-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by jaguska
-
Ja się nie znam więc udziału w dyskusji nad psimi zachowaniami nie będę brała, bo nic ciekawego nie wniosę. Z pewnością mam inne pojmowanie zwierząt i natury, więc nie mnie decydować o czymkolwiek czy radzić. Tylko nie róbcie z Mimi agresorki, ona ma tylko strach wkodowany w naturę i nigdy nie będzie psiakiem którym można się chwalić koleżankom, to potencjalny dom Mimisi musi zrozumieć i uszanować. Żadnemu z moich zwierzaków nie łamałam kręgosłupa i robić tego nie zamierzam. U mnie wszystkie zwierzęta są członkami rodziny i są na równych prawach, żadne nie jest moją własnością czy na gorszej pozycji. Tak jest u mnie, w domu tymczasowym, dom stały musi sobie sam wypracować relacje z psem. A wszystko zależy od tego czy chcą by pies był z nimi, czy po prostu chcą "mieć" psa. O tym decyduje Tysia i koniec kropka. Pokerku, nawiązując do tego wielkomiejskiego życia, to przecież państwo mieszkają we Wrocławiu, to jest chyba wielkie miasto, chyba że się mylę ;), no i ten skrawek skrawek to dla Mimi troszkę przymało i jeżeli na skrawku ma się skończyć to i Mimisiowe szczęście też się skończy. Oczywiście psa można wszystkiego nauczyć, zakazać, nakazać, próbować nawet nauczyć jeść nożem i widelcem, wszystko można. Okiełznać naturę też można, zamknąć w gorsecie zakazów i kar. To tylko zwierzę a człowiek jest panem. Wiem jedno że Tysia na wszystkie strony wszystko sprawdzi zanim Mimisię odda do DS, ufam jej. A teraz a propos tego ogródka przy szeregowcu ;)))))
-
Dla mnie to też będzie decydujący punkt. Potencjalny DS musi brać pod uwagę że może minąć wiele miesięcy zanim zaczną dogadywać się z Mimi. I druga sprawa która mnie nurtuje od początku, trudności w "spacerach" Z Mimi poza własnym podwórkiem. Trudno to nazwać w zasadzie spacerami, bo Mimisia przerażona wszystkim w zasadzie szuka tylko miejsc w które można się wcisnąć i schować, i nie chodzi mi stricte o centrum miasta, ale o każde miejsce,gdzie zaskoczy ją hałas, rzecz czy żywy organizm, którego nie zna. Tego bym dla niej bardzo nie chciała, żeby jej światem stało się podwórko. Mimo że naszą okolicę już zna i lubi wychodzić poza teren własny;), to Tysia miała namiastkę jak to wygląda. To na wsi, a w mieście to się nie da opisać, trzeba zobaczyć lub samemu spróbować. Natomiast poza miastem i wsią, gdzie nie ma ludzi, niespodziewanych huków czy innych niespodziewanych bodźców, Mimisia czuje się dobrze, zainteresowana otoczeniem. Dlatego Pokerku spotkanie w mieście i spacer uważam za konieczne, bo Mimi nie będzie żyła w mydlanej bańce tylko w realnym świecie pełnym hałasu i gwaru, a zniechęcenie do "spacerów" poskutkować może tym, że Mimisi świat zamknie się w podwóreczku wielkości chusteczki do nosa, bo takie są w szeregowcach. Postaram się dzisiaj zmierzyć Mimi i trzeba szybko wybrać szelki, żeby nie było ewentualnych niespodzianek, na zapoznawczym spacerze. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Jak przetrwamy dzisiejszy dzień to już poleci, zapowiadają piekarnik niesamowity. Nawet Mimisia mimo że najmłodsza poleguje, nie mówiąc już o seniorach, bo w zasadzie cała moja trójka to starszyzna (13, 10, 10), Mimi tylko młoda koza bo chyba ze trzy lata ma. Mimisia ma "problema", bo jak się zagotuje w koszyku, to musi opuścić swoje stanowisko dowodzenia i zejść do parteru ochłodzić się na kafelkach, bardzo ją to "boli", bo Psotka lubi ciepełko i swojego stanowiska nie opuszcza ;). Zdradziły też swoje miski z wodą na rzecz kociej fontanny, jednak bieżąca, napowietrzona woda jest smaczniejsza w upały :) Życzymy wszystkim gotującym się w tropikalnej temperaturze -dużo wody dla ochłody- (Ka Fe Bi Ba BeKoNiK i woda kranowa Olo) ;)))))))
-
Skoro państwo z miasta to jeśli myśleli by o Mimi na poważnie, to proponowałabym spotkanie w Nysie i również spacer tam, bo nie ma co owijać w bawełnę jak to będzie wyglądało w mieście i lukrować Mimisi, ją musi ktoś pokochać taką jaką jest, co się da wypracować to się da, a co nie to nie, jest u mnie ... ile? A jednak zachowania są jakie są, więc potencjalni chętni muszą wiedzieć, że i rok nie wystarczy na zrobienie z Mimi przytulaska. Wybaczcie moją frustrację, ale myślę też, że jedenastoletnie dziecko może się szybko znudzić Mimisą, której nie można poprzytulać, potarmosić, pogłaskać. Nie wyobrażam też sobie Mimi na spacerze z dzieckiem. ........ale mogę się mylić......i oby tak było.
