne szelki potrzebne będą do miasta. My z Mimisią się miziamy, przytulamy, noskujemy i tym podobne rzeczy, ale w życiu bym nikomu nie zaproponowała takiego zachowania nawet w stosunku do Mimi, bo widuję ją także ze zjeżoną sierścią jak jeżozwierz i ujadającą całkiem serio, oczywiście reaguję i Mimisia się mnie słucha i uspokaja, ja się nie boję szczekających kurdupli (co innego duży i agresywny pies), ale ręki nie dałabym sobie uciąć za to że kogoś bardziej bojaźliwego czy działającego jej na nerwy by nie kąsnęła. To jest jednak pies i zawsze trzeba o tym pamiętać, niestety wielu ludzi próbuje wsadzić psa w buty człowieka, a właściwie w buty dziecka.
  22. Witaj Nesiu skowronku, albo i nawet jeszcze słowiku ;), pooooodobnież ma być dzień ulgi a nawet więcej niż jeden, tyle tylko że na razie jakoś tego u nas nie widać, mam nadzieję że nadchodzące godziny przyniosą zmianę pogody. Miłego dnia :) Oko zawsze czuwa ;)
  23. I jeszcze chciałam zapytać, czym się różnią te szelki z linku, od szelek które ma Mimisia i Psotka na sobie na filmiku?
  24. Można pomarzyć i mieć nadzieję...takie domki to skarby. Wielkie szczęście miała Giga.
  25. Mimisia jest całkiem inna, przytula się do mnie, naprasza o mizianie, wskakuje na kolana. Problemem jest to że akceptuje tylko jednego człowieka. Może we Wrocławiu ogródki przy szeregowcach mają 2 ary, u nas niestety są wielkości chustki do nosa, nie każdy też pozwoli kopać psu dołki w ogródku ;) I ja jej tego życzę z całego serca.
×
×
  • Create New...