-
Uważam że wystarczy żeby lękliwy pies potrafił się poruszać wśród ludzi i nie widzę potrzeby, żeby każdy obcy mu człowiek od razu go obmacywał na siłę. Ja nie lubię jak mnie ludzie dotykają i jestem w stanie zrozumieć że pies też nie lubi być macany, jak choćby Jeżynka która kłapie i nic nie zmieni jej przekonania że do głaskania jest tylko psia głowa, a każde wyciągnięcie ręki dalej jest próbą wydarcia kawałka mięcha z psiej dupki. Mimisia do mojej mamy już się prawie przyzwyczaiła, jeszcze trochę szczeka, ale mniej niż więcej ;), na Połówku śpi, na kanapie leży między nami, daje mu się głaskać, miziać, potrafi zawsze coś od niego wyżebrać, problemem jest najprawdopodobniej to że Połówek statyczny jest ok, ale jak jest w ruchu to jest bardzo energiczny i ekspresyjny ;) i to Mimisi się nie podoba, więc chodzi za nim i szczeka. Dwa rude obeszczańce dalej uskuteczniają swój proceder, chodzą w parze i poprawiają po sobie, przy mnie tego nie robią, ale przy Połówku nie mają zahamowań. Generalnie to żaden z czterech kurdupli się go nie boi i robią z nim co chcą, koty też. Obserwowanie szorstkiej przyjaźni Mimisi z Psotką jest bardzo fascynujące. Nesiu, skoro tak potrzebujesz wody, to życzę Ci spokojnego bez nawałnic deszczu, ożywczego :) Miłego weekendu.
-
Mimo że nie jestem prawną opiekunką Mimi to tu akurat popieram Tysię w stu procentach, do mnie na zapoznanie z psem można zawsze przyjechać, (zresztą w odwiedziny do Mimisi również, wystarczy dwa dni wcześniej dać znać żebym sobie ustawiła grafik odpowiednio)....bo jak słyszę że...-my damy radę-...-będziemy ją kochać i szybko się zmieni-..., brakuje tylko że zagłaskamy spanikowanego i wystraszonego psa nawet na śmierć i będziemy ją tak mocno kochać aż ona wreszcie pokocha nas, nawet na siłę. Spotkanie można również zorganizować w mieście w mieszkaniu (moim, odzyskanym po wynajęciu) gdzie Mimi nie będzie miała podbudowy w postaci szczekającej trójki moich psiaków. A nawet zaproponować "spacer", obok jest skwerek a kawałeczek dalej wielki park. Nie ma więc wytłumaczenia że wiocha, zadupie i daleko, nie trafimy czy coś, Nysa może nie metropolia ;), ale średnie miasteczko i potencjalny DS może mieć namiastkę jakie życie będzie z Mimi i jak będą wyglądały spacery, przynajmniej przez kilka miesięcy. TRadycyjnie, strach jak stodoła, ale króciutko na smyczy idzie przy nodze, takim trochę czołgaczem, gorzej jak ktoś na nią zwraca uwagę i próbuje coś tam do niej mówić, nie daj boże łapsko wyciągać, to wtedy panika, ale ludzi nie nauczysz żeby trzymali ręce przy sobie. U nas też dzisiaj pada, spacerki tylko na siusiu, Mimi ma najmniejsze opory przed deszczem, reszta pierwszy kawałek trawy -sik- i z powrotem pod drzwi. A my wreszcie posadzimy trzy drzewka które już długo wegetują w donicach i czekały właśnie na taką pogodę, jest OK.
-
Koszmar, koszmar, koszmar, biedny psiak, taka potworna śmierć, serce boli. Elu, ja nie jestem tak wyrozumiała jak Ty dla ludzkiej bezmyślności, braku wyobraźni i głupoty, bo sprawy trzeba nazywać po imieniu. To tak jakbyś postawiła niewidomego człowieka nad przepaścią i jeszcze mu białą laskę zabrała. Tragedia. Być może i ludzie Ci cierpią, ale to co zafundowali Teosiowi w niczym ich nie usprawiedliwia.
-
Pewnie że nie jest pinczerowata bo jest lisowata, ale za to wyjątkowa, nie znają się i kropka. Jak mi dokładnie napiszecie gdzie zmierzyć i jak mocno ścisnąć centymetr to mogę ją zmierzyć, wybierzecie szelki w internecie a ja zapłacę, bo Mimi ma u mnie kasę z transportu, a wcale nie musimy na razie domawiać jedzenia, bo mamy zapasik.
-
I to jest potwierdzenie że kamera dodaje kilogramów. Zważyłam Mimisię i jadąc na kolonie ważyła 6,8 (gdzieś tam na poprzednich stronach jest napisane) a teraz waży 6,4, czyli schudła 40dkg. Zmylić może budowa Mimi, ona ma solidnie rozbudowaną klatkę piersiową, a później jest mocne wklęśnięcie na brzuszek, jeśli się nie mylę to chyba charty tak mają. Jutro wyprawa do miasta.
-
Na razie to jest tylko ostrzeżenie, ale już pierwszy sik był, nie wiem czy Mimi na Psotkę czy odwrotnie, ale diablice już zaczynają. Tysiu, ja nie wyróżniam żadnego ze zwierzaków, chyba jak jest chory to wtedy tak, bo jest pod troskliwszą opieką. Te dwa ancymony tylko tak mają że się organicznie nie lubią i uprawiają wojny podjazdowe, takie słodkie żmijki, niby wszystko ok, otwartej wojny nie ma, ale jak tylko nie widzę to się kopią po kostkach. No bo jak skarcić za znaczenie skoro robią to tak żebym nie zauważyła? A po fakcie to bez sensu karcenie. Pilnuje mnie, oka ze mnie nie spuszcza, brakowało nam wariatki, niestety jej stosunek do Połówka jest niereformowalny, ale spróbujemy nad tym popracować. Idziemy na ostatni spacer i udajemy się na odpoczynek po dniu pełnym emocji, dla Mimi będzie odmiana, z klatki kennelowej na wyrko ;) Dobrej nocy.
-
W domu byłyśmy o trzeciej, ale zaraz za mną zjechali goście, dopiero teraz usiadłam. Radości nie było, był strach, ogonek podkulony, dezorientacja, ale do samochodu wskoczyła sama, całą drogę siedziała wciśnięta pod siedzenie z tyłu. Trochę się zmartwiłam bo przecież pięknie już jeździła w aucie. Jak zajechałyśmy na podwórko, Mimi popruła prosto do drzwi, nawet się załatwić nie chciała. W domu obleciała wszystkie pomieszczenia, Psotka ją zwarczała, Mimisia na moją mamę nie zwróciła nawet uwagi, ale tradycyjnie Połówka obszczekała. Przeleciała koszyki parapetowe, łóżko, kanapę i wszystkie kąty, na kolana wskakuje mi jak dawniej. Pilnuje mnie i nie odstępuje na krok, chyba się boi żebym nie zniknęła. Moje autko mało pali, kilometrów 300, za benzynę wyszło